
Opis
"Mate!" Uslyszal, jak jego wilk warczyl. Spojrzenie Lancelota spadlo na miejsce, w ktore mocno potrzasnela jego dlon. 'Chyba zartujesz.' ******** W jednym dniu stracila wszystko - prace, na ktora tak ciezko pracowala, narzeczonego, z ktorym byla przez polowe swojego zycia, i to, co pozostalo z relacji z jej siostra blizniaczka. Jedyna rzecza, ktorej nie mogla sobie pozwolic stracic, bylo to, co zostalo z jej godnosci - z pewnoscia nie na wlasnym slubie. I dlatego potrzebowala go, przystojnego nieznajomego z naprzeciwka. To, czego Roxanne Harvey nie wiedziala, to ze ten nieznajomy pozostal na stale. Lancelot Dankworth, Ksiaze Alfa Packu London Pride, nie mogl uwierzyc wlasnym oczom. Szalona Amerykanka krzyczaca na jego asystenta sprawila, ze jego wilk po raz pierwszy po 26 latach wydobyl possessfully dzwiek. Nigdy nie sadzil, ze bedzie zdolny kochac kogokolwiek innego, ale dlaczego nie potrafi opanowac swoich emocji, gdy jest w poblizu szalonej Amerykanki? Uwielbia byc sam, zawsze tak bylo, ale dlaczego nagle to, ze jest oddzielony od niej, doprowadza go do szalu? Nie powinni byc razem. On jest ksieciem alfa, a ona jest czlowiekiem. Jednak ten fakt nie powstrzymuje go przed tym, by dac sie jej gleboko zakochac. Z ciemna przeszloscia Lancelota i licznymi wrogami, walczy, aby chronic ja przed swoimi niezliczonymi wrogami, a takze przed samym soba. Czy ich wiez bedzie na tyle silna, aby przezwyciezyc wszystko? Czy straca siebie nawzajem wraz z samymi soba?
Rozdział 1
May 10, 2026
"Pamiętaj, że jestem z ciebie taka dumna, kochanie! I wiem w moim mrocznym i okrutnym sercu, że dziś dokonasz wielkich rzeczy!" Roxanne zachichotała. Słuchanie, jak jej najlepsza przyjaciółka dodaje jej otuchy na cały dzień, zawsze wywoływało u niej uśmiech.
"Wiem, kochana! To wydaje się takie nierealne! Emily!"
"To się dzieje naprawdę." Głos w słuchawce był pełen entuzjazmu. "Napisałaś już do Jonaha?"
Pytanie Emily pogorszyło nastrój Roxanne. Jonah był jej narzeczonym i absolutną miłością jej życia. Napisała do niego tego ranka wiadomość: "Jestem taka podekscytowana na dziś, kochanie! Życz mi powodzenia!" zakończoną czerwonym sercem i buziaczkiem. Ale wiadomość pozostała bez odpowiedzi, podobnie jak siedem poprzednich wysłanych rano i poprzedniego wieczoru.
Roxanne głęboko westchnęła i wymusiła uśmiech. Musiała brzmieć na tak podekscytowaną, jak to tylko możliwe, żeby Emily jej uwierzyła.
"Tak, napisałam. Jeszcze nie odpowiedział. Pewnie jest zajęty pracą, zadzwoni później."
Emily nie dała się nabrać. "Kiedy ostatnio wy..."
"Wiesz co, Em? Muszę już lecieć. I tak jestem spóźniona." Przerwała jej.
Roxanne była podekscytowana swoim dniem awansu i nie potrzebowała pogadanek o tym, jak kiepsko układało się jej z Jonahem w ostatnim miesiącu. Właśnie otworzył własną firmę architektoniczną i potrzebował więcej czasu dla siebie. Nie pozwoli, by to ją martwiło.
Posłała Emily buziaka na pożegnanie, położyła telefon na toaletce i rzuciła ostatnie spojrzenie na swoją szczupłą sylwetkę. W białym garniturze i czarnych szpilkach rozumiała, dlaczego Emily porównywała ją do europejskiej modelki. Może nie była tak wysoka jak one, ale była szczupła i zgrabna.
