
Opis
Wlasnie dotarlam do zamku Krola Alfy, ale nie mam pojecia, dlaczego tu jestem. Wydaje mi sie, ze chodzi o splate dlugow mojej rodziny, ale kiedy zostalam zaprowadzona do luksusowej sypialni, czuje, ze nie bede jego pokojowka.... Isla Jestem nikim z odleglej watahy. Moja rodzina jest bardzo zadluzona z powodu kosztow leczenia mojego brata. Zrobie wszystko, co w mojej mocy, zeby im pomoc, ale gdy dowiaduje sie, ze zostalam sprzedana Krolowi Alfie Maddoxowi jako jego rodzicielka, nie jestem pewna, czy dam rade. Krol jest zimny i zdystansowany, a plotki glosza, ze zabil swoja pierwsza zone. Ale jest tez seksowny i uwodzicielski. Moj umysl moze mowic nie, ale moje cialo pragnie go na wszystkie mozliwe sposoby. Jak mam przetrwac jako rodzicielka Krola Alfy, skoro nigdy wczesniej nie bylam z mezczyzna? Czy znowu zabije? Maddox Od czasu smierci mojej Krolowej Luny przysiaglem, ze nigdy wiecej nie pokocham. Nie szukalem rodzicielki, ale mam tylko rok na splodzenie dziedzica, inaczej strace tron. Ta piekna dziewczyna, Isla, pojawila sie w moich drzwiach w sama pore. Czy to przeznaczenie? Czy jest moja druga szansa na partnerke? Nie, nie chce tego. Potrzebuje tylko dziecka. Ale im wiecej czasu spedzam z Isla, tym bardziej chce nie byle jakiej rodzicielki - chce jej.
Rozdział 1
May 15, 2026
*Isla*
Deszcz uderzał mnie w plecy, gdy podążałam za Alfą Ernestem po szerokich marmurowych schodach do domu, którego nigdy nie spodziewałam się zobaczyć na własne oczy. Rozejrzałam się szybko, ale on szedł szybko, więc nie miałam zbyt wiele czasu, by przyjrzeć się rezydencji z zewnątrz. Wiem tylko, że przypomina zamek. Ponure niebo wydaje się odpowiednie, biorąc pod uwagę mój ponury nastrój.
Podobnie, ten zamek pasuje do Króla Alfa.
Pod szerokim gankiem znalazło się trochę schronienia przed wiatrem. Naciągnęłam cienką pelerynę na ramiona. Gdy pięść Alfy Ernesta uderzyła w drzwi, podskoczyłam. Wszystko w tym dniu jest niespodziewane i trzyma mnie w napięciu.
Drzwi uchyliły się lekko i mężczyzna o długim, cienkim nosie spojrzał na nas. Był ubrany w strój lokaja, co sprawiło, że nieco się rozluźniłam.
Nie spodziewałam się, że okrutny król sam otworzy drzwi, ale byłam wdzięczna, że nie muszę od razu stawić mu czoła.
"Witajcie! Witajcie!" – powiedział Alfa Ernest swoim pogodnym, przesadnie głośnym głosem. Zaśmiał się gardłowo, jego ochrypły ton był równie szorstki jak grzmot w oddali. "To ja, Alfa Ernest z watahy Willow! Jego Wysokość się mnie spodziewa."
Lokaj przyjrzał mu się uważnie, a potem jego wzrok zatrzymał się na mnie, jakby nie był pewien, czy krępy, spocony mężczyzna w białej koszuli z podwiniętymi rękawami do łokci naprawdę mógł być Alfą. Fakt, że w samochodzie, który nas przywiózł, czekały Omegi, czynił to bardziej wiarygodnym.
"Proszę wejść," powiedział lokaj, otwierając ciężkie, drewniane drzwi.
"Dziękuję, dziękuję," odezwał się mój Alfa, a ja podążyłam za nim do środka, mimowolnie zastanawiając się, dlaczego musi wszystko mówić dwa razy.
Moja radość z tego, że wchodzę z deszczu do środka, trwała tylko chwilę, gdy podążałam za dwoma mężczyznami, którzy szli szybko wzdłuż długiego korytarza. Wnętrze domu nie przypominało zamku, bo podłogi nie były z kamienia—były drewniane—a ściany pokrywał gładki tynk. Ale budynek był ogromny i luksusowo urządzony, pełen drogocennych mebli oraz wszelkiego rodzaju dzieł sztuki: od obrazów przez rzeźby po starożytne wazony. Starałam się nadążyć za naszym przewodnikiem, podczas gdy mój wzrok ślizgał się po przedmiotach wartych sto razy więcej niż roczne zarobki moich rodziców—tysiąc razy więcej.
