
Opis
Kai Hunter to najwiekszy podrywacz i lamacz serc na Uniwersytecie H. Znany ze swojej atrakcyjnosci oraz jako jeden z najzdolniejszych studentow na kampusie, jest jednym z najbardziej pozadanych kawalerow, ktorego wszyscy chca ,,oswoic". Jednak wszystko sie zmienia, gdy jego nowym wspollokatorem w akademiku zostaje pierwszoroczny Night Winters. Kai natychmiast czuje pociag do przystojnego, mlodego pierwszoroczniaka, ktorego przylapal na przygodnej nocy w barze i od tamtej pory nie potrafi wyrzucic go z mysli. Night jest otwarcie gejem, ale Kai cale zycie interesowal sie dziewczynami... a przynajmniej tak mu sie wydawalo. Czy bedzie w stanie porzucic dume i zaakceptowac Nighta takim, jakim jest? A moze Night na zawsze pozostanie tylko jego brudnym sekretem, ukrytym pod przescieradlami, za zamknietymi drzwiami ich pokoju w akademiku? Jednak Night skrywa tajemnice, ktore w kazdej chwili moga zburzyc krucha podstawe ich relacji, a jesli Kai bedzie zwlekal zbyt dlugo... moze stracic jedyna osobe, ktora jest dla niego naprawde cenna.
Rozdział 1
Mar 4, 2026
Rozdział 1: Nie mogę oderwać od ciebie wzroku
Kai – z perspektywy pierwszej osoby
Gdyby mój najlepszy przyjaciel któregoś dnia podszedł do mnie i powiedział, że jest gejem... pewnie bym to zaakceptował. Nawet bym go wsparł... chociaż patrzenie na mojego kumpla z jego „chłopakiem” publicznie mogłoby być dla mnie krępujące i mogłoby nadwyrężyć naszą relację, bez względu na to, jak bardzo staram się być postępowy czy jak bardzo zmienił się świat.
Zawsze byłem pewny swoich przekonań. Wierzyłem, że mam być tym, kim jestem, i zawsze wiedziałem, kto mi się podoba.
Uwierz mi, nie miałem nic przeciwko społeczności LGBTQ+, dopóki nie dotyczyło to bezpośrednio mnie. Widziałem mężczyzn całujących się z innymi mężczyznami. Widziałem dziewczyny, które w klubie szalały ze sobą bez oporów. To było przyjemne widowisko. Zwłaszcza gdy patrzyłem, jak dwie piekielnie atrakcyjne kobiety całują się w klubie – szczerze mówiąc, miałem wtedy ochotę do nich dołączyć.
Ale patrzeć, jak dwóch facetów się całuje – tak jak teraz? Patrzeć, jak się dotykają i eksplorują nawzajem? To nigdy nie było w moim guście. Może dlatego, że trochę mnie to krępowało?
Zawsze będą hejterzy, przeciwni zmianom. I zawsze będą tacy jak ja, którzy wychowali się na „chłopcy nie płaczą” i „facet to facet” i odkąd pamiętają, to było częścią „normalności” w społeczeństwie.
Ale oni... dlaczego...?
Dlaczego nie mogłem oderwać od niego wzroku?
– Hej, Kai! – Cole, mój najlepszy przyjaciel od czasów gimnazjum, szturchnął mnie w ramię, kiedy skończył myć ręce przy umywalce. – Przestań się gapić, to creepy.
– Co? – Minęła chwila, zanim zorientowałem się, że naprawdę się na nich gapiłem... na niego.
Drzwi kabiny były tylko lekko uchylone, pewnie dlatego, że się spieszyli i zapomnieli je domknąć, nie zdając sobie sprawy, że ta mała szpara daje wszystkim na zewnątrz możliwość podejrzenia, co się dzieje w środku – mimo cichych jęków.
– Nie gapię się – skłamałem jak z nut. – Powinni bardziej uważać, gdzie są, jeśli nie chcą, żeby ludzie–
– Ah!
Dźwięk tego szorstkiego, zachrypniętego głosu sprawił, że zatrzymałem dłoń pod bieżącą wodą. Dlaczego chciałem zobaczyć jego twarz? Dlaczego nagle tak bardzo byłem ciekaw, do kogo należy ten głos?
– Spadamy stąd – Cole odskoczył od zlewu, wytarł ręce kilkoma chusteczkami, rzucił je do kosza i niemal wybiegł z męskiej łazienki.
