

Opis
Jedno klamstwo. Dwoch mezczyzn. Klatwa, ktora moze ich wszystkich potepic. W przeddzien slubu z Ksieciem Bestia, ksiezniczka Octavia dopuszcza sie najgorszej zdrady - oddajac swoje dziewictwo mlodzienczej milosci, zamiast zachowac je, by zlamac klatwe meza. Teraz ksiaze kazdej nocy przemienia sie w potwora, ich krolestwo balansuje na krawedzi wojny, a ona nosi dziecko, ktore moze nalezec do ktoregokolwiek z mezczyzn. Kiedy jej dawna milosc przybywa z armia, by ja "ocalic", Octavia musi wybrac miedzy chlopcem, ktory znal ja jako pierwszy, a przekletym ksieciem, ktory stal sie jej zbawieniem. Jednak w swiecie, gdzie pochodzenie okresla prawowitosc wladzy, a zlamane klatwy sa kluczem do pokoju, zly wybor nie tylko zlamie serca - zdruzgocze krolestwa.
Rozdział 1
Sep 26, 2025
POV Octavii
"Nie będę składać przysięgi potworowi."
Mój głos poniósł się przez wielką salę przed zgromadzonymi szlachcicami jak ostrze przez jedwab i dwór zamilkł.
Oczy ojca stały się lodowate. "Złożysz przysięgę, Octavio. Tak jak ćwiczyłyśmy."
Uniosłam podbródek, patrząc mu prosto w oczy. "Odmówię złożenia przysięgi Księciu Bestii."
Szlachcice wymienili spojrzenia, przez tłum przeszedł szmer szeptów. Kłykcie ojca zbielały, gdy zacisnął dłonie na poręczach tronu.
"Opróżnić salę," rozkazał cicho, śmiertelnie spokojnym głosem.
Dworzanie rozpierzchli się jak spłoszone ptaki i w kilka chwil zostaliśmy tylko my dwoje, ojciec i ja, a ogromna przestrzeń nagle stała się przytłaczająca w swej pustce.
Zszedł z tronu powolnym krokiem, każde uderzenie stóp odbijało się echem od kamiennych ścian.
"Wyzywająca mała dziwko," powiedział niemal rozmownie. "Dwadzieścia lat cię karmiłem, ubierałem, dawałem dach nad głową. Tak mi się odpłacasz?"
Jego policzek powalił mnie na podłogę.
W oczach eksplodowały mi gwiazdy. Krew wypełniła mi usta, gdzie zęby przecięły policzek.
"Widziałem cię z tym rycerzem," powiedział, krążąc wokół mnie jak drapieżnik. "Wczoraj przy stajniach. Śmiałaś się."
Zniżył głos do szeptu, schylając się, by spojrzeć mi w oczy.
"Myślałaś, że nie zauważę? Że nie zobaczę, jak na niego patrzysz?"
Podniosłam się, czując w ustach smak miedzi. "Sir Leon jest moim obrońcą—"
"Ten chłopak to głupiec, który napełnił ci głowę niemożliwymi marzeniami." Przykucnął obok mnie, jego oddech był gorący przy moim uchu. "Myślisz, że masz wybór? Nie masz żadnego."
Kolejny policzek.
"Należysz do korony, a korona do mnie," warknął, górując nade mną. "I wypełnisz swój obowiązek!"
Podniosłam się na drżących ramionach. "Jestem człowiekiem—"
Jego but trafił mnie w żebra, wybijając powietrze z płuc.
Zachłysnęłam się, kuląc się z bólu, gdy chwycił mnie za włosy i podciągnął do góry.
"Jesteś tylko naczyniem dla sojuszu," syknął mi do ucha. "Twoja jedyna wartość jest między nogami i nie pozwolę ci jej zmarnować na romantyczne głupoty!"
Wtedy bicz spadł na moje ramiona, rozrywając jedwab i skórę.
Zacisnęłam zęby, nie pozwalając mu cieszyć się moim krzykiem. Bicz uderzył ponownie, i znowu, każde uderzenie podkreślone jego słowami.
