
Opis
Rozdarta miedzy dobrem a zlem. Justin jest swiatlem, bezpieczenstwem, dobrem. Alex jest ciemnoscia, niebezpieczenstwem, zlem. Ariana jest rozdarta miedzy nimi. Wie, ze powinna podazac ku swiatlu, ale element ciemnosci zawsze ja fascynowal. Ciemnosc plynie w jej zylach, ciemnosc sprawia, ze jej serce bije szybciej. Ciemnosc ja przyciaga, ciagnie ja do niej jak cme do plonacego ognia. Ktora droge wybierze?
Rozdział 1
Dec 9, 2025
„Dziękuję, że odprowadziłeś mnie do domu.” Uśmiecham się do mojego chłopaka, Justina. Patrzy na mnie z góry, nasze spojrzenia się spotykają, a w jego oczach błyszczy światło. Marszczy brwi i obejmuje mnie mocno w talii.
„Jeszcze kawałek drogi przed tobą. Na pewno chcesz, żebym cię tu zostawił?”
Uśmiecham się na jego nadopiekuńczość. To jedna z rzeczy, które w nim uwielbiam. Kiwnęłam głową, a moje ciemne loki podskoczyły na ramionach.
„Oczywiście, to tylko dwie minuty piechotą tą drogą. Jest późno, powinieneś już iść.”
Wspinam się na palce i oplatam ramionami jego szyję, przyciągając jego głowę, by jego usta spotkały się z moimi. Całuje mnie powoli, a dłonie opierają się o pasek moich szortów. Odsuwam się i opieram czoło o jego czoło, patrząc w jego niebieskie oczy.
„Szczęśliwej rocznicy,” szepczę, z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Justin muska palcami odkrytą skórę wokół mojego brzucha, sprawiając, że drżę w ciemności nocy.
„Szczęśliwego roku, kochanie,” szepcze, odsuwając się ode mnie. Całuje dwa swoje palce, a potem przykłada je do moich ust... dokładnie tak, jak robi za każdym razem, gdy się żegnamy.
„Do zobaczenia.” Uśmiecha się, po czym odwraca się i odchodzi leniwie ulicą. Patrzę za nim przez kilka minut, podziwiając jego urodę z daleka. Odwracam się, myśli wirują mi w głowie, pełne wspomnień dzisiejszego wieczoru. Usta mam wygięte w nieustannym uśmiechu, idąc dalej krótki odcinek do domu. Jest już po północy, drzewa wzdłuż ulicy kołyszą się łagodnie na letnim wietrze. Czuję zapach gorąca w powietrzu i wdycham go głęboko, uwielbiam tę woń.
Jestem już zaledwie kilka domów od siebie, widzę mój mały czerwony samochód zaparkowany z przodu. Zasłony są zasunięte, wiem, że mama i tata już śpią. Idę lekko podskakując, nucąc pod nosem, schylając się, by zawiązać sznurowadło.
Za mną rozlega się niski pomruk silnika samochodu, ale ignoruję go, myśląc, że zaraz przejedzie. Jednak dźwięk staje się coraz głośniejszy, gdy pojazd się zbliża, a ze środka dobiega głośna muzyka. Auto zwalnia, a z wnętrza rozlega się irytowany głos. Odwracam głowę na chwilę, zerkając ostrożnie kątem oka. To ciemnoniebieski sedan, szyby całkowicie przyciemnione. Czuję, jak serce zaczyna mi bić szybciej, gdy słyszę męskie głosy dochodzące ze środka. Nagle drzwi się otwierają i z przerażeniem patrzę, jak ktoś zostaje wyrzucony na ulicę.
Szybko kryję się w cieniu, serce wali mi jak oszalałe. Postać jęczy głośno, uderzając głową o beton przy upadku. Drzwi samochodu natychmiast się zatrzaskują, a auto odjeżdża z piskiem, zostawiając go wijącego się na ziemi z bólu. Oczy rozszerzają mi się ze strachu i przywieram plecami do ściany, pozostając w ukryciu.
Mroczna sylwetka klęka, kaszle i krztusi się. Nie wie, że go obserwuję. Sprawdzam wzrokiem dystans do swoich drzwi — kilka sekund biegu. Nie chcę, żeby mnie zobaczył, jeśli okaże się niebezpieczny, więc postanawiam poczekać, aż odejdzie. Latarnia uliczna obok niego rozświetla jego sylwetkę, gdy podnosi się na kolana, mocno trzymając się za brzuch. Moje oczy rozszerzają się jeszcze bardziej, gdy dostrzegam głębokie rozcięcie na jego czole, z którego krew ścieka po policzku.
Jego twarz.
Cera złocista, opalona. Jakby wrócił z trzymiesięcznych wakacji. Moje oczy robią się duże jak spodki, gdy dostrzegam wyrazistość jego szczęki. Ma duże oczy w kolorze orzecha laskowego, otoczone gęstymi rzęsami. Nawet z bólem na twarzy, nie jest nieprzyjemny dla oka.
