

Opis
Krolowa Seraya byla kiedys wybrana ponad wszystkimi innymi-kochana zawziecie, koronowana odwaznie. Ale teraz jest cieniem we wlasnym palacu, ignorowana przez krola, ktory kiedys zaryzykowal dla niej wszystko. Gdy jej miejsce na dworze zaczyna znikac kawalek po kawalku, Seraya staje przed bolesna prawda: jest zastepowana. Ale bycie odstawiona na bok nie oznacza milczenia. Kiedy stara wladza sie kruszy, a nowe zagrozenia rosna, Seraya musi zdecydowac, czy zniknie po cichu-czy spali wszystko na popiol. Uwiklana miedzy zdrada, obowiazkiem a niebezpiecznym sojuszem z rywalizujacym krolem, Seraya staje na krawedzi wojny, zlamanego serca... i czegos znacznie bardziej niebezpiecznego: drugiej szansy.
Rozdział 1
Aug 31, 2025
Punkt widzenia Serai
Jestem królową Virelii, Królestwa Życia i Uzdrowienia. Kiedyś kochana przez mojego męża... ale teraz mnie nienawidzi.
Dziesięć lat jako królowa i siedzę przy stole rady jak mebel – obecna, ale nieistotna.
Theron, król Virelii, nie patrzy na mnie. Nigdy nie patrzy, już nie. Rozmawia ze swoimi ministrami, jakbym nie istniała. Jakbym kiedyś nie siedziała w centrum tego pokoju, będąc częścią każdej decyzji. Teraz rozmawiają wokół mnie. Jestem tylko ozdobą.
Marszałek odchrząknął. „Jej Wysokość jest zwolniona.”
Nikt nie pyta o powód. Nikt mi nie dziękuje. Wstałam, po czym wyszłam z pokoju.
Srebrne ogrody są ciche. Zostały zasadzone dla mnie kiedyś, gdy się pobraliśmy. Gest miłości. Teraz dziczeją. Róże kwitną bez zapachu. Pnącza duszą ściany.
Mijają mnie dwie pokojówki. Jedna spogląda w dół. Druga mnie w ogóle nie zauważa. Oto, kim się stałam – kimś, kogo można minąć.
W wschodnim korytarzu słyszę śmiech. Znam ten śmiech. Skręcam za róg.
Theron stoi blisko stewardesy. Zbyt blisko. Jego ręka spoczywa na jej ramieniu. Ona się do niego pochyla, uśmiechając się. Mówi coś cicho. Ona znów się śmieje, otwarcie, beztrosko.
Widząc mnie. Na chwilę nasze oczy się spotykają. Potem odwraca wzrok. Jakbym była tylko kolejną ścianą. Zdradza w świetle dnia. Myślałam, że jestem jego światem?
Boli mnie to... ale nie ma już nic do powiedzenia.
W mojej komnacie idę na balkon. Róże tam zaczynają umierać. Klękam przy jednej, przykładając palce do płatków.
Moja magia leczy ją. Powoli. Słabe poruszenie pod moją skórą. Kwiat się podnosi. Kolor powraca. To nie jest siła, którą czuję. Nawet nie pocieszenie. Tylko przypomnienie, że coś we mnie wciąż działa. Wciąż oddycha.
Ktoś puka.
„Moja pani,” mówi cicho pokojówka, „Bal Państwowy jest prawie gotowy.”
Kiwnęłam głową. Ona czeka, niepewna, czy o coś poproszę.
„Możesz iść,” powiedziałam jej. Kłania się i odchodzi.
Nikt mnie nie poprosił, bym pomogła go zorganizować. Nie w tym roku. Kiedyś wybierałam muzykę, listę gości i kwiaty. Teraz noszę to, co mi każe się nosić, i przychodzę, kiedy się ode mnie tego oczekuje.
Sala lśni tej nocy. Złote zasłony, kryształowe lampiony, wypolerowane podłogi. Muzycy grają bez przerwy. Dworzanie poruszają się w idealnym rytmie. Moja suknia jest ciężka. Złota nić, dopasowany gorset, długie rękawy. Czuję się przytłoczona w niej. Jakbym była owinięta w czyjąś dumę. Zajmuję miejsce obok Therona. Nie rozmawialiśmy od czasu rady. Nie rozmawialiśmy od tygodni.
Zerkam na niego. Tylko raz. Wygładzam rękaw mojej sukni, lekko przesuwam się w jego stronę. Subtelne rzeczy – wystarczająco, by zostać zauważonym.
Nawet nie spojrzał.
Spróbowałam ponownie. Sięgam, by poprawić jego kielich, pozwalając, by moje palce musnęły jego dłoń. Nic. Cofnął rękę. Wciąż patrząc prosto przed siebie. Ani słowa. Ani spojrzenia. Mogłabym być kimkolwiek. Sługa podchodzi, by szepnąć coś do jego ucha. Kiwa tylko głową, cicho odpowiada. Nadal nic dla mnie.
To jakbym była niewidzialna, nawet tutaj – obok niego, pod żyrandolami, nosząc koronę, którą nałożył mi na głowę dziesięć lat temu. Wtedy otwierają się wielkie drzwi.
Wchodzi delegacja z Drosmere. Z Królestwa Lodu i Cieni.
Księżniczka Elowen idzie pierwsza – wysoka, o porcelanowej skórze, platynowych włosach i lodowoniebieskich oczach, które niczego nie przegapiają. Nosi suknię z jedwabiu w kolorze burzy, perfekcyjnie skrojoną. Każdy ruch jest doskonały. Jest obrazem cichej, wyćwiczonej gracji.
Za nią idzie mężczyzna, którego widziałam tylko na naradach wojennych i w portretach wroga.
Król Caelum.
Jest wyższy, niż sobie wyobrażałam – szerokoramienny, ubrany na czarno ze srebrnymi zdobieniami, jego ciemne włosy gładko zaczesane do tyłu, ale nie przesadnie. Jego twarz jest ostra, kanciasta i całkowicie nieruchoma. Jest w nim coś zimnego, w sposobie, w jaki się porusza – zbyt spokojny, zbyt cichy. Jego oczy są jasnosrebrne, prawie białe, i omiatają pokój, jakby już zapamiętał każde zagrożenie w nim.
Nie nosi korony tej nocy. Nie potrzebuje jej.
Muzyka wznawia się. Szlachta szybko się odzyskuje – większość nie wie, jak długo zachować milczenie. Zbierają się przy gościach z Drosmere jak pszczoły do cukru. Są grzeczne powitania, wymuszone komplementy i próby odczytania atmosfery.
Stoję nieruchomo. Uśmiecham się, kiedy się tego oczekuje. Kiwnę głową, kiedy ktoś się do mnie zwraca.
Theron nie powiedział do mnie słowa przez całą noc. Nawet nie wyjaśnił, kim są, ani dlaczego tu są. Nie ostrzegł mnie. Nie powiedział mi, co oznacza ta noc.
Wiem, że widział, jak się w niego wpatruję. Wiem, że poczuł, jak się przysuwam bliżej. Ale wybrał milczenie. Jak zawsze. Wtedy Theron występuje do przodu, kielich w ręku. Jego głos brzmi donośnie, silny i wyraźny.
"Za pokój narodów—"
Zerkam na niego ponownie, mając nadzieję – głupio – że spojrzy na mnie, gdy to mówi.
Nie robi tego.
„—i za przyszłość Virelii.”
Ale to, co powiedział później, roztrzaskało moje serce...
„Wkrótce wezmę księżniczkę Elowen z Drosmere za drugą żonę.”

The King's Betrayed Bride
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101