
Opis
Wlasnie przybylam do zamku Alfa Krola, ale nie mam pojecia, dlaczego tu jestem. Mysle, ze chodzi o splate rodzinnego dlugu, ale kiedy zaprowadzono mnie do eleganckiej sypialni, poczulam, ze nie bede jego sluzaca... Isla Jestem nikim z odleglej watahy. Moja rodzina jest winna ogromne sumy za leczenie mojego brata. Zrobie wszystko, by im pomoc, ale gdy dowiaduje sie, ze zostalam sprzedana Alfie Krolowi Maddoxowi jako jego dawczyni potomstwa, nie jestem pewna, czy dam rade to zrobic. Krol jest zimny i zdystansowany, a plotki glosza, ze zabil swoja pierwsza zone. Ale jest tez pociagajacy i niezwykle seksowny. Moze moj rozum mowi nie, ale moje cialo pragnie go na kazdy mozliwy sposob. Jak mam przezyc jako dawczyni potomstwa Alfa Krola, skoro nigdy nie bylam nawet z zadnym mezczyzna? Czy on zabije znowu? Maddox Odkad zmarla moja Luna Krolowa, przysiaglem, ze nigdy wiecej nie pokocham. Nie szukalem dawczyni potomstwa, ale mam tylko rok, by wydac na swiat dziedzica, inaczej strace tron. Ta piekna dziewczyna, Isla, pojawila sie na moim progu w sama pore. Czy to przeznaczenie? Czy jest moja druga szansa na bratnia dusze? Nie, nie chce czegos takiego. Wystarczy mi dziecko. Ale im wiecej czasu spedzam z Isla, tym bardziej pragne nie po prostu jakiejkolwiek dawczyni potomstwa - pragne wlasnie jej.
Rozdział 1
Jul 17, 2026
*Isla*
Deszcz bił mnie po plecach, gdy podążałam za Alfą Ernestem po szerokich marmurowych schodach do domu, którego nigdy nie spodziewałam się zobaczyć na własne oczy. Rozejrzałam się szybko, ale on szedł szybko i nie miałam wiele czasu, by przyjrzeć się rezydencji z zewnątrz. Wiem tylko, że przypomina zamek. Ponure niebo wydaje się pasować, biorąc pod uwagę mój beznadziejny nastrój.
Podobnie ten zamek pasuje do Króla Alfa.
Pod szerokim gankiem było trochę schronienia przed wiatrem. Zacisnęłam cienki płaszcz wokół ramion. Gdy pięść Alfy Ernesta załomotała w drzwi, podskoczyłam. Wszystko tego dnia było nieoczekiwane i sprawiało, że byłam spięta.
Drzwi uchyliły się lekko i mężczyzna o cienkim, długim nosie spojrzał na nas. Ubrany był w strój lokaja i tylko odrobinę się rozluźniłam.
Nie żebym oczekiwała, że okrutny król sam otworzy drzwi, ale byłam wdzięczna, że nie muszę od razu stawić mu czoła.
"Witam! Witam!" — powiedział Alfa Ernest swoim wesołym, wyjątkowo głośnym głosem. Zaśmiał się chrapliwie w gardle, a jego szorstki ton był równie zachrypnięty jak grzmot w oddali. "To ja, Alfa Ernest z watahy Willow! Jego Wysokość mnie oczekuje."
Lokaj zmierzył go wzrokiem, a potem przez chwilę spojrzał na mnie, jakby nie był pewny, czy krępy, spocony mężczyzna w białej koszuli z podwiniętymi rękawami do łokci naprawdę może być Alfą. Fakt, że w samochodzie, który nas tu przywiózł przez dwie godziny, siedzieli Omega, czynił to bardziej wiarygodnym.
"Proszę wejść," powiedział lokaj, otwierając ciężkie drewniane drzwi.
"Dziękuję, dziękuję," powiedział mój Alfa, a ja poszłam za nim do środka, zastanawiając się bezwiednie, dlaczego wszystko musi mówić dwa razy.
