

Opis
Gail jest hanba swojej prestizowej wilkolaczej linii krwi. Pozostajaca w cieniu, jest wysmiewana przez swoja watahe, pogardzana przez rodzine i ignorowana przez mezczyzne, ktorego potajemnie kocha-Wyatta, dziedzica Alfy... i przyszlego partnera jej kuzynki. Slaba, niezgrabna i niechciana, Gail znosila zycie w niewidzialnosci, dopoki pewnej feralnej nocy pod krwawym ksiezycem wszystko sie nie zmienilo. W cieniu lasu przeobraza sie po raz pierwszy... w kogos nie do poznania. Kogos poteznego. Kogos pieknego. Uwieziona teraz miedzy dwiema tozsamosciami, Gail balansuje na niebezpiecznej granicy miedzy zlamanym sercem a nadzieja. Za dnia wciaz pozostaje rozczarowaniem rodziny. Noca staje sie fascynujaca tajemnica, o ktorej on nie moze przestac myslec.
Rozdział 1
Aug 13, 2025
[Perspektywa Gail]
Widelec zadźwięczał o mój talerz, gdy głos Matki przeciął poranną ciszę niczym trzask bicza.
— Postaraj się nas dziś nie zawstydzić, dobrze, Gail? — Nawet nie podniosła wzroku znad korespondencji, jej doskonale wypielęgnowane palce ściskały pióro niczym broń. — Usiądź prosto. Twoja postura jest równie odrażająca jak reszta ciebie.
Wyprostowałam się gwałtownie na krześle na samym końcu stołu, kręgosłup strzelił mi do pionu. Ten ruch sprawił, że sok pomarańczowy niebezpiecznie rozlał się niemal po brzegi szklanki.
— Ostrożnie! — Lodowato błękitne oczy Matki wreszcie spoczęły na mnie, mrużąc się z obrzydzeniem. — Musisz być niezdarna na dodatek do wszystkiego innego?
Ręka mi zadrżała, gdy stabilizowałam szklankę. Nawet w wieku czterdziestu pięciu lat Vivian Raymond panowała nad całym pomieszczeniem swoją eteryczną urodą — srebrzysto-blond włosy upięte w elegancki kok, cera jak porcelana, usta w kolorze świeżej krwi.
Była uosobieniem perfekcji, a ja byłam żywym dowodem na to, że nawet boginie mogą zrodzić potwory.
— Sullivansowie organizują dziś przyjęcie zaręczynowe — oznajmiła głosem ociekającym fałszywą słodyczą. — Twoja kuzynka Mira wychodzi za dziedzica Alfy.
Wyatt Sullivan. Chłopak, którego uśmiech nawiedzał moje sny od pięciu lat, którego sama obecność sprawiała, że moje żałosne serce zaczynało szaleńczo bić za każdym razem, gdy mijał mnie na korytarzu.
— Jak... jak cudownie dla Miry — wydusiłam z siebie, ledwie szeptem.
— Istotnie, cudownie. — Garrett podniósł wzrok znad śniadania, jego przystojna twarz wykrzywiła się w okrutnym uśmiechu. — Choć zastanawiam się, czy powinniśmy narażać biednego Wyatta na widok naszej drogiej siostrzyczki tej nocy?
Ojciec wreszcie włączył się do rozmowy, jego głęboki głos zabrzmiał rozbawieniem. — Co masz na myśli, synu?
— Cóż — Garrett rozparł się w krześle, rozkoszując się chwilą — wystarczyłoby jedno spojrzenie na Gail, by mógł się rozmyślić z wżenienia się w krew Raymondów. A co jeśli uzna, że nasza pula genetyczna jest... skażona?
Jadalnię wypełnił śmiech — dudniące rechoty Ojca zmieszały się z delikatnym, dźwięczącym niczym tłuczone szkło śmiechem Matki. Złapałam się kurczowo brzegu stołu, aż zbielały mi kostki.
— Przestańcie — powiedziałam, głos mi zadrżał.
— Słucham? — Garrett teatralnie przyłożył dłoń do ucha. — Wybacz, nie słyszałem przez twój lament.
— Powiedziałam: przestańcie! — Słowa wyrwały mi się z gardła głośniej, niż kiedykolwiek odważyłam się odezwać w tym domu.
Cisza spadła na jadalnię jak ostrze gilotyny.
Twarz Matki przemieniła się w coś lodowatego i przerażającego. — Jak śmiesz podnosić głos przy tym stole.
— Jak śmiem? — Słowa same wypłynęły, pięć lat tłumionego gniewu wreszcie się przelało. — Jak możecie mówić o mnie, jakbym tu nie siedziała!
Krzesło Ojca zaskrzypiało o podłogę, gdy wstał, jego masywna postać górowała nade mną. — Przeproś matkę natychmiast.
— Za co? — Zerwałam się na równe nogi, a moje krzesło z hukiem przewróciło się do tyłu. — Za to, że istnieję? Że się urodziłam? Przepraszam, że nie jestem doskonała jak ukochany Garrett! Przepraszam, że nie wyglądam jak Matka! Przepraszam, że jestem takim rozczarowaniem, że nie możecie na mnie patrzeć bez wstrętu!
— Gail — głos Ojca zawisł w powietrzu groźnie, z siłą, która łamała słabsze wilki.
