
Opis
Amanda: 7 lat temu zniszczyl mnie, sprawiajac, ze uwierzylam w milosc od pierwszego wejrzenia, a potem poczulam chec zniszczenia wszystkiego, czego dotknela jego reka. On jest przeszloscia, ale przeznaczenie wyraznie chce sie ze mnie nasmiewac, poniewaz dzis znow stoje przed nim. Adam: Patrze na kobiete, ktora stracilem 7 lat temu z powodu wlasnego strachu i ktora kocham do dzis, i jedyna rzecza, jaka widze w jej oczach, jest nienawisc. Czy naprawde tak bardzo ja zniszczylem, ze ta dziewczyna z nabrzeza zniknela na zawsze? Czy mozliwe jest znalezienie usprawiedliwienia dla strasznego czynu sprzed 7 lat? Czy w sercu, ktore rozpadlo sie na kawalki z powodu strachu, nadal jest milosc?
Rozdział 1
Mar 31, 2025
AMANDA- Witaj z powrotem, maleńka - spoglądam w lustro i widzę zupełnie inną osobę, te siedem lat zmieniło tak wiele.- Nie chcę o tym myśleć, - mówię głośno, by odpędzić natrętne myśli, - muszę się przygotować na dzisiejsze wydarzenie, w końcu to nie tylko powrót do USA, jestem tu dziś dla umowy, która wyniesie mnie o kilka poziomów wyżej.
Na takie wydarzenie wybieram jedwabną czerwoną sukienkę na cienkich ramiączkach, która podkreśla każdą krzywiznę mojej sylwetki (żebyś zrozumiał, przez te lata stała się bardziej kobieca i przyciąga wiele spojrzeń), zbieram czarne włosy w wysoki kucyk i pozwalam im opadać na ramiona, uzupełniam to długimi kolczykami i pierścionkiem z onyksem, który noszę od 7 lat.
Za dziesięć minut przyjeżdża mój kierowca i eskortuje mnie do samochodu, i nie powiem, żeby mi się to szczególnie podobało, ale gdy twój biznes zaczyna nabierać rozpędu, nigdy nie wiesz, czego spodziewać się po konkurencji.
Droga do restauracji, gdzie odbędzie się dzisiejsze spotkanie, zajmuje około trzydziestu minut, ale wcale o tym nie myślę.
Nie było mnie w tym mieście od siedmiu lat, bo chciałam uciec, pozbyć się na zawsze przeszłości, wspomnień, tego, który mnie zniszczył i odszedł. Znów przychodzi mi na myśl wspomnienie tamtego dnia, kiedy spotkaliśmy się nad morzem prawie o świcie.
Siedem lat temu....
Uciekłam z domu, bo rodzice znowu prawili kazania, że ich córka nie spełnia oczekiwań i wcale nie tak mnie wychowali. Zamiast dalej tego słuchać, wzięłam bluzę i pobiegłam nad morze. Myślę, że nawet nie zauważyli, że mnie nie ma, bo dalej kłócili się o to, kto zawinił, że ich 18-letnia córka nie planuje kontynuować rodzinnej tradycji prawników, tylko chce zajmować się twórczością.
W takich momentach szczerze żałuję, że jestem jedynaczką i po prostu nie mają na kim innym przeprowadzać swoich "eksperymentów".
Od wczesnego dzieciństwa zawsze chodziło o "musisz". Musisz się dobrze uczyć, bo nie dostaniesz się na studia. Musisz chodzić na taniec, tenis, żeby być zawsze w formie. Nie możesz jeść słodyczy, bo to szkodliwe. Musisz być uległa i cierpliwa, bo nikt cię nie poślubi.
Ale ja po prostu chciałam być dzieckiem. Dostawać złe oceny, jeść lody i kłócić się z kolegami z klasy, gdy szczerze zaczynali mnie denerwować (i niestety, zdarzało się to zbyt często, szczególnie jeśli chodziło o naukę). Ale najwięcej, co mogłam zrobić, to od czasu do czasu uciec na plażę, która nie była daleko od naszego domu, i marzyć, że kiedyś moje życie się zmieni.
Morze zawsze mnie uspokajało; patrząc na jego horyzont, wierzysz w przyszłość bez granic, wierzysz, że możesz się uwolnić i głęboko oddychać.
Mimo zimnego poranka siedziałam bardzo blisko wody, chowając nogi pod bluzą, bo w emocjach wybiegłam w piżamowych szortach i teraz było mi naprawdę zimno, ale nie na tyle, żebym wróciła do domu. I właśnie gdy miałam zamiar odejść, usłyszałam za sobą głos, a po ciele przebiegł mi rój dreszczy.
- Ciężka noc? - zabrzmiał zbyt blisko, sprawiając, że gwałtownie podskoczyłam i odwróciłam się w stronę dźwięku.
Przede mną stał mężczyzna, znacznie, znacznie wyższy ode mnie. Więc żeby mu się dobrze przyjrzeć, musiałam podnieść głowę, czego szybko pożałowałam. Jego czarne oczy patrzyły na mnie, jakbym była mu winna życie. Z jakiegoś powodu to spojrzenie sprawiło, że chciałam stać się mrówką i schować pod najbliższym kamieniem.
