
Opis
Co sie dzieje, gdy miedzy mezczyzna a kobieta pojawia sie zainteresowanie? "Milosc", "seks", "zwiazki"? Niezupelnie... Jesli zainteresowanie jest autentyczne, zazwyczaj zamienia sie w problem. A im silniejsze jest polaczenie, tym powazniejszy problem. Powiedzenie "I zyli dlugo i szczesliwie" jest w rzeczywistosci niemozliwe do zrealizowania. Miedzy "dlugo" a "szczesliwie" lezy mnostwo przeszkod. Zycie pary jest jak rollercoaster, a kazdy nowy zakret na drodze jest bardziej niebezpieczny niz poprzedni. Gdy zjezdzasz z groznej wysokosci, latwo stracic kontrole. Ale zycie to nie wesole miasteczko, a kazda chwila wahania to jak mala smierc...
Rozdział 1
Nov 14, 2025
Tabula Rasa - (łacina - gładka, czysta tablica). Aby napisać nowy tekst na woskowej tabliczce, stary tekst był wymazywany (wosk był wygładzany); w sensie przenośnym, Tabula Rasa oznacza usunięcie starego znaczenia dla dobra nowego.
Była pierwszą osobą, którą pamiętam, która spojrzała na mnie prosto, jakbym istniała.
Polina
Lubię budzić się wcześnie. Miasto jest jeszcze senne, ulice puste, dźwięki odbijają się echem, a o wczesnej godzinie jest jak morze w spokoju - ciche i przejrzyste.
To'
To moja ulubiona pora dnia. Każdego ranka marzę o tym, jaki będzie nowy dzień.
W głowie wyobrażam sobie wydarzenia, spotkania z nieznajomymi, interesującymi ludźmi. Wieczorem porównuję moje poranne fantazje z tym, co naprawdę się wydarzyło w ciągu dnia. Ten rytuał to moja osobista magia, która wypełnia moje życie emocjami.
Przeciągam się pod lekkim kocem, mrużąc lewe oko przez szczelinę między zasłonami, spoglądając na jasny, złoty promień słońca i witając go z uśmiechem.
- Dzień dobry, - powiedziałem głośno do siebie i wyskoczyłem z łóżka. Otwieram okno, wpuszczając słońce do pokoju, i podziwiam dachy sąsiednich domów. Słońce jest wciąż łagodne jak , i mogę obserwować jego wschodzące promienie z daszkiem na czole.
Dziś śniło mi się coś dobrego, przyjemnego, mam nadzieję, że dzień będzie kontynuacją moich snów.
Zrzucam krótką jedwabną koszulkę, włączam muzykę i Rock Mafia rozbrzmiewa w pokoju.
Świetnie, to jest to. Wyszedłem z łazienki
drzwi otwarte, włączyłem prysznic i stanąłem pod chłodnymi strumieniami.
Podczas gdy myję włosy, zastanawiam się, czego chcę sobie dziś życzyć. Gdy wcieram szampon we włosy, wyraźnie uświadamiam sobie, że chcę czegoś z pracy. Chcę dostać awans. Dlaczego nie pracować dla kogoś jako tłumacz? A może ta osoba będzie interesująca.
Może to będzie mężczyzna. I dlaczego nie miałby być młody? Uśmiecham się do swoich myśli. Ha-ha, co na to Igor?
On nic nie powie. To tylko praca.
Płuczę włosy i kontynuuję medytację. Igor. Co z nim zrobimy dziś wieczorem?
Najprawdopodobniej pójdziemy do restauracji lub gdzieś indziej, na przykład do klubu. Ponieważ dzisiejszy wieczór mam spędzić w towarzystwie Igora, chcę, żeby był inny niż zwykle - mierzony, przewidywalny. Dziś wieczorem chcę opowieści, którą zapamiętam. Dziś wieczorem chcę emocji.
Moczę ciało, owijam ręcznikiem
turban wokół mojej głowy. Jaka przygoda mnie czeka? Nic nie przychodzi mi do głowy, więc liczę na niespodziankę.
Przyglądam się sobie w lustrze - moje oczy błyszczą, jakby coś iskrzyło się w środku. Och, coś się dzisiaj wydarzy! Co najmniej zrobię "zamieszanie w Szanghaju" samodzielnie. Mogę to zrobić.