Sprzedaż choćby jednego z tych przedmiotów wystarczyłaby na spłatę długów moich rodziców. Nie byłoby mnie tu, gdybym miała choć jeden obraz na sprzedaż.
Nie mogę o tym teraz myśleć, bo przypieczętowałam już swój los. Ściskam w dłoniach swoją małą torbę i walczę, by dotrzymać kroku. Nie pomaga fakt, że w ostatnim tygodniu praktycznie nic nie jadłam. Czuję zawroty głowy.
Skręcamy w kilka korytarzy i jasno widać, że jesteśmy teraz w części budynku przeznaczonej do pracy, a nie na pokaz. Na ścianach wciąż wiszą dzieła sztuki, ale są mniej okazałe. Mijane drzwi prowadzą do biur, nie do bibliotek czy salonów.
"Proszę poczekać tutaj," mówi lokaj, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami. Puka, a ja słyszę niski, szorstki głos, który zaprasza go do środka.
Czuję, jak serce zaczyna mi walić w piersi. Nadal nie wiem, co Alfa Ernest zamierza ze mną zrobić. Gdy przyszłam do niego wcześniej tego dnia po pomoc, zadał mi kilka osobistych pytań; uśmiech rozciął mu twarz, po czym kazał mi wrócić do domu i spakować wszystkie najcenniejsze rzeczy. Powiedział, żebym pożegnała się z rodziną, jeśli naprawdę chcę spłacić rodzinne długi, i żebym wróciła do jego biura za godzinę.
Potem wsiedliśmy do samochodu i przyjechaliśmy tutaj. Nie zadawałam żadnych pytań, poza prośbą, by wszystko spisał na piśmie.
"John i Constance Moon nie są już dłużni Alfie Ernestowi Rockowi, jeśli ich córka, Isla Moon, wywiąże się z umowy zawartej z owym Alfą w tym dniu…" Data, podpisy obu stron, i oto jestem.
Wciąż nie mam pewności, czego ta umowa dotyczyła.
Alfa Ernest wszedł do biura, a mnie kusiło, by też zajrzeć do środka, ale tego nie robię. Nigdy wcześniej nie widziałam go na własne oczy, Króla Alfę, głowy wszystkich Alf i wszystkich terytoriów w naszym regionie, rozciągającym się na tysiące i tysiące mil. Słyszałam jednak o nim wiele historii.
W tej chwili mam nadzieję, że większość z nich nie jest prawdziwa.
Chciałabym zobaczyć jego twarz, by przekonać się, czy plotki o jego atrakcyjności są prawdziwe.
Ale wolałabym go nie widzieć, gdybym miała wybór. Wieść o jego okrucieństwie wyprzedza go, a krążące pogłoski sugerują, że jest równie brutalny, co przystojny.
„Możesz usiąść”, mówi lokaj, wskazując na krzesło przy drzwiach, które zamknęły się za Alfą Ernestem.
Kiwnęłam głową, ale nie byłam w stanie podziękować mu słownie, nie teraz, gdy zęby niemal szczękały mi ze strachu.
Siadam, wciąż ściskając torbę w dłoniach. Żałuję, że nie założyłam czegoś więcej niż cienki płaszcz, który mama podarowała mi zeszłej zimy. Płaszcze były tańsze niż kurtki, więc taki miałam.
Nie zamierzałam jednak ukrywać drżenia, które zaczynało trawić moje ciało.
Starając się zignorować drżenie, skupiłam się na cichych głosach zza ciężkich, drewnianych drzwi. Nie spodziewałam się, że coś usłyszę, bo drzwi wyglądały na solidne, ale Alfa Ernest był głośny.
Jeśli chodzi o Alfę Maddoxa… cóż, on brzmiał raczej rozdrażniony.
„Dziękuję, że zgodziłeś się mnie przyjąć w tak krótkim czasie”, powiedział Alfa Ernest.