Roxanne przesunęła dłońmi po płaskim brzuchu i wzięła głęboki oddech. Jej fioletowe oczy spotkały się z odbiciem jej twarzy. Tego ranka włożyła wyjątkowo dużo wysiłku w makijaż. Brwi zaczynały budzić jej wątpliwości, ale spędziła ponad godzinę na ich rysowaniu, więc nie zamierzała ich tak łatwo zmywać.
Jej kasztanowe włosy były upięte w śliczny, ciasny kok na czubku głowy.
Roxanne zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Dzisiaj pokaże się w tych brwiach i nowym garniturze Armaniego - który kupiła za sześciomiesięczne oszczędności specjalnie na tę wyjątkową okazję - i zawładnie światem LexCorp, firmy, w której pracowała.
A przynajmniej światem sprzedaży.
Z tą myślą Roxanne była niezwykle zmotywowana na ten dzień. Chwyciła torebkę, wsunęła do niej telefon i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zbiegła po krótkich schodach i przeszła przez małe biuro prowadzące do salonu.
Kiedy dotarła do salonu, usłyszała pukanie do drzwi. Jej prawa brew uniosła się pytająco. Nie zamawiała żadnej przesyłki i nie spodziewała się nikogo tego poniedziałkowego poranka. Kto to mógł być?
Musiała otworzyć drzwi, żeby się przekonać.
Roxanne pospieszyła do drzwi, już i tak była spóźniona, więc ktokolwiek to był, musiał szybko przedstawić swoją sprawę.
Przekręciła gałkę i uchyliła drzwi. Najpierw musiała zobaczyć, kto to, zanim pozwoli mu mówić.
Kiedy wyjrzała przez małą szparę, jej pytające spojrzenie padło na twarz Jonaha. Miała się uśmiechnąć, dopóki nie zobaczyła swojej bliźniaczki, Rayli, stojącej obok niego. Trzymali się mocno za ręce, ale puścili się natychmiast, gdy ją zobaczyli.
Zdezorientowana Roxanne zmrużyła oczy, zanim szeroko otworzyła drzwi. Stanęła w progu i pozwoliła swoim czujnym oczom przenosić się między nimi.
Jonah Rivers, jej chłopak od trzynastu lat i obecny narzeczony, stał tam, milczący i przystojny w czarnych dżinsach i zielonej vintage'owej koszuli. Roxanne znała jego brązowe oczy przez większość swojego życia, ale było w nich coś, czego nie potrafiła rozpoznać. Coś pomiędzy poczuciem winy a obojętnością, bardzo dziwna kombinacja wyrazu twarzy.
Z drugiej strony, Rayla Harvey, jej siostra bliźniaczka i redaktor naczelna Vogue New York, stała wyprostowana w niebieskiej dopasowanej sukience z bufiastymi rękawami. Jej jasne blond włosy swobodnie opadały na ramiona, a w szpilkach Prady była prawie tak wysoka jak Jonah.
Rayla Harvey zawsze była tą pewniejszą siebie, piękniejszą i inteligentniejszą z nich dwóch. Ale teraz Rayla nie mogła przestać się trząść, jej oczy wędrowały po twarzy Roxanne, nie zatrzymując się na jej oczach.
Unikała spojrzenia Roxanne, co było dziwne. Rayla Harvey nigdy nie unikała niczyjego wzroku.
Stojąc tam, Roxanne nie mogła zignorować głosu rozsądku w swojej głowie.
Co Jonah i Rayla robili razem przed jej drzwiami, trzymając się za ręce? I dlaczego żadne z nich nic nie mówiło?
W końcu postanowiła się odezwać.
"Jonah." Spojrzała krzywo na swoją siostrę bliźniaczkę. "Rayla." To imię zabrzmiało z jej ust mniej entuzjastycznie niż imię Jonaha. Niemniej jednak, Rayla pierwsza się odezwała.
"Roxanne, musimy z tobą porozmawiać."
Roxanne drgnęła. My?
Czy ona właśnie powiedziała 'my'? Co, u licha, Jonah i Rayla mogli mieć wspólnego, o czym musieli porozmawiać?
To nawet nie było główne pytanie. Dlaczego w ogóle byli razem?!
Ale Roxanne nie zapytała o nic z tego, zamiast tego skrzyżowała ramiona na piersi i skupiła się na Rayli.
"Jasne, mów."