Moja radość z tego, że mogę wejść z deszczu, trwała tylko chwilę, gdy podążałam za dwoma mężczyznami, którzy szli szybko długim korytarzem. Wnętrze domu nie przypominało zamku, bo podłogi nie były kamienne—były drewniane—a ściany pokrywała zwykła gładź. Ale budynek był ogromny i bogato urządzony, pełen drogich mebli, wszelkiego rodzaju dzieł sztuki, od obrazów przez rzeźby po starożytne wazony. Próbowałam dotrzymać kroku naszemu przewodnikowi, podczas gdy mój wzrok błądził po przedmiotach wartych sto razy więcej niż to, co moi rodzice zarabiają w ciągu roku—a może i tysiąc razy więcej.
Sprzedaż choćby jednego z tych przedmiotów wystarczyłaby, by spłacić długi moich rodziców. Nie byłoby mnie tu teraz, gdybym miała choć jeden obraz na sprzedaż.
Nie mogę o tym teraz myśleć, bo już przypieczętowałam swój los. Ściskam w rękach małą torbę i z trudem nadążam. Nie pomaga fakt, że przez ostatni tydzień prawie nic nie jadłam. Kręci mi się w głowie.
Skręcamy w kilka korytarzy i jest dla mnie jasne, że jesteśmy teraz w części budynku przeznaczonej do pracy, a nie do pokazywania. Na ścianach nadal wiszą obrazy, ale nie są już tak wyszukane. Mijane drzwi prowadzą do biur, nie do bibliotek czy salonów.
"Proszę tu poczekać," mówi lokaj, zatrzymując się przed zamkniętymi drzwiami. Puka, a ja słyszę niski, chropowaty głos, który każe mu wejść.
Czuję, jak serce zaczyna mi walić w piersi. Nadal nie wiem, co Alfa Ernest zamierza ze mną zrobić. Kiedy przyszłam do niego po pomoc wcześniej tego dnia, zadał mi kilka osobistych pytań; uśmiech rozjaśnił mu twarz, a potem kazał mi wrócić do domu i spakować wszystkie najcenniejsze rzeczy. Powiedział, żebym pożegnała się z rodziną, jeśli naprawdę chcę spłacić długi rodziców, i wróciła do jego biura za godzinę.
Potem wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy tutaj. Nie zadałam żadnych pytań poza tym, żeby wszystko dał mi na piśmie.
"John i Constance Moon nie są już zadłużeni wobec Alfy Ernesta Rocka, jeśli ich córka, Isla Moon, wypełni warunki umowy zawartej z tym Alfą w dniu dzisiejszym…" — datowane, podpisane przez obie strony, i oto tu jestem.
Wciąż nie jestem pewna, czemu ta umowa miała służyć.
Alfa Ernest wszedł do biura, a ja miałam ochotę się wychylić, by zajrzeć do środka, ale tego nie zrobiłam. Nigdy wcześniej nie widziałam go na oczy, Króla Alfę, przywódcę wszystkich Alf i wszystkich terytoriów w naszym regionie, rozciągającym się na tysiące i tysiące mil. Słyszałam jednak o nim mnóstwo historii.
Obecnie mam nadzieję, że większość z nich nie jest prawdziwa.
Chciałabym zobaczyć jego twarz, żeby wiedzieć, czy plotki o jego atrakcyjności są prawdziwe.
Ale wolałabym go nie widzieć, gdybym miała wybór. Wieści o jego okrucieństwie wyprzedzają go, a krążące plotki sugerują, że jest równie brutalny, co przystojny.
— Możesz usiąść — mówi lokaj, wskazując krzesło przy drzwiach, które zamknęły się za Alfą Ernestem.
Kiwam głową, ale nie jestem teraz w stanie mu podziękować, nie wtedy, gdy moje zęby niemal dzwonią ze strachu.
Siadam, wciąż ściskając torbę w dłoniach. Żałuję, że nie założyłam czegoś więcej niż cienki płaszcz, który mama dała mi zeszłej zimy. Płaszcze były tańsze niż kurtki, więc taki miałam.
Nie zamierzałam jednak ukrywać drżenia, które zaczynało targać moim ciałem.
Starając się zignorować drżenie, skupiłam się na stłumionych głosach za grubymi, drewnianymi drzwiami. Nie spodziewałam się, że usłyszę cokolwiek, bo drzwi wyglądały solidnie, ale Alfa Ernest mówił głośno.
Co do Alfy Maddoxa... cóż, on po prostu brzmiał na podenerwowanego.
— Dziękuję, że zgodziłeś się mnie przyjąć w tak krótkim czasie — powiedział Alfa Ernest.
