
Opis
Ashin Johnstone nigdy nie kochala nikogo tak bardzo, jak kochala swojego meza, Kristoffa Washingtona. Przez wiekszosc swojego zycia byla w nim beznadziejnie zakochana i byla naprawde uszczesliwiona, ze w koncu wyszla za niego za maz w rozsadnym malzenstwie. Ale wiedziala, ze on jej nie kocha, nie w taki sposob, w jaki ona tego pragnela. Wiedziala, ze on nigdy nie pokocha jej jak kobiety. Nigdy nie zapragnie jej tak, jak ona go pragnie. Tak bolesne, jak to jest, nauczyla sie go rozumiec i rozumiec jego uczucia wzgledem niej. Probowala byc zadowolona ze swojego zycia z nim. Probowala byc zadowolona ze swojego zwiazku z nim. W koncu to ona jest prawowita zona. Kazdy, kto by go pragnal, musialby najpierw przejsc przez nia, bo to ona jest uznawana. To ona jest legalna zona.
Rozdział 1
Dec 6, 2025
ASHANTI
Obudziłam się, gdy budzik ryknął na moim stoliku nocnym. Natychmiast usiadłam i przetarłam oczy wierzchem dłoni. Spojrzałam na zegarek – już szósta rano, godzinę wcześniej niż zwykle się budzę.
Zeszłam do kuchni, żeby zrobić śniadanie. Nie jestem najlepszą kucharką, ale staram się ćwiczyć. Przynajmniej dla mojego męża i dla siebie...
Przygotowałam wszystko potrzebne do smażonego ryżu i dodatków. Wiem, co mam robić. Ostatnio obejrzałam kilka programów kulinarnych i wierzę, że naprawdę się w tym podszkolę. Potrzebuję tylko praktyki, tak jak Lora, nasza pomoc domowa, i mama powtarzają mi cały czas.
„Praktyka nigdy cię nie zawiedzie” – powtarza mi mama. Nawet gdy dopiero zaczynałam projektować ubrania, to było moje motto. Nikt przecież nie rodzi się geniuszem ani mistrzem.
Byłam przy ostatnim jajku – jedynym, które jeszcze się ostało, bo resztę spaliłam – kiedy usłyszałam kroki na schodach.
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Kristoffa, schodzącego w czarnym, trzyczęściowym garniturze Armaniego. Włosy miał jakoś stylizowane na nieład, ale i tak wyglądał przystojniej niż kiedykolwiek. Jego wysoka sylwetka zawsze dodawała mu charyzmy, ale to jego chłodna aura była jego znakiem rozpoznawczym.
Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Jego oczy zawsze były tak intensywne, jakby zawsze zamierzał stopić wszystko, na co spojrzy.
– Skończyłaś gotować? – zapytał, patrząc na patelnię.
Przygryzłam wargę i zamknęłam oczy. Nie powinien tego widzieć, naprawdę. Nie powinien widzieć, że jajko wygląda, jakby zostało ugotowane w lawie wulkanu przez ten czarny kolor.
Usłyszałam, jak parsknął śmiechem. Wydęłam usta, ale nie pokazałam mu tego. Nie chcę, żeby wiedział, że jestem rozczarowana tym, jak patrzy na moje gotowanie.
– Przypomnij mi, żebym następnym razem nie wpuszczał cię do kuchni, Ashanti – powiedział z prawie rozbawieniem. – Jesteś najlepsza, gdy projektujesz ubrania. Zostań przy tym.
Tym razem spojrzałam na niego poważnym wzrokiem.
Uśmiechnął się i wzruszył ramionami, po czym zabrał smażony ryż i jajka na stół. Zaczął nakrywać, a ja obserwowałam go. Wyglądał, jakby dobrze się bawił, układając wszystko. Cóż, chyba to może być przyjemne – poprawiać moje kulinarne niepowodzenia.
Przeszłam do jadalni i skrzyżowałam ramiona na piersi. – Nie musisz tego jeść. Nawet nie wiem, czy to się nadaje do jedzenia. – Przygryzłam wargę.
Już dawno pogodziłam się z tym, że nie jestem dobrą kucharką. Ale usłyszeć od niego, że powinnam trzymać się z dala od kuchni, zabolało mnie trochę. Czy naprawdę tak trudno czasem być wyrozumiałym dla uczuć innych?
Kristoff spojrzał na mnie. – Zjem to, Ashanti. Dlaczego mówisz, że to się nie nadaje do jedzenia? Ty to ugotowałaś – powiedział, siadając. – Usiądź tu i zjedz ze mną. Spóźnimy się do pracy.
Wzięłam głęboki oddech i przez chwilę patrzyłam na niego, po czym usiadłam naprzeciwko.
Wyglądamy jak normalne małżeństwo. Ale nie, nie jesteśmy. On mnie nie kocha. Nie sądzę, by kiedykolwiek się we mnie zakochał. Pewnie widzi we mnie tylko fankę – kogoś, kto bardzo go podziwia.
Bo tak jest.