"Poślubisz księcia Dariusa."
Uderzenie.
"Będziesz się uśmiechać i słuchać."
Uderzenie.
"Urodzisz mu dziedziców i zapewnisz przyszłość naszego królestwa."
Ostatnie uderzenie i nogi się pode mną ugięły.
Osunęłam się na podłogę, suknia rozdarta i zakrwawiona, pręgi na plecach paliły jak ogień. Ojciec stał nade mną, ciężko oddychając, bicz wciąż w jego dłoni.
"Zabrać ją do wieży," zawołał do strażników. "O świcie wyrusza do Bartume."
Ciężkie drzwi zatrzasnęły się za nim, zostawiając mnie samą ze smakiem krwi w ustach i ogniem na plecach.
Gdy zaprowadzili mnie do mojej wieży i w końcu zostawili samą, przycisnęłam policzek do zimnej kamiennej ściany przy drzwiach.
Starałam się wyrównać oddech, gdy szkarłatne krople spadały z rozciętej wargi na szarą podłogę, a ja powoli na nią opadałam. Pręgi po biczu paliły jak znamiona, każda była przypomnieniem, że moja nieposłuszność kosztowała mnie wszystko.
Słowa, które wtedy brzmiały jak wolność, teraz stały się kajdanami.
Godziny wlekły się w duszącym mroku. Nogi drżały mi pod podartą suknią, gdy opadłam na łóżko, przyciągając kolana do piersi.
Wtedy zaskrzypiała ukryta płyta za arrasem.
"Księżniczko?" – głos Leona przeciął ciszę.
Nie odwróciłam się. Nie mogłam znieść, by znów widzieć ból w jego oczach. "Nie powinieneś tu być."
"Kiedy kiedykolwiek słuchałem, co powinienem, a czego nie, jeśli chodzi o ciebie?"
Materac ugiął się, gdy usiadł obok mnie, a jego spracowane dłonie delikatnie odgarnęły mi włosy z ran. Mokra ściereczka była chłodna na mojej piekącej skórze.
Powstrzymałam szloch, gdy z rozdzierającą delikatnością zmywał krew.
"Widział nas rozmawiających przy stajniach," wyszeptałam ochryple. "Powiedział, że jestem zbyt poufała z moim rycerzem."
Szczęka Leona się zacisnęła, ale jego dotyk pozostał łagodny. "Co zrobił król?"
„Nazwali mnie dziwką. Powiedzieli, że nie jestem godna sojuszu.” Świeże łzy spłynęły po moich policzkach. „Jutro, Leon... Jutro wyjeżdżam do Bartume, by poślubić księcia Dariusza.”
Jego dłonie zatrzymały się na moich plecach. „Tego potwora?”
„Ojciec mówi, że moja czystość to jedyny atut, który chroni nas przed wojną.” Wydobył się ze mnie gorzki śmiech. „Dwadzieścia lat życia, i to wszystko, na co jestem warta.”
„Nie mów tak.” Głos Leona zadrżał, odkładając szmatkę na bok, a jego palce z szacunkiem musnęły moje ramię. „Jesteś wszystkim, Octavio. Zawsze byłaś.”
Odwróciłam się wtedy do niego.
Widziałam chłopca, który pilnował mojego okna podczas burz. Chłopca, który uczył mnie strzelać z łuku, kiedy ojciec nie patrzył.
Chłopca, który pocałował mnie za kaplicą, gdy mieliśmy piętnaście lat i wciąż wierzyliśmy, że możemy sami wybierać swoją przyszłość.
„Uciekniemy razem,” powiedział nagle, rozpaczliwie. „Dziś w nocy. Możemy zabrać konie, zniknąć w wschodnich królestwach, gdzie nikt nas nie zna.”
„A potem patrzeć, jak zabija każdego sługę, który nam pomógł? Poluje na twoją rodzinę?” Pokręciłam głową, choć serce mi pękało. „Wiesz, do czego jest zdolny, Leonie.”
„Więc co? Mam cię puścić do tego przeklętego zamku? Pozwolić, byś poślubiła księcia, który może cię oddać swojemu potworowi?” Jego niebieskie oczy płonęły bólem. „Kocham cię od dzieciństwa, Octavio. Nie mogę po prostu patrzeć, jak stajesz się czyjąś ofiarą.”
Ciężar jutra przygniatał mnie jak kamień.
Za kilka godzin miałam wsiąść do powozu i jechać ku losowi, którego nie mogłam kontrolować.
Ojciec odebrał mi wybór, przyszłość, samo ciało, traktując mnie jak bydło przeznaczone do wymiany. Ale jednej rzeczy jeszcze mi nie odebrał.
Jednego wyboru, który wciąż należał do mnie.
Odwracam się do niego, do Leona, i powoli zaczynam rozwiązywać gorset sukni. Moje palce drżą, ale nie przestaję.
Jego oczy rozszerzają się, wstrzymuje oddech, ale nie mówi nic. Nie powstrzymuje mnie. Nie rusza się.
„Jeśli mam być ofiarą dla potwora,” wyszeptałam, głos mi się trząsł, „niech chociaż raz poznam miłość.”
Coś pękło w jego wyrazie twarzy. Ujął moją twarz w obie dłonie, kciukiem otarł łzy. „Octavio...”
„Proszę,” odetchnęłam. „Muszę wiedzieć, jak to jest. Być kochaną. Być wybraną.”
Pocałował mnie wtedy, miękko i desperacko. Jego usta były delikatne na moich, pełne czci, jakby bał się, że mnie złamie.
Leon przyciągnął mnie do siebie cichym dźwiękiem i podniósł delikatnie. Jego dłonie objęły moje uda, gdy opuszczał mnie na gładką kamienną posadzkę, każdy ruch ostrożny, pełen szacunku, jakby bał się mnie roztrzaskać.
Jego ciało przykryło moje, ciepły, pewny ciężar, od którego zadrżałam.
Pochylił się, muskając moje usta swoimi. Nie spieszył się. Nie rościł sobie prawa. Po prostu... był.
„Drżysz,” szepcze, głos ledwie tchnienie. Jego palce kreślą krąg biodra, wnętrze uda. „Jesteś pewna?”
Patrzę mu w oczy, szeroko i boleśnie. „Tak. Chcę cię.”
Cichy, urwany dźwięk wydobywa się z niego, gdy całuje mnie ponownie—głębiej tym razem. Jego palce wsuwają się między moje nogi, sunąc przez gorąco, które już tam zebrało się.
I wtedy go czuję—jego ciało napierające na moje, twarde i gorące u mojego wejścia. Wstrzymuję oddech. Całuje kącik moich ust, szepcząc cicho słowa otuchy, gdy zaczyna wchodzić, centymetr po centymetrze.
To rozciągnięcie jest intensywne.
Wydycham drżąco, a on wsuwa się głębiej, nie spiesząc się. Jego ręce obejmują moje biodra, przytrzymując mnie na podłodze.
Nasze ciała poruszają się razem, powoli i z czcią, gorąco zaciska się coraz mocniej z każdym ruchem. Jego oczy nie odrywają się od moich przez cały czas, śledząc każdy cień emocji na mojej twarzy.
Moje uda drżą, gdy fala zaczyna narastać, a gdy osiąga szczyt, wyszeptuję jego imię—cicho, roztrzaskanym dźwiękiem, który wydobywa się między pocałunkami.
On podąża za mną z jękiem, wbijając się głęboko, jego biodra drżą przy moich, gdy odpuszcza, ciało napięte w rozkoszy.
Nie rusza się od razu.
Po prostu mnie trzyma.
Nasze oddechy splatają się. Jego usta muskają mój skroń. Obejmuję go ramionami, przyciągając jeszcze bliżej, jakby chciała wcisnąć tę chwilę w pamięć, zanim zniknie.
I nawet gdy świt cicho czeka na skraju horyzontu... on zostaje.
We mnie. Wokół mnie. Z mną.

The Beast's Bride
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101