Gdy Alfa Maddox odpowiedział, trudniej było go usłyszeć. Nie był tak głośny. — Nie wiem, po co tu jesteś, chyba że zamierzasz oddać mi pieniądze, które jesteś mi winien. — Przynajmniej tak mi się wydawało, że to mówił.
— Niestety, sir, nie mam pieniędzy — nie do końca — odpowiada drugi mężczyzna. Słyszę, jak Alfa Maddox burczy w odpowiedzi. — Ale mam coś innego do zaoferowania. Coś lepszego.
— Coś lepszego niż półtora miliona dolarów, które jesteś mi winien?
Serce podchodzi mi do gardła i prawie się dławię. Półtora miliona dolarów? Czy dobrze usłyszałam? Co takiego Alfa Ernest mógłby mieć warte takiej sumy?
— Och, tak! — mówi Alfa Ernest. — Proszę, sir, wysłuchaj mnie. Mam dla ciebie propozycję. Taką, która pozwoli mi spłacić nasz dług i pomóc ci z pewnym… problemem, który masz.
Problem? Jaki problem mógłby mieć Alfa Maddox — poza tym, że być może zabił już wszystkich, na których chciał nakrzyczeć?
Siedzę z nogami płasko opartymi o podłogę, wzrok utkwiony w ścianie o kolorze skorupki jajka naprzeciwko mnie, słuchając, nie wierząc w to, co słyszę.
— Ernest — mówi Alfa Maddox — jesteś ostatnią osobą na świecie, do której zwróciłbym się o pomoc w rozwiązaniu problemu, nawet nie wiem, o co ci chodzi.
— Pozwól, że cię oświecę, sir, jeśli nie masz nic przeciwko?
Alfa Maddox znowu warczy. Jeśli mówi coś jeszcze, nie słyszę tego.
Alfa Ernest kontynuuje. — Właśnie skończyłeś dwadzieścia dziewięć lat w zeszłym miesiącu, prawda? — Zakładam, że Alfa Maddox to potwierdza, bo mój Alfa ciągnie dalej. — Wszyscy wiedzą, że od Króla Alfy oczekuje się potomka przed trzydziestką.
— Alfa Ernest — odzywa się król.
— Proszę cię tylko o kilka chwil, Alfo — Ernest mówi, i wyobrażam sobie jego ręce uniesione przed sobą. — Potrzebujesz kogoś, kto urodzi ci dziecko, kogoś bez skomplikowanych relacji, kogoś pięknego, ze zdrowymi genami. Silną matkę, która urodziła już wiele dzieci i udowodniła, że pochodzi z dobrego rodu.
Z każdym jego słowem moje serce podskakuje wyżej w gardle, choć mój umysł nadal nie chce pojąć, co mówi.
— Co proponujesz, Ernest? — pyta Alfa Maddox. — Nie mam problemu ze zdobywaniem kobiet. Wiesz o tym, prawda?
— Tak, tak, oczywiście! — mówi Alfa Ernest. — Ale kobiety na dworze są skomplikowane. Mają oczekiwania. Wiem, że nie zamierzasz się żenić ponownie. Dlatego właśnie potrzebujesz chętnej, uległej, pięknej dziewczyny, która z zapałem rozłoży dla ciebie nogi, żeby zarobić pieniądze, urodzić ci dziecko — albo dwoje czy troje — a potem zniknie. A ja mam dla ciebie właśnie taką dziewczynę.
Biorę głęboki oddech i wstrzymuję powietrze. Z pewnością Alfa Maddox się na to nie zgodzi. Dlaczego miałby się zgodzić?
Dlaczego ja się na to zgodziłam?
Czy w ogóle się na to zgodziłam?
— Chcę się upewnić, czy dobrze cię rozumiem, Alfo Ernest — słyszę Alfę Maddoxa i nie potrafię określić, czy jest zły, obrażony... czy zaintrygowany. — Proponujesz, abym wziął jakąś dziewczynę, którą ze sobą przyprowadziłeś, do mojego domu wyłącznie po to, by mieć z nią dziecko?
— Zgadza się, Wasza Wysokość — mówi Ernest. — Proponuję, żebyś przyjął... rozpłodową.

The Alpha King's Breeder
967 Rozdziały
967
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101