

Opis
Sophia Evans dorastala z Liamem Devereuxem-najlepszym przyjacielem jej brata, chlopakiem, ktorego zawsze kochala. Byl jej obronca, jedyna osoba, ktora sprawiala, ze czula sie bezpiecznie, gdy swiat byl okrutny. Dzielili wiez, ktora wydawala sie niezniszczalna, az do pamietnego dnia, kiedy Liam zlozyl jej obietnice: wroci po studiach i beda razem. Ale kiedy nadszedl czas, Liam zniknal bez sladu, lamiac jej serce i pozostawiajac ja w rozpaczy. Lata pozniej, Sophia znajduje sie w Hamptons, stawiajac czola niewyobrazalnemu: jej brat jest w spiaczce, a ona nie ma do kogo sie zwrocic. Zdesperowana, wie, ze tylko jedna osoba moze jej pomoc-Liam. Teraz bezwzgledny, budzacy strach miliarder, nie jest juz tym samym chlopcem, ktorego kiedys kochala. Jego zimna, kalkulujaca postawa jest dalekim echem mezczyzny, ktorym kiedys byl. Bez innych opcji, Sophia przelyka swoja dume i podchodzi do Liama, liczac na laske. Ale Liam nie jest zainteresowany dawnymi obietnicami czy uczuciami. Oferuje jej uklad-swoja pomoc, ale w zamian za cos znacznie bardziej osobistego: pocalunek, ktory przypieczetuje kontrakt zobowiazania. Ona splaci go swoim cialem, a Liam odbierze swoja zaplate, gdy nadejdzie czas. Uwieziona miedzy desperacja a pozadaniem, Sophia jest zmuszona podjac najtrudniejsza decyzje w swoim zyciu. Gdy ich przeszlosc powraca i iskry dawnej wiezi rozpalaja sie na nowo, Sophia musi stawic czola niebezpiecznej wladzy, jaka Liam ma nad nia. Ale czy przetrwa konsekwencje mrocznego ukladu, ktory zawarla, i czy milosc moze naprawde rozkwitnac w swiecie tak skazonym przez wladze i zdrade?
Rozdział 1
May 6, 2025
Sophie Evans
Był pierwszą osobą, którą zobaczyłam na billboardzie, gdy tylko przyjechałam do Nowego Jorku. Liam Devereux.
Widok jego wyrzeźbionej twarzy, tych przeszywających niebieskich oczu, które kiedyś czuwały nade mną niczym cichy strażnik, wywołał we mnie falę emocji.
Myślałam, że pogrzebałam wszystkie wspomnienia o nim, ale widząc jego gigantyczny wizerunek na wysokich ekranach Times Square, zrozumiałam, że się myliłam.
Taksówka szybko przemierzała ulice miasta, neonowe światła rzucały kalejdoskop kolorów na przednią szybę. Ledwie zauważałam zamazany obraz żółtych taksówek, trąbiących klaksonów i tłumu pieszych.
Moje myśli już przeniosły mnie do przeszłości, do czasów, gdy Liam Devereux był tylko chłopcem z diabelskim uśmiechem i sercem, które myślałam, że należy do mnie.
Liam był dla mnie wszystkim na studiach. Chronił mnie przed łobuzami, którzy myśleli, że moja nieśmiała natura czyni mnie łatwym celem.
Odprowadzał mnie do akademika nocą, dzielił się ze mną swoimi najgłębszymi myślami pod gwiazdami i sprawiał, że czułam się jak najważniejsza dziewczyna na świecie. Myślałam, że łączy nas nierozerwalna więź, tak silna, że nic jej nie przerwie.
Ale się myliłam.
Kiedy myślałam, że w końcu poprosi mnie, bym została jego dziewczyną, zniknął bez śladu.
Żadnych telefonów, żadnych wiadomości, nic. Jakby nigdy nie istniał. Ból tej zdrady sprawił, że uciekłam z Nowego Jorku. Spakowałam walizki i wyjechałam do Londynu na studia, przysięgając, że nigdy więcej nie stanę na tej ziemi.
A jednak tu byłam, z powrotem w miejscu, które przysięgałam zapomnieć.
A pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam, był on.
Potrząsnęłam głową, zmuszając się do skoncentrowania na powodzie, dla którego wróciłam, na Lucasie. Moim bracie.
Taksówka zatrzymała się przed szpitalem, którego czerwono-biały neon świecił złowieszczo na tle ciemnego nieba.
Guzek utknął mi w gardle, gdy płaciłam kierowcy i wysiadłam. Sterylna woń antyseptyków wypełniała powietrze, mieszając się z lekkim aromatem deszczu po wcześniejszej mżawce.
Z lekko drżącymi palcami wykręciłam numer, który zadzwonił do mnie tego ranka, ten, który zszokował mnie wiadomością, że Lucas trafił tutaj.
Po kilku dzwonkach połączenie zostało nawiązane.
"Halo?" Odpowiedział zmęczony i napięty głos kobiety.
"Jestem Sophie Evans," powiedziałam szybko, mój głos drżał bardziej, niż bym chciała. "Właśnie przyjechałam do szpitala. Gdzie powinnam iść?"
Była krótka przerwa, zanim odpowiedziała. "Wejdź do środka. Spotkam się z tobą przy wejściu."
Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez automatyczne szklane drzwi. Jasne światła wewnątrz pogłębiały mój pulsujący ból głowy. Moje oczy przeszukiwały lobby, a potem ją zobaczyłam.