- Mogę ci zaproponować lekarstwo na ciężkie noce, - jego usta wygięły się w dziwnym uśmiechu, gdy zaczął wyciągać w moją stronę rękę, co sprawiło, że gwałtownie cofnęłam się o kilka kroków.
- Ale nie jestem maniakiem, masz, weź to, - podniósł rękę wyżej i dopiero wtedy zobaczyłam, że mężczyzna oferuje mi otwartą butelkę whiskey.
- Och ty głupia, przestraszyłaś się whiskey, - przemknęło mi przez myśl, gdy obserwowałam nieproszonych gościa, który przeraził mnie do odrętwienia.
- Kotku, jesteś niema? - jego ciemne oczy zmrużyły się, jakby wiedział, że to nieprawda, ale przez ułamek sekundy przez jego spojrzenie przewinęła się niepewność.
- Nie, ale nie rozmawiam z ludźmi, których nie lubię, - co ja do cholery właśnie powiedziałam. No to już, teraz utopi mnie w tym morzu, bo widzisz, postanowiłam tu mówić o swoich sympatiach i antypatiach.
- Och, więc nasz Kotek ma ząbki, - jego uśmiech zmienił się w uśmieszek, po którym wziął łyk whiskey i przeszedł obok mnie w stronę morza.
Ale zamiast uciec, póki ten brutal nie zmienił zdania o zostawieniu mnie w spokoju, odwróciłam się i zaczęłam badać jego sylwetkę, która w porannym świetle wyglądała jak posąg greckiego boga.
- Ludzie nie mogą tak wyglądać, - wymamrotałam do siebie i odeszłam, bo za godzinę nasza rodzina będzie się budzić (gdybyś tylko wiedział, jak bardzo tego nienawidzę), co oznacza, że moje zniknięcie wywoła kolejne dwa dni prania mózgu o nieodpowiednim zachowaniu i rodzinnym rozczarowaniu.
Moje myśli przerwał głos kierowcy:
- Pani Amando, wszystko w porządku? Jesteśmy już na miejscu.
Kiwając głową w odpowiedzi i wracając do rzeczywistości, zdałam sobie sprawę, że nie będzie tak prosto, jak miałam nadzieję. Niestety, siedem lat nie może wymazać wspomnień, ale muszę się trzymać.
Szybko wchodząc na potrzebne mi piętro, od razu przywitał mnie jeden z potencjalnych partnerów, dla którego zgodziłam się przyjechać do USA.
- Amando, wyglądasz po prostu niesamowicie, - z nadskakującym pocałunkiem w dłoń, ten stary cap pożerał wzrokiem mój dekolt, i do diabła z nim.
- Dziękuję, panie Kirk. Czy wszyscy już są? - nieważne jak bardzo ten dupek mnie irytował, musiałam zachowywać się uprzejmie, bo jest potrzebny do owocnej pracy, na którą liczę.
- Czekamy jeszcze na jednego partnera i to od niego będzie zależało, czy ta współpraca jest dla nas korzystna, - Kirk uśmiecha się złośliwie, dając do zrozumienia, że za wcześnie na radość. - Ale jestem pewien, że wszystko będzie dobrze.
Gadatliwy indor puszcza do mnie oko i prowadzi do stołu, przy którym zebrało się już trzech z czterech gości na to spotkanie, i warto zauważyć, że wszyscy są w towarzystwie pań, podczas gdy ja z jakiegoś powodu przyszłam sama.
- A niech to diabli... - moje myśli przerywa głos Kirka, który brzmi zbyt aktywnie, a nawet trochę przestraszenie.
- Teraz już wszyscy są obecni. - W jego oczach czyta się strach wobec kogoś, kto właśnie wszedł na salę, i właśnie gdy odwracam się, by spojrzeć w stronę drzwi, moje serce na moment się zatrzymuje.
- Jeśli to żart, to bardzo, bardzo kiepski, - szepczę pod nosem, wpatrując się w tego, który siedem lat temu najpierw uratował mnie ze złotej klatki, a potem zniszczył. Nauczył mnie latać i wierzyć w siebie, a potem podeptał moje serce, sprawiając, że cierpiałam każdą sekundę. Potrzebowałam siedmiu lat, żeby zapomnieć i odpuścić, ale teraz, patrząc w oczy, w których kiedyś widziałam nadzieję, chcę się po prostu obudzić i upewnić, że to tylko sen.
Wpatruję się w niego, nie mogąc się nawet ruszyć, podczas gdy on idzie w naszą stronę. Nie zmienił się, tylko jego spojrzenie stało się bardziej zmęczone, a rysy bardziej zimne, powiedziałabym nawet stalowe.
- Pani Amando, poznaj Adama Kelly'ego, naszego głównego partnera, - robaczkowy głos Kirka brzmi bardzo odlegle, gdy patrzę na mężczyznę, bez którego kiedyś nie wyobrażałam sobie życia.
- A to pani Stewart. - Dopiero po tych słowach przenoszę wzrok na kobietę, która wisi na ramieniu Adama i pali mnie spojrzeniem pełnym nienawiści.
- Miło poznać, - zmuszam usta do wygięcia się w uśmiechu, i w tym momencie moje oczy spotykają jego, i wiem - zmierzam ku zagładzie...

Subjugated
54 Rozdziały
54
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101