

Opis
Lady Elowen sadzila, ze jej malzenstwo jest pozbawione milosci-nigdy nie przypuszczala, ze jest rowniez nielegalne. Kiedy jej maz publicznie oglasza swoje zareczyny z inna kobieta, upokarzajac ja przed calym dworem, Elowen odkrywa szokujaca prawde. Ale to odkrycie blednie w porownaniu z jeszcze wieksza tajemnica-nie jest zapomniana corka pomniejszego rodu. Eskortowana przez sir Cilliana Thorne'a, niebezpiecznie przystojnego zhanbionego rycerza, Elowen odkrywa cos jeszcze bardziej niebezpiecznego niz spiski jej wrogow-rosnace pozadanie do jedynego mezczyzny, ktorego nigdy nie bedzie mogla miec. Elowen nie cofnie sie przed niczym, by odzyskac to, co nalezy do niej. Jej tron. Jej zemste. A byc moze, jesli odwazy sie, pragnienie swojego serca.
Rozdział 1
Jul 24, 2025
Służba celowo omijała koniec stołu biesiadnego, przy którym siedziała Lady Elowen.
Obserwowała, jak krążyli obok jej pustego kielicha, ich spojrzenia ześlizgiwały się jak woda po kamieniu. Przed nią rozciągał się masywny dębowy stół, zastawiony pieczonym dzikiem i korzeniami glazurowanymi miodem, lecz równie dobrze mogłaby być niewidzialna.
Jej suknia - wyprasowana, ale wytarta, połatana, choć niemodna - piętnowała ją niczym rozżarzone żelazo.
"Podaj wino" - zawołała do przechodzącego sługi.
Chłopak się zawahał. Spojrzał w stronę szczytu stołu, gdzie jej mąż, Lord Alaric z Domu Denvyr, przewodził biesiadzie, po czym z powrotem na nią. "Pani, ja..."
"Wino" - powtórzyła Elowen.
Niechętnie, sługa napełnił jej kielich, ale jego ręce drżały, gdy wino rozlało się na biały obrus, barwiąc go na czerwono.
"Niezdarny głupiec" - głos młodej Lady Tressy niósł się przez stół, pełen drwiny i cichego okrucieństwa. "Spójrz, coś zrobił z... uroczą suknią Lady Elowen."
Śmiech rozszedł się wokół nich, a Lady Isolde, matka Tressy, uniosła wachlarz, by ukryć uśmieszek. "Może plama ją poprawi."
Elowen uniosła kielich i celowo upiła łyk, ale nic nie powiedziała.
W stronę szczytu stołu, gdzie Lord Alaric Denvyr - jej mąż z nazwiska, nigdy z uczucia - siedział z łatwością człowieka, który nigdy nie zaznał głodu ani wstydu.
Śmiech wiał z jego ust jak dym, czarując otaczających go lordów opowieściami o potyczkach granicznych i krwawych zwycięstwach. Jego kielich łapał światło. Jego uśmiech łapał wszystko inne.
Kiedyś ten uśmiech należał do niej.
A przynajmniej tak wierzyła.
Pobrali się wiosną, gdy polne kwiaty zakwitły zbyt wcześnie, a atrament na jej posagu jeszcze nie wysechł. Miała na sobie suknię pożyczoną od wdowy po kupcu.
Nawet nie zdjął rękawic do jazdy konnej przy ołtarzu, a jednak nazwał ją tego dnia piękną. Patrzył na nią, jakby była rozwiązaniem.
"Wystarczysz" - powiedział po przysiędze, tak cicho, że nikt inny nie usłyszał. "Na razie."
Od tamtej pory stała się meblem w jego wielkim planie - obecna, gdy wygodna, niewidzialna, gdy nie. Alaric władał obojętnością jak mistrzowski szermierz, powalając ją każdym unikniętym spojrzeniem.
"Panie, z pewnością znajdziemy przyjemniejsze tematy niż moda." Lord Veymar pochylił się do przodu, wyrywając Elowen z myśli z powrotem do okrutnej rzeczywistości. "Powiedz mi, Lady Elowen, jak znajdujesz życie małżeńskie? Satysfakcjonujące?"
Pytanie zawisło w powietrzu jak dym, a każda rozmowa w zasięgu słuchu zamarła.
Elowen spojrzała mu prosto w oczy. "Małżeństwo uczy wielu lekcji, Lordzie Veymar. Cierpliwości, na przykład. I wartości... niskich oczekiwań."
Zbiorowy wdech przeszedł przez pobliskich gości.
"Ach, ale z pewnością Lord Alaric przewyższa nawet skromne oczekiwania" - naciskał Veymar, jego oczy błyszczały złośliwą radością. "Taki... oddany mąż."
Spojrzała na swojego męża na szczycie sali, jego śmiech stał się głośniejszy, bardziej ożywiony. Alaric zabawiał swoich towarzyszy opowieściami o najazdach granicznych i podbitych terytoriach, gestykulując z rozmachem, gdy wino chlupotało w jego kielichu.
"Oddany wielu rzeczom" - odparła gładko Elowen. "Swoim ziemiom, swoim ambicjom, swoim-"
"...swojej przyszłości!" - głos Alarica zagrzmiał przez salę.
