

Opis
Kiedy elitarna fizjoterapeutka Riley Morgan zostaje nieoczekiwanie przydzielona do rehabilitacji miedzynarodowej gwiazdy pilki noznej - swojego bylego chlopaka z liceum - Lucasa Rivery, jest zmuszona zmierzyc sie z przeszloscia, ktora pogrzebala pod latami ambicji. Iskrza emocje, stare rany sie otwieraja, a media rozpalaja sie do czerwonosci, gdy ich profesjonalne granice zaczynaja sie zacierac. Jednak gdy konkurencyjny zawodnik falszywie oskarza Lucasa o molestowanie, a Riley ryzykuje wszystko, by odkryc prawde, oboje musza zdecydowac, czy milosc zasluguje na druga szanse - czy tez ich marzenia sa skazane na realizacje na osobnych boiskach.
Rozdział 1
Aug 13, 2025
POV Riley
„Jeśli rzucę rehabilitację, dołączam do BLACKPINK. Tak tylko mówię,” oznajmiła dramatycznie Kira Chen, pozując na kulach jakby miała za chwilę wystąpić jako gwiazda Coachelli.
Przewróciłam oczami, parskając śmiechem. „Proszę cię. Potknęłabyś się o własne ego, zanim weszłabyś na scenę.”
Kira chwyciła się za pierś jakby została zraniona. „Wow. Surowo od kobiety, która właśnie naprawiła mi kolano. Gdzie jest miłość?”
„Miłość nie naprawia więzadeł krzyżowych,” powiedziałam, przewracając jej kartę z przesadnym skupieniem. „Robią to ciężka praca, biomechanika i trzy mrożone kawy.”
„A propos…” Wskazała na ogromny kubek w mojej ręce. „To już trzecia?”
„Czwarta,” przyznałam, biorąc długi łyk jakby to był tlen. „Nie oceniaj mnie. Muszę sobie radzić z miłosnym dramatem Zary, a do tego naprawiać połamanych sportowców.”
„Ej!” Zara krzyknęła z kąta, gdzie z furią scrollowała telefon. „To nie jest żaden situationship. Jesteśmy po prostu… w skomplikowanej emocjonalnej próżni.”
„Z facetem o twarzy szczura, który cię zdradza za każdym razem, gdy Merkury się cofa,” odpowiedziałam słodko. „Tak. To brzmi jak piękna bajka.”
„Oby twój następny facet zniknął w połowie przystawki,” odcięła się Zara.
Kira wybuchnęła śmiechem, gdy pakowałam taśmy oporowe, nucąc pod nosem „The Man” Taylor Swift. Moje ciało poruszało się w rytm, biodra kołysały, palce tańczyły po clipboardzie. Na zewnątrz zawsze byłam słońcem. Żartowałam. Śmiałam się. Ale w środku?
Pusta. Jakby ktoś wydłubał mnie srebrną łyżką i zostawił samą skorupę.
Telefon zawibrował. Zerknęłam na ekran, spodziewając się kolejnego mema od Zary. Zamiast tego pojawił się numer zastrzeżony.
Odebrałam, już z góry czując zniechęcenie do kolejnej oferty. „Riley Morgan. Proszę, nie próbujcie mi sprzedać kolejnego ergonomicznego krzesła.”
Pauza. Potem urzędowy brytyjski akcent: „Pani Morgan, tu dr Sheridan z Premier League Medical Board. Mamy pilną prośbę o rehabilitację. Wymagana pełna poufność. Elitarny sportowiec. Potrzebny natychmiastowy plan powrotu do zdrowia.”
Zastygłam w pół kroku. „Nie umawiam się na ślepe randki rehabilitacyjne. Jeśli nie powiecie mi, o kogo chodzi, odpowiedź brzmi nie.”
Zara podniosła się z kanapy jak surykatka. „Premier League?” wymówiła bezgłośnie, wytrzeszczając oczy. „BIERZ TO!”
Zignorowałam ją i przycisnęłam telefon do ucha. „Nie jestem dostępna dla chaosu. Lubię rozkłady. Lubię strukturę. I zdecydowanie nie lubię tajemniczych klientów.”
„Tylko pani ma odpowiednie kwalifikacje,” nalegał Sheridan. „Pani sukces z olimpijską drużyną, opublikowane metody leczenia stawów—nikt inny nie nadaje się do tej sprawy, zwłaszcza w tak krótkim czasie.”
„To powinni byli ulec kontuzji wcześniej,” mruknęłam.
„Potrzebują pani, panno Morgan. Szczerze mówiąc, liga też.”
Kwoty, które podali, sprawiły, że uniosłam brwi. Zara, wciąż obserwując, bezgłośnie spytała: Ile zer? Pokazałam pięć palców.
„Bierz to!” wyszeptała wręcz krzykiem. „Jeśli nie, przysięgam na Boga, że pogonię cię łopatką do naleśników.”
Zasłoniłam telefon i spojrzałam na nią groźnie. „Nie zrobisz tego.”
Zara już stała, wymachując łopatką jak mieczem. „Spróbuj. Mam PMS i jestem emocjonalnie krucha.”
Westchnęłam. „Dobrze. Biorę to. Ale nie jestem z tego zadowolona!”
„Nigdy nie jesteś,” Zara wyszczerzyła zęby, triumfująca.
***
Następnego dnia czekałam na doktora Jamesa w naszym stałym miejscu: ekskluzywnym barze z przyciemnionym światłem i zbyt drogim winem. James był moim podyplomowym romansem od czasów studiów medycznych. Miał metr osiemdziesiąt pięć. Ostry zarys szczęki. Okulary, które sprawiały, że wyglądał, jakby czytał dla przyjemności, choć dobrze wiedziałam, że raczej ogląda reality TV w fartuchu.
Przywitał mnie złośliwym uśmiechem i dwoma gin z tonikiem. „Więc, doktor Morgan. Ratujesz świat, jedno nadwerężone więzadło na raz?”
„Ledwo,” odpowiedziałam, wdzięczna za łyk. „Wczoraj przekupiono mnie i grożono łopatką.”
Roześmiał się, opierając się nonszalancko o lożę z tą swobodą, którą nosił jak perfumy. „Co to za nowy przypadek?”
„Nie mam pojęcia,” odpowiedziałam, rozsiadając się w skórzanym fotelu. „Jakiś anonimowy elitarny sportowiec, za dużo pieniędzy i śmiercionośne zapędy wobec własnego ścięgna. Standard.”
Uniósł brew. „Nawet nie podali nazwiska?”
„Nie. Ściśle tajne. Jakby to było MI6, a nie ktoś, kto zapomniał się rozciągnąć przed sprintem.”
Telefon się rozświetlił.
Spojrzałam i całe moje ciało zesztywniało.
PILNE: Kontuzja Lucasa Rivery poważniejsza niż podawano. Kariera zagrożona bez operacji lub intensywnej rehabilitacji.
Świat zawirował. Mój drink nagle smakował jak popiół. Chociaż jeszcze nie dostałam dokumentacji mojej nowej sześciocyfrowej "gwiazdy", coś w środku mówiło mi, że to on.
James zauważył. „To ten facet, prawda?”
Wpatrywałam się w ekran. W nagłówek. W imię, które żyło pod moimi żebrami jak blizna, która nie chce zniknąć.
„Tak,” powiedziałam cicho, czując pulsowanie w gardle. „To ten facet.”

The Boy I Never Got Over
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101