
Opis
Ona ma tajemnice, ktorej jest desperacko zachowac... Z niebezpieczenstwem nadciagajacym na horyzoncie, byla agentka FBI Bambi Lane, teraz niedzwiadek, nie bierze zadnych szans. Szukajac schronienia w pobliskim miescie, buduje nowe i wygodne zycie poza zasiegiem radaru, ale kiedy klopoty zapukaja do jej drzwi, odkrywa, ze jedyna rzecz, na ktora tak ciezko pracowala, wkrotce zostanie ujawniona. On ma pragnienie, ktore nie bedzie odrzucone. Curtis "Taco" Nash, kapitan drogi Spartanow, zawsze szedl swoim wlasnym rytmem, jego jedyna lojalnoscia byli bracia z klubu. Tylko jedna osoba zdolala skutecznie wbic sie pod skore Curtisa Nasha, i kiedy zniknela z jego zycia, nie pozostawiwszy nawet po sobie pozegnania, skreslil ja - przynajmniej sprobowal. Wystarczy wspomniec o tej, ktora mu uciekla, a on jest ogarniety pozadaniem - i gniewem. Chce odpowiedzi. Chce jej. Juz niedlugo dostanie znacznie wiecej, niz sie spodziewal. W miare jak wojna miedzy kartelem a Spartanami sie zaostrza, Taco musi zdecydowac, czy bedzie chronic swoich braci czy nowe zycie, ktore na niego czeka. Kiedy wszystko jest na wadze, jedno jest jasne: Nikt nie jest bezpieczny. Czy Bambi i Taco beda w stanie polaczyc sily i znalezc sile, by zaryzykowac skok wiary, zanim zabraknie czasu?
Rozdział 1
Mar 16, 2024
To nigdy nie jest dobry pomysł, aby wkładać rękę do rozdrabniacza śmieci, chyba że chcesz się pozbyć trochę martwego balastu. Bambi lubiła mieć wszystkie palce, ale nie zamierzała pozwolić, aby żółty soliter, odziedziczony po babci od matki do siebie, zostanie spłukany w dół rury.
"Cholera!" wykrzyknęła Bambi, zła na siebie za głupie zapomnienie zdjęcia pierścionka przed myciem naczyń. Wiedziała lepiej, ale mimo to to zrobiła. Czy to był karma?
Nie chciała o tym myśleć. "Kiedyś przyjdzie dni wypłaty", jak mówił jej ojciec. I jej czas nadejdzie, bez wątpienia. Ale, ponownie, lepiej nie myśleć o tym. Już dość się biła za wszystkie straszne rzeczy, które zrobiła w swoim życiu. Ostatnią było odejście od Taco bez słowa wyjaśnienia.
Ale czasami życie się działo i sprawy nie były tak czarno-białe. Nie wiedziała, jak porozmawiać z nim wtedy, więc po prostu spakowała się i wyszła. Niektóre dni spędzała na leżeniu i zastanawianiu się, czy dobrze zrobiła. Ale z całą tą burzą w bractwie teraz, zawsze dochodziła do wniosku, że tak. Spartan Riders byli uwikłani w wojnę z meksykańskim kartelem narkotykowym, a Bambi, będąca byłą agentką FBI, nie zamierzała się wplątywać w taki bajzel. Było to zarówno niebezpieczne, jak i głupie, a ona chciała tylko żyć w spokoju. Poza tym, miała teraz znacznie ważniejsze rzeczy do rozważenia.
Bambi westchnęła, wyjmując rękę z szerokiego otworu zlewu. To nigdy nie zadziałało. Jej szczęście, że przypadkowo uruchomi coś, a ostrze rozerwie jej rękę. Niestety, nie miała narzędzi do otwarcia rur. A także nie miała pieniędzy, aby zatrudnić kogoś, kto przyjdzie i odejmie pierścionek. Musi więc znaleźć inne rozwiązanie. Bycie właścicielem domu wielokrotnie przypominało bycie uwięzionym w olbrzymim pułapce na pieniądze.
