

Opis
Harper Evernight has spent years as the pack’s scapegoat—an “unfit” Luna, a disappointing daughter, a constant embarrassment. The only light in her life is her little girl, Ava. But one night of whispered gossip, cruel judgment and a single terrible moment by the lake shatters everything, and the pack is all too eager to decide Harper is to blame. On the brink of losing everything, Harper is offered the one thing no one ever gets: a chance to do it over. This time, she knows exactly how much danger surrounds her—behind her husband’s smile, her parents’ disappointment, and her sister Celeste’s angelic mask. Armed with the truth and a burning will to protect her child, Harper steps back into the past determined to change the ending.
Rozdział 1
May 5, 2026
POV Harper
Siniaki na moich ramionach pulsowały pod czarnym jedwabiem sukienki, pięć idealnych odcisków palców tam, gdzie Weston ścisnął mnie zeszłej nocy.
"Nie zawstydzisz mnie już nigdy więcej, Harper."
Jego słowa wciąż rozbrzmiewały mi w głowie, gdy wciskałam się głębiej w róg balowej sali Silvercrest, obserwując, jak świętowanie watahy wiruje wokół mnie, jakbym tonęła w zwolnionym tempie.
Przyzwyczaiłam się przez lata do takiej niewidzialności, do robienia się mniejszą i cichszą, do nauki, że obrona siebie nie daje nic poza jeszcze większym okrucieństwem…
Może właśnie to robią z tobą lata nienawiści. Sprawiają, że czujesz się bardziej jak plugawy cień niż człowiek.
"Mama, na rączki?" Cichy głos Avy przedarł się przez moją mgłę.
Moja trzyletnia córeczka podniosła rączki, a ja uniosłam ją, mimo ostrego protestu żeber. Była jedyną osobą w całej tej sali, która patrzyła na mnie bez obrzydzenia czy litości w oczach.
"Bądź blisko mamy, kochanie," szepnęłam w jej ciemne loczki, identyczne jak moje.
"Co za wstyd," głos pani Henderson rozbrzmiał celowo ponad dźwiękami kwartetu smyczkowego. "Minęły lata, a ona wciąż nie wie, jak zachować się jak prawdziwa Luna. Zawodzi we wszystkim, co jej powierzono."
Kobieta obok niej, jedna z nowych transferów watahy, pochyliła się z udawaną ciekawością. "Ach tak?"
"Niektóre wilczyce naprawdę nie mają za grosz szacunku do siebie," oznajmiła pani Hayes, moja teściowa, sunąc obok, a jej głos był dostatecznie głośny, by wszyscy słyszeli. "Biedny Weston miał przed sobą taką świetlaną przyszłość, zanim…"
Urwała, a jej spojrzenie prześlizgnęło się po mnie, wyrażając wszystko aż nazbyt jasno.
Milcz. Nic nie rób. Nie prowokuj. W końcu sobie pójdą.
To mantra, z którą dziś żyję, lecz nawet powtarzana w kółko w głowie nie wymazuje szkód wyrządzanych przez okrucieństwo wszystkich wokół.
Połknięcie tego wszystkiego jest trudne i ma gorzki smak żółci, ale i tak jest lepsze niż stawianie czoła złości i irytacji Westona z powodu "mojego złego zachowania" później.
"Harper, kochanie!" Żona Gammy Jamesa, Patricia, pojawiła się z kręgiem swoich zwolenniczek. "Właśnie opowiadałyśmy Sarze, jak ty i Weston się poznaliście. Co za... dramatyczna historia."
Oczy Sary błyszczały głodem świeżych plotek. "Słyszałam urywki, ale—"
"Musisz koniecznie poznać całą tragedię," ciągnęła Patricia, słodkim jak syrop głosem. "Nasza biedna Celeste i Weston byli nierozłączni od dzieciństwa. Wszyscy myśleli, że są sobie przeznaczeni. Byli idealni razem."
Moja siostra właśnie wtedy przeszła obok w nieskazitelnej bieli. Zawsze nosiła biel, wieczna święta dziewica, a jej zielone oczy rozszerzyły się, gdy Patricia mówiła dalej.
"Ale pierwsza ruja Harper przyszła podczas jednego z letnich festiwali i Weston nie mógł się powstrzymać, pomógł jej przez to przejść. Po tej nocy zaszła w ciążę."
Słyszałam tę historię z cudzych ust niezliczoną ilość razy. I znam ukryte myśli, gdy rzadko próbują być szlachetni i nie krytykować swojej Luny otwarcie.
Że dokładnie wiedziałam, co robię. Że celowo rzuciłam się na Westona, gdy był podatny na feromony każdej samicy. Że chciałam odebrać mojej siostrze wszelkie szanse na związanie się z naszym Alfą.
Że jestem żałosną, zazdrosną i okrutną starszą siostrą.
Usta Patricii zaciśnięte były w dezaprobacie. "Celeste była taka szlachetna, ustępując siostrze, chociaż złamało jej to serce."
"To nie…" zaczęłam, ale słowa umarły, gdy dwanaście par oczu zwróciło się ku mnie z identycznym wyrazem pogardy.
"Wciąż się tłumaczysz?" Głos mojej matki przeciął powietrze niczym ostrze. Podeszła z wdziękiem, lecz jej oczy, gdy napotkały moje, były lodowate. "Daj mi Avę. Jesteś zbyt niestabilna, by się nią zajmować."
