

Opis
Jestes moja. Nie z wyboru, nie z przeznaczenia-z podboju. Przez krew, ktora przelala twoja dynastia, i przez lancuchy, ktore zaciagneli na moim ludzie. Pojmalem cie, bys cierpiala, by ostatnia Sloneczna Ksiezniczka upadla u mych stop i zrozumiala, ze wasza linia zostala nareszcie zgladzona... Nocny Imperator Kaedan bierze Ariakse jako swoja niewolnice, by stary okrutny czyn odplacic nowa krzywda, wierzac, ze zlamie sie jak kazdy wrog przed nia. Jednak dziewczyna, ktora wiaze runicznym obrozem, odmawia poddania sie. Rzuca mu wyzwanie, pomaga mu zachowac rownowage w szalenstwie, ktore ukrywa, i staje sie jedynym swiatlem, ktorego nie potrafi zgasic. Na dworze opartym na strachu i zemscie potworny krol i pojmana ksiezniczka sa zmuszeni do niebezpiecznej bliskosci-bliskosci, ktora grozi rozplataniem jego nienawisci, odslonieciem jej mocy i rozpaleniem zakazanego przyciagania, przed ktorym zadne z nich nie zdola uciec.
Rozdział 1
Dec 5, 2025
Krwawy Dwór ociekał dekadencją.
Kadzidło wiło się fioletowymi wstęgami ku kopulastemu, obsydianowemu sklepieniu, gdzie łańcuchy srebrnych księżyców pobrzękiwały cicho przy każdym podmuchu gorąca z kadzielnic. Aksamitne poduszki leżały rozrzucone niczym rozlane wino na czarnym marmurowym podłożu. Szlachetni wampirzy arystokraci wylegiwali się w małych grupkach, głaszcząc gardła zakolczonych niewolników haremu, tak jak rozpuszczone dzieci bawią się swoimi pupilami.
A w samym centrum tego wszystkiego—
Kaedan Draven.
Nocny Cesarz spoczywał na tronie, jakby został wyrzeźbiony wyłącznie dla łuku jego kręgosłupa. Obsydianowe skrzydła subtelnie rozpościerały się za nim—nie całkiem widoczne, nie całkiem ukryte. Jego palce spoczywały leniwie na zakrzywionym podłokietniku, podczas gdy prawy but przyciskał zaborczo udo kobiety klęczącej u jego boku.
Seren.
Złotoskóra, owinięta jedwabiem, niebezpiecznie piękna. Pochylała się ku naciskowi jego buta, jakby to było błogosławieństwo. Jej wargi lekko się rozchyliły, oddech drżał. Trzymała wzrok spuszczony, lecz duma promieniała z każdego drżenia jej sylwetki—duma, że klęczy najbliżej niego. Duma, że jest faworyzowana.
Za tronem stał Riven Vail, wyższy niż większość cieni, z rękoma skrzyżowanymi, szczęką wykutą w kamieniu. Jego obroża była z żelaza, nie ze złota, a pozycja stanowiła zarówno nagrodę, jak i broń.
Dwór brzęczał szeptami.
— Mówią, że znalazł nową—
— Prezent z popiołów—
— Ostatnia z linii Słońca—
— Księżniczka zamieniona w niewolnicę…
Seren zesztywniała z ledwie dostrzegalną irytacją, jej palce zacisnęły się na bucie Kaedana. On nie spojrzał na nią. Nie zwracał uwagi na nikogo. Po prostu wypuścił cienką strużkę zimnego powietrza, leniwie, znudzony, czekając.
Czekając na widowisko, które kazał przygotować.
Rozległ się rytm krwistego bębna. Ogromne żelazne wrota na końcu sali zatrzęsły się.
Arystokraci wychylili się do przodu. Niewolnicy haremu zesztywnieli na poduszkach. Seren uniosła podbródek o ułamek, wyczuwając zmianę w powietrzu.
Oczy Rivena zwęziły się, błysnęło w nich ostrzeżenie srebra.
Kaedan wreszcie się uśmiechnął.
— Wprowadźcie ją — przeciągnął.
Drzwi rozwarły się z hukiem.
Dwóch strażników zatoczyło się do sali, niemal pochłoniętych przez oślepiający blask pomiędzy nimi. Cały dwór syknął na widok światła—nienaturalnego światła Słońca, które wciąż oblepiało ją niczym dogasające żagwie.
Ariaxa Solen.
Ostatnia Księżniczka Słońca.
Jej nadgarstki skute były za plecami runicznym żelazem, które syczało przy każdym dotknięciu skóry. Jej suknia—niegdyś ceremonialna—była rozdarta wzdłuż kręgosłupa, zwisała na jednym ramieniu w strzępach. Jej kolana szorowały po marmurze, gdy zmuszano ją do powolnego posuwania się naprzód.