Rayla spojrzała na Jonaha, który przez chwilę odwzajemnił jej spojrzenie. Roxanne obserwowała ich zdezorientowana. O co chodziło w tym całym przedstawieniu?
"Możemy wejść?" zapytała znowu Rayla, teraz patrząc na Roxanne.
Roxanne była sceptyczna. Czas szybko upływał, a ona musiała być w pracy za piętnaście minut. Ale czy to zaszkodzi wpuścić ich i posłuchać, co do cholery mają jej do powiedzenia razem?
Kiedy odpowiedziała sobie na to pytanie, odsunęła się od drzwi i wpuściła ich do środka.
Weszli razem. A bystre oczy Roxanne nie przeoczyły tego gestu. Nie mogła nie wyczuć dziwnej atmosfery między nimi. Jonah nawet nie próbował jej przytulić ani pocałować od czasu przyjazdu, nie mówiąc już o tym, że większość jej wiadomości pozostawił bez odpowiedzi. Zamiast tego, cały czas trzymał się u boku Rayli, jakby bał się zostawić ją choćby na sekundę.
Podejrzane - dokładnie to pomyślała Roxanne.
"Mam tylko piętnaście minut do pracy, więc jestem naprawdę ciekawa, co macie do powiedzenia." Mówiąc to, rzuciła Jonahowi kamienne spojrzenie, które krzyczało "porozmawiamy później o tym szalonym przedstawieniu", po czym skierowała wzrok na Raylę.
Twarz jej siostry wciąż była przybrana w udawaną winę, jakby zmuszała się do poczucia winy za coś. A Roxanne pozostało tylko zgadywać, o co chodzi.
"Przejdziemy od razu do sedna." Jonah w końcu się odezwał, a Roxanne wciąż próbowała zrozumieć wyraz jego twarzy. Cicho skanowała jego twarz, a jej serce zaczęło bić własnym rytmem.
Patrząc na jego twarz, Roxanne mogła stwierdzić, że cokolwiek mieli do powiedzenia, nie było to nic dobrego.
"No, lepiej żebyście to zrobili." Wtrąciła, teraz już wyraźnie marszcząc brwi.
Rayla znów włączyła się do rozmowy. Podeszła bliżej do Roxanne i położyła dłoń na jej prawym ramieniu, podczas gdy drugą przycisnęła do piersi, w wielkim i dramatycznym stylu Rayli.
Roxanne spojrzała na nią wyczekująco.
"Zanim cokolwiek powiemy, chcę ci powiedzieć, że bardzo nam przykro, Roxanne. Nie zamierzaliśmy, żeby to się stało i naprawdę nie chcieliśmy cię zranić. Ja..." Roxanne widziała, jak udawane łzy napływają do oczu Rayli.
Spojrzała ponad ramieniem siostry na Jonaha - jego oczy były utkwione w Rayli, a na twarzy wciąż miał poważny wyraz.
Zdezorientowana, cofnęła się o dwa kroki, na odległość trzech stóp od Rayli. Jej fiołkowe tęczówki przemieszczały się między nimi.
Roxanne nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ta scena rozgrywająca się przed nią jest zbyt znajoma. Widziała to w tylu filmach, w tylu reality show, żeby nie wiedzieć, że Jonah i Rayla...
"Pobieramy się." Wypalił Jonah.
Dla Roxanne czas się zatrzymał. Jonah podniósł ją i wrzucił w bezdenną otchłań dezorientacji. Stojąc przed nimi, zaniepokojona i nie mogąc znaleźć słów, Roxanne mogła tylko głupio się uśmiechać.
Odmówiła uwierzenia, że Jonah miał na myśli to, co jej się wydawało. Więc zaśmiała się.
"Oczywiście, że się pobieramy! W końcu nasz ślub jest za miesiąc, więc..."
"On nie mówi o tobie, Roxanne." Przerwała Rayla. Roxanne patrzyła zdezorientowana, jak Rayla cofa się do miejsca, gdzie stał Jonah, i chwyta jego prawą dłoń swoją lewą.
Spojrzała prosto w oczy Roxanne i powiedziała:
"On mówi o nas."
Natychmiast Roxanne wybuchnęła serią histerycznego śmiechu. Odrzuciła głowę do tyłu i przycisnęła lewą dłoń do brzucha.