Chwieje się lekko na nogach, wydając ciche odgłosy dyskomfortu. Ma na sobie prostą, szarą koszulkę, przylegającą do ramion i pleców. Reszta ubioru jest czarna — obcisłe dżinsy i trampki. Skórzana kurtka leży na ziemi obok niego. Mój wzrok wędruje po jego odkrytym, wytatuowanym ramieniu, skóra pokryta wieloma ciemnymi tatuażami. Jedyne, które rozpoznaję, to czaszki... Jestem jednak za daleko, by dostrzec więcej.
Mocniej zaciskam klucze w dłoni i ustawiam jeden z nich między palcami na wypadek konieczności obrony. Nikomu dzisiaj nie można ufać.
Dopiero gdy prostuje się, widzę, jak wysoki jest ten facet. Szerokie ramiona i rozstawione nogi emanują niebezpieczeństwem, więc zamykam mocno oczy, modląc się, żeby mnie nie zauważył w cieniu. Nie rusza się, jęczy z bólu i podnosi koszulkę, by obejrzeć obrażenia. Wstrzymuję oddech, gdy moje spojrzenie przesuwa się po jego ciele.
Opalony, umięśniony, wyrzeźbiony.
Jego brzuch napina się przy każdym ruchu, a mnie wysycha w ustach — odwracam wzrok. To wydaje się... nie na miejscu. Kolejny jęk bólu każe mi znów na niego spojrzeć; opiera się o ścianę i oddycha głęboko. Nie wygląda najlepiej. Krew na jego twarzy spływa już po szyi, a ja przygryzam dolną wargę, niepewna, co powinnam zrobić.
Czy powinnam zadzwonić po karetkę?
Powoli wstaję, jeszcze mocniej ściskając klucze. On mnie nie słyszy, więc rozważam ucieczkę. Czuję bicie serca w uszach, adrenalina rozlewa się po całym ciele. Gdy tylko robię krok naprzód, on zamiera i odwraca się błyskawicznie. Też zamarzam w miejscu, szeroko otwierając oczy, jakbym została przyłapana na kłamstwie. Po prostu patrzy na mnie, jego ciemne oczy się zwężają.
Moje serce na chwilę przestaje bić i mrugam kilka razy, oboje patrzymy na siebie w ciszy.
„Kim jesteś?” — pyta, przerywając ciszę między nami. Jego głos to niski pomruk, gładki i aksamitny. Przełykam gulę w gardle, rozglądając się za kimś, kto mógłby mnie uratować. Ulica jest pusta, tylko on i ja.
„Muszę iść,” mamroczę, czując narastający w żołądku strach. Odwracam się, by odejść, zrobić tych kilka kroków do... bezpieczeństwa.
„Stój!”
Natychmiast zamarzam, odwracam się, by zobaczyć, jak powoli zbliża się do mnie. Moje oczy rozszerzają się jeszcze bardziej, otwieram usta, by zaprotestować, ale nie wydobywa się z nich żadne słowo. Jestem sparaliżowana ze strachu, wrośnięta w ziemię. Jego kroki są powolne, twarz wykrzywia się z bólu, gdy ciągnie się w moją stronę. Robię krok do tyłu, a on mruży oczy jeszcze bardziej, unosząc jedną idealną brew na widok mojego ruchu.
"Nawet nie myśl o ucieczce, hermosa."
Wciągam głęboko powietrze, ściskając mocniej klucze w dłoni.
"Nie mówię po hiszpańsku" — mamroczę głupio, myśli wirują mi w głowie. Dlaczego nie pozwoliłam Justinowi odprowadzić się prosto do domu?
Wydaje z siebie cichy śmiech, jego oczy błyszczą w ciemności nocy. Ręka wciąż przytrzymuje brzuch i przestaje się zbliżać, gdy dzieli nas już tylko kilka kroków.
"Nie mówisz po hiszpańsku, a jednak wiesz, że mówiłem po hiszpańsku."
Spuszczam wzrok na podłogę, jego palące spojrzenie wywołuje u mnie gęsią skórkę. Głos bezpieczeństwa w mojej głowie krzyczy, by uciekać, nogi rwą się do ucieczki przed niebezpieczeństwem.
"Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię."
Mimo odniesionych ran, jego głos jest silny i pewny siebie. Czuć od niego samozachwyt i arogancję.
"Nie podchodź bliżej" — ostrzegam go, mój głos drży, gdy podnoszę klucz w dłoni, pokazując, że jestem uzbrojona. Spogląda na klucz ściśnięty mocno między moimi palcami, po czym patrzy mi prosto w oczy. Zaczynam drżeć, ręce trzęsą mi się przy bokach. Jego usta drgają, po czym wydaje z siebie cichy śmiech, sycząc z bólu. Marszczę brwi i robię krok do przodu, pokazując, że się nie boję.
Naprawdę się boję. Jestem przerażona.
"Myślisz, że cię nie skrzywdzę? Naprawdę, odejdź ode mnie" — ostrzegam, tym razem pewniej. Unosi wolną rękę w górę, jego twarz wykrzywia się z bólu. Patrzę z niedowierzaniem, jak podnosi koszulkę, odsłaniając miejsce, które ściskał.