Kobieta, prawdopodobnie około dwudziestki, stała blisko recepcji, mocno trzymając telefon. Miała drobną sylwetkę, długie falujące brązowe włosy i bladą twarz, na której malowało się zmartwienie. W momencie, gdy mnie zauważyła, jej usta zadrżały, a ona szybko zakończyła połączenie.
Podchodziła do mnie niepewnie, a potem, jakby nie mogąc się powstrzymać, objęła mnie ramionami. Ciepło jej uścisku zaskoczyło mnie.
Gdy się odsunęła, zauważyłam pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku.
"Jestem Benita," powiedziała cicho.
Benita. Imię brzmiało znajomo, ale nie przypominałam sobie, żeby Lucas kiedykolwiek wspominał o dziewczynie. Zawsze był tak prywatny w kwestii swojego życia osobistego.
Pokiwałam głową, starając się ukryć moje zaskoczenie. "Jesteś... jego dziewczyną?"
Przełknęła ciężko, jakby słowa były trudne do wypowiedzenia. "Tak."
Przez chwilę studiowałam jej twarz, szukając jakichkolwiek oznak nieuczciwości, ale wszystko, co widziałam, to czysty ból.
Sięgnęła po moją dłoń, delikatnie ją ściskając. "Chodź ze mną."
Pozwoliłam jej poprowadzić mnie wzdłuż długiego, słabo oświetlonego korytarza. Ściany były pomalowane w stonowane odcienie błękitu, a w oddali odbijał się delikatny dźwięk monitorów.
Ścisnęłam mocniej swoją torbę. Moje serce waliło z każdym krokiem, który stawialiśmy.
"Benita," powiedziałam w końcu, mój głos ledwo słychać. "Co się stało z moim bratem?"
Zatrzymała się i odwróciła się do mnie. Jej brązowe oczy błyszczały pod fluorescencyjnymi światłami.
"Był wypadek," powiedziała, a jej głos się załamał. "Lucas wracał do domu późno, gdy jego samochód stracił kontrolę. Uderzył w barierkę i kilkakrotnie przewrócił się, zanim się zatrzymał. Ratownicy znaleźli go nieprzytomnego. Od tego czasu jest w śpiączce."
Czułam, jak świat się chwieje pod moimi stopami.
"W śpiączce?" Mój głos wyszedł zdławiony.
Benita skinęła głową, jej dłonie drżały, gdy ocierała nową łzę. "Lekarze powiedzieli, że jego stan jest stabilny, ale nie wiadomo, kiedy, lub czy, się obudzi."
Stałam zamrożona, nie mogąc przetworzyć tych słów.
Lucas. Mój jedyny brat. Chłopiec, który ganiał za świetlikami w naszym ogródku. Ten, który nazywał mnie "drugą mamą", bo zawsze się nim opiekowałam, gdy byliśmy młodsi. Ten sam Lucas, który obiecał odwiedzić mnie w Londynie zeszłego lata, ale nigdy nie dotarł.
A teraz leżał w szpitalnym łóżku, nieprzytomny.
Ciężar tej wiadomości uderzył we mnie nagle, odbierając mi oddech.
"Nie," wyszeptałam, kręcąc głową. "Nie, nie, nie..."
Benita ponownie sięgnęła po moją rękę, ale ledwie to poczułam. Moje uszy dzwoniły. Mój wzrok się zamazał.
To nie mogło być prawdziwe.
To musiał być koszmar.
A jednak zimne, sterylne ściany szpitala, słabo migoczące światła nad głową i zapach antyseptyków mówiły mi coś innego.
Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale słowa nie wychodziły. Ostry, duszący ból ścisnął mi klatkę piersiową.
Nagle usłyszałam głos za sobą.
"Panna Evans?"
Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam zbliżającego się lekarza w niebieskim kitlu z clipboardem w ręku. Miał zmęczone oczy, takie, które widziały zbyt wiele bezsennych nocy i zbyt wiele bólu.
"Jesteś siostrą Lucasa?" zapytał.
Szybko skinęłam głową, moje gardło było zbyt suche, by wypowiedzieć słowa.
Westchnął, zerkając na kartę, którą trzymał. "Stan twojego brata jest krytyczny. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby go ustabilizować, ale jego aktywność mózgu jest niska. Musimy być przygotowani na wszelkie możliwości."
Te słowa sprawiły, że nogi się pode mną ugięły.
Benita cicho westchnęła obok mnie, zakrywając usta dłońmi.
Ścisnęłam pięści, próbując uspokoić oddech. "Co... co mówisz? Czy mówisz, że jest szansa, że się nie obudzi?"
Lekarz zawahał się, a potem powiedział: "Jego obrażenia są poważne. Jego organy zostały poważnie uszkodzone. Ustaliliśmy, że potrzebuje pilnego przeszczepu."
Odebrało mi dech w piersiach.
"Przeszczepu?" Wydusiłam, mój głos podniósł się w tonacji.
Lekarz spojrzał mi w oczy z ponurym wyrazem twarzy. "Tak. Bez niego nie przeżyje."
Te słowa uderzyły we mnie jak pociąg towarowy. Mój wzrok zaczął wirować i fala zawrotów głowy zalała mnie.
Wydusiłam zdławiony krzyk, a dźwięk odbił się echem w pustym korytarzu.

The Devil's Kiss
20 Rozdziały
20
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101