Ogłuszający dźwięk klubowych głośników na moment wdarł się do łazienki, gdy drzwi się otworzyły i zamknęły, zagłuszając jęki z kabiny, ale nie minęła chwila, a w pomieszczeniu znów zapanowała cisza i dźwięki wróciły z pełną mocą, ponownie przyciągając moją uwagę.
Szczerze mówiąc... nie byłem pewny, czy moje serce wali w piersi przez dudniący bas rozchodzący się po podłodze, czy przez to, że widziałem więcej niż tylko zarys tego, co działo się w kabinie.
– Kurwa! – zakląłem, kiedy zorientowałem się, że zmoczyłem sobie rękawy pod bieżącą wodą.
Zakreciłem kran, cofnąłem się i wziąłem kilka chusteczek z dozownika, by wytrzeć dłonie – moje oczy znów powędrowały do wąskiej szpary w drzwiach, gdzie dwóch mężczyzn całowało się z pasją.
Ale teraz... robili już znacznie więcej niż tylko się całować.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to było jedno piwne oko i burza ciemnobrązowych włosów. Opierał się o przeciwległą ścianę i przez chwilę miałem wrażenie, że nasze spojrzenia się spotkały i zamarłem na moment, zanim wyrwałem się z transu i próbowałem skupić na czymkolwiek innym niż te oczy.
Ale to było zaskakująco niemożliwe. Wciąż zerkałem w tamtą stronę, nawet gdy zobaczyłem, jak zamyka oczy i odchyla głowę do tyłu, a blondyn zaczyna całować mu szyję i on chwyta go za włosy.
Jego dłonie były kolejną rzeczą, od której nie mogłem oderwać wzroku. Nie były gładkie czy kobiece, jak się spodziewałem, tylko silne, z wyraźnymi żyłami. Wyglądał, jakby sporo trenował.
Tym razem z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk rozpinanej klamry od paska i zsuwanych łańcuszków – i wtedy wiedziałem, że czas stąd spierdalać. Bo nawet nie byłem pijany, żeby się potem jakoś wytłumaczyć, gdyby ktoś mnie przyłapał na podglądaniu.
Jednak zatrzymałem się tuż przed przejściem obok kabiny. Z tej perspektywy nie mogłem zobaczyć, co się dzieje w środku, ale wciąż widziałem jego dłoń, opartą wnętrzem o ścianę kabiny. Na palcu wskazującym miał srebrny pierścień z misternym wzorem... i chociaż nie miałem żadnego powodu, by być ciekawym, nie mogłem oderwać wzroku od jego dłoni... od tego pierścienia... dopóki nie wyciągnąłem ręki i nie zamknąłem drzwi kabiny tak delikatnie, jak tylko mogłem, uniemożliwiając komukolwiek innemu podziwianie przedstawienia, które odstawiali.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon, żeby sprawdzić, czy mam jakieś nieodebrane połączenia albo wiadomości, bo wiedziałem, że Cole czeka na mnie tuż za drzwiami i będzie mnie pytał, czemu się spóźniłem. Ale wszystkie połączenia i wiadomości, jakie dostałem, były od Ruby, mojej niedawnej byłej, która wciąż próbowała się znowu ze mną związać, mimo że to ona pierwsza zdradziła.
To i tak nie miało znaczenia, bo Ruby i ja nigdy nie traktowaliśmy siebie poważnie i nie planowaliśmy tego zmieniać. Jedynym powodem, dla którego dzwoniła, była zapewne jej 'samotność' i chęć, żebym dotrzymał jej 'towarzystwa'.
To był kolejny powód, dla którego ograniczałem alkohol. Nie chciałem skończyć, dzwoniąc do Ruby tylko po to, by potem rano tego żałować, kiedy próbowałaby to wykorzystać, żeby znowu się do mnie zbliżyć.
"Zajęło ci to wystarczająco długo." Przesadnie głośny głos Cole’a sprawił, że oderwałem wzrok od ekranu. "Kto dzwoni?"
'Ocalony przez dzwonek.' Pomyślałem, gdy na ekranie pojawiła się twarz Ruby jako ID.
"Nikt." Wyłączyłem telefon i schowałem go z powrotem do kieszeni, ale nie zanim Cole nachylił się, żeby zerknąć na mój ekran. "Przestań być taki wścibski."
"To ta laska, z którą się spotykałeś ponad dwa tygodnie?" Cole zagwizdał przez huk głośników, gdy wracaliśmy do naszych znajomych w klubie. "Nie zerwałeś z nią w zeszłym tygodniu czy coś takiego?"
"Zerwałem." Tyle powiedziałem, kiedy dołączyliśmy do naszych znajomych z uczelni.