Napełniam ekspres do kawy ziarnami, wlewam wodę do zbiornika, wkładam cienkie kromki żytniego chleba do tostera, kroję ser i obieram pomarańczę. Na b
Na balkonie urządziłem sobie kawiarnię - mały stolik, na którym układam naczynia i sztućce, wyjmuję jedzenie na tacę. Aromat kawy łaskocze moje nozdrza. Z przyjemnością biorę łyk - to gorące słońce wewnątrz, tak że nawet zakrywam oczy z rozkoszy.
Myślę. Miałem prawie wszystko, z wyjątkiem tego, że nie pomyślałem, jaki chciałbym, żeby mój nowy był. Niech będzie około trzydziestki, wyluzowany i brunet. Bruneci to zazwyczaj brutalnie seksowni faceci. Blondyni
Nie przemawiają do mnie w ogóle. Nie moja bajka. Śmieję się z własnych myśli, jedna na drugą, jakie to ma znaczenie, jak on będzie wyglądał, skoro mam Igora i nie potrzebuję mężczyzny. Ale nadal chcę, aby osoba, z którą będę pracować jako tłumacz, była przyjemna do rozmowy, żeby było wiele tematów do omówienia. O, niech będzie miłym rozmówcą. Chcę, żeby był dla mnie interesujący! Wygląd jest drugorzędny.
Dzień się zaczął. Nadal mam c
kilka godzin na przeglądanie dokumentów, czytanie artykułów i sporządzanie raportu z wczorajszej analizy rynku. Kładę swój notebook na stole i zanurzam się w pracy, robiąc notatki na marginesach.
Hałas za oknem nabiera siły. Wkrótce jest to hałas miasta, które tętni i pulsuje w swoim zwykłym rytmie. Za pół godziny będę w samym środku jego wydarzeń, stanę się jego częścią, stanę się częścią jego trybu i zacznę żyć według jego praw.
Mój telefon komórkowy
e rings. To Alexandra. Alexandra jest szefową działu public relations w największym centrum sztuki na Ukrainie, Art Center. Czy naprawdę "przepowiedziałam" sobie pracę? Kiedy przyjeżdża jeden z zagranicznych artystów, jestem zapraszana jako tłumacz, a czasami jako osoba towarzysząca, czyli ktoś, kto pomaga gościowi w ciągu dnia, ale zdarza się to rzadko, tylko wtedy, gdy jest wielu gości i są ważni, którzy potrzebują specjalnej uwagi.
- Tak, Sasza, słucham.
- Poli
na, cześć. Jak tam twój czas dziś? - Jej głos jest głęboki, aksamitny, ale jak zawsze stanowczy.
- Właśnie planowałem do ciebie zadzwonić, - uśmiecham się do telefonu.
- To świetnie. Przyjedź jak najszybciej możesz. Wszystko wyjaśnię później, - rozłączam rozmowę z chichotem. O mój Boże! Dostałem dziś pracę! No cóż, zobaczymy, jak dobrym jestem prorokiem, ale pamiętaj, najważniejsze jest to, że pierwszy punkt programu jest spełniony.
Dzień zapowiada się gorący - zakładam białą bezrękawną bluzkę
użyj z amerykańskim wycięciem pod pachami stojącego kołnierza, lnianej, ściśle skrojonej szarej spódnicy do kolan, wyciągnij ciemnoszare sandały z obcasami na palcach - wszystko zgodnie z dress code'em. Patrzę na siebie w lustrze. Wyglądam jak w tej bluzce. Ale nie mam niczego surowego - kto wie, jaki rodzaj ramy mam. Co jeśli ma dziś zaplanowaną konferencję prasową? I jakie to ma znaczenie, jak
wyglądam, najważniejsze jest, aby wykonywać swoją pracę jak zwykle: tłumaczyć, być na
starannie i być w stanie reprezentować stronę odbierającą z godnością. Zostawiam włosy rozpuszczone, jeśli zwiążę je w kucyk, na pewno będę wyglądać jak uczennica szkoły średniej. Nakładam trochę tuszu na rzęsy, przezroczysty błyszczyk na usta, kilka kropel mojego ulubionego Angel and Demon na siebie - i gotowe!