Kiedy Alfa Maddox odpowiedział, trudniej było usłyszeć jego słowa. Nie był tak głośny. „Nie wiem, po co tu jesteś, chyba że zamierzasz zwrócić mi pieniądze, które jesteś mi winien.” Przynajmniej tak mi się wydawało, że to próbował powiedzieć.
„Niestety, sir, nie mam pieniędzy — nie do końca”, odpowiada drugi mężczyzna. Słyszę, jak Alfa Maddox burczy w odpowiedzi. „Ale mam coś innego do zaoferowania. Coś lepszego.”
„Coś lepszego niż półtora miliona dolarów, które jesteś mi winien?”
Serce podskoczyło mi do gardła i prawie się zakrztusiłam. Półtora miliona dolarów? Czy dobrze usłyszałam? Co Alfa Ernest mógłby mieć, co byłoby warte takich pieniędzy?
„Och, tak!” mówi Alfa Ernest. „Proszę, sir, wysłuchaj mnie. Mam dla ciebie układ. Taki, który pozwoli mi spłacić nasz dług i pomoże ci z pewnym… problemem, który masz.”
Problem? Jaki problem mógłby mieć Alfa Maddox — poza tym, że może zabił wszystkich, na których chciał nakrzyczeć?
Siedzę z nogami płasko opartymi o podłogę, wpatrując się w ścianę w kolorze skorupki jajka naprzeciwko mnie, słuchając, nie wierząc w to, co słyszę.
„Ernest”, mówi Alfa Maddox, „jesteś ostatnią osobą na ziemi, do której bym się zwrócił o pomoc w rozwiązaniu problemu, nie mówiąc już o tym, że nawet nie wiem, o co ci chodzi.”
„Pozwól, że cię oświecę, sir, jeśli nie masz nic przeciwko?”
Alfa Maddox znowu warczy. Jeśli powiedział coś więcej, nie słyszę tego.
Alfa Ernest kontynuuje. „W zeszłym miesiącu skończyłeś dwadzieścia dziewięć lat, prawda?” Zakładam, że Alfa Maddox to potwierdza, bo mój alfa z watahy mówi dalej. „Wszyscy wiedzą, że od Króla Alfy oczekuje się, że będzie miał dziedzica przed ukończeniem trzydziestki.”
„Alfa Ernest—” mówi król.
„Daj mi tylko kilka chwil, Alfa”, mówi Ernest, i wyobrażam sobie jego ręce uniesione w geście uspokojenia. „Potrzebujesz kogoś, kto mógłby ci urodzić dziecko, kogoś, z kim nie łączy cię skomplikowana relacja, kogoś pięknego, o dobrych, zdrowych genach. Silnej matki, która urodziła już wiele dzieci i udowodniła, że pochodzi z dobrego rodu.”
Z każdym jego słowem serce podskakuje mi coraz wyżej do gardła, choć mój umysł wciąż nie chce pojąć, co on mówi.
„Co proponujesz, Ernest?” pyta Alfa Maddox. „Nie mam problemów ze zdobywaniem kobiet. Wiesz o tym, prawda?”
„Tak, tak, oczywiście!” mówi Alfa Ernest. „Ale kobiety na dworze są skomplikowane. Mają oczekiwania. Wiem, że nie zamierzasz się już żenić. Dlatego właśnie potrzebujesz chętnej, uległej, pięknej dziewczyny, która z ochotą rozłoży przed tobą nogi za pieniądze, urodzi ci dziecko — albo dwoje czy troje — a potem zniknie. I mam właśnie taką dziewczynę dla ciebie.”
Biorę głęboki oddech i wstrzymuję go. Z pewnością Alfa Maddox na to nie przystanie. Dlaczego miałby się na to zgodzić?
Dlaczego ja się na to zgodziłam?
Czy ja się na to zgodziłam?
„Pozwól, że się upewnię, czy dobrze cię rozumiem, Alfa Ernest”, słyszę głos Alfy Maddoxa i nie potrafię stwierdzić, czy jest zły, urażony… czy zaintrygowany. „Proponujesz, żebym przyjął jakąś dziewczynę, którą przyprowadziłeś do mojego domu, tylko po to, by mieć z nią dziecko?”
„Zgadza się, Wasza Wysokość”, mówi Ernest. „Proponuję, byś wziął… klaczkę rozrodczą.”

The Alpha King's Breeder
915 Rozdziały
915
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101