Nie wiem, czy to jeszcze na studiach zakochałam się w nim. Wydawał się być idealnym facetem. Nie, on jest idealnym facetem. Przystojny, inteligentny, łagodny i bogaty. Bóg dał mu wszystko, czego mógłby sobie życzyć mężczyzna. A ja go chciałam. Pragnęłam go bardzo.
Nie jestem pewna, czy to przez moją upartość zaproponował, żebyśmy udawali parę. Tak, wtedy mi to wystarczało. Byłam jego udawaną dziewczyną na studiach i tylko my o tym wiedzieliśmy. Z tego co pamiętam, poprosił mnie o udawanie, bo nie lubił, jak dziewczyny oblegały go na każdym kroku. Mieć dziewczynę to był jedyny sposób, by dały mu spokój.
To była świetna zabawa. Znałam się jako Ashanti Michaels, dziewczyna niesławnego Kristoffa Marxa. Wszyscy mnie szanowali, bo miałam Kristoffa na wyciągnięcie ręki. Cóż, nikt nie wiedział, że to wszystko było udawane. Wszystko było na pokaz.
Dlatego byłam tak zszokowana, gdy pewnego dnia obudziłam się, a Kristoff mi się oświadczył. W głowie kłębiło mi się mnóstwo pytań. Dlaczego to robi? Dlaczego mi się oświadcza? Czy mnie kocha?
Nie. Nie kocha. Gdy go pytam, zawsze zmienia temat. Zawsze ucieka. I myślę, że wtedy musiałam sama przekonać się, że powinnam być szczęśliwa. Powinnam. Wyszłam za mąż za mojego największego idola.
Przygryzłam wargę, przyglądając się wyrazowi twarzy Kristoffa, gdy jadł jajko. Nie oczekuję niczego dobrego po jego minie, ale chociaż niech się na mnie nie gniewa za marnowanie jedzenia.
Przeżuł jajko i zatrzymał się w połowie. Jego twarz spochmurniała i zrobiła się nieprzyjemna. Wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować.
Natychmiast podałam mu wodę – najbezpieczniejsze, co stało na stole – i wypił ją duszkiem.
Spojrzałam na niego z niepokojem. – Możesz pominąć śniadanie. Nie musisz tego jeść – powiedziałam, zanim zdążył się odezwać.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. – Jajko jest w porządku, Shan. Tylko nie powinnaś wsypywać do niego cukru – powiedział spokojnie, sięgając po bekon, który wyglądał jak grillowany boczek.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Pierwszy raz gotowałam dla niego i to była kompletna porażka. Już nigdy nie zrobię tak nierozważnego ruchu, bo skończymy głodni i źli.
– Przyniosę ci lasagne z wczoraj. Podgrzeję ją – powiedziałam i wstałam, gdy złapał mnie za rękę, przyciągając z powrotem.
Spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek, a on tylko pokręcił głową. – Zjem twoje danie. To pierwszy raz, gdy zrobiłaś śniadanie. Zjem wszystko.
W tamtej chwili miałam wrażenie, że moje serce się roztopiło. Sposób, w jaki jego głos ukoił moją poranioną dumę i zranione serce, sprawił, że pokochałam go jeszcze bardziej.
Jeśli jest coś, za co jestem wdzięczna w naszym małżeństwie, to za jego dobroć i rycerskość. Nasze małżeństwo nie jest jak typowe zaaranżowane małżeństwa. Jasne, nie kocha mnie. Jestem tego raczej pewna, ale nigdy nie daje mi odczuć, że nie jestem ważna.
Kristoff zawsze pamięta o wszystkich ważnych datach w naszym życiu i od czasu do czasu zabiera mnie gdzieś.
To głównie dlatego ciągle trzymam się myśli, że mu na mnie zależy. W końcu – mam nadzieję – przerodzi się to w miłość.
– Bekon jest w porządku. Smakuje trochę dziwnie, ale da się zjeść – pochwalił mój bekon Kristoff.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Moja niepewność powoli ustępowała. – Dziękuję – powiedziałam. – Dziękuję, że to zjadasz, nawet jeśli... no, nie do końca się nadaje – dodałam.
Zaśmiał się. – Oczywiście, przecież to ty przygotowałaś. Nie mógłbym tak po prostu tego zostawić – powiedział. Nie zabrzmiało to słodko, ale dla mnie zabrzmiało jak najsłodsza rzecz na świecie. Czuję teraz, jak mrówki mnie zjadają.
Uśmiechnęłam się do niego. I jestem pewna, że się rumienię. – Jeszcze raz dziękuję – odpowiedziałam.
Uśmiechnął się. – Ale nie rób tego więcej, zwłaszcza gdy będą goście. Proszę, nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział, że ożeniłem się z kuchenną analfabetką – zażartował.
Pokiwałam głową i zachichotałam. – Tak. Nie będę – odpowiedziałam, biorąc kęs własnego dania. Cholera, zapowiada się trudny dzień dla mnie i mojego żołądka.

The Legal Wife
45 Rozdziały
45
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101