

Opis
Marianne Alder miala byc panna mloda. Dopoki jej siostra Clarissa nie ukradla wszystkiego-narzeczonego, pierscionka, przyszlosci-z usmieszkiem i klamstwem. "Nawet go nie chcialas", szepnela Marianne. "Och, slodka siostrzyczko", zasmiala sie Clarissa. "Chcialam patrzec, jak sie zalamujesz. Misja wykonana." Publicznie upokorzona, zamknieta na poddaszu i pozbawiona swojego nazwiska, Marianne przystepuje do krolewskiego Wyboru-nie dla chwaly, lecz dla ucieczki. Jednak Clarissa rowniez bierze udzial, bardziej niz kiedykolwiek zdeterminowana, by po raz ostatni zmiazdzyc siostre. "Jestes sluzaca, Marianne", wysyczala. "Bledem, ktorego palac jeszcze nie zauwazyl." A jednak to Marianne przyciaga uwage nieznajomego w ksiezycowym ogrodzie. A kiedy on ja caluje... Ona odpycha go, wsciekla. On tylko sie usmiecha. "Odgryzlas sie. To rzadkosc." A gdy nastepnego ranka do sali wchodzi ksiaze Alexander Solmar? "O nie. O cholera." To byl on. Teraz Marianne musi przetrwac Wybor, przechytrzyc siostre i stawic czola ksieciu skrytemu w cieniu korony, ktory caluje jak tajemnica i widzi ja na wskros.
Rozdział 1
Aug 14, 2025
Świece płonęły zbyt jasno jak na dom, który udawał, że nic się nie stało. Złote światło tańczyło na kryształach i porcelanie, na twarzach, które kiedyś, jak sądziłam, znałam. Moje ręce drżały, gdy nalewałam wino do kielichów, a w piersi płonęło uczucie dezorientacji. Dlaczego usługiwałam na własnym przyjęciu zaręczynowym? Dlaczego Matka zmusiła mnie do założenia fartucha zamiast jedwabnej sukni wiszącej w szafie?
"Więcej wina, Lady Thornwick?" zapytałam, ledwo panując nad głosem.
"Och, jak uprzejmie," zagruchała Lady Thornwick, nie fatygując się nawet, by na mnie spojrzeć. "Dziś obsługa jest doskonała."
Riven siedział obok mojej siostry Clarissy przy głównym stole - na moim miejscu. Jego oczy spotkały się z moimi na ułamek sekundy, zanim odwrócił wzrok, jakbym była jedynie meblem. W zeszłym tygodniu całował moje palce i mówił o wiosennym ślubie. Dziś zachowywał się, jakbyśmy nigdy nie rozmawiali.
"Kochanie," głos Clarissy zabrzmiał słodko, "opowiedz wszystkim o planach ślubnych."
Krew mi zamarzła. Planach ślubnych?
"Ceremonia w katedrze będzie wspaniała," odpowiedział Riven ciepłym, intymnym głosem. "Cokolwiek zapragniesz, moja miłości."
"Jakie to romantyczne!" zachwyciła się Lady Ashford. "Kiedy ten błogosławiony dzień?"
"W przyszłym miesiącu," zaśmiała się Clarissa, znajdując dłoń Rivena. "Po prostu nie możemy dłużej czekać."
Butelka wina wyślizgnęła się z mojego uścisku. W przyszłym miesiącu? Ale my - Riven i ja - mieliśmy pobrać się wiosną. Co się działo?
"Uśmiechnij się, Marianne," wysyczała Matka, pojawiając się przy mnie niczym sęp. "Nikt nie chce oglądać kwaśnej miny podczas świętowania."
"Świętowania czego?" wyszeptałam rozpaczliwie. "Matko, co się dzieje? Dlaczego ja-"
"Usługujesz tam, gdzie twoje miejsce," przerwała mi, ściskając mój nadgarstek do bólu. "Nie rób scen."
Ojciec wstał, unosząc kieliszek szampana. "Wznieśmy toast za przyszłego Lorda i Lady Grellan - niech ich związek przyniesie radość i dobrobyt obu naszym rodom!"
"Za Lorda Grellana i Lady Clarissę!" Sala wybuchła wiwatami.
Mój świat się zachwiał. Lady Clarissa? Ale to ja byłam zaręczona z Rivenem. To ja miałam zostać jego Lady. Nogi się pode mną ugięły.
"Dziękuję wszystkim," Riven wstał, podnosząc Clarissę. "Jestem najszczęśliwszym człowiekiem, mogąc poślubić tak doskonałą kobietę."
"Istotnie doskonałą," zawołał Lord Ashford. "Jesteście dla siebie stworzeni!"
"O tak, jesteśmy," promieniała Clarissa, znajdując moje oczy przez pokój z rozmyślnym okrucieństwem. "Niektóre rzeczy są po prostu przeznaczone, prawda?"
Goście śmiali się i klaskali. Potknęłam się, cofając w stronę kuchni, serce waliło mi w żebrach. Nic z tego nie miało sensu. Trzy dni temu Riven trzymał mnie w ogrodzie i obiecywał, że pobierzemy się przed końcem lata. Teraz był zaręczony z moją siostrą?
"Przynieś danie główne," rozkazała Matka, popychając mnie w stronę drzwi kuchni. "I przestań robić taką zdezorientowaną minę. Przynosisz rodzinie wstyd."