Jak zwykle, nie ma gdzie zaparkować w pobliżu biura, a jest dopiero wpół do jedenastej. "To jest
Kijów, kochanie" - mówię do siebie. Znajduję miejsce bl
Odsuwam się od "Parusa" i parkuję mój samochód bardzo blisko, wciskając go pomiędzy dwa ogromne jeepy. Dobrze, że mój samochód jest klasy "A" i zajmuje mało miejsca. "Jest przytulnie," - chwalę się w myślach za filigranowe parkowanie na kawałku asfaltu. Poprawiam swoje okulary, które zakrywają połowę mojej twarzy, i lecę w stronę centrum biurowego.
Biuro Centrum Sztuki znajduje się w budynku, który jest uważany za jeden z najwyższych w mieście i jest na najwyższym piętrze, skąd mam unikalny widok na moje
ukochany Kijów. Z jednej strony - Ławra i rzeka Dniepr, rozciągająca się w samym centrum miasta, z drugiej strony - panorama miasta z jego dachami i ulicami-arteriami, po których płynie ruch samochodów, jakby destylując krew. Zatrzymuję się na chwilę przy oknie na całą ścianę, podziwiając panoramę. Następnie wyciągam lusterko, poprawiam błyszczyk do ust, nakładając kolejną warstwę, aby odwrócić uwagę od mojej idealnie, nieumalowanej twarzy na usta, i przesuwam palcem po
moje brwi. Nie chcę wyglądać jak nieletnia nastolatka, to zawsze budzi podejrzenia moich "podopiecznych", ale chcę odpowiedzieć, wyglądać. Przynajmniej na swój wiek!
W otwartym foyer, na białej biurowej kanapie, siedzi łysiejący mężczyzna w ciemnych okularach lotniczych, ubrany w surowy garnitur z lekkiej tkaniny. To musi być gość, dla którego dziś będę tłumaczyć. "A więc tyle z wróżki. Nikogo w ogóle, - śmieję się z siebie. Niech będzie, jak sobie życzyłam, żeby był interesującym rozmówcą."
tor, mam nadzieję, że ten punkt z "menu" życzeń zostanie spełniony.
Kiwam głową do kierownika biura i kieruję się prosto do Alexandry. Wiem, że na mnie czeka.
- Cześć, - uśmiecham się, wsuwając głowę przez drzwi.
- Och, Polinko, wejdź szybko, - Sasha gestem zaprosiła mnie, bym usiadła na krześle przy stole, sama przeszukując papiery.
- No cóż, kochanie, mamy sytuację siły wyższej. Wiesz, że za trzy dni jest otwarcie dużej, wszyscy są zajęci, a Inna h
jak własne problemy, coś w domu, musiała wyjść.
To duży bałagan. Nie mogę wszystkiego załatwić. Musiała pracować z jednym z artystów, przez całe dziesięć dni wizyty u nas, - Aleksandra pociera czoło, pierwszy znak jej wewnętrznego zdenerwowania.
- Dziesięć dni?! - Ja z kolei otwieram szeroko oczy.
- Tak, całe dziesięć dni. A jutro i w piątek będzie miał lunch ze swoim szefem, trzy konferencje. Więc... Następnie, - Aleksandra przestaje mówić, patrzy na coś na t
ekran laptopa, na głos: - Trzy obiady z przedstawicielami różnych organizacji, wywiady dla magazynów FHM i
Playboy, wywiady radiowe i nagrania telewizyjne. A także osobista prośba od szefa, aby w wolnym czasie poświęcać mu jak najwięcej czasu, żeby nie czuł się samotny.
Jest wielu gości, i musimy poświęcić im całą potrzebną uwagę.
- Czy on jest takim wysokim lotem? - Jestem wewnętrznie napięty. Wywiad dla Playboya? Co
co to jest? Tak odpowiedzialny gość nie został mi powierzony aż do dzisiaj. Najwyraźniej
Alexandra odczytuje niepokój na mojej twarzy.