Starała się nie zdenerwować zbytnio, Bambi odsunęła się od zlewu i postanowiła nie używać tej strony podwójnego zlewozmywaka, dopóki nie wpadnie na jakieś rozwiązanie.
Poza tym, musiała sie szykować. Jej randka miała się pojawić w dowolnej chwili, a ona nawet nie wybrała jeszcze co na siebie założyć.
Po trochę prób i błędów zdecydowała się na różowo-fioletową sukienkę maxi w stylu tie-dye z fałszywym paskiem w talii, ponieważ była to jedyna rzecz w jej szafie, która była zabawna, zmysłowa i ukrywała jej powojenny brzuch. Czuła się w niej dobrze, co było plusem, skoro większość jej dni spędzała w plwocinie i po łokcie w brudnych pieluchach.
Dzisiejszy wieczór miał być miłą odmianą. Jej współpracowniczka ze stacji benzynowej, starsza kobieta, która trzy razy wyszła za mąż i rozwiodła się, poleciła jej serwis randkowy i powiedziała, że powinna znaleźć kogoś, z kim spędzić czas. Twierdziła, że w tak młodym wieku Bambi nie może tylko siedzieć i marnować się, bo jest matką. Wręcz nakazała, jako witalnej kobiecie, wyjście i pragnienie własnościowego jednego dla drużyny. Tina, jak stwierdziła, zamierzała przeżywać to z prędkością.
Bambi lubiła Tinę. Jako jej menedżerka nauczyła Bambi, jak prowadzić stację benzynową, stając się jednocześnie przyjaciółką i rodzicielką zastępczą. Ponieważ nigdy nie miała zbyt dobrej relacji z własną matką, która błąkała się po świecie, ceniła sobie ich więź.
Dlatego przygotowywała się na swoją pierwszą randkę od prawie roku. Na początku była sceptyczna, nie była pewna, czy jest gotowa i chciała wracać na rynek randkowy, ponieważ cały czas myślała o Taco dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale potem przypomniała sobie, że nie może iść naprzód ze swoim życiem, jeśli ciągle patrzy w przeszłość.
Problem w tym polegał na małym chłopcu, który właśnie spał w swoim kołysce - który był dokładnym odbiciem swojego ojca. Nie mogła uciec od przeszłości, która zawsze na nią patrzyła.
Dlatego właśnie tego dnia odeszła. Wymagało to wagi i odwagi, ale kiedy zobaczyła nadchodzenie chmur burzy w postaci wojny pomiędzy klubem a kartelem, wiedziała, że najlepsze miejsce dla jej dziecka to być z dala od niebezpieczeństwa. A potem, gdy Frank Kellerman, jej były współpracownik z FBI, który stał się buntownikiem, skontaktował się z nią, dając jej głębszy wgląd w to, jak źle będą się działy rzeczy, wiedziała, że podjęła właściwą decyzję.
Było trudno zostawić Curtisa za sobą, ale miała teraz dziecko, a odmówiła wychowywania go w takich warunkach. Nie można było przewidzieć, jakie przemocliwe będą rzeczy dla Spartan, ale słyszała z plotki, że sytuacja się zaostrzała. To był tylko kilka mil różnicy, ale miasto było w nieładzie, stawki przestępczości rosły i przewyższały wszystko, co dotąd widzieli.
Martwiła się o Curtisa, ale cieszyła się, że wyszła. Szkoda tylko, że wszystko mogło być inne.
O godzinie siódmej Tina przyjechała z DVD z czerwonej skrzynki i dwulitrową butelką Pepsi w jednej ręce. "Dzisiaj wieczór zamierzam zwariować na punkcie Harry'ego Stilesa, słodyczy i maleńkich tulaczków", oznajmiła. Położyła swoje łupy na blacie kuchennym i natychmiast poszła do Beau.
"On śpi" – poinformowała Bambi. Nie żeby to cokolwiek zmieniło. Tina podniosła go i miał go w ramionach, nim skończyła wypowiadać zdanie.
"Popatrz na ciebie, ty urocze małe skrzateczku" – usłyszał Beau, mrużąc oczy i zaczynając się wiercić. Po chwili spojrzenia dookoła z zaczerwienionymi oczkami, ponownie zasnął. Tina promieniowała. "On mnie pokochał, swoją cioteczkę Tinę."
Bambi się uśmiechnęła. "Oczywiście że tak. Jak go nie pokochać?"
Z Beau wciąż tulonym w ramionach, Tina podszedł do sofki, złożyła nogi jak węzeł w środku, i usadowiła się. "Więc, kiedy przypływa ukochany?"
Bambi spoglądała na zegar. "W dowolnej chwili."
"I dokąd idziecie?"
"Zabierze mnie na włoską kolację."
"O, wystawne", powiedziała ze sztucznymi czerwonymi brwiami. "A potem...?"
"Przywiezie mnie do domu" – stanowczo oznajmiła Bambi. Nie interesowało ją późne wypadanie ani dawanie wrażenia, że jest prostolinijna. Była teraz matką i, jako taka, postanowiła prezentować się w sposób dojrzały i godny szacunku. Poza tym, po prostu chciała być w domu z Beau, nie z obcym mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie spotkała poza kilkoma wymianami tekstowymi.
"Nuudyy", śpiewając zanuciła Tina.
"Po prostu nie chcę dać złego wrażenia" – broniła się Bambi. "Poza tym, on może być mordercą."
Tina parsknęła. "Wątpię. Wydaje się całkowicie normalny, jak opisywałaś."
Na papierze, tak. Steve, kierownik sklepu spożywczego, był średniej klasy człowiekiem z dyplomem uniwersyteckim i domem z trzema sypialniami przy cul-de-sac, który prowadził Kię. Ale pozory mogły mylić - faktem, której doświadczyła w swoich latach spędzonych w rządzie.
"Czytałaś o tej mamie, która poznała go na Tinderze, a on ją zabił? On również wydawał się 'całkowicie normalny'."
"Martwisz się za dużo."
"A może za mało się martwisz."
Tina wystawiła język w kierunku Bamnbi, sprawiając, że ta się roześmiała. W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi, a Bambi odwróciła się, żeby go otworzyć, ale nie zanim nie wystawiła przeciwko niemu języka.
Steve stał po drugiej stronie drzwi w czystej, wyprasowanej, pudrowo-niebieskiej koszuli z khaki spodniami i zarysowanymi tenisówkami. Jego złocisto-brązowe włosy były świeżo przycięte, rozdzielone na lewo i grzebane na bok. Nie miał zarostu, a jego uśmiech krzyczał "Dobry facet." Innymi słowy, był całkowicie neutralny i nudny jak fotel kosmetyczny. Bambi nie była w ogóle zaskoczona, gdyby przyznał się do bycia dziewicą.
Ale nie zamierzała go oceniać. Przynajmniej nie bardziej, niż już to zrobiła. Był zainteresowany nią i nie uciekł, kiedy powiedziała mu, że ma dziecko. To był motyw, który warto było zrozumieć przynajmniej.
Złocisto-brązowe oczy Steve'a wędrowały po niej, tańcząc z podziwem. "Wow, wyglądasz świetnie. Naprawdę świetnie" - powiedział. Wyciągnął rękę, a ona ją wzięła, dając mu przyjacielskie podanie dłoni. "Miło cię wreszcie poznać. Jesteś jeszcze piękniejsza na żywo. Po prostu... wow."
Teraz Bambi się rumieniła. Dawno temu nie usłyszała dobrej i szczerze wyrażanej pochwały. "Dziękuję. Ty też wyglądasz dobrze." Odpowiedział na to szerokim uśmiechem. Oddaliła się od niego, mówiąc mu: "Ehh, pozwól mi wziąć moją torebkę, a potem możemy się ruszać."
Zabierając ją z kawowego stolika, Bambi zatrzymała się na moment, żeby pochylić się i dać pocałunek na małą, łysą głowę. Na Tinę powiedziała: "Na lodówce zostawiłam numery telefonów alarmowych, tam jest też dodatkowe mleko modyfikowane. Lubi je zimne, więc nie musisz go podgrzewać ani niczego specjalnego robić. Masz moj numer, więc jeśli masz jakiekolwiek pytania lub coś, to zadzwoń do mnie."
