

Opis
Ojciec Ethana potrzebuje naglej operacji serca. Sto osiemdziesiat tysiecy dolarow. Brak ubezpieczenia, brak oszczednosci, brak opcji. Poza jedna. Wystawi swoja dziewictwo na aukcje online - dla najwyzej licytujacego. Pomysl jest szalony, ale desperacja sprawia, ze ludzie robia desperackie rzeczy, zwlaszcza dla rodziny, ktora nigdy nie odwzajemnila milosci. Jest tylko jeden problem. Ethan nigdy nie byl z mezczyzna. Przez dwadziescia szesc lat tak gleboko ukrywal te czesc siebie, ze prawie zapomnial o jej istnieniu. Teraz zamierza sprzedac swoje "pierwszy raz" nieznajomemu, a prawda, od ktorej uciekal, juz zaraz go dogoni. Ethan pracuje w Apex Global i nie moze przestac myslec o swoich trzech przystojnych szefach. Bracia Varkas prowadza imperium warte miliardy dolarow, a Ethan jest nikim. Tylko analitykiem. Tylko niewidzialny. Az do momentu, kiedy juz nie jest. Gorace spojrzenia ponad konferencyjnym stolem. Palce muskajace jego dlon, gdy przekazuje raporty. Kiedy aukcja sie konczy i Ethan odkrywa, kto zlozyl zwycieska oferte, musi dokonac wyboru: odejsc i pozwolic, by jego przemocowy ojciec umarl, czy zmierzyc sie ze wszystkim, co ukrywal. Niektore sekrety sa warte wiecej niz pieniadze. Za niektore ceny placi sie sercem.
Rozdział 1
Dec 31, 2025
Perspektywa Ethana
— Projekcje są błędne, Hale. Znowu.
Głos Hargrove’a przecina otwartą przestrzeń biura jak ostrze zaprojektowane, by wyrządzić maksymalne szkody.
Dwadzieścia trzy głowy odwracają się w stronę mojej kabiny i czuję na sobie każde pojedyncze spojrzenie, ciężkie jak fizyczny ciężar.
— Proszę pana, mogę wyjaśnić— — zaczynam, lecz on uderza dłonią w moje biurko, sprawiając, że zadrżała oprawiona w ramkę fotografia mojej matki stojąca obok monitora.
— Wyjaśnić co? Że nie jesteś w stanie wykonać podstawowych obliczeń? Że płacę ci za to, żebyś przynosił temu działowi wstyd?
Jego twarz czerwienieje, żyła na skroni pulsuje wyraźnie.
— Konto Hendersona potrzebowało tych liczb wczoraj, a ty przyniosłeś mi liczby, z którymi lepiej poradziłby sobie gimnazjalista.
Nie reaguj. Nie drgnij. Wiesz, jak to działa.
— Dane z analityki przyszły późno — mówię spokojnym, neutralnym tonem. — Zgłosiłem rozbieżność w mailu do pana dziś rano, ale—
— Teraz mnie obwiniasz?
Hargrove pochyla się bliżej, czuję na sobie zapach jego zwietrzałej kawy.
— O to chodzi, Hale? Będziesz stał tu ze swoimi miękkimi rączkami i mówił mi, że to moja wina?
Mdłości narastają we mnie gorące i gorzkie. Miękkie?
— Nie, proszę pana.
Słowa wychodzą automatycznie, zaprogramowane przez lata praktyki. Pod głosem Hargrove’a słyszę głos ojca — nie odzywaj się, Ethan, przyjmij to i ucz się.
— Naprawię projekcje dziś wieczorem i będą na pańskim biurku jutro o siódmej rano.
— Będą o piątej.
Wyprostowuje się, lustrując mnie z góry na dół z jawną pogardą.
— Chryste, Hale. Dwadzieścia sześć lat i nadal nie potrafisz spojrzeć mężczyźnie w oczy, kiedy do ciebie mówi. Nic dziwnego, że twój stary cię ciągle strofuje — ktoś musi próbować zrobić z ciebie mężczyznę.
Słowa trafiają dokładnie tam, gdzie powinny. Czuję jak gorąco wspina mi się po karku, a wstyd zbiera się w dole brzucha jak coś zgniłego.
On nie wie. Nie może wiedzieć.
To tylko słowa. Te same, których używają wszyscy.
— I popraw sobie ten cholerny kołnierzyk — dodaje już odchodząc. — Wyglądasz, jakbyś właśnie wytoczył się z czyjegoś łóżka. Miej trochę szacunku do siebie.
Przez biuro przebiega nerwowy, wymuszony śmiech, a ja mam ochotę zniknąć pod podłogę.
Ktoś kaszle i sztuczny rytm pracy powraca, podczas gdy ja stoję, płonąc.
Oddychaj. Po prostu oddychaj.
Patrzę w ekran, nie widząc go, odliczając wstecz od dziesięciu tak, jak nauczyła mnie terapeutka, na którą nie było mnie stać.
Moje ręce są pewne na klawiaturze — zawsze są — ale nacisk pod mostkiem narasta tak, że ledwo mogę oddychać.
Miękkie ręce. Zrobić z ciebie mężczyznę.
Słowa odbijają się echem, trafiając w każdą ukrytą szczelinę mojej zbroi, w każdy sekret, który zakopałem tak głęboko, że czasem sam o nim zapominam.
Czy on to widzi? Czy wszyscy to widzą — tę rzecz, którą całe życie próbowałem ukryć, tę niezgodność, którą mój ojciec próbował mi wybić z głowy, zanim jeszcze zrozumiałem, czym ona jest?
Wszyscy w Apex Global znają braci Varkas — trzech współzałożycieli, którzy zbudowali firmę inwestycyjną średniej klasy w imperium warte miliardy dolarów.
Asher zarządza operacjami jako CEO z żelazną precyzją. Blaine zajmuje się pozyskiwaniem klientów jako Chief Strategy Officer, jego urok graniczy z drapieżnością. Cole nadzoruje ramię humanitarne jako Chief Impact Officer, sumienie tej bezwzględnej machiny.
Nigdy z żadnym z nich nie rozmawiałem. Ludzie na moim poziomie nie mają takich okazji.
Zegar w rogu monitora pokazuje 18:47, gdy mój telefon wibruje.
Spoglądam w dół, spodziewając się kolejnego pasywno-agresywnego maila od Hargrove’a, ale identyfikator rozmówcy sprawia, że krew zamarza mi w żyłach.
Szpital św. Katarzyny.
— Halo? — mój głos nie brzmi jak mój.
— Czy rozmawiam z Ethanem Hale’em?
Kobieta po drugiej stronie mówi z wyćwiczoną spokojnością, taką, która może pochodzić tylko od osób przekazujących codziennie złe wieści.
— Dzwonię z OIOM-u w sprawie Richarda Hale’a. Czy jest pan osobą kontaktową w nagłych wypadkach?
— Tak. OIOM. OIOM. OIOM. — Co się stało? Czy on—
— Pański ojciec przeszedł rozległy zawał serca około czterdziestu minut temu. Jest w stanie krytycznym, panie Hale. Proszę jak najszybciej przyjechać do szpitala.
Szkło w mojej piersi nie pęka — ono się roztrzaskuje.
— Już jadę — słyszę swój głos. — Proszę, tylko… proszę go utrzymać przy życiu. Proszę.
Nie pamiętam, żebym się rozłączył. Nie pamiętam, żebym chwycił kurtkę albo wyłączył komputer.
Drzwi windy rozsuwają się i wbiegam do środka, już sięgając do przycisku prowadzącego na parter.
Widzę tunel tak wąski, że nie zauważam mężczyzny wychodzącego z windy, dopóki nie uderzam w niego z pełną prędkością.
Gorąca kawa eksploduje między nami — na jego grafitowy garnitur, na moją białą koszulę, wszędzie. Kubek upada z brzękiem na marmurową podłogę.
