

Opis
Kayla Domingo zgadza sie poslubic Damona Aldridge'a, aby spelnic ostatnie zyczenie swojego dziadka. Ich malzenstwo ma byc jedynie wygodne, pomagajac Damonowi odziedziczyc majatek po ojcu. Przygotowujac sie do slubu, oboje ukrywaja tajemnice i zmagaja sie z rosnacymi uczuciami do siebie nawzajem. To, co zaczelo sie jako falszywy zwiazek, szybko staje sie prawdziwe, pozostawiajac ich z pytaniem, czy ich malzenstwo bedzie czyms wiecej niz tylko kontraktem.
Rozdział 1
Jan 28, 2026
Perspektywa Mirandy
Mój telefon wibrował na biurku, jakby to było setny raz tego ranka, ale nie miałam ani sekundy do stracenia. Byłam po łokcie w dokumentach, pisałam, podkreślałam, podpisywałam i ponownie sprawdzałam papiery tak szybko, jak mogłam.
To był pierwszy dzień pracy mojego nowego szefa i nie zamierzałam dać mu powodu, by pomyślał, że jego asystentka jest czymś mniej niż doskonała.
Znowu poczułam wibrację.
Zirytowana, spojrzałam, żeby go wyciszyć, ale wtedy zobaczyłam imię migające na ekranie.
Mój tata.
Zawahałam się. On nigdy nie dzwonił tak wcześnie. Instynkt podpowiadał mi, żeby odebrać, nawet jeśli byłam w pośpiechu.
„Hej, tato, jestem strasznie zajęta,” odpowiedziałam, przytrzymując telefon między uchem a ramieniem, podczas gdy bazgrałam notatkę. „Czy mogę oddzwonić za jakieś dziesięć minut?”
„Mirando, posłuchaj mnie. To dotyczy twojego dziadka.”
Przewróciłam oczami odruchowo. „Co z nim? Nie mów mi, że znowu próbował biegać. Wiesz, że zawsze wyolbrzymia sprawy—"
„Jest w szpitalu.”
Mój długopis przestał się ruszać.
„Co?”
„Zemdlał wczoraj w nocy,” powiedział tata, jego głos był poważny. „Po prostu stracił przytomność i nie mógł się obudzić. Zawieźliśmy go na pogotowie. Przez całą noc robili testy. To... to jest poważne, Mirando.”
Moja klatka piersiowa się zacisnęła. Oddech utknął mi w gardle.
„Co znaczy poważne?”
„Ma raka. Trzustki. Jest zaawansowany. Lekarz powiedział, że ma około czterech miesięcy. Może mniej.”
Wstałam tak szybko, że mój fotel zapiszczał o podłogę. Papierki spadły na ziemię, ale ledwie to zauważyłam.
„Nie. Nie, to—on był w porządku w zeszłym tygodniu. Kłócił się ze mną o to, żeby wrócić do Nowego Jorku!”
„Wiem,” powiedział tata, wzdychając. „Nie chciał, żeby ktokolwiek się martwił. Ale teraz to poważne. I pyta o ciebie. Wciąż powtarza twoje imię.”
Złapałam krawędź biurka, próbując powstrzymać obracający się pokój. „Przyjadę do domu. Dzisiaj. Zarezerwuję lot teraz.”
„Proszę, pospiesz się,” powiedział. „On szybko gaśnie.”
„Będę tam przed zmierzchem,” obiecałam, mój głos drżał.
Zakończyłam rozmowę i stałam tak przez chwilę. Moje palce drżały, serce waliło, gdy szok się rozprzestrzeniał. Dziadek. Chory. Umierający.
Moja ulubiona osoba na całym świecie, jedyny mężczyzna, który nigdy mnie nie osądzał, nigdy we mnie nie powątpiewał, który zawsze wierzył, że jestem przeznaczona na coś więcej niż ten korporacyjny labirynt, umierał.
Ale nie mogłam się jeszcze załamać. Miałam pracę do dokończenia.
Wciągnęłam głęboki oddech i zmusiłam ręce do ruchu. Zgromadziłam zakończone dokumenty, wszystko, co przygotowałam dla nowego CEO, i włożyłam je schludnie do skórzanej teczki.
Nie wiedziałam, jak długo mnie nie będzie. Nawet mnie to nie obchodziło. Rodzina była najważniejsza. Ale musiałam przynajmniej dostarczyć raporty.
Kiedy wszystko było w porządku, chwyciłam swoją torbę, wygładziłam bluzkę i pośpiesznie wyszłam z biura, z teczką w ręku.
Moje obcasy stukały o podłogę, gdy udawałam się do skrzydła kierowniczego. Nigdy właściwie nie spotkałam Jeremiaha Aldridge'a, widziałam go tylko w sporadycznych artykułach prasowych lub na zdjęciach.
Przez lata mieszkał za granicą, prowadząc swoje własne, wysokoprofilowe życie, podczas gdy jego ojciec zarządzał firmą. A teraz, gdy starszy pan Aldridge odszedł, wrócił.
Dotarłam do drzwi jego biura i zawahałam się. Serce dudniło mi w uszach. To nie tak sobie wyobrażałam nasze pierwsze spotkanie. Miałam nadzieję, że zrobię na nim wrażenie, pokażę mu, że mogę być jego prawą ręką, jak byłam dla jego ojca. Zamiast tego miałam zniknąć w środku jego pierwszego dnia.
Zapukałam dwa razy.
Cisza.
Spróbowałam jeszcze raz. Nadal nic.
„Okej,” szepnęłam do siebie. „Po prostu to zostaw. Wchodzisz i wychodzisz.”
Przekręciłam gałkę i delikatnie popchnęłam drzwi.
To, co zobaczyłam, zatrzymało mnie w miejscu.
Tam, za biurkiem, stał wysoki mężczyzna z ciemnymi włosami i wyraźną szczęką, Jeremiah. Jego koszula była rozpięta, krawat wisiał luźno, a jego usta były na ustach kobiety, ręka splątana w jej włosach.
Ona miała na sobie malutką czarną sukienkę, czerwone szpilki i jeszcze czerwieńsze usta. Jej noga była uniesiona na jego udzie.
Zamarłam.
Kobieta westchnęła. Jeremiah obrócił się gwałtownie.
Jego oczy zablokowały się na moich.
„Co do cholery!” grzmiał. „Gdzie są twoje maniery?!”
Stałam tam, kompletnie upokorzona, z teczką mocno przyciśniętą do rąk. Moje usta otworzyły się, ale żadne słowa nie wychodziły.
„Ja—ja zapukałam,” zająknęłam się, w końcu znajdując swój głos. „Dwa razy. Nic nie usłyszałam—”
„Myślisz, że to daje ci prawo po prostu wchodzić?” Jego głos był zimny, władczy.
„Przepraszam, ja—ja tylko potrzebowałam to zostawić,” powiedziałam, trzymając teczkę jak tarczę. „Nie chciałam przeszkadzać—”
Kobieta gorączkowo poprawiała sukienkę i odwróciła się, a ja życzyłam sobie, żeby podłoga się otworzyła i mnie pochłonęła.
Spojrzał na mnie, jakby właśnie sobie coś przypomniał. Potem zapytał. „Kim do diabła jesteś?!”

The Billionaire's Last-Minute Bride
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101