
Opis
Astrid mieszka sama ze swoim tata; nie ma pojecia, ze jest wilkolakiem ani ze one w ogole istnieja! Okazuje sie, ze mezczyzna, ktory pomagal wychowywac Astrid, wcale nie jest jej ojcem; on mowi jej, ze jej matka chciala, aby miala "normalne" zycie az do dziewietnastych urodzin, kiedy to Astrid nie miala innego wyboru niz poznac prawde o swojej tozsamosci. Po tragedii, ktora zabila jej matke, jej ojciec zaczal byc dla niej agresywny przez lata, obwiniajac ja za smierc matki. Astrid nie miala pojecia o swoim dziedzictwie az do momentu, gdy pojawil sie w jej zyciu czlowiek o imieniu Ryker, twierdzac, ze sa sobie przeznaczeni!
Rozdział 1
May 22, 2026
Z trudem podnoszę się z zimnej, skrzypiącej drewnianej podłogi, odgarniając moje długie, hebanowe włosy za uszy i ostrożnie wycieram szkarłatne ślady z rozciętej wargi, krzywiąc się z bólu. Moje niegdyś błyszczące szmaragdowe oczy, teraz opuchnięte i posiniaczone, wpatrują się głęboko w czekoladowe spojrzenie mojego ojca.
'Proszę,' błagam, mój głos drży z fizycznego i emocjonalnego bólu, 'Mama by tego nie chciała. Nie chciałaby, żebyś mnie tak krzywdził.'
Jego głos, przepełniony gniewem, sprawia, że drżę, gdy ryczy, 'Powinnaś była o tym pomyśleć, zanim zabiłaś swoją matkę!'
Łzy spływają po moich policzkach, gdy szlocham, mój głos załamuje się z poczucia winy i rozpaczy. 'Proszę, tato! Wiesz, że to był wypadek. Nie chciałam, żeby umarła!'
Nasze spojrzenia się spotykają, lodowata cisza nas otacza. Rozpacz wypełnia mój głos, gdy szepczę, 'Gdybym mogła przywrócić mamę, gdybym mogła cofnąć czas i ją uratować, zrobiłabym to. Proszę, wybacz mi.'
Oczy mojego ojca, pełne płonącej wściekłości, zmieniają się w złowrogi uśmieszek. 'Och, Astrid,' przeciąga z mrożącą krew w żyłach nonszalancją, 'nie jesteś moją córką. Nigdy nią nie byłaś. Twoja matka powiedziała mi, że twój biologiczny ojciec zmarł, gdy była z tobą w ciąży. Ale kochałem twoją matkę tak bardzo, że byłem gotów udawać twojego ojca.'
Potrząsam gwałtownie głową. 'Nie! To nie może być prawda! Mama nigdy by przede mną czegoś takiego nie ukrywała!' krzyczę, moja niewiara odbija się echem po pokoju.
Zbliża się, zmniejszając dystans między nami. 'Twoja matka nie chciała, żebyś odkryła prawdę przed osiemnastymi urodzinami,' wyjawia, jego głos ociekający okrutną satysfakcją. 'Chciała, żebyś wiodła normalne życie. Powiedziała, że poznasz swoją prawdziwą tożsamość, gdy skończysz osiemnaście lat. Nie rozumiałem wtedy, co miała na myśli. Ale chyba planowała wyjawić ci sekret twojego biologicznego ojca w tym wieku,' mówi, uśmiechając się i stukając stopą o drewnianą podłogę. 'Cóż, chyba nigdy się nie dowiesz, kim on jest.' Śmieje się, po czym wychodzi z mojego pokoju, złowrogi dźwięk zamka pieczętuje moją izolację.
Gdy ciemność mojego pokoju pochłania mnie całkowicie, zostaję sama z druzgocącym odkryciem, że wszystko, co wiedziałam o swojej tożsamości, było starannie skonstruowanym kłamstwem. Ciężar sekretu matki i złowrogiego objawienia ojca przygniata mnie. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uwolnię się od tego koszmaru, od jego udręki i znęcania. Moje oczy kierują się ku oknu, patrzę na wieczorne niebo i migoczące gwiazdy, wiedząc, że szanse są przeciwko mnie.