— Jezu— — silne dłonie łapią mnie za ramiona, zanim zdążę się cofnąć, stabilizując mnie uchwytem, który mógłby podtrzymać cały budynek. — Nic ci się nie stało?
Podnoszę wzrok w oczy o barwie whisky trzymanej przy ogniu, oprawione w ciemne rzęsy i jeszcze ciemniejsze brwi.
Twarz, do której należą, jest ostra, symetryczna w sposób niemal agresywny, jakby piękno zostało tu uzbrojone.
Blaine Varkas. Rozpoznaję go z firmowych newsletterów, z portretów w holu zarządu. Z bliska jest oszałamiający w sposób, którego nie oddadzą żadne zdjęcia.
A ja się gapię.
Przestań. Przestań. Co z tobą nie tak?
— Przepraszam — udaje mi się wydusić, głos łamie mi się żałośnie przy drugim słowie. — Nie zauważyłem pana, muszę— muszę iść.
— Wyglądasz, jakby ktoś właśnie umarł.
Jego uścisk nie słabnie. Te bursztynowe oczy omiatają moją twarz, zapisując każdy szczegół mojej paniki z niepokojącą precyzją, a coś w mojej piersi się zaciska — nie tylko ze strachu, ale z pragnienia, które latami nauczyłem się tłumić.
On cię dotyka.
Mężczyzna cię dotyka i nie chcesz, żeby przestał.
— Mój ojciec, proszę pana — słyszę, jak szepczę, i nie wiem, czemu mówię to obcemu człowiekowi, nie wiem, dlaczego jego dłonie na moich ramionach wydają się pierwszą prawdziwą rzeczą, jaką dzisiaj poczułem. — Szpital dzwonił. On może... on—
— Blaine? — Głos za nim, głębszy, zimniejszy. — Jest jakiś problem?
W lobby windy pojawiają się jeszcze dwaj mężczyźni — pozostali bracia Varkas.
Asher jest wyższy od Blaine’a, jasne włosy łapią światło jarzeniówek, emanuje autorytetem jak słońce ciepłem.
Cole jest szczuplejszy, o piaskowych włosach, z jasnymi zielonymi oczami, które padają na mnie i zatrzymują się, jego brwi marszczą się na ułamek sekundy, jakby już mnie kiedyś widział.
Trzech. Trzech mężczyzn, którzy wyglądają jak wyjęci z edytorialu o władzy i bogactwie, stojących w szyku jak mroczni bogowie nad swoim królestwem.
A ja między nimi, drżący, oblany kawą, rozsypujący się — wyobrażając i pragnąc rzeczy, do których nie mam prawa.
— Przepraszam — mówię ponownie, wyrywając się z uścisku Blaine’a — jego dłonie puszczają mnie niechętnie, a może mi się to tylko wydaje.
Może chcę, żeby mi się wydawało, bo jestem chory i Hargrove miał rację co do mnie.
— Nic się nie stało — mówi Blaine, ale jego wzrok nie opuszcza mojego. — To tylko zderzenie.
— Naprawdę przepraszam za pana garnitur. Zapłacę za czyszczenie. Ja tylko— muszę iść.
Przeciskam się obok nich, moje ramię ociera się o ramię Ashera, gdy uciekam w stronę drzwi lobby.
Czuję na plecach wszystkie trzy spojrzenia — Blaine’a ciekawskie, Ashera analityczne, a Cole’a... opiekuńcze, w jakiś sposób. Jakby chciał za mną pójść.
Grudniowe powietrze uderza mnie jak policzek, gdy wybiegam na zewnątrz. Podnoszę rękę, by zatrzymać taksówkę, ramię mi drży, i wtedy to czuję.
Urojony nacisk dłoni Blaine’a nadal pali przez kurtkę, ciepły na ramionach, jakby wciąż mnie trzymał.
Stan krytyczny. Rozległy zawał. Proszę, utrzymajcie go przy życiu.
Żółta taksówka podjeżdża pod krawężnik, szarpię drzwi, rzucam się do środka.
— Szpital św. Katarzyny — mówię kierowcy. — Szybko. Proszę.

The Highest Bidder
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101