"Chcesz mnie dźgnąć, hermosa? Ktoś już cię uprzedził." — mruczy, zamykając oczy, gdy osuwa się na ziemię. Wtedy zauważam krew przesiąkającą przez jego koszulkę, barwiącą tkaninę na czerwono. Z mojego gardła wydobywa się cichy krzyk, zasłaniam usta dłonią.
"O Boże, o Boże."
Nie mogę go tu tak zostawić!
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer alarmowy. Po kilku sekundach po drugiej stronie odzywa się kobieta.
"Dziewięć, dziewięć, dziewięć. Jaki jest twój alarm?"
"Mężczyzna został dźgnięty nożem. Przed moim domem. Adres to czterdzieści dziewięć Highcourt Road, nie wiem, co robić!" — panikuję, szeroko otwartymi oczami ze strachu.
"Czy napastnik wciąż tam jest?"
"Nie" — odpowiadam, przypominając sobie, jak samochód szybko odjechał w dół ulicy. Leżał nieruchomo na ziemi, z zamkniętymi oczami.
"Czy ofiara oddycha?"
"Nie wiem!"
"Musisz to sprawdzić, jak się nazywasz?"
"Nazywam się Ariana."
"Dobrze, Ariana. Musisz sprawdzić tętno. Potrafisz to zrobić?" — pyta mnie, jej instrukcje są stanowcze i jasne. Nabieram gwałtownie powietrza, robiąc kilka kroków w jego stronę.
"To obcy. Nie wiem, kim on jest" — jęczę, patrząc, jak leży kompletnie nieruchomo na ziemi.
"Ariana, możesz uratować mu życie. Musisz sprawdzić tętno i ucisnąć ranę. Karetka będzie za kilka minut. Spokojnie."
Gwałtownie kiwam głową, choć wiem, że nie może mnie zobaczyć. Nogi mi się trzęsą, gdy opadam przy nim na kolana, przykładając palce do jego szyi. Jego skóra jest gładka, ciepła. Mam wrażenie, że za chwilę zerwie się na równe nogi i mnie złapie, po czym zaśmieje się, że to wszystko był żart.
"Ma tętno," mówię do telefonu, odkładając go na ziemię i wciskając przycisk głośnika. Głos doradczyni wypełnia otaczającą mnie ciszę.
"Znajdź źródło krwawienia i uciskaj."
Rozglądam się rozpaczliwie za czymkolwiek i rzucam się po jego kurtkę leżącą kilka kroków dalej. Niezdarnie podciągam jego koszulkę, odsłaniając nagi brzuch, i znów głęboko nabieram powietrza, mając wrażenie, że popełniam coś nieodpowiedniego. Rana pod klatką piersiową patrzy na mnie, krew sączy się z niej nieustannie. Szybko wywracam kurtkę na lewą stronę i używam miękkiego materiału do przyciśnięcia jej do jego ciała. Krew jest wszędzie, na jego złotej skórze, barwiąc ją.
"Co mam teraz robić?" — krzyczę do telefonu, rozglądając się po ulicy w poszukiwaniu pomocy.
"Spróbuj go obudzić, utrzymuj go w rozmowie. Musi pozostać przytomny, ratownicy będą zaraz na miejscu. Świetnie sobie radzisz, Ariana."
Patrzę na jego twarz, brwi ma ściągnięte z bólu. Nie rusza się, nawet nie wygląda, jakby oddychał. Pochylam się, przysuwając ucho do jego ust. Jego zapach natychmiast mnie otula, na chwilę pustoszeje mi umysł. Nadal uciskam jego ranę jedną ręką, drugą dotykam jego policzka, próbując go obudzić.
"Proszę pana?" — pytam rozpaczliwie, czując ciepło jego policzka pod drżącą dłonią. Nie odpowiada.
"Panie Hiszpan?" — próbuję ponownie, lekko klepiąc go po policzku.
"Panie Naprawdę Przystojny Hiszpan?"
Robię się zdesperowana, boję się, że umrze właśnie teraz, przede mną. Jęczy głośno, a ja odskakuję do tyłu, szeroko otwartymi oczami w panice. Jego oczy otwierają się na chwilę, wirujące czekoladowe tęczówki patrzą na mnie.
"Ty też nie jesteś taka zła, hermosa." — uśmiecha się, jego oczy krążą po głowie, jakby zapadał w półprzytomność. Z wrażenia otwieram usta, ale dalej uciskam ranę, krew zalewa wszystko wokół nas.
"Umrę, prawda?" — mamrocze ledwo słyszalnie. Kręcę głową, determinacja budzi się we mnie.
"Nie, nie umrzesz" — mówię stanowczo, słysząc w oddali cichy dźwięk syren. Zadzieram głowę do nieba, łzy frustracji płyną mi po policzkach.
Moje ręce są całe we krwi. Moje ramiona są całe we krwi. Moje ubrania przesiąknięte krwią.
Wciąż czuję smak krwi w powietrzu, gdy po kilku minutach nadjeżdża karetka, zabierając nas oboje do środka i trzaskając drzwiami. Pędzimy przez ulice, a syreny wyją przeraźliwie, podczas gdy oni walczą o jego życie.

The Dark Side
60 Rozdziały
60
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101