- Polina, wiem. Wiem. Zawsze jest pierwszy raz. Szef też nie był zbyt zadowolony z tego obrotu spraw, ale... - rozkłada ręce. - Nie było zbyt wiele wyboru. Udowodniłaś, że jesteś bardzo dobra, i nie zapomnij, pracujemy z tobą od trzech lat. To już coś, - podkreśla
z naciskiem, jakby chciała przekonać samą siebie. - Jestem pewna ciebie. W przeciwnym razie nie rozważyłabym twojej kandydatury, - dodaje Alexandra łagodniej. - A jeśli odmówisz... To będzie katastrofa!
- Czy to ktoś mega-sławny? - zapytałam, połykając gulę w gardle. Nie byłam podekscytowana perspektywą związania się ze starym człowiekiem w poczekalni na dziesięć dni.
- Nie powiedziałabym. Ku mojemu wstydowi, nie wiem o nim zbyt wiele. Zgodził się wystawić tylko na jeden dzień. Ale znasz szefa, h
e znajduje okazy, o których nikt by nawet nie pomyślał, i on instynktownie wie, czy mistrz jest godny, czy nie. Był zadowolony, że udało mu się przekonać tego faceta do współpracy. Nazywa się Max Cameron. Rzekomo nie tylko utalentowany, ale niemal dzisiejszy Monet. Sprawdź w Google. Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to że jego obrazy sprzedają się w szalonym tempie do prywatnych kolekcji. Prześlę ci e-mailem wszystkie dane na jego temat - mówi. Pisze numer na kartce i pokazuje mi go.
- To jest to, co ty
będziesz miał, jeśli zgodzisz się wykonać wszystkie dziesięć dni pracy.
Patrzę na liczbę, a moje oczy wędrują do czoła. Czterocyfrowa liczba jest rzadka w tym. I zdobyć ją w dziesięć dni... Ale z drugiej strony, jest tyle wydarzeń, nie ma czasu na. Nie ma czasu. Co Igor ma do powiedzenia na ten temat?!
Nic nie powie, zdaję sobie sprawę od razu, jeśli wie, że to polecenie od szefa.
Szef jest niekwestionowanym autorytetem w świecie biznesu, ba
oparty na jego miliardowej fortunie i dominacji w kilku sektorach produkcyjnych kraju, człowiek o wyjątkowym guście, koneser sztuki w różnych dziedzinach. Jest również filantropem i, ogólnie rzecz biorąc, osobą o wyjątkowym znaczeniu. A jeśli jutro będę musiał zjeść z nim obiad lub lunch, albo będę miał spotkanie z moim podopiecznym, Igor odsunie swoje roszczenia na dalszy plan. Podziwiam jego respekt dla wielkich ludzi. Sam mi kiedyś pomógł w jednej
czas na nawiązanie kontaktu z "Centrum Sztuki". Cóż, wszystko, co muszę zrobić, to postawić Igora w centrum uwagi.
Kiwam głową, odchrząkując:
- Trochę to przerażające, ale dam radę.
- Doskonale, - mówi Alexandra. - Będzie w biurze za... - patrzy na monitor laptopa. -
Dosłownie za kilka minut.
- Myślę, że już siedzi w lobby, - informuję go z przepraszającym tonem, wzruszając ramionami.
Alexandra nerwowo podskakuje i
biegła do drzwi.
- Kiedy miał czas? Zawołałam mu taksówkę do hotelu o dziesiątej - wygląda za drzwi, a ja widzę uśmiech rozprzestrzeniający się na jej twarzy. Zwraca się do mnie z kącikiem ust, umiejętnie ukrywając swoje zaskoczenie:
- Co ty, wszystko widzisz?
Wzruszam ramionami ponownie, a co to za niespodzianka, skoro już był w foyer. Alexandra wita gościa radośnie w perfekcyjnej amerykańskiej angielszczyźnie - ma nienaganne wykształcenie i mogłaby tłumaczyć, gdyby
miała czas. Słyszę, jak odpowiada niskim i melodyjnym głosem, dość młodym jak na jego wiek. Przesuwam się na krześle w stronę drzwi i wstaję, prostując się jak struna, gdy Alexandra wpuszcza mężczyznę do biura. To moment, który można nazwać "przerwą reklamową": ledwo powstrzymuję się od opadnięcia szczęki i czuję, jak moje oczy zaokrąglają się, gdy przede mną staje młody, wysoki, blond mężczyzna, uśmiechając się najbardziej czarującym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałam w życiu.
- Pozwólcie, że was sobie przedstawię, - zaćwierkała Alexandra, jej ch
eeks płonąc jakby miała za dużo różu. - Max, to jest Polina, twoja towarzysząca tłumaczka. Polina, to jest Max, nasz, któremu będziesz pomagać podczas wizyty na Ukrainie, - mówi coś jeszcze, ale z powodu hałasu w uszach nic nie słyszę, mogę tylko wpatrywać się w niego, trzepocząc rzęsami.
O, mój Boże! To nie jest ten facet z lobby?! Mój "podopieczny" jest młody, nie dałabym mu więcej niż trzydzieści, wysoki, szerokoramienny i przystojny. Co nie jest przystojne, jest choler
ing. Diabelnie przystojny. To pech. Zdaję sobie sprawę, że się na niego gapie z szeroko otwartymi oczami. On również na mnie patrzy, z powolnym, przesuwającym się od dołu do góry spojrzeniem. Jego uśmiech jest ironiczny i skierowany na mój osłupienie.
- Polina, Polina, - głos Aleksandry wyrwał mnie z zamyślenia. Odwracam głowę w jej stronę, jakby zahipnotyzowana, i wskazuję brzeg okularów przeciwsłonecznych, które trzymam w dłoniach, w kierunku:
- Kto tam jest? - pytam ją.
And t
Kiedy zostałem porażony prądem, w sumie dwustu dwudziestu z nich. Podskoczyłem i wydałem głośny westchnienie. Boże, to był tylko pan Cameroons dotykający mojego ramienia. Przez bawełnę w moich uszach z wysiłku słyszę jego głos, jego głos otulający mnie jak :
- Robert Martinez, rzeźbiarz, jest w holu, - powiedział, z uśmiechem w głosie, a ja powoli obróciłem głowę w jego kierunku. Jego szaro-niebieskie oczy promieniują śmiechem, jego zmysłowe usta
- Boże, dlaczego na to spojrzałam! - Piękne usta mężczyzny to moja słabość! - rozciągnięte w drwiącym uśmiechu. Spuszczam wzrok na jego dłoń trzymającą moją. Jego palce są długie, silne, giętkie. Lekko potrząsa, a potem żartobliwie kontynuuje:
- Mam nadzieję, że nie rozczarowałem pani zbytnio, pani Pol-i-n, że to nie ja, - akcentując sylabę w moim imieniu, tak jak to zwykle robią wszyscy Amerykanie, i kiwając głową w stronę.
Automatycznie potrząsam jego palcami.
ers w zamian. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ja szarpnęłam ręką.
Jednak, co za niezręczna sytuacja! Powoli dochodzę do siebie i patrzę na niego.
- Nie, Max, nie zawiodłeś mnie, - uśmiecham się wszystkimi moimi trzydziestoma dwoma zębami. - Jestem przyzwyczajona do siwych włosów albo przynajmniej zmarszczek - "Jeden - jeden". Przyznaję sobie punkt w niewidzialnym.
- Nie miałem pojęcia, że mój tłumacz będzie taki młody, - odpowiada mi Max i patrzy na
>Alexandra pytająco.
- Max, nie martw się, Polina jest jedną z naszych najlepszych tłumaczek. Jest doświadczona, - Alexandra słowo "doświadczona".
- Mój wygląd jest zwodniczy, - powiedziałam, uśmiechając się spokojnie. - Mam nadzieję, że cię nie zawiodę.
- Nie, nie, nigdy nie wątpiłem w twoje umiejętności, - Max szybko wtrąca. - Twój angielski jest znakomity. Nie spodziewałem się zobaczyć tak młodej i, hm, - zawahał się, patrząc na mnie ponownie, "pięknej dziewczyny.
Pracujemy? - jego lewe oko
podnosi brwi, ironiczny uśmiech znów błąka się po jego ustach. Moje serce opada w żołądku, w okolicę żołądka. "Nie przepadam za blondynkami!" - notuję sobie w myślach z jakiegoś powodu. Dlaczego teraz o tym myślę?
