

Opis
Bylam nikim - Omega, bledem, ciezarem dla mojej watahy. Zdradzona przez najlepszego przyjaciela, upokorzona i odrzucona, myslalam, ze moj los jest przesadzony. Ale kiedy odkrylam prawde - ze to ja, a nie corka Alfy, jestem prawdziwa dziedziczka mocy Ksiezyca Zacmienia - wszystko sie zmienilo. Teraz, scigana, wygnana i uwiklana w wojne, ktorej nigdy nie pragnelam, jedyna osoba, ktora stoi u mego boku, jest Adolphus, wojownik, ktorego kiedys uratowalam, a ktory moze byc kims wiecej, niz sie wydaje. W miare jak cienie mojej przeszlosci sie rozwiewaja, tak samo odkrywa sie prawda o tym, kim jestem - i kim zawsze mialam sie stac. Nigdy nie mialam byc na kolanach. Urodzilam sie, by rzadzic.
Rozdział 1
May 2, 2026
Punkt widzenia Katriny
Delikatne fale rzeki obmywały moje stopy, chłodne i kojące dla mojej skóry. Wieczorny wiatr niósł zapach sosny i wilgotnej ziemi, znajomy i pocieszający aromat. Obok mnie Cassandra westchnęła, jej palce bezwiednie rysując wzory w mokrym piasku.
"Przysięgam, jeśli mój ojciec dowie się, że dziś opuściłam trening, to jestem martwa," mruknęła, jej niebieskie oczy przeszukując wodę.
Uśmiechnęłam się złośliwie. "W takim razie lepiej miej nadzieję, że jest zbyt zajęty, by to zauważyć."
Cassandra prychnęła. "Nie ma mowy. On ma oczy wszędzie."
Roześmiałam się, kręcąc głową. Jako córka Alfy, Cassandra nosiła odpowiedzialności, których nigdy w pełni nie mogłam zrozumieć. Ale w takich momentach jak ten, kiedy byłyśmy tylko we dwie, mogła oddychać.
Byłam Gammą Stada bez wilka w wieku 18 lat. Jeśli wkrótce się nie przemienię, nie tylko stracę tytuł Gammy, ale także szansę na zostanie Betą u boku Cassandry, gdy zostanie Królową Alfą.
Niebo nad nami przybierało coraz głębszy odcień niebieskiego, ale coś nietypowego przykuło moją uwagę — sępy.
Zatrzymałam się, moje oczy zwężone, gdy je liczyłam. Jeden, dwa... nie, było ich zbyt wiele. Krążyły w ciasnej formacji, poruszając się powoli nad gęstymi drzewami za rzeką. Mój żołądek skręcił się z niepokoju.
"Katrina?" Głos Cassandry wyrwał mnie z transu. "Co jest nie tak?"
Wskazałam na niebo. "Te sępy. To nie jest normalne."
Cassandra podążyła za moim spojrzeniem, marszcząc brwi. "Myślisz, że to padlina jakiegoś zwierzęcia?"
Nie byłam pewna, ale coś kazało mi to sprawdzić. Bez słowa pobiegłam w stronę drzew.
"Katrina!" zawołała Cassandra, jęcząc z frustracją, zanim ruszyła za mną.
Im głębiej biegłam, tym silniejszy stawał się zapach krwi. To nie był tylko metaliczny posmak rannego zwierzęcia — to było coś innego. Było gęste, ludzkie. Przyspieszyłam, serce mi waliło.
Wtedy go zobaczyłam.
Ciało.
Zamarłam, z trudem łapiąc oddech. Młody mężczyzna leżał rozciągnięty na leśnej ściółce, jego ubrania nasiąknięte krwią, a ciemne włosy przyklejone do czoła. Obok niego leżał miecz, którego rękojeść lśniła nawet w przyćmionym świetle.
Sępy zniknęły.
To oznaczało jedno.
On wciąż żył.
Przełknęłam ślinę, zbliżając się. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w płytkich, słabych oddechach. Kimkolwiek był, stracił dużo krwi.
Nie myślałam. Nie wahałam się. Upadłam na kolana i włożyłam ramiona pod niego, próbując podnieść jego ciężar. Był rozpalony, jego skóra gorąca przy mojej. Gorączka. Potrzebował pomocy, i to szybko.
Gdy właśnie podnosiłam go na plecy, Cassandra wyrwała się przez drzewa.
"Katrina—" zatrzymała się nagle, oczy rozszerzyły się. "Co się, do cholery, stało?"
"Nie ma czasu na wyjaśnienia!" sapnęłam, przesuwając jego ciężar. "Pomóż mi!"
Cassandra zawahała się, ale potem ruszyła naprzód, chwytając miecz.
"Musimy zabrać go do lekarza Stada," powiedziałam, dostosowując uchwyt. "Teraz."
Droga powrotna do wioski była wyczerpująca. Moje ramiona bolały, