

Opis
Ruth Allen myslala, ze ucieka - przed obsesyjnym bylym, poczuciem winy za smierc brata, duszaca slawa, ktora przyszla z malowaniem zaloby na zycie. Ale prawdziwe niebezpieczenstwo nie czyha za jej plecami. Jest juz w domu. Emmett Marshall to naznaczony bliznami byly haker FBI, ktory ma slabosc do sprawiedliwosci i nowa obsesje. Gdy po raz pierwszy widzi Ruth, cos w nim peka. Nie tylko pozadanie. Wlasnosc. Ona staje sie jego fiksacja, wybawieniem, zguba. Wdziera sie do jej swiata kawalek po kawalku - obserwujac, jak szkicuje, zostawiajac jej prezenty, uczac sie, jak sie lamie... i co trzeba zrobic, by zaczela blagac. Powinna go nienawidzic. Powinna uciekac. Ale jej cialo pamieta, co zrobily jej jego dlonie, na dlugo zanim jej umysl to pojmie. A gdy odkrywa prawde o swojej przeszlosci - i roli Emmetta w niej - pozadanie i niebezpieczenstwo zderzaja sie w sposob, nad ktorym zadne z nich nie ma kontroli. To nie jest milosc. To wypaczony kult. I bedzie bolec.
Rozdział 1
Aug 18, 2025
POV Ruth
Ocean used to save me. Now, it only knows how to take.
Wyszłam na ganek boso, drewno zaskrzypiało pod moimi stopami, i wsłuchałam się w szum fal rozbijających się tuż poza zasięgiem wzroku—wystarczająco blisko, by nawiedzać, ale na tyle daleko, by można było je ignorować.
Byłam w tym domu dopiero trzy tygodnie. Stał na skraju miasteczka, wciśnięty między ciemny las i pola blisko dzikiej plaży, w takim miejscu, na które nikt przypadkiem nie trafia.
O to właśnie chodziło. Nie chciałam, żeby ktoś mnie znalazł, zwłaszcza mój były, Tyler.
Zaczął pojawiać się zbyt często—w mojej pracowni, na moich wernisażach, dzwonił z nowych numerów za każdym razem, gdy go blokowałam. Ostatnią kroplą był wieczór, kiedy czekał pod moim mieszkaniem, domagając się, żebyśmy „po prostu porozmawiali”.
Jego wersja rozmowy polegała na chwytaniu mnie za ramię i powtarzaniu, że jestem mu winna drugą szansę.
Następnego ranka zaczęłam szukać miejsc do wynajęcia daleko od miasta. To jedno pojawiło się z jedynym zdjęciem i bez opisu, a ja podpisałam umowę w ciągu godziny.
Dziś przypadała wizyta w galerii, którą ciągle odkładałam. Moje najsłynniejsze płótno, pejzaż morski z dnia, gdy mój brat utonął, miało być instalowane w lokalnej wystawie.
Trzymałam ten obraz na ścianie pracowni przez lata—jak ranę, której nie chciałam pozwolić się zabliźnić. Ale teraz wreszcie byłam gotowa się z nim rozstać, mając nadzieję, że będzie mniej bolało, jeśli nie będzie na mnie patrzył za każdym razem, gdy przechodzę obok.
Jadąc do galerii, spodziewałam się poczuć dumę. Zamiast tego ściskało mnie w żołądku.
Na miejscu okazało się, że wszystko jest w rozsypce. Skrzynie stały wzdłuż podłogi, oświetlenie wisiało krzywo, mój obraz nawet nie był jeszcze rozpakowany. Beth, kuratorka, wyglądała na skrępowaną.
„Technik miał nagły wypadek”, powiedziała. „Sprowadziliśmy kogoś lokalnego do dokończenia montażu. Jest dobry, pracuje szybko.”
Kiwnęłam głową i nie drążyłam tematu, już nic nie było pilne. Zapaliłam papierosa i ruszyłam do tylnego wyjścia, wspinając się po schodach na zewnątrz.
W połowie drogi zadzwonił mój telefon. Znowu na ekranie pojawiło się imię Tylera, patrzyłam na nie, nie odbierając. Stopień pod moją stopą lekko się zapadł i zanim zdążyłam się złapać, moje ciało odchyliło się do tyłu.
Silna dłoń chwyciła moje ramię i postawiła mnie z powrotem na nogi. Spojrzałam w górę i zobaczyłam mężczyznę, wysokiego, o szerokich ramionach, w czarnej kurtce, czarnych butach i z czarną maską zakrywającą dolną połowę twarzy.
Jego oczy były ostre i obserwowały mnie uważnie, aż za bardzo, jakby mierzył, jak bardzo się wystraszyłam.
„W porządku?” zapytał, głosem niskim i równym.
Kiwnęłam głową, nadal łapiąc oddech. Puścił moje ramię i cofnął się, trzymając drzwi otwarte. Przeszłam obok niego, mamrocząc podziękowanie.
Za nim unosił się zapach sosny i czegoś lekko dymnego.
W środku Beth pomachała nam ręką. „Idealne wyczucie czasu. Ruth, to właśnie pomoc, o której wspominałam.”
Obróciłam się, żeby spojrzeć na niego jeszcze raz. Przez maskę trudno było go odczytać, ale zauważyłam, że jego oczy zjechały w dół i szybko się odwróciły. Skinął mi głową, milcząc.
Od razu zabrał się do pracy, a ja obserwowałam z daleka. Obchodził się z ramą ostrożnie, ustawił światło bez wskazówek, dwa razy sprawdził wyrównanie.
Jego ruchy były precyzyjne, nie mogłam przestać patrzeć. Nie należałam do osób, które łatwo się kimś fascynują, ale było coś w tym kontraście—jego posturze i delikatności ruchów.
„Zawsze pracuje w masce?” zapytałam cicho Beth.
Spojrzała na niego, potem na mnie. „Ma blizny na twarzy. Coś się kiedyś stało. Nie lubi o tym mówić.”
Kiwnęłam głową, nie mówiąc nic więcej. Ale przyłapałam go, jak znów na mnie patrzy. Tym razem odwzajemniłam spojrzenie, ale on od razu odwrócił wzrok.
Skończył w niecałe dwadzieścia minut, potem cofnął się, patrząc na obraz. Ja też spojrzałam. Nigdy nie wyglądał lepiej.
Światło uderzało w płótno w samych właściwych miejscach, wydobywając każdy zimny błękit, każdą nić srebra. Obraz znów ożył. Nienawidziłam, że to nadal mnie porusza. Jeszcze bardziej nienawidziłam, że to on sprawił, iż wygląda tak dobrze.
„Dzięki,” powiedziałam, podchodząc do niego. Skinął tylko krótko głową i wyszedł bez słowa. Za drzwiami pozostał zapach drewna.
Beth coś powiedziała za moimi plecami, ale już jej nie słuchałam.
Stałam tam, patrząc na obraz, który mnie definiował. Ale wszystko, o czym mogłam myśleć, to mężczyzna w masce. Było coś w tym, jak na mnie spojrzał, co sprawiło, że poczułam się bardziej odsłonięta niż wtedy, gdy obraz po raz pierwszy ujrzał światło dzienne.
Nie powiedział wiele, ale to nie miało znaczenia. Miałam wrażenie, że już wie więcej, niż pokazuje.
I nie byłam pewna, czy czuję się obserwowana, czy chroniona—może oba naraz. Tak czy inaczej, wiedziałam, że to nie ostatni raz, gdy go zobaczę.

Stained With You
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101