Cała sala zamilkła. Rozmowy urwały się w pół zdania. Tancerze zamarli. Nawet instrumenty muzyków zafałszowały, zanim całkiem ucichły.
Lord Alaric Denvyr stał na szczycie stołu, z kielichem uniesionym wysoko. Przyciągał uwagę tak łatwo jak oddychanie, a tej nocy jego uśmiech miał ostrą krawędź ostrza.
"Moi lordowie i panie" - zaczął, jego głos niósł się do każdego zakątka sali. "Dziś świętujemy więcej niż dobre wino i wyborne towarzystwo. Dziś świętujemy przyszłość Domu Denvyr."
Szemranie przeszło przez tłum, a palce Elowen zacisnęły się na nóżce kielicha.
"Jak wiecie, bezpieczeństwo szlachetnych rodów wymaga... strategicznych sojuszy." Wzrok Alarica przesunął się po sali, zatrzymując się na twarzach zarówno żarliwych, jak i pełnych obaw. "Dlatego jestem zaszczycony, mogąc ogłosić moje zaręczyny z Lady Alisyn z Veymaru."
Słowa uderzyły jak grzmoty.
Westchnienia rozeszły się od każdego stołu. Czyjś kielich roztrzaskał się o kamień. Ktoś wydał zduszony śmiech.
"Za moją drugą żonę" - kontynuował Alaric, jego głos gładki jak jedwab na stali - "i za związek, który wzmocni oba nasze rody i zabezpieczy wschodnie granice królestwa!"
Wszystkie oczy w sali zwróciły się ku Elowen. Siedziała nieruchomo, jej twarz była maską porcelanowego opanowania.
"Ale mój panie" - zawołała jego matka, Lady Isolde, jej głos ociekał fałszywą troską - "już masz żonę."
"Istotnie." Uśmiech Alarica ani drgnął, gdy jego spojrzenie wreszcie odnalazło Elowen pośród morza oszołomionych twarzy. "Lady Elowen rozumie konieczności polityki państwowej. Czyż nie, moja droga?"
Sala wstrzymała oddech. Setka par oczu obserwowała, czekając na jej odpowiedź. Czekając, aż się załamie.
Zamiast tego Elowen wstała.
Jej krzesło zaszurało o kamień z rozmyślną powolnością. Odstawiła kielich z ostrożną precyzją, kryształ zadzwonił jak dzwon w ciszy.
Odstąpiła od stołu, jej kręgosłup prosty jak ostrze miecza. Jej znoszone pantofle szeptały przeciw marmurowi, gdy rozpoczęła długi marsz ku wielkim drzwiom sali.
"Dokąd idziesz?" - zawołał za nią Alaric, jego rozkazujący ton lekko się załamał.
Cisza, która nastąpiła, była ogłuszająca.
Podjęła marsz, mijając szydzących szlachciców i migoczące pochodnie, mijając służbę, która przyciskała się do ścian, by zejść jej z drogi.
Wielkie drzwi otworzyły się przed nią jakby magicznie, i przekroczyła je bez oglądania się za siebie.
Korytarz za nimi był cichy jak grobowiec po chaosie sali. Jej kroki odbijały się echem od sklepionych sufitów, gdy szła głębiej w cienie zamku. Dopiero gdy była pewna, że jest sama, pozwoliła swojemu starannemu opanowaniu pęknąć.
Jej dłoń przycisnęła się do zimnej kamiennej ściany, oddech przyspieszył. Ale wciąż nie przyszły łzy.
"Nie dla niego, Elowen" - szepnęła do ciemności. "Nigdy dla niego."
Śnieg zawładnął światem, podczas gdy znosiła swoją publiczną egzekucję. Przez wysokie okna obserwowała, jak okrywa dziedziniec zwodniczą czystością, przykrywając brzydotę świata nieskazitelnie białymi kłamstwami.
Pchnęła boczne drzwi i wkroczyła w szczere objęcia zimy.
Zimno uderzyło ją jak fizyczny cios, przeszywając cienką suknię i kradnąc oddech. Kryształki lodu tańczyły w świetle pochodni, podczas gdy jej oddech srebrzył się w zmrożonym powietrzu.
Za nią muzyka wznowiła się - z początku niepewnie, potem nabierając odwagi, gdy sala udawała, że nic wstrząsającego się nie wydarzyło. Jakby publiczne unicestwienie było jedynie kolejnym daniem między pieczonym dzikiem a miodowym winem.
Kamień pod jej stopami połyskiwał słabo w świetle księżyca i przez chwilę pozwoliła sobie to poczuć - ciszę, bezruch, ból, który osiadł nie jako cierpienie, ale jako coś cięższego. Coś zasłużonego.
Kroki zaskrzypiały na szronie za nią.
Odwróciła się i zobaczyła zbliżającego się młodego stewarda, jego twarz blada z nerwowego przerażenia. W jego drżących dłoniach trzymał złożony pergamin z pieczęcią Denvyrów niczym wyrok śmierci.
Ukłonił się nisko, jego głos cichy, ale pewny.
"Pani" - powiedział. "To... dotyczy twojego małżeństwa."

The Last Living Legacy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101