

Opis
W zlotych swiatyniach starozytnego Egiptu Persenet sluzy w cieniu-pol-Greczynka, ktora skrywa wstydliwe, zlote wlosy pod ciezkimi perukami, znoszac pogarde z powodu obcej krwi. Kiedy jej narzeczony wybiera zamiast niej jej czystokrwista siostre, zdrada pcha ja na brzeg Nilu, gotowa oddac sie jego mrocznym wodom. W Zlotym Domu, gdzie konkubiny szepcza o dawnych klatwach, a kobiety znikaja w palacowych cieniach, Persenet odkrywa, ze jej los jest znacznie bardziej zlozony niz zwykla sluzba. Wezwana przed mlodego faraona, zostaje uwiklana w tajemnice, ktore wymykaja sie ludzkiemu pojmowaniu. Jej znamie plonie boskim zarem w obecnosci wladcy, zas bursztynowe oczy skrywaja sekrety zmieniajace sie niczym pustynny piasek.
Rozdział 1
Jan 20, 2026
POV Persenet
Jego dłonie są w moich włosach, odchyla moją głowę, by odsłonić gardło, a ja nie mogę oddychać — i nie chcę. Karmazynowe oczy płoną w moich, głodne tak, że całe ciało boli z tęsknoty. Ciemnoczerwone włosy opadają wokół nas jak kurtyna, gdy przyciągam go bliżej.
Jego usta są gorące przy moim pulsie, zęby muskają skórę, która płonie, pragnąc więcej. Powietrze między nami smakuje mirrą i czymś... ciemniejszym.
Czymś pradawnym, co wzywa do części mnie, której nie rozpoznaję.
— Moja — warczy przy moim gardle.
To słowo wibruje przez moje kości jak świątynne bębny i zgadzam się. Błagam, wyginając się ku niemu, gdy jego dłonie zjeżdżają niżej. Zawłaszcza mnie z taką siłą, która powinna przerażać, a sprawia, że czuję się pełna, gdy jego palce sięgają—
— Enet! — Głos Tameri rozbija wszystko na kawałki. — Na Hathor, jęczysz jak kotka w rui!
Wyrywa mnie ze snu w ostre światło poranka, które wpada przez wąskie okno mojej komnaty. Moje ciało wciąż pulsuje od upiornego dotyku mężczyzny, którego twarz rozpływa się jak dym w chwili, gdy otwieram oczy.
Za każdym razem. Za każdym przeklętym razem tracę go, zanim zobaczę, kto dręczy moje sny rozkoszą bardziej prawdziwą niż życie na jawie.
— Musimy przygotować się do służby w świątyni — ciągnie dalej przyjaciółka, już odciągając szorstkie lniane zasłony, by zalać ciasną komnatę pierwszym światłem Ra.
Pokój — jeśli można tak nazwać składzik przerobiony na schronienie dla niechcianej córki — wypełniają dźwięki budzących się Teb: handlarze zachwalający chleb, osły ryczące, odległy śpiew kapłanów witających słońce.
— Chyba że planujesz tłumaczyć ojczymowi, dlaczego córka jego żony z nieprawego łoża spóźnia się na obowiązki?
Jęczę, wciskając dłonie w oczy. Sen przylega do mnie jak olej na wodzie, niemożliwy do zmycia. — Daj mi chwilę…
— To znowu ten sam sen? — pyta Tameri, jej głos mięknie, gdy siada na mojej macie do spania. — Ten ze nieznajomym?
Wstyd zalewa mnie jak doroczna powódź, topiąc wszystko na swej drodze. Jak wyjaśnić, że te sny zaczęły się trzy miesiące temu, w noc, gdy Khenti wyruszył na wyprawę?
Jak powiedzieć jej, że każdej kolejnej nocy zdradzam ukochanego w wizjach tak realnych, że budzę się z obcym pocałunkiem na ustach?
— Tak… — Mój głos brzmi ciszej, niż zamierzałam, ciężki od winy, która gryzie moje ka niczym głodny szakal. — Tam, co ze mną nie tak? Już niedługo oficjalnie zwiążę się z człowiekiem, którego kocham, a śnię o cudzych rękach, cudzych ustach—
— To tylko sen, habibti. — Ściska mnie za ramię. — Sny nic nie znaczą, gdy prawdziwy mężczyzna z krwi i kości czeka, by uczynić cię żoną. Bogowie zesyłają nam dziwne widzenia, by wystawić nas na próbę. Poza tym… — dodaje ze złośliwym uśmiechem.
Tym samym, który przypomina mi, dlaczego jest moją jedyną przyjaciółką w tym domu pełnym skrywanej nienawiści.
— Może to Khenti śni ci się pod inną postacią, przemieniony przez twój śpiący umysł w kogoś bardziej... egzotycznego. Bardziej niebezpiecznego.
Chcę jej wierzyć, ale znam dotyk Khentiego. Delikatny i niepewny, traktuje mnie tak, jakbym miała się rozpaść, jakby piętno mojej greckiej krwi czyniło mnie kruchą.
Nieznajomy w moich snach traktuje mnie, jakbym była już jego, jakbym zawsze była jego. Jakbym urodziła się, by płonąć pod jego dłońmi.
— Chodź — ponagla Tameri, podnosząc mnie na nogi. — Musimy się śpieszyć.
