

Opis
,,Bylam obiecana jednemu wilkowi. Ale ucieklam do innego - i teraz caly swiat chce mnie na smyczy." Sierra Halden urodzila sie, by byc posluszna. Corka zastepcy dowodcy Bloodveil, jej przyszlosc byla ustalona: zwiazac sie z Kellanem Vire, przyniesc honor swojej rodzinie i w koncu przeobrazic sie w wilka, na ktorego wszyscy czekaja. Ale kiedy odkrywa swoja siostre spleciona z chlopakiem, ktorego miala pokochac - a rodzice mowia jej, by to zaakceptowala - Sierra ucieka. Nie ze strachu. Ze wscieklosci. W lasach poza jej granica spotyka Rowana Veyne - rywalizujacego dziedzica wilkow Shadowfen, rodzaju chlopaka, z ktorym sie nie rozmawia, nie mowiac juz o pocalunkach. Jest dziki, sarkastyczny, niebezpieczny... i jedyny, ktory nie patrzy na nia, jakby byla zlamana. Kiedy tajne spotkania zamieniaja sie w skradzione noce, Sierra zaczyna sie zmieniac - najpierw serce, potem cialo, potem przyszlosc. Ale kiedy prawda wychodzi na jaw i watahy zadaja jej posluszenstwa, bedzie musiala podjac niemozliwy wybor: Ugiac sie przed wiezami, ktore ja zlamaly. Lub walczyc u boku chlopaka, ktory moze ja ocalic - lub zniszczyc.
Rozdział 1
May 15, 2025
Drzwi skrzypnęły, otwierając się.
I właśnie wtedy, świat Sierry Halden się rozpadł.
„Kellan?” Jej głos ledwie był szeptem.
Wtedy to zobaczyła. Tam, w ich łóżku.
„Kellan?!” zawołała, teraz głośniej, jej głos łamał się jak szkło.
Prześcieradła się przesunęły. Isolde zamarła. Nagie ramię jej siostry wyjrzało z plątaniny pościeli i zdrady.
Sierra wstrzymała oddech. Jej serce waliło o żebra, złość i niedowierzanie walczyły o miejsce w jej piersi. „Co to do cholery jest?”
Kellan w końcu się odwrócił, mrugając, jakby była jakąś niedogodnością. „Sierra—poczekaj, to nie—”
„Nie co?!” krzyknęła, jej głos był złamanym tworem. „Nie to, na co wygląda? Bo to, na co patrzę, to moja siostra w moim łóżku z moim narzeczonym!”
Isolde próbowała się zasłonić, poczucie winy pojawiło się na jej twarzy. „Sierra, ja—proszę, pozwól mi wyjaśnić—”
„Wyjaśnić?” Sierra zaśmiała się, zimnym, gorzkim dźwiękiem. „Wyjaśnić co, Isolde? Że skradałaś się za moimi plecami z nim? Że czekałaś, aż wyjdę na jedną cholerną godzinę, żeby wpełznąć do mojej pościeli jak wąż?”
„Sierra, nie rób tego,” powiedział Kellan, teraz stojąc, bezwstydnie w swoich bokserkach. „To nie musi być scena.”
Poderzwała na niego wzrok. Scena?
„Myślisz, że robię scenę? Właśnie spaliłeś ostatnią dobrą rzecz w moim życiu, i nie chcesz sceny?”
Zrobił krok do przodu. „Po prostu uspokój się—”
„Nie zbliżaj się do mnie!” warknęła, cofając się do framugi drzwi. Jej ręce drżały, aż zbielały knykcie. „Nie masz prawa mnie dotykać. Nie masz prawa do mnie mówić.”
Isolde przytuliła prześcieradło do piersi. „Sierra, nie chciałam, żeby to się stało—”
„Nie chciałaś?” Jej głos zniżył się do trującego szeptu. „Chciałaś każdy dotyk. Każdy pocałunek. Za każdym razem, gdy się do mnie uśmiechałaś, wiedząc, co robisz za zamkniętymi drzwiami.”
Kellan prychnął. „Nie planowaliśmy tego, dobrze? To po prostu... się stało.”
Oczy Sierry napełniły się łzami, ale jej głos stał się ostry jak stal. „Ludzie nie po prostu wpadają w zdradę. Wybraliście to. Oboje.”
Żadne z nich nie odezwało się.
Cisza krzyczała.
Gardło Sierry zacisnęło się, jej wzrok się zamazał, gdy ściany zaczęły się zacieśniać. Zatoczyła się o krok, potem kolejny. Jej głos był teraz cichy, surowy.
„Mam nadzieję, że było warto.”
Drzwi się otworzyły, gdy wybiegła na zewnątrz, a zimne nocne powietrze uderzyło ją w skórę jak policzek, ale nie zrobiło nic, by stłumić ból.
Nie obchodziła jej temperatura. Nie obchodziło jej nic poza ucieczką. Złość, wściekłość, ból—wszystko to było zbyt wielkie, by je pomieścić. Musiała poczuć coś innego. Musiała uciec przed duszącym uściskiem zdrady, który osiadł nad nią jak ciężki płaszcz.
Sierra biegła.
Gałęzie drapały ją po ramionach, gdy pędziła przez las, ale się nie zatrzymała. Nie mogła się zatrzymać. Jej oddech przerywany był szarpanymi westchnieniami, płuca płonęły, klatka piersiowa była jakby miała się rozszczepić.
„O czym myślałam?” mamrotała między oddechami, potykając się o korzenie i półprzysypane kamienie. „Jak mogłam tego nie zauważyć?”
Stopy Sierry w końcu się zwolniły przy wąwozie, tej samotnej krawędzi na końcu szlaku, gdzie zawsze chodziła, gdy w domu robiło się zbyt głośno. Ziemia była twarda pod jej butami, niebo rozciągało się nad nią jak koc nieskończonej ciemności.
Upadła na kolana.
Jej palce drżały, gdy sięgnęła do kieszeni kurtki. „Proszę, żeby tego nie było,” szeptała, już wiedząc, że tam jest. Jej ręka zacisnęła się na przedmiocie, zanim go jeszcze zobaczyła.
Bransoletka.
Ta, którą wyrzeźbiła dla Kellana. Wygładziła krawędzie sama. Wyryła ich inicjały wewnątrz obręczy.
„Miałam ci to dać dzisiaj wieczorem,” powiedziała, jej głos pękając w ciszy. „Nawet nie wiesz. Byłeś zbyt zajęty wpełzaniem do łóżka mojej siostry.”
Zaśmiała się gorzko, łzy spływały po jej policzkach, gdy kciukiem śledziła rzeźby. „To miało być my. Na zawsze, prawda? Tak mówiłeś.”
Jej ręka zacisnęła się mocniej wokół bransoletki. „Kłamca.”
Cisza była teraz dusząca. Taka, która naciska na uszy i klatkę piersiową, jakby cały świat patrzył i czekał, co zrobisz dalej.
„Powinnam to wyrzucić,” szepnęła. „Powinnam to wyrzucić.”
Wstała, podeszła do krawędzi wąwozu, jej knykcie białe od tego, jak mocno ściskała bransoletkę.
Krzyk narastał w jej gardle, surowy i gwałtowny—ale umarł na jej ustach. Wszystko, co się wydobyło, to stłumiony szloch. Podniosła ramię, ale wtedy rozległ się głos.
Gładki. Zimny. Rozbawiony.
„Dziewczyny z Bloodveil zawsze tak głośno płaczą?”

The Betrayed Wolf of Shadowfen
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101