Westchnięcia. Przez harem przeszedł szept:
— Pomiot Słońca.
— Morderczyni.
— Spaliła nasze rodziny…
— W końcu klęka…
Ariaxa uniosła głowę mimo ciężaru łańcucha, który ciągnął ją do przodu. Jej oczy płonęły złotem.
Kaedan powstał z tronu, jakby budził się z przyjemnej drzemki.
— Zatrzymać ją tam — rozkazał miękko.
Strażnicy stanęli. Ariaxa została zmuszona do uklęknięcia. Marmur wgryzł się w jej kolana. Jej oddech był ostry i poszarpany, nie ze słabości—a z furii, której nie śmiała okazać.
Kaedan zszedł z podwyższenia powoli… celowo… każdy krok odbijał się echem jak sędzia zbliżający się do skazańca.
Seren patrzyła na niego z ciemną żądzą. Riven pozostał nieruchomy, nieczytelny.
Kaedan dotarł do Ariaxy i przykucnął. Nie dotknął jej. Przechylił głowę, jakby studiował rzadki okaz bestii.
— Więc — mruknął, jego głos był chłodnym aksamitem — Księżniczka Słońca żyje.
Ariaxa spojrzała na niego wściekle. — Zabij mnie i skończ z tym.
Kaedan zachichotał. Nisko. Okrutnie. Z rozbawieniem.
— O nie — wyszeptał — nie, nie, nie. Śmierć to dla ciebie zbyt łaskawe.
Wyjął obrożę z wewnętrznej kieszeni płaszcza: czarne metalowe okucie wysadzane żywymi runami pulsującymi niczym żyły.
Cały dwór zamilkł. Wargi Seren rozchyliły się z szoku. Wyraz twarzy Rivena drgnął—coś ciemnego, coś niechętnego.
Ariaxa zesztywniała. — Nie dotykaj mnie.
Kaedan pochylił się tak blisko, że poczuła chłód jego oddechu na gardle.
— Małe słońce — wyszeptał — zrobię znacznie więcej niż dotknę.
KLIK. Zatrzasnął runiczną obrożę na jej szyi.
Ból eksplodował w niej niczym błyskawica. Zawyła, wygięła się na marmurze. Dwór zawył w dzikim triumfie. Seren uśmiechnęła się—wolno, zawadiacko. Dłonie Rivena zacisnęły się za jego plecami, aż żelazo jęknęło.
Kaedan powstał płynnie i odwrócił się do widowni.
— Oto — ogłosił, a jego głos rozbrzmiał po sali — ostatnia dziedziczka Królestwa Słońca. Spalona, pokonana, klęcząca na moim dworze.
Wyciągnął dłoń w kierunku Ariaxy, nie dotykając jej, po prostu prezentując ją wszystkim.
— Jest moim osobistym naczyniem zemsty. Jej ród zniszczył mój. Jej ojciec wyrył blizny na moich plecach. Jej ludzie zniewolili moją matkę.
Jego oczy ponownie spoczęły na Ariaxie.
— A teraz — wyszeptał — klęczy przede mną.
Śmiech rozlał się po całym dworze falą. Ariaxa próbowała unieść podbródek. Obroża runiczna poraziła ją bezlitośnie. Padła na dłonie, drżąc.
Kaedan uśmiechnął się.
– Aby zademonstrować posłuszeństwo – kontynuował – sądzę, że potrzebna jest lekcja.
Pstryknął palcami.
– Seren. Riven. Chodźcie.
Seren podniosła się z kocią gracją, jedwabie opadały wokół jej ud. Podeszła do boku Kaedana, oczy błyszczały mroczną rozkoszą. Riven schodził po schodach niechętnie, z zaciśniętą szczęką, nie podnosząc wzroku na Ariaxę.
Spojrzenie Kaedana niebezpiecznie przesuwało się między Seren a Rivenem — nieme, drapieżne polecenie przebiegło przez powietrze jak ostrze.
Jego głos obniżył się do aksamitnej groźby.
– Pokażcie jej – wyszeptał – jak lojalni mi służą.
Seren posłuchała natychmiast.
Nie po prostu uklękła — spłynęła w dół jego ciała jak płynny jedwab, kręgosłupem wyginając się w geście, który był jednocześnie hołdem i bronią. Jej dłonie zaborczo przesunęły się po jego butach, podążając w górę powolnymi, wyćwiczonymi liniami, aż spoczęły powyżej jego kolan. Jej jedwabie rozsunęły się ledwie na tyle, by odsłonić więcej, niż pozwalała skromność.
Westchnienia rozeszły się po dworze. Zazdrosne szepty syczały spomiędzy innych niewolnic.
Za Kaedanem Riven poruszał się zupełnie inną energią — kontrolowaną, potężną, niechętną, lecz zniewoloną.