Moje sanktuarium, moja komnata, jest pomieszczeniem prostoty. Jego ściany są w zwykłym kremowym kolorze, a pojedyncze, skromne kwadratowe okno pozwala wślizgiwać się promykom światła. Centralnym punktem jest moje zaufane, zniszczone drewniane łóżko. Jego wiek jest oczywisty w skrzypieniu, jakie wydaje, jednak pozostaje bardzo wygodne, zapewniając mi dobry nocny odpoczynek każdej nocy.
Naprzeciwko łóżka stoją pasujące stare szuflady wypełnione znoszonymi ubraniami. Uparta, zepsuta dolna szuflada wybrała samotną ścieżkę nieposłuszeństwa, ale pozostałe oferują wystarczające schronienie dla reszty mojej skromnej garderoby.
Nad szufladami do ściany przymocowana jest unosząca się półka, skarbnica ukochanych drobiazgów i zaczytanych książek. Nic tutaj nie było ekstrawaganckie ani pretensjonalne; to był po prostu zwykły pokój, z którym zawsze byłam zadowolona. W czasach, gdy śmiech matki wciąż wypełniał nasz dom, zabawki i wymyślne rzeczy nigdy nie miały władzy nad moim sercem.
Naszym światem była wielka przestrzeń na zewnątrz, gdzie błoto stawało się sztuką, las był torem wyścigowym dla naszych przygód, a tamy witały nasze radosne pluski. Nawet gdy tata nie harował w pracy, był naszym kompanem zabaw i najlepszym ojcem, jakiego dziecko mogłoby mieć. Wtedy był uosobieniem dobroci, a jego miłość była bezgraniczna.
Przejażdżki na barana były codziennością, a on potrafił przemienić zwykłą oponę w huśtawkę, zawieszając ją na mocnej gałęzi drzewa w pobliżu naszej ukochanej tamy. Każdego dnia popychał mnie coraz wyżej na huśtawce, aż spadałam, wpadając do tamy. Śmialiśmy się tak mocno, gdy płynęłam pieskiem do brzegu. To były dni niewinności i radosnej jedności, a wspomnienie tej huśtawki skrzypiącej na wietrze pozostaje w moim sercu długo po przedwczesnym odejściu matki i załamaniu ojca, które uczyniło go okrutnym.
W rozległej, bezlitosnej przestrzeni lasu otaczającego nasz dom i przygodach, które czekały na nas każdego dnia, stare ubrania były idealne do naszych codziennych eksploracji. Ale od tragicznego odejścia mamy wyrosłam z moich ubrań, a ojciec odmówił wydania na mnie choćby grosza. Więc zaczęłam nosić ubrania mamy, gdy miałam około siedemnastu lat, ponieważ wtedy dobrze na mnie pasowały. Mama zawsze nazywała mnie swoim bliźniakiem. Ojciec zgadzał się, że odziedziczyłam wszystkie cechy wyglądu mamy. Jej zielone oczy, lekko oliwkową skórę, ciemne włosy i mój nos - zawsze pukała w niego i nazywała go najsłodszym nosem na świecie.
Niezdolna dłużej siedzieć z bólu, kładę się z powrotem na podłodze, agonia przenika moje posiniaczone ciało. Mój wzrok wędruje w kierunku łóżka, a umysł płata mi figle, zniekształcając widok i sprawiając, że łóżko wydaje się znacznie dalej niż jest w rzeczywistości. W tej chwili tęsknię za moim rycerzem w lśniącej zbroi, który wpadłby przez drzwi, podniósł mnie i z czułością położył na moim miękkim łóżku. Jednak wiem, że mój świat jest daleki od bajki, a Książę z Bajki pozostaje mityczny. Z rezygnacją wzdycham, zbierając siłę woli. Biorąc drżący oddech, zbieram siły, by przeciągnąć moje poobijane ciało po drewnianej podłodze. Każdy ruch wysyła fale bólu przeszywające mnie na wskroś. W końcu wciągam się na łóżko, ulga jego miękkiego uścisku spływa na mnie. Ta miękkość jest jedyną delikatnością, jakiej dziś doświadczyłam.

The Alpha's Mate Who Cried Wolf
181 Rozdziały
181
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101