Ale nie obchodziło mnie to już. — Chcecie wiedzieć, czemu was zawstydzam? Bo nauczyliście mnie, że do tego się nadaję! Każde śniadanie, każdy obiad, każde rodzinne spotkanie — ten sam scenariusz! „Jak dziś sprawimy, by Gail poczuła się nic niewarta?”
Matka powoli się podniosła, jej uroda przemieniła się w coś drapieżnego i śmiertelnego. — Ty niewdzięczna smarkulo. Po wszystkim, co ci daliśmy —
— Daliście mi? — Zaśmiałam się, dźwięk był szorstki i złamany. — Co mi daliście, poza powodami, by siebie nienawidzić?
— Dach nad głową! — Ojciec zaryczał. — Jedzenie na talerzu! Miejsce w tej sfory!
— Schowek, który nazywacie moim pokojem? Resztki, które mi rzucacie, gdy sobie przypominacie, że istnieję? Członkowie sfory, którzy szepczą, czy Matka przypadkiem cię nie zdradziła, skoro urodziło się coś tak odrażającego jak ja?
Policzek spadł tak szybko, że nie zdążyłam nawet go zobaczyć. Dłoń Matki uderzyła mnie w twarz z hukiem niczym grzmot, odrzucając mnie na bok w ścianę.
— Nie będziesz mówić takich plugastw w moim domu — syknęła, jej opanowanie w końcu pękło. — Pójdziesz dziś na przyjęcie. Uśmiechniesz się. Pogratulujesz kuzynce. I zapamiętasz swoje miejsce.
Dotknęłam palącą twarz, poczułam krew, gdzie zęby przecięły mi wargę. — Moje miejsce. Racja. Rodzinne rozczarowanie. Przestroga dla innych. Dowód, że nawet Bety mogą rodzić porażki.
— Wynoś się — głos Ojca był śmiertelnie cichy. — Wynoś się, zanim zrobię coś, czego oboje pożałujemy.
Spojrzałam na każdego z nich — Matkę, której perfekcyjna twarz wykrzywiła się w furii, Ojca ze zaciśniętymi pięściami, Garretta patrzącego z rozbawieniem i oczekiwaniem.
— Będę w swoim pokoju — wyszeptałam, zaczynając się podnosić.
— Pójdziesz dziś wieczorem — ostry głos Matki zamroził mnie w pół ruchu. — I postarasz się wyglądać przyzwoicie. Mira specjalnie prosiła o twoją obecność, choć nie rozumiem dlaczego.
Jej pauza była wyrachowana, dla maksymalnego efektu. — Może lubi mieć cię obok, by sama wydawać się jeszcze piękniejsza w porównaniu.
— Dokąd się wybierasz? — Głos Matki podążał za mną.
Zatrzymałam się u podnóża schodów, ściskając poręcz tak mocno, że drewno zaskrzypiało.
— Idę się przygotować na wieczór. W końcu nie możemy zawieść Sullivanów, pokazując mi się w niczym mniej niż w perfekcyjnej nędzy.
Ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszałam, zanim zatrzasnęłam drzwi do sypialni, był radosny śmiech Garretta, niosący się przez dom jak wycie polującej sfory.
Uciekłam do ciasnego pokoiku i opadłam plecami na drzwi, serce waliło mi w piersi. Popękane lustro na przeciwległej ścianie uchwyciło moje odbicie i miałam ochotę krzyknąć.
Oto byłam — rodzinny wstyd w całej swej żałosnej okazałości. Cienkie, brązowe włosy, które nie trzymały żadnej fryzury, opadały wokół wychudłej, niemal szkieletowej twarzy, nos był krzywy w lewo po dawnym złamaniu, które nigdy się nie zrosło, a zęby wystawały do przodu jak u gryzonia.
Moja skóra była mapą blizn potrądzikowych i bladawych plam, a oczy... Boże, oczy miały kolor błota po deszczu, bez życia i blasku.
— Popatrz na siebie — wyszeptałam ostro do odbicia. — Siedemnaście lat, a wyglądasz jak strach na wróble, którego ktoś zapomniał wypchać.
Moje ciało było równie żałosne — płaska klatka piersiowa, kościste ramiona, ręce jak patyki. Wyglądałam raczej na dwunastolatkę niż na kogoś, kto zaraz skończy osiemnaście. W świecie, w którym siła znaczyła wszystko, byłam chodzącym dowodem słabości.
— Wyatt Sullivan — wypowiedziałam jego imię jak modlitwę i przekleństwo. — Zaręczony z Mirą. Oczywiście.
Wyobraziłam ich sobie razem — jego ciemne włosy i mocna szczęka przy jej złotym pięknie, idealny dziedzic Alfy i idealna córka rodziny Bety. Będą mieli idealne dzieci i idealne życie, podczas gdy ja będę gniła w tym schowku, który nazywają moim pokojem.
— Proszę — wyszeptałam do Bogini Księżyca, tą samą rozpaczliwą modlitwą, którą powtarzałam co noc od dzieciństwa. — Proszę, pozwól mi być inna. Pozwól mi być kimkolwiek, tylko nie tym.
Lustro na moment jakby zadrżało i zamrugałam mocno, zastanawiając się, czy łzy nie zamazują mi wzroku.
Trzy dni do moich osiemnastych urodzin, trzy dni do czasu, gdy powinnam poznać swoją wilczycę i wreszcie czuć się kompletna.
Ale co, jeśli Bogini Księżyca też mnie porzuciła?

The Beta’s Ugly Daughter
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101