

Opis
,,Upewnij sie, ze go nie zawstydzisz," syknela Lady Mirelle. Seren Veris zaplanowala idealne przyjecie dla swojego meza, Calyxa Dariona-tylko po to, by zobaczyc, jak wchodzi do sali balowej z inna kobieta i oglasza swoje zareczyny. Z kims innym. ,,Ona jest ladniejsza," mowili. ,,Jutro nikt nie bedzie o tobie pamietal." Ale Seren sie nie zlamala. Wyszla-i zabrala wszystko ze soba. Bo Seren nie byla tylko porzucona zona. Byla ukryta corka Magistrata Generala Verisa, spadkobierczynia jednego z najpotezniejszych nazwisk w Dominium. ,,Nigdy nie pasowalas," powiedzial jej Calyx. ,,W takim razie chce rozwodu," odpowiedziala. W chwili, gdy podpisala swoje imie, ich imperium zaczelo upadac. A z cienia przygladal sie temu Riven Talen-kuzyn Vireyi. Spadkobierca polityczny, wyslany, by wspierac wroga. Ale on widzi Seren taka, jaka naprawde jest. Widzi, co jej zrobili. ,,Ona cie nie zniszczyla," mowi Riven. ,,Ona cie przetrwala. I mimo wszystko, wciaz jest najpiekniejsza osoba w tym pokoju." Teraz to Seren jest kobieta trzymajaca wladze. I ma dosc gry wedlug cudzych zasad.
Rozdział 1
May 30, 2025
„Upewnij się, że go nie zawstydzisz”, wysyczała Lady Mirelle, a Seren wiedziała, że nóż już tkwił w jej plecach.
Balowa sala lśniła pod złotymi żyrandolami, ożywiona miękkim blaskiem świec i szelestem jedwabiu. Seren przesuwała się powoli, z gracją, jej oczy sprawdzały każdy stół, każdą złożoną serwetkę, każdy migoczący płomień świecy. Spędziła tygodnie, dopracowując ten wieczór. To była uroczystość Calyxa—jego zwycięstwo w uzyskaniu nowego układu handlowego—i każdy jej szczegół był przez nią starannie zaplanowany. Jej suknia miała kolor srebrzystego błękitu i była nieskazitelna, hafty delikatne i ciche jak ona sama. Uśmiech nie schodził jej z twarzy—uprzejmy, wyćwiczony, elegancki i cichy, jakby przez całe życie uczyła się tego, by nie rzucać się w oczy.
Za wachlarzem szeleszczącym w dłoni rozległ się głos Kaeleny.
„Przynajmniej obsługa wygląda dziś przyzwoicie”, wyszeptała siostra Calyxa, choć wcale nie szeptała.
Jej matka, Lady Mirelle, nawet nie raczyła spojrzeć w stronę Seren. Pochyliła się tylko i odezwała niskim, urywanym tonem, który miał zaboleć.
„Upewnij się, że go nie zawstydzisz”, powiedziała i odeszła, zanim Seren zdążyła odpowiedzieć. Jakby kiedykolwiek miała to zrobić.
Stała samotnie, otoczona śmiechem, czekając. Trzymała wyprostowane plecy, palce lekko zgięte przy bokach, udając, że nie słyszy szeptów ani nie dostrzega spojrzeń. Wpatrywała się w łukowate wejście, gdzie Calyx powinien wejść już dawno. Muzyka grała dalej, płynna i pełna gracji, wypełniając przestrzeń między biciem jej serca a nadzieją.
Wtedy przez salę przetoczył się głos herolda. „Lord Calyx Darion, dziedzic rodu Darion, i Lady Vireya Talen z Dominium Talen.”
Muzyka zadrżała. Jeden dźwięk zapiszczał. Cisza była nagła, elektryzująca. Głowy się odwróciły. Wszyscy na chwilę wstrzymali oddech.
Calyx pojawił się, ubrany w czerń i złoto, wysoki i opanowany. Jego ramię obejmowało kobietę, której nikt się nie spodziewał. Była piękna w okrutny, oszałamiający sposób. Vireya Talen miała na sobie głęboko zielony jedwab, który przylegał do niej tak, jakby do niej należał, jakby ona należała do Calyxa. Jej uśmiech był jasny i oślepiający, gdy wchodzili do sali jak para królewska. Powietrze się zmieniło.
Calyx uniósł kielich, nie spojrzawszy ani razu w stronę Seren.
„Dzisiejszy wieczór to nie tylko sukces rodu Darion”, powiedział głosem gładkim i odległym, „lecz także nowy sojusz. Przyszłość naszego domu musi być zabezpieczona najsilniejszymi więzami. Mam zaszczyt ogłosić moje zaręczyny z Lady Vireyą.”