W kuchni ściskałam marmurowy blat, aż knykcie mi zbielały. Pieczony bażant czekał na srebrnej tacy, złocisty i doskonały. Ręce mi drżały, gdy podnosiłam ciężką tacę.
Musiałam wiedzieć. Musiałam zrozumieć, co się dzieje.
Gdy zbliżałam się do jadalni, przez drzwi dobiegały głosy.
"Jest naprawdę urocza," mówiła Lady Thornwick. "Taka pełna wdzięku i piękna."
"Clarissa zawsze była klejnotem naszej rodziny," odpowiedział dumnie Ojciec. "Jesteśmy zachwyceni, że Lord Grellan wybrał właśnie ją."
Wybrał ją. Te słowa ugodziły jak sztylety.
"A co z waszą drugą córką?" zapytał Lord Ashford. "Tą, która dziś usługuje?"
"Marianne?" Śmiech Matki był ostry jak rozbite szkło. "Och, jest dokładnie tam, gdzie jej miejsce. Niektóre dziewczęta rodzą się, by poślubić lordów. Inne, by szorować podłogi."
"Jak fortunnie, że macie oba typy," zachichotała Lady Ashford.
Przepchnęłam się przez drzwi, taca ciążyła w drżących dłoniach. Potrzebowałam odpowiedzi. Musiałam zobaczyć twarz Rivena, gdy ja-
Zastygłam w miejscu.
Przez koronkową zasłonę oddzielającą jadalnię od salonu zobaczyłam ich. Clarissa przyciśnięta do ściany, ręce Rivena wplątane w jej włosy, ich usta złączone w desperackim głodzie. Jej noga owinięta wokół jego talii. Jego ciało przypierające ją do ściany, tak jak robił to ze mną zaledwie kilka dni temu.
Taca runęła na marmurową podłogę z hukiem jak grzmot. Kryształy się potłukły. Srebro zadzwoniło o kamień. Bażant i sos rozprysnęły się po nieskazitelnie białym marmurze w groteskowe arcydzieło.
W jadalni zapadła cisza.
"Och," głos Clarissy popłynął z salonu, słodki jak trucizna. "To brzmiało kosztownie."
Wyszła pierwsza, wygładzając spódnice, jej usta podejrzanie czerwone. Riven pojawił się sekundy później, poprawiając krawat, bez śladu wstydu na twarzy.
"Coś ty zrobiła?" głos Matki mógłby zamrozić ogień.
Nie mogłam mówić. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam myśleć poza obrazem wypalonym w mojej pamięci.
"Upuściła tacę," powiedziała Clarissa z udawaną troską. "Biedactwo. Zawsze była taka niezgrabna pod presją."
"To niedopuszczalne," zagrzmiał Ojciec, wstając z krzesła. "Spójrz na ten bałagan!"
"Ja-" Głos mi się załamał. "Riven, co- dlaczego ty-"
"Zwracasz się do mnie tak poufale?" Jego głos był lodowaty. "Chyba zapomniałaś swojego miejsca, dziewczyno."
Dziewczyno. Nie Marianne. Nie moja miłości. Dziewczyno.
"Ale jesteśmy zaręczeni," wyszeptałam. "Obiecałeś-"
Pokój wybuchnął śmiechem. Okrutnym, rozkosznym śmiechem, który odbijał się od ścian jak świętujące demony.
"Zaręczeni?" Clarissa przycisnęła dłoń do piersi, oczy szeroko otwarte w udawanym zdziwieniu. "Och, słodka siostrzyczko, chyba nie masz na myśli tej małej przyjaźni z moim narzeczonym?"
"On nie jest twoim-"
Policzek zapiekł od uderzenia jak od bata. Głowa odskoczyła mi w bok, w uszach dzwoniło.
"Jak śmiesz," warknęła Matka. "Jak śmiesz próbować ukraść szczęście swojej siostry swoimi żałosnymi fantazjami."
"To nie były fantazje!" krzyknęłam. "On mi się oświadczył! Dał mi pierścionek!"
"Jaki pierścionek?" zaśmiała się Clarissa, unosząc lewą dłoń. Diament złapał światło świec - mój diament, ten sam, który Riven wsunął wcześniej na mój palec. "Ten pierścionek? Ten, który mój ukochany dał mi w zeszłym tygodniu?"
Świat rozsypał się pod moimi stopami.
"Dość tego szaleństwa," ryknął Ojciec. "Straże! Usuńcie tę obłąkaną dziewczynę, zanim całkowicie zrujnuje wieczór."
Silne ręce chwyciły moje ramiona. Zostałam wywleczona z pokoju jak przestępca, jak wariatka, jak nic.
"Proszę!" krzyczałam, gdy ciągnęli mnie po schodach. "Riven, powiedz im! Powiedz im, że byliśmy zaręczeni!"
Jego głos podążył za mną, zimny i ostateczny: "Nigdy nie byłem zaręczony z nikim poza Lady Clarissą."
Drzwi na strych zatrzasnęły się. Klucz przekręcił się z dźwiękiem kończącego się życia.
Ale w tej ciemności zaczęła rozkwitać wściekłość jak trujący kwiat. Myśleli, że mnie zniszczyli. Mylili się.
"Pewnego dnia," wyszeptałam do cieni, "sprawię, że wszyscy zapłacą za tę zdradę."

The Beast Prince and the Girl He Kissed
31 Rozdziały
31
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101