"Okeydokey" – Tina powiedziała, jakby wszystko było takie proste, ale Bambi wewnętrznie oszalała, zastanawiając się, czy to nie jest najbardziej okropny pomysł, jaki kiedykolwiek miała. Beau miał zaledwie trzy miesiące. Być może było za wcześnie na wychodzenie na randki i zostawianie go w domu z opiekunką. Tina była wspaniała, ale nie była jego matką.
Co jeśli obudził się, gdy jej nie było i nie można go było uspokoić bez niej? Sam fakt, że płakał na jej widok, sprawił, że jej serce bolało. Zastanawiała się, czy nie powinna tego wszystkiego odwołać i poprosić Steve'a, żeby odszedł, kiedy Tina odchrząknęła i szeroko otwarła oczy.
"Do zobaczenia" - powiedziała z narzucającym tonem w głosie. "Bawcie się dobrze."
Rozumiejąc wskazówkę głośno i wyraźnie, Bambi wyprostowała się i zmusiła się, żeby uzyskać odrobinę odwagi. Tina dała sobie radę, więc ona też musi. To były tylko dwie godziny. Wszystko będzie dobrze.
Sztywnym uśmiechem Bambi powiedziała: "Wrócimy później. Miłego oglądania filmu."
"Nie ma problemu. Smacznego obiadu." Przechylając głowę, Tina złapała spojrzenie Steve'a. "Dbaj o moją dziewczynę i upewnij się, że dobrze się bawi. Nie bądź zbyt nachalny i zabierz ją do domu o jedenastej." Potem mignęła jej okiem.
Kiedy Bambi dołączyła do niego przy drzwiach, Steve uśmiechał się. Do Tinie powiedział: "To nie problem. Zapewniam cię, że jest w dobrych rękach." Potem skierował swoją uwagę na Bambi, spotykając jej spojrzenie. "Jesteś gotowa?" - zapytał, a ona skinęła głową. Potem położył delikatną dłoń na jej dolnej części pleców, prowadząc ją obok niego.
Nie odczuła tego mrowienia, które zawsze towarzyszyło jej obecnością Curtisa, ale Bambi postanowiła to zignorować. To była randka, nie rozmowa kwalifikacyjna na partnera życiowego. Postanowiła nie komplikować sprawy.
"Więc, ile ma twój syn?" - Steve zapytał, prowadząc ją na zewnątrz do swojego błyszczącego, białego samochodu czterodrzwiowego. Nacisnął kluczyk w dłoni, a światła zaświeciły się jasno.
"Trzy miesiące."
"Oh, nowa mama" - powiedział z pewnym zdziwieniem. Zachowała pewne szczegóły, podczas gdy wymieniali informacje, nie wiedząc, ile chciałby znać na temat niej i jej życia. Teraz, gdy się spotkali, gdzieś wyruszyli na randkę, wiedziała, że musi otworzyć się bardziej i ujawnić więcej.
"Tak" - powiedziała z nerwowym śmiechem. W duchu zastanawiała się, kiedy przemówi i co jej powie, co mogłoby ją w stosunku odstraszyć.
Podczas gdy samochód zatrzymał się na czerwonym świetle, Steve spoglądał na nią. "Wychowała mnie samotna mama. To, co robisz, to nic innego jak niesamowite."
Znowu Bambi poczuła, jak rumieni się. Obejrzała się, gdy samochód ruszył ponownie. "Dzięki."
"Nie ma sprawy."
Gdy Steve kontynuował zadawanie pytań, Bambi udzielała przemyślanych odpowiedzi, starając się utrzymać pewną odległość. Jej serce było z Beau w domu, zastanawiając się, jak się czuje i desperacko chcąc zadzwonić i zapytać, a jej myśli były gdzieś indziej - z Curtisem, żeby być dokładnym.
Zastanawiała się, jak każdej nocy, co on robi.

Spartan Riders: Brash
25 Rozdziały
25
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101