Położył dłonie na ramionach Kaedana, nie lekko, ale mocno, jakby uziemiał Cesarza... albo powstrzymywał siebie przed czymś gwałtownym. Jego oddech musnął bok szyi Kaedana w sposób, który sprawił, że pobliscy arystokraci niespokojnie poruszyli się w fotelach — zbyt intymne, by było komfortowe, zbyt znajome, by można było to zignorować.
Kaedan wypuścił powietrze powoli, jak człowiek, który rozmyślnie rozkoszuje się oddaniem mającym za zadanie prowokować.
Oddech Ariaxy zaciął się. Żołądek ściągnął się jej boleśnie, gdy usta Seren zawisły niebezpiecznie blisko uda Kaedana.
Jej paznokcie wbiły się w marmurową podłogę, gdy Riven pochylił się do przodu, jego usta były o centymetry od ucha Kaedana, oddech ciepły, kontrolowany, posłuszny.
Kaedan odwrócił głowę ku Ariaxie.
Nie leniwie. Nie okrutnie. Lecz z chłodną rozbawioną miną króla, który zdziera skórę, by zbadać kość pod spodem.
– Patrz.
To jedno słowo uderzyło ją mocniej niż obroża.
Seren wygięła się, przytulając jeszcze bliżej, jej policzek musnął kolano Kaedana w powolnym, pełnym czci geście, który wywołał falę aprobaty pośród szeptów. Palce rozłożyły się na jego udach w pokazie oddania, mającym wypalić zazdrość w skórę Ariaxy.
Oddech Rivena prześlizgnął się po gardle Kaedana.
Jego głos — niski pomruk — ledwie słyszalny.
Szept lojalności. Wyznanie poddaństwa. Przysięga służby. Arystokraci wybuchli mrocznym podnieceniem, pochylając się, by chłonąć widowisko.
Harem przyglądał się z otwartym głodem, niektórzy szeptali pochwały, inni z zazdrości. Łańcuchy zadźwięczały, gdy niewolnicy poruszyli się, nie mogąc oderwać wzroku.
Dłonie Ariaxy ślizgały się po marmurze. Serce łomotało jej boleśnie, zdradziecko. Jej przerażenie skręcało się w coś brzydszego — wściekłość, upokorzenie, obrzydliwie przyciągające uczucie, którego nie chciała nazwać.
Głos arystokratki przeciął salę jak zatruta strzała: – Popatrzcie na nią — nie może tego znieść.
Rozległ się ryk okrutnego śmiechu. Gorąco spaliło policzki Ariaxy. Ciało drżało jej ze wściekłości i wstydu. Nienawidziła Kaedana. Nienawidziła Seren. Nienawidziła obroży palącej jej skórę.
Ale najbardziej — nienawidziła, że Kaedan patrzył na nią prosto w oczy, gdy oni go dotykali.
Nie na Seren. Nie na Rivena.
Na nią .
Kaedan uniósł jedną rękę. Seren zamarła w pół ruchu. Jedno lekkie pstryknięcie palcami odprawiło ją, choć zawahała się u jego boku o ułamek sekundy za długo, łaknąc więcej.
Kaedan nie obdarzył jej spojrzeniem.
Riven odsunął się, lecz nie daleko — szczęka mu się zacisnęła, jakby powstrzymanie się kosztowało go wiele wysiłku.
Kaedan zszedł ostatni stopień naprzeciw Ariaxy, schylając się w powolnym, drapieżnym przysiadzie. Jego obecność wypełniła jej pole widzenia, wypierając dwór, harem, upokorzenie.
Dwa palce zahaczyły pod jej podbródek, zmuszając ją, by uniosła twarz.
Ariaxa gwałtownie nabrała powietrza.
Jego uścisk nie był delikatny. Jego oczy — bezdennie czarne, jak obsydian — nie miały w sobie litości, współczucia, łagodności.
Jedynie posiadanie. Jedynie furia. Jedynie zamiar. Jej oddech zadrżał w gardle jak uwięziony ptak.
Kaedan pochylił się bliżej, niemal muskając czołem jej czoło, jego żar dławił ją, upajał, przerażał. Jej puls bił dziko, zdradziecko i głośno, tak że zapewne mógł go usłyszeć.
– Twoje upokorzenie – wyszeptał, każde słowo powolne i zatrute – dopiero się zaczyna.
Jej serce zabiło gwałtownie. Kończyny jej drżały. Myśli się plątały. Oddech Kaedana musnął jej usta — wystarczająco blisko, by ją spalić, wystarczająco blisko, by zdominować jej zmysły, wystarczająco blisko, że cały dwór wstrzymał oddech.
Uniósł jej głowę jeszcze wyżej z okrutną precyzją, zmuszając ją, by patrzyła tylko w niego.
Jego głos stał się miękki, śmiertelnie groźny.
– Twoje cierpienie zacznie się tej nocy.

The Cruel Emperor’s Bride
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101