"Mamo, wszystko w porządku."
"Tak jak w zeszłym miesiącu, gdy zapomniałaś ją odebrać z przedszkola?" jej idealnie wypielęgnowane paznokcie wbiły się w mój nadgarstek, gdy wyciągnęła Avę z moich ramion. "Trzy godziny, Harper. Była tam trzy godziny po zamknięciu."
Chciałam krzyknąć, przypomnieć, że to Weston miał ją odebrać. Że był tak zajęty swoim popołudniowym "spotkaniem", że nie miał czasu mi powiedzieć, że nie może odebrać własnej córki.
Ale słowa i tak zostałyby przekręcone w kolejną porażkę, kolejną wymówkę. Jak zawsze.
"Chodź do babci, skarbie," matka zamruczała do Avy ciepłym, kochającym głosem.
Kieliszek z winem zadrżał lekko, gdy go odebrałam, ale zmusiłam się, by trzymać go pewnie.
"Mama, siku!" Ava nagle oznajmiła, wiercąc się w ramionach babci.
"Ja ją wezmę," wyciągnęłam rękę, desperacko szukając wymówki, by uciec.
"Pozwól mi." Celeste pojawiła się jak złoty duch, jej uśmiech był błogosławiony. "Wyglądasz, jakbyś potrzebowała przerwy, siostro. Wezmę naszą ukochaną dziewczynkę, nie martw się."
Podniosła Avę z wprawą, a moja córka poszła chętnie—dlaczego miałaby nie? Ciocia Celeste zawsze miała cukierki, zawsze się bawiła, zawsze się uśmiechała.
"Taka cudowna ciocia," ktoś szepnął. "Byłaby taką idealną matką."
"Gdyby tylko…" dodał ktoś inny, znacząco.
Sugestie zawisły w powietrzu jak trucizna, gdy Celeste wynosiła moją córkę.
Gdy potem mój ojciec pojawił się przy moim ramieniu, jego obecność Bety przyciągała uwagę, nie byłam przygotowana na kolejną zniewagę.
"Oto jesteś, Harper. Właśnie rozmawiałem o sojuszu z watahą Riverside," powiedział, nie patrząc na mnie bezpośrednio. "Przez twoją ostatnią porażkę straciliśmy rok negocjacji."
"Ojcze, ja nie…"
"Może gdybyś była bardziej jak twoja siostra," kontynuował, jego głos ciężki od rozczarowania. "Celeste nigdy nie obraziłaby partnerki Alfy, sugerując, że jej szczenięta wyglądają na 'zmęczone'. Wiesz, co to znaczy w ich kulturze?"
Wiedziałam dokładnie—nic. To była wymyślona obraza, ale moje protesty tylko pogorszyłyby sprawę.
Nie mogłam oddychać. Ściany zbliżały się, szepty wokół stawały się rykiem przez następne piętnaście minut. Opróżniłam kieliszek wina, potem kolejny, próbując znieczulić nieustający ból wiecznego bycia w błędzie, wiecznego bycia mniej niż innymi.
Mam już tego dość… Czy to się kiedyś skończy?
Nikt nie zauważył, gdy się wymknęłam—albo może zauważyli i byli wdzięczni za moją nieobecność.
Obcasy stukały o marmur, gdy wspinałam się prywatnymi schodami do skrzydła rodziny Alfy, szukając pięciu minut spokoju w mojej własnej sypialni, z dala od spojrzeń i osądu.
Dźwięki uderzyły mnie, zanim dotarłam do drzwi. Rytmiczne. Znajome. Ten rodzaj dźwięku, który nawiedzał moje małżeństwo od początku.
Przez uchylone drzwi sypialni zobaczyłam ich.
Szerokie plecy Westona, mięśnie napinające się, gdy poruszał się między rozchylonymi udami. Kobieta pod nim wygięła się, jej jęki były teatralne i głośne, celowo wystawiane. Jej twarz była odwrócona, ukryta pod kątem, ale jej rozkosz była aż nazbyt prawdziwa.
"Właśnie tak, kochanie," warknął Weston, jego głos gruby od satysfakcji, której nigdy nie okazywał ze mną. "Jesteś taka dobra pod moim ciałem. O wiele lepsza niż…"
Cofnęłam się, moje ciało zdrętwiałe od tej zdrady.
Cztery lata tego. Cztery lata bycia niechcianą Luną, partnerką, której nigdy nie wybrał, ciężarem, który był zmuszony dźwigać. Moja stopa trafiła na skrzypiącą deskę, ale nie przerwali, zbyt pogrążeni w namiętności, by zauważyć, albo po prostu nie dbali o to, czy zostaną przyłapani.
Wtedy to usłyszałam—krzyki z zewnątrz.
Nie były to okrzyki radości. Tylko przerażenie.
"AVA!" Wiele głosów krzyczało imię mojej córki. "Gdzie jest Ava? O bogini—"
Moja wilczyca zawyła, rozdzierając mnie od środka, gdy rzuciłam się biegiem, pokonując schody po trzy na raz.
Krzyki narastały, coraz bardziej histeryczne, a świat wokół mnie przechylił się, zawężając do pojedynczego punktu czystego przerażenia.

The Discarded Luna’s Second Chance
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101