Śmiała się głośno i mocno, próbując tak bardzo przekonać samą siebie, że sobie z niej żartują, to musiał być jakiś okrutny żart.
Miała łzy w oczach, kiedy przestała się śmiać i spojrzała na nich.
"Chyba sobie żartujecie, nie możecie..."
"Jestem w ciąży, Roxanne. Noszę dziecko Jonaha."
Wzrok Roxanne padł na miejsce, gdzie łączyły się dłonie Jonaha i Rayli. Oczy Jonaha spoczywały na twarzy Rayli z taką troską, jakiej nie okazywał jej od miesięcy.
Widok ich stojących tam, z połączonymi dłońmi, mówiących o swojej zdradzie z taką śmiałością i brakiem wyrzutów sumienia był jak policzek wymierzony w oba policzki.
Fala udręki przeszła przez nią, unosząc ją z ziemi i rzucając o twardą ścianę. Swoimi oczami wywiercili dziurę w jej piersi. Roxanne czuła się, jakby jej serce zostało wyrwane z piersi i zmiażdżone pod stopami Jonaha. Ból był zarówno rozdzierający, jak i odrętwiony.
Rayla zawsze miała wszystko najlepsze; ciało, chłopców, ubrania, twarz. Do cholery! Nawet przyjęcia na studia. Wszystko, o co Roxanne się modliła, Rayla dostawała za darmo!
A teraz, tę jedną rzecz, która należała do niej, Rayla chwyciła swoimi pazurami i wyrwała spod jej nosa.
Szukała łez, ale nie mogła płakać. Próbowała krzyczeć, ale nie mogła znaleźć głosu, chciała odwrócić się na pięcie i uciec od nich jak najdalej, ale jej kończyny również ją zawiodły.
Mogła tylko patrzeć na nich z niedowierzaniem i bólem.
"Chcę zatrzymać moje dziecko, Roxanne. Jestem honorowym człowiekiem, nie mogę..." Jonah został przerwany przez dźwięk gorzkiego i histerycznego śmiechu Roxanne.
Prychnęła: "honorowy? Nazywasz siebie honorowym? Czy to dla ciebie jakiś szekspirowski film o honorze wśród złodziei?!"
Rayla przewróciła oczami, zanim przemówiła.
"Daj spokój, Roxanne, nie mieliśmy na myśli..."
"Jak długo to trwa?" Wściekłość płonęła czerwonym, ognistym płomieniem w oczach Roxanne, gdy wpatrywała się w nich.
"Sześć miesięcy."
Roxanne zdrętwiała z wściekłości, krew odpłynęła z jej twarzy.
Teraz wszystko miało sens. Sześć miesięcy ciągłego zajęcia Jonaha, sześć miesięcy odwoływania prawie wszystkich ich planów, teraz rozumiała dlaczego.
"Sześć miesięcy" powtórzyła Roxanne, bez tchu ze złości.
"Tak mi przykro, Roxy, chcieliśmy, żeby mama i tata ci powiedzieli, ale..."
Jej głowa gwałtownie odwróciła się w bok, gdy łzy zebrały się w jej oczach.
"Mama i tata wiedzieli?"
Rayla skinęła głową, jej niebieskie oczy wypełnione udawanym poczuciem winy i krokodylimi łzami. Roxanne chciała złapać ją za włosy i rozbić jej piękną twarz o ścianę.
Ale nie mogła, zamiast tego potrząsnęła głową i zaczęła powoli się cofać.
Rayla próbowała do niej sięgnąć, ale Roxanne szybko się odsunęła, pozwalając łzom swobodnie płynąć.
"Kłamiesz! Oboje jesteście kłamcami!" Krzyknęła, szarpiąc frantycznie rękawy swojego garnituru.
Jonah nie ruszył się, żeby ją pocieszyć, nie zawołał za nią, tylko stał z rękami w kieszeniach i patrzył. Nie patrzył na nią z miłością, nie patrzył na nią ze skruchą.
W jego oczach była tylko obojętność i irytacja.
Czy już mu na niej nie zależało? Czy już jej nie kochał?
"Nie."
Wydyszała, zanim odwróciła się do nich plecami i wybiegła z domu, ze łzami zamazującymi jej wzrok.

The Alpha Prince Unexpected Mate
113 Rozdziały
113
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101