

Opis
Byla sluzaca. Bezsilna. Niewidzialna. Kolejnym bezimiennym wyrzutkiem w zimnej, bezlitosnej watahie Luciena Ashera. Ale Lyra nigdy nie byla tylko sluzaca. Jest ukryta corka Krola Alfy - dziedziczka poteznej krwi, skradziona przez los i pogrzebana w milczeniu. Teraz jej tozsamosc zostala ujawniona. Jej korona odzyskana. A towarzysz, ktoremu kiedys sluzyla? To z nim jest zmuszona sie ozenic.
Rozdział 1
Oct 13, 2025
Perspektywa Lyry
„Wędrowny szczur”.
Ich głosy docierają do mnie, zanim zrobi to światło słoneczne.
Drżę, mocniej przyciskając wiadro z wodą do piersi, gdy przechodzę przez plac treningowy. Wojownicy ustawiają się w szeregu na ćwiczenia, patrząc na mnie z pogardą, jakbym pachniała gorzej niż woda po mopie, którą niosę.
„Ona nadal się tu kręci?” ktoś mamrocze, nawet nie starając się ściszyć głosu.
„Alfa chyba lubi mieć brudne komnaty”, inny się śmieje.
„Może lubi patrzeć, jak pełza po jego podłodze,” trzeci chichocze.
Wszyscy się śmieją. Idę dalej. Nie odzywam się. Nie patrzę za siebie. Nie płaczę. To zasada tutaj, w Stadzie Hawthorne.
Omegi mijają mnie, jakbym nie istniała. Nawet szczenięta mnie ignorują. Jestem dziewczyną-duchem, pograniczną szumowiną. Wędrowcem. Tak mnie nazywają. A kiedy cię tak oznaczą, już nigdy nie będziesz nikim innym.
Przepycham się przez ciężkie drewniane drzwi domu stada, trzymając głowę nisko. Marmurowe podłogi lśnią, zanim jeszcze ich dotknę — bo szorowałam je wczoraj wieczorem. I noc wcześniej. I każdej nocy przez ostatnie dwa lata.
Dziś nie jest inaczej.
Kwatery Luciena Ashera znajdują się na najwyższym piętrze. Oczywiście, że tak. On jest przyszłym Alfą. A ja jestem jego służącą.
Korytarz prowadzący do jego pokoju jest pusty, cichy. Moje palce drżą, gdy stawiam wiadro obok jego drzwi. Zatrzymuję się. Oddycham. Delikatnie pukam. Brak odpowiedzi.
Oczywiście.
On nigdy nie odpowiada. Nigdy nie mówi do mnie, chyba że przez rozkaz.
Otwieram drzwi. Moje oczy natychmiast kierują się na łóżko — ogromne, nieposłane, ciemnoszare pościele splątane, jakby walczył ze snem i przegrał. Jego kurtka jest rzucona na skórzany fotel. Buty kopnięte w pół drogi do szafy. Zasłony są zaciągnięte, pozostawiając tylko tyle światła, by zobaczyć chaos.
Chaos Luciena.
I jakoś znam każdy jego cal.
Każdy kąt tego pokoju — każda smuga na oknach, każda wgniecenie w drewnianym biurku, każda krzywa książka na jego półce — wszystko to sprzątałam.
Żyłam w nim bardziej niż we własnej skórze.
Klękam przy kominku i zaczynam zbierać porozrzucane szklanki po whisky, mamrocząc pod nosem.
„Pić. Rozmyślać. Niszczyć rzeczy. Powtórzyć.”
Nigdy mi nie podziękował. Nigdy nie wypowiedział mojego imienia. Czasami zastanawiam się, czy w ogóle je zna.
Ale ja znam jego. Nie tylko to, jak jego kurtka zawsze pachnie sosną i dymem. Albo jak zostawia zapalone światło w łazience, kiedy się kąpie. Znam sposób, w jaki zaciska szczękę, kiedy jest zły, sposób, w jaki zaciska pięści, gdy ktoś wspomina o jego ojcu.
Jego ojcu.
Zamykam oczy, pozwalając, by wspomnienie mnie zalało.
Dwa lata temu.
Krwawiłam, kiedy mnie znaleźli. Pół-martwa, leżąca na skraju granicy Hawthorne. Podarty strój. Bez imienia. Bez zapachu. Tylko blizny i cisza.
To był Alfa Magnus — ojciec Luciena — który mnie znalazł. Stał nade mną niczym bóg. Zimne oczy. Ciężkie buty. Nie zapytał kim jestem. Już wiedział. Stado oznaczyło mnie słowem „wędrowiec”, zanim jeszcze otworzyłam oczy.
A Lucien... po prostu się gapił. Jakby próbował zrozumieć, czym jestem. Albo może czy jestem warta kłopotów. Myślę, że zdecydował, że nie jestem. Bo od tego dnia byłam nikim. Nawet nie dziewczyną.
Tylko służącą.
Jego służącą.
Mrugam, wracając do teraźniejszości. Moje kolana bolą od kucania. Ciągnę wiadro do łazienki i zaczynam szorować kafelki na podłodze. To jedyne miejsce w tym domu, gdzie mogę się zgubić. Jedyne miejsce, gdzie nikt mnie nie obserwuje.
Moje palce są surowe. Zapach cytrynowego środka czyszczącego drażni nos. Moje odbicie spogląda na mnie z mokrej płytki. Blade. Blizny. Oczy zbyt zmęczone jak na dwadzieścia lat.
Za mną porusza się cień.
Podskakuję, serce bije jak szalone, właśnie gdy drzwi do łazienki z hukiem się otwierają.
Beta wpada, zdyszany, oczy twarde. To Darren — drugi w dowództwie Luciena. Jego oczy błyskają, gdy padają na mnie.
„Alfa Magnus cię wzywa. Natychmiast.”
Wycieram ręce o spódnicę, zmieszana. „Mnie?”
Marszczy czoło. „Czy ja się dukam?”
„Nie, ale... dlaczego miałby—”
Chwyta mnie za ramię, podnosząc na nogi.
„—Nie skończyłam sprzątania—”
Uścisk Darrena się zaciska. „Powiedział teraz, dziewczyno.”
Dziewczyno.
Nie Lyra. Nikt mnie tu już tak nie nazywa. Ale pamiętam to. Pamiętam, że to było moje imię. Nawet jeśli próbują mi wszystko odebrać, tego nie mogą mieć.
Przełykam ślinę i pozwalam Darrenowi wyciągnąć mnie z łazienki.
Moje wiadro zostaje z tyłu. Tak samo jak mop. I jedyny spokój, jaki kiedykolwiek mam. Moje serce bije coraz głośniej z każdym krokiem, który stawiamy w korytarzu.
Zapach Luciena unosi się na moich ubraniach—dym drzewny, deszcz, moc. Nie powinnam tego zauważać. Ale zauważam. Zawsze zauważam.
A gdy skręcamy za róg w stronę komnaty Alfy, zastanawiam się:
Czego chce Magnus?

The Alpha’s Rebellious Fiancee
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101