Czwórka z nas przyszła świętować koniec sesji na drugim roku, a przy okazji, być może, wrócić do domu z kimś z klubu. Sądzę, że Joshua już był na dobrej drodze do zdobycia czyichś spodni, podczas gdy Cole, Devon i ja siedzieliśmy, topiąc się w drinkach i patrząc, jak flirtuje bezwstydnie na naszych oczach.
Kiedy kobieta w końcu się złamała i zawołała go do siebie, wiedzieliśmy, że tej nocy nie będzie się nudził.
"Cholera!" Zerwałem się z krzesła, gdy zobaczyłem godzinę. "Cisza nocna w akademiku jest o dwunastej. Mamy piętnaście minut, żeby wrócić."
"Kurwa!" zaklął Cole, wypijając do końca swoją szklankę. "Ludzie, spadam. Widzimy się jutro na uczelni."
"Szerokiej drogi." Devon pomachał nam na pożegnanie. "Do zobaczenia."
"Czekaj... jak wracasz do domu?" spytałem, zanim wyszliśmy.
"Nie martw się," machnął ręką, wyciągając telefon i wybierając jakiś numer. "Ktoś mnie podwiezie."
Dopiero kiedy ja i Cole byliśmy już na parkingu, przypomniałem sobie, że przyjechaliśmy jego samochodem i obaj mieliśmy dziś kilka drinków za sobą.
"Cholera... może zamówimy Ubera?" zaproponowałem.
"Nie mamy czasu." Wyjął kluczyki z kieszeni i rzucił mi je. "Ty prowadzisz. Nie wypiłeś więcej niż jedno piwo."
"Okej." To nie był najbezpieczniejszy wybór, ale żaden z nas nie chciał dostać mandatu ani zostać zgłoszonym za spóźnienie do akademika. Więc usiadłem za kierownicą i ruszyłem w stronę naszego akademika, jak tylko obaj zapięliśmy pasy.
"Udało się!" powiedziałem Cole’owi dziesięć minut później, niemal dysząc z ataku paniki, gdy wjechaliśmy na parking akademika i zobaczyłem, jak stary ochroniarz zamyka za nami ciężkie, żelazne bramy.
Ale ku mojemu rozczarowaniu... Cole spał już na siedzeniu obok mnie, chrapiąc z otwartymi ustami, z głową w dziwacznej pozycji. Nie wspominając o tym, że naprawdę ślinił się przez sen.
"Kurwa!" jęknąłem, nie chcąc być tym, który będzie go wlec do akademika, ale wiedziałem, że nie mam wyjścia. Gdybym zostawił go ochroniarzowi, stary z pewnością zgłosiłby to kierownikowi akademika rano – picie, spóźnienie i cała reszta.
Ten pieprzony stary zgred nienawidził nas jak zarazy, ale i tak dostał robotę pilnowania męskiego akademika! Czy on urodził się stary, czy po prostu nigdy nie miał okazji się wyszaleć jako dzieciak?
"Hej!" potrząsnąłem nim mocno. "Wstawaj! Nie będę cię, kurwa, nosił! Wstawaj!"
Cole jęknął i otworzył oczy z ogromnym trudem, po czym zaczął się szamotać z pasem bezpieczeństwa. Westchnąłem, odpiąłem mu pas i wysiadłem z samochodu, by obejść na stronę pasażera i pomóc mu wysiąść.
"Kurwa, jesteś ciężki!" ledwie trzymałem się na nogach, gdy Cole opierał na mnie cały swój ciężar. "Nie zasypiaj na mnie, idioto!"
"Unnnmmmm..." Cole wymamrotał coś niezrozumiale pod nosem, po czym znów zaczął chrapać.
"Kurwa!" jęknąłem, zamykając jego auto i chowając kluczyk bezpiecznie do kieszeni.
Zarzucając ramię Cole’a na swoje ramię, ruszyłem w stronę lobby akademika, z trudem wlokąc śpiącego kolegę. Ale gdy już miałem nacisnąć przycisk windy, żeby dostać się na jego piętro... inna ręka mnie uprzedziła i to ona wcisnęła przycisk pierwsza.
"Ugh...Dzięki, stary-" I wtedy zauważyłem srebrny grawerowany pierścień na jego prawym palcu wskazującym... i moje oczy powędrowały do orzechowych tęczówek, które patrzyły prosto na mnie z twarzy, od której nie mogłem już oderwać wzroku.

The Bad Boy's Dirty Little Secret
115 Rozdziały
115
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101