Seren nie oddychała. Nie mogła.
Rozległy się oklaski, najpierw nieśmiałe, potem coraz głośniejsze, jak fala wymuszonego świętowania. Jej dłoń drżała, gdy sięgała po kieliszek z winem, ściskając go za mocno. Trzask przeciął nóżkę. Jej knykcie zbielały. Hałas ją ogłuszył. Jej twarz była nieruchoma, wyćwiczona, zastygła w miejscu. Nie mogła się ruszyć.
Kaelenna przeszła znowu obok, wachlarz miała już zamknięty, głos łagodny i ostry. „Powinnaś mu podziękować”, rzuciła z kpiącym uśmiechem. „Ona jest ładniejsza.”
Seren odwróciła się i ruszyła, zanim nogi mogłyby ją zdradzić. Jej obcasy cicho stukały o posadzkę. Nie biegła, ale szła szybko i pewnie, przecinając tłum, który rozstępował się bez słowa. Nikt jej nie zatrzymał. Nikt nawet nie spróbował.
Drzwi na taras rozwarły się. Wiatr szarpał suknią Seren, gdy stała przy kamiennej balustradzie, palce zaciśnięte na zimnym marmurze. Ból ściskał jej pierś, ale oczy pozostały suche. Nawet łzy nie odważyły się płynąć.
„To ty zbudowałaś ten wieczór”, odezwał się za nią głos, cichy i niski—nieznajomy, ale pewny.
Nie odwróciła się.
„A on użył go, by cię wymazać”, głos ciągnął.
Słowa cięły głębiej, niż powinny, nie tylko przez swoją prawdę, ale przez ból, który za nimi stał.
„Obserwowałem cię”, powiedział, podchodząc bliżej. „Pracowałaś tygodniami. Każdy szczegół—twój dotyk był w każdym z nich. A on oddał to wszystko jej.”
Seren nadal milczała. Jej oddech był powolny i ostry, trzymała się w całości na kruchych nitkach woli. Jedno złe słowo mogłoby wszystko zniszczyć.
„To nie był przypadek”, dodał mężczyzna. „To było zamierzone. Chciał, żebyś wiedziała. Chciał, żeby wszyscy wiedzieli.”
Jej głos w końcu się odezwał, cichy, lecz stanowczy. „Zadbał o to, by to było publiczne. Chciał, żeby upokorzenie zostało.”
Za nimi sala pulsowała fałszywą radością: muzyką, śmiechem, dźwiękiem szkła uderzającego o szkło. Jakby nic się nie rozpadło.
„Nawet na mnie nie spojrzał”, wyszeptała Seren. „Ani razu.”
„Nie zasługuje na to.”
To sprawiło, że odwróciła się lekko—na tyle, by spotkać jego wzrok.
Stał krok dalej. Wysoki i szczupły, sylwetka o ostrych kątach, jak cień narysowany tuszem. Kruczoczarne włosy kręciły się przy linii szczęki, rozwiane przez wiatr. Jego oczy, burzliwe srebro, patrzyły na nią z cichą intensywnością, która paliła jak wyznanie. Ubrany w czerń, nie dla efektu, lecz jakby noc sama go wybrała.
„Kim jesteś?” zapytała, bez niechęci. Po prostu zmęczona.
„Jestem Riven”, odpowiedział, teraz łagodniej. „Kuzyn Vireyi. Przyjechałem właściwie, by ją wesprzeć. Nie wiedziałem... nie wiedziałem, że Calyx był już żonaty. Nie milczałbym, gdybym wiedział.”
Seren mrugnęła, zaskoczenie ledwie przełamało otępienie. „Jesteś jej kuzynem?”
Kiwnął lekko głową. „Trzymałem się z boku. To nie było moje miejsce. Ale nie mogłem patrzeć na to z cienia. Nie znowu.”
Jej dłonie zacisnęły się w pięści.
„Oddałam mu wszystko”, powiedziała. „Każdy kawałek siebie.”
„Nie zasłużyłaś na to”, odparł Riven. „Nikt nie zasługuje.”
Spojrzała wtedy na niego—naprawdę spojrzała. I przez jedną zawrotną chwilę znienawidziła, jak piękny był. Jak spokojny. Jak bliski.
Jego palce musnęły jej dłoń. Ledwie dotyk, a przeszło przez nią jak iskra.
Seren przełknęła ślinę. „Powinieneś odejść.”
Jego oczy szukały jej jeszcze przez długą chwilę, potem odsunął się—na tyle, by między nimi znów mogło zapanować chłodne powietrze.
Bez słowa odszedł.

The General’s Forgotten Daughter
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101