Ubieram się szybko w grubo tkany len, odpowiedni dla służki, choć technicznie jestem pasierbicą Najwyższego Kapłana. Ta różnica niewiele znaczy, gdy wszyscy znają prawdę.
Jestem widocznym przypomnieniem wstydu mojej matki. Bękartem greckiego marynarza, którego nie zdołała ukryć ani się pozbyć.
Moje palce pracują automatycznie, mocując ciężką czarną perukę, która kryje moją największą hańbę: włosy w kolorze nadmorskiego piasku lub słomy. Wyraźnie odziedziczone po ojcu, który odpłynął, zanim zaczerpnęłam pierwszy oddech.
Przechodzimy przez ulice o świcie w stronę Świątyni Anubisa, mijając miasto Teb obudzone do życia i handlu, niczym symfonia.
Trzymam głowę spuszczoną, peruka ciężka i pewnie zamocowana, choć pot już zbiera się na karku w narastającym upale.
— Trzy miesiące — szepczę do Tameri, mijając posąg Totmesa III. — Trzy miesiące wyprawy wojennej, a dziś Khenti wraca. W ostatnim liście obiecał—
— Że uczyni cię najszczęśliwszą kobietą w całym Egipcie — kończy Tameri, która pomagała mi czytać ten list dziesiątki razy przy lampie, gdy dom spał. — Widzisz? Już żadnych wyrzutów sumienia przez sny o nieznajomych. Twój prawdziwy ukochany wraca, by cię poślubić.
Świątynia Anubisa wyrasta przed nami niczym góra cienia.
Moja siostra stoi przy wejściu w nieskazitelnej białej lnianej szacie przerzuconej przez jedno ramię, ułożonej idealnie. Jej skóra muśnięta słońcem, piersi ozdobione złotem, które łapie światło niczym małe gwiazdy.
Uśmiech Nefertari zwiódłby samych bogów. Ciepły i serdeczny, uosobienie oddanej kapłanki witającej świt.
Dopóki tłum nie przejdzie.
— Persenet — mówi, a moje imię staje się w jej ustach czymś nieczystym. — Jesteś prawie spóźniona. Znowu.
Jej ciemne oczy, tak podobne do oczu naszej matki, lecz pozbawione dawnego ciepła, lustrują mnie z wprawioną pogardą.
— Kamienie ofiarne wymagają szorowania przed porannymi modlitwami. Krew z wczorajszych ofiar przyciągnęła muchy. Chyba nawet ktoś o twoim... pochodzeniu potrafi zrobić przynajmniej tyle?
— Z całym szacunkiem — zaczyna Tameri, podnosząc podbródek w ten niebezpieczny sposób, który nie raz przyniósł jej lanie — Enet pracuje ciężej niż—
— Niż córka z prawdziwego łoża musi — przerywa jej łagodnie Nefertari. — Co za szczęście, że Najwyższy Kapłan toleruje wcześniejsze błędy swojej żony. Jakże szczodrze, że mój ojciec pozwala pół-Greckiej bękarcie w ogóle służyć w świętych miejscach.
Te słowa nie powinny już boleć. Słyszałam ich wariacje przez lata, od dzieciństwa, odkąd moja matka poślubiła Najwyższego Kapłana Ptahmosego i stałam się widoczną hańbą, której wszyscy byli świadkami.
Ale Nefertari doprowadziła do perfekcji sztukę rozszarpywania starych ran i znajdowania nowych sposobów, by przekręcić nóż mojego istnienia.
— Skoro już o szczęściu mowa — ciągnie, poprawiając swoje piękne i prawdziwe ciemne włosy, w przeciwieństwie do moich — słyszę szepty z dzielnicy wojskowej. Mówią, że pewien syn generała wraca dziś z chwałą i awansem. Ciekawe, czy tak bardzo pragnie cię zobaczyć, jak ty jego…
Zanim zdążam przetrawić dziwny błysk w jej oczach, przy wejściu do świątyni wybucha zamieszanie.
Głosy żołnierzy niosą się przez dziedziniec, brzęk brązowej zbroi, parskanie koni, a Nefertari wzdycha z perfekcyjnie udawaną radością. — Na Anubisa, już są!
Moje serce zamiera. Rusza. Pędzi jak spłoszony koń, gdy Khenti wkracza przez bramę.
Trzy miesiące wyprawy wojennej przyciemniły mu skórę i utwardziły sylwetkę. Jego oczy przeczesują dziedziniec z niecierpliwością, która sprawia, że mój puls śpiewa.
Już idę, porzucając godność, imię ukochanego rośnie w moim gardle—
Ale Nefertari jest szybsza. Sunie przez kamienie z gracją kapłanki, biodra kołyszą się w rytmie wyuczonym w świętych tańcach. Dociera do niego, gdy ja jestem w połowie drogi, a moje szorstkie sandały służki plączą się o nierówny bruk.
Zatrzymuję się, patrząc, jak dłoń mojej siostry dotyka ramion mojego przyszłego męża na powitanie. Patrząc, jak jego oczy zatrzymują się na kołysaniu jej bioder, na krzywiźnie szyi.
A potem — wreszcie — odnajdują mnie, stojącą jak głupia pośrodku dziedzińca.

The God’s Favorite
60 Rozdziały
60
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101