Alexandra zaprasza Maxa, aby usiadł na kanapie przy tym samym oknie zajmującym całą ścianę, co to w holu. Dołączam do nich. Max siada, zakładając nogę na moją i oplatając swoje splecione ręce wokół mojego kolana. Przez półprzymknięte rzęsy patrzę na niego bez wyrazu. Jego obcisła biała koszulka T-
pasuje mu dobrze, podkreślając rzeźbę jego szerokich ramion, atletycznych przedramion i wąskiej talii. W V-kształtnym, dość głębokim dekolcie w najnowszej modzie, który lekko odsłania linię klatki piersiowej, ultra-modne okulary przeciwsłoneczne w tej sezonowej formie, w jasnych oprawkach. Jasnoniebieskie dżinsy są wygodne, ale nie obcisłe, luźno trzymają się na biodrach. Na jej stopach jasnoniebieskie mokasyny na boso. Na jego nadgarstku sportowy zegarek, z paskiem pasującym do mokasynów i
oprawki jego okularów. Na palcu serdecznym i małym palcu prawej ręki są dwa masywne, szerokie złote pierścienie, nazywane "orzechami" wśród moich. Pierścień na jego palcu serdecznym jest ozdobiony niezwykłym grawerunkiem jakiegoś rodzaju, a na małym palcu jest szeroki, gładki, ale wydaje się mieć wcięcie pośrodku, nie widzę tego dobrze.
"Modny młokos" - zauważyłem dla siebie.
Zgadłem mojego rozmówcę, i to nie na jeden, ale na całe dziesięć dni!
Chociaż nie był brunetem, lecz przedstawicielem blondynów, którzy mnie nie interesowali, był tak dobry, że przeważyło to wszelkie wcześniejsze przekonania. Jest w nim coś jeszcze oprócz urody. Jeszcze nie mogę się zorientować, co to jest: jestem zbyt pochłonięta studiowaniem jego zewnętrznej powłoki. Będę miała czas, aby sprawdzić, czy jest interesującym rozmówcą.
Max przegląda plan wizyty i wręcza mi kopię, abym mogła zapoznać się z harmonogramem naszych ruchów.
nts. Dziś jest stosunkowo wolny dzień: zgodnie z planem mamy tylko wizytę w hali wystawowej, aby skoordynować rozmieszczenie jego prac na ekspozycji.
Jutro mamy znacznie więcej do zrobienia: lunch z szefem, wizytę w dwóch salonach, które planują współpracę z Kamerunem.
Max zwraca się do mnie:
- Polina, czy możesz mi dziś pokazać miasto? Może moglibyśmy pospacerować po centrum?
- Tak, oczywiście, - skinęłam głową. - Przejdźmy się teraz, zanim odwiedzimy wystawę.
ition center.
- Świetnie, - zgodził się, zwracając się do Aleksandry. - Możemy już iść?
Ona kiwnęła głową, a my pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w stronę windy, wskazuję Maxowi kierunek:
- Jest opcja, żeby pójść do Ławry, albo przejść się do Złotej Bramy. Nie można ich zobaczyć stąd, są za domami.
Patrzy na mnie z góry, lekko przechylając głowę, a ja nie mogę oderwać wzroku od jego warg, potem mój wzrok przesuwa się na jego zmysłową szyję. Tam pulsuje tętno
ng w tym, a jakoś taka mała rzecz wydaje się tak intymna, że czuję, jak rumieniec zawstydzenia przechodzi przeze mnie.
- Chciałbym teraz po prostu pospacerować po centralnej części miasta, może przejść się, zaczerpnąć świeżego powietrza. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do strefy czasowej, - wyjaśnia. - Przydałaby mi się filiżanka kawy. Filiżanka kawy, - śmieje się. Ma bardzo przyjemny, zaraźliwy śmiech. A ja uśmiecham się do niego.
- Rozumiem cię, Max, - lubię jego imię, więc je wypowiadam, delektując się nim. - Skaczę
mam nadzieję, że ci się spodoba.
Kiedy jedziemy windą na dół i idziemy do mojego samochodu, odpowiadam na jego pytania i śmieję się z kilku jego bardzo dobrych żartów o jet lagu. Czuję się lekko i komfortowo, jakbyśmy znali się od zawsze.

Tabula Rasa. White’s move. Territory of Seduction
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101