

Opis
Zareczyny Esther zostaja zniszczone przez druzgocaca zdrade, ktora popycha ja w ramiona tajemniczego, mrocznego nieznajomego. Ich intensywna, lekkomyslna namietnosc staje sie chwilowa ucieczka, lecz ich drogi rozchodza sie, gdy jej wlasny ojciec sprzedaje ja w przerazajacy nowy kontrakt. Esther jest zmuszona zostac zona Cassiana Greyhavena, najbardziej budzacego groze i poteznego bossa mafii w podziemnym swiecie. Uwieziona w niechcianym malzenstwie, Esther musi poruszac sie po swiecie przemocy, zaborczosci i nieustannej podejrzliwosci, zwlaszcza gdy msciwy byly kochanek oraz gleboko zakorzenione demony Cassiana groza zniszczeniem kruchej wiezi rodzacej sie pomiedzy nimi.
Rozdział 1
Nov 20, 2025
POV Esther
Jego dłonie są wszędzie naraz. Zawłaszczają terytoria na mojej skórze, których nikt wcześniej nie odważył się dotknąć.
Marmur łazienkowego blatu jest zimny na moich plecach—pyszny kontrast do żaru jego ciała, kiedy wciska się między moje uda. Jego dłonie płoną na mojej skórze z taką siłą posiadania, że całe moje ciało śpiewa, każdy nerw jest żywy i łaknie więcej.
„Moja księżniczko…” warczy przy mojej szyi, a wibracja tych słów przeszywa mnie prądem prosto do środka. „Byłaś stworzona dla mnie. Tylko dla mnie.”
Ta zaborczość w jego głosie powinna mnie przerażać, ale zamiast tego uwalnia we mnie coś dzikiego. Wyginam się pod nim, bezwstydna w moim pragnieniu, moje paznokcie rysują ślady po jego wytatuowanych plecach, gdy przyciągam go bliżej, zdesperowana, by zlikwidować jakąkolwiek przestrzeń między nami.
Jego usta przesuwają się wzdłuż mojej szczęki, zęby muskają punkt pulsu, a ja tonę w doznaniach. Zapach jego skóry—skóra, whiskey i coś mroczniejszego—wypełnia mi płuca. To jest złe, zakazane, wszystko, czego nauczono mnie się opierać.
A jednak to wydaje się bardziej właściwe niż cokolwiek w moim starannie uporządkowanym życiu.
„Oznacz mnie,” błagam, wyginając się ku niemu, jakbym próbowała wejść pod jego skórę. „Zrób mnie swoją. Spraw, by wszyscy wiedzieli, że należę do—”
„Panno Esther!” Głos Hannah rozsypuje wszystko w kawałki.
Z gwałtownym wdechem budzę się w swojej sypialni, ciało wciąż płonie, jedwabna pościel splątana wokół wilgotnej skóry. Moje serce wali o żebra tak mocno, że może je posiniaczyć.
Przez dezorientującą chwilę nie pamiętam, gdzie jestem ani dlaczego zimne światło poranka wydaje się taką zdradą.
„Panno Esther, spóźni się pani na ostatnie przygotowania!” Moja pokojówka krząta się po pokoju, z energiczną radością rozciągając zasłony. „Kwiaciarze już są, a pani macocha dostaje spazmów przez dostawę szampana!”
Racja. Ślub. Mój ślub.
Przyciskam dłonie do oczu, próbując zatrzymać sen, ale jego twarz już się rozwiewa jak dym w porannym świetle. Zostało tylko widmo jego dotyku i smak bourbonu oraz pożądania na moich ustach.
„Przyjęcie zaręczynowe,” kontynuuje Hannah, nieświadoma mojego wewnętrznego kryzysu, „to wydarzenie dekady! Już ponad trzystu gości potwierdziło, przedstawiciele wszystkich najważniejszych rodzin. Moretti, Salvatore, nawet Greyhavenowie kogoś przysyłają.”
Wina zalewa mnie falami. Dotykam trzykaretowego diamentu, który Aaron dał mi na osiemnaste urodziny, jego ciężar jest znajomy jak oddychanie.
Cztery lata noszenia go. Cztery lata bycia jego.
„Będę na dole za dwadzieścia minut,” udaje mi się wydusić, głos mam chrapliwy od snu i wstydu.
Hannah zatrzymuje się w drzwiach. „Twój ojciec chce cię widzieć w sali balowej w południe.”
Wygrzebuję się z łóżka, skóra wciąż nadwrażliwa, każdy dotyk materiału jest echem sennych dłoni, które wydawały się bardziej realne niż cokolwiek na jawie.
Prysznic nie pomaga. Gorąca woda tylko przypomina mi jego oddech na mojej szyi, para przypomina gorąco między nami. Te sny dręczą mnie od miesięcy, stają się coraz intensywniejsze, coraz bardziej realne.
Jakiego rodzaju kobieta śni o innym mężczyźnie w dniu swojego przyjęcia zaręczynowego?
Takiej, której narzeczony od trzech miesięcy jest w Miami, załatwiając rodzinne interesy, podpowiada mi zdradziecki umysł. Takiej, której ostatni pocałunek był uprzejmym muśnięciem na lotnisku.
Wślizguję się w kremową sukienkę Rolanda Mouret, wystarczająco profesjonalną do czuwania nad przygotowaniami, wystarczająco elegancką na powitanie Aarona. Dłonie lekko mi się trzęsą, gdy nakładam szminkę. Scarlet Rouge Toma Forda—ulubioną Aarona.
Sala balowa w posiadłości Castellano to zorganizowany chaos.
Siedmiometrowe stoły uginają się pod ciężarem białych orchidei i róż, kryształowe żyrandole wypolerowano tak, że mogłyby oślepić, a dwunastoosobowa orkiestra po raz setny ćwiczy Vivaldiego.
„Kieliszki Baccarat tylko na głównym barze,” instruuję szefa cateringu, moje perfekcjonistyczne oko wyłapuje każdy źle położony detal. „Zestaw Waterford do pozostałych barów.”
„Tak, panno Castellano.”
Przemierzam przestrzeń jak generał przeglądający oddziały, poprawiam kompozycje kwiatowe, próbuję przekąsek, upewniam się, że wszystko jest bezbłędne. To potrafię najlepiej—kontrola, precyzja, piękno.
To łatwiejsze niż myślenie o tym, dlaczego budzę się rozpalona przez mężczyznę, którego twarzy nawet nie pamiętam.
„Rzeźby lodowe topnieją nierówno,” mówię ekipie dostawczej. „Lewy łabędź wygląda, jakby miał udar.”
Macocha, Patricia, pojawia się u mojego boku, jej botoks uniemożliwia jakikolwiek wyraz niezadowolenia. „Czy musisz być taka dosadna, Esther? Damy nie rozmawiają o udarach.”
„Damy też nie podają ciepłego szampana, a jednak tu jesteśmy.”
Wydyma usta—albo próbuje. „Twój ojciec chce przejrzeć układ miejsc. Rodzina Torrisi ma zatarg z Morettimi od trzech pokoleń.”
„To mogli o tym pomyśleć, zanim potwierdzili.” Już idę do następnego kryzysu, coś o złym odcieniu kości słoniowej na serwetkach.
Popołudnie rozmywa się w mgle decyzji i żądań.
Zatracam się w pracy, w błogosławionym odrętwieniu logistyki. Dopiero gdy ochrona ogłasza przyjazd Aarona, ściska mnie w żołądku. Porzucam wszystko i pędzę do wejścia, moje Louboutiny stukają o marmur.
Trzy miesiące. Trzy miesiące rozmów wideo i wiadomości oraz powtarzania sobie, że dystans to norma w naszym świecie, że biznes jest na pierwszym miejscu.
Stoi w holu, kiedy skręcam za róg, i zapiera mi dech.
Aaron wygląda oszałamiająco w swoim garniturze Brioni szytym na miarę, sam ostry kant i ciemne oczy. Przez chwilę, gdy mnie zauważa, jego twarz łagodnieje w coś, co przypomina mi, dlaczego zakochałam się w nim w wieku piętnastu lat.
„Króliczku,” szepcze, używając mojego przezwiska, i już jestem w jego ramionach. Unosi mnie w wirującym objęciu, wtula twarz w moją szyję. „Chryste, tęskniłem.”
Jego perfumy są inne—coś ostrzejszego, bardziej drapieżnego niż zazwyczaj używany Creed. Ale jego ramiona są tak znajome, tak silne, tak bezpieczne.
To jest prawdziwe, powtarzam sobie. Nie sny, to.
Kiedy mnie odstawia, jego dłonie jeszcze chwilę spoczywają na mojej talii. „Wyglądasz pięknie.”
„Wyglądasz na zmęczonego.” Dotykam cieni pod jego oczami. „Lot był—”
Ale jego spojrzenie już odpływa, śledzi coś za moim ramieniem. Odwracam się i widzę moją siostrę Kaię schodzącą po schodach, a żołądek mi się zaciska.
Ma na sobie kobaltową suknię Versace, idealnie pasującą do krawata Aarona. Sukienka oplata każdą krągłość, dekolt sięga niemal pępka. Jej włosy spływają idealnie ułożonymi kasztanowymi falami, a ona porusza się z wyrachowaną gracją drapieżnika, który wypatrzył ofiarę.
„Witaj w domu, przyszły szwagrze,” mruczy, sunąc w naszą stronę.
Dłoń Aarona puszcza moją. To subtelne, ledwie zauważalne, ale brak kontaktu czuję jak policzek. Całe jego ciało od razu się zmienia, prostuje ramiona, poszerza klatkę, podnosi podbródek.
Każda komórka jego ciała ustawia się w jej stronę jak igła kompasu wskazująca północ.
„Kaia.” Jego głos obniża się o pół tonu. „Wyglądasz... to dość odważna sukienka.”
Śmieje się, dźwięk dzwoni w holu. „To stare łachy? Po prostu je narzuciłam.”
Kłamczucha. Ta sukienka kosztuje więcej niż jej samochód i pewnie spędziła godziny nad makijażem. Patrzę, jak oczy Aarona śledzą linię jej szyi, łuk obojczyka i coś zimnego osiada mi w piersi.
„Powinniśmy przejrzeć harmonogram,” mówię ostrzejszym tonem, niż zamierzałam. „Goście zaczynają przychodzić o siódmej.”
„Racja. Przyjęcie.” Aaron mruga, jakby sobie przypomniał o moim istnieniu. „Nasze przyjęcie zaręczynowe.”
Ale kiedy Kaia wplata ramię w jego, mówiąc, że pokaże mu przygotowania, nie cofa się.
I kiedy razem idą w stronę sali balowej, zostaję sama, stojąc w holu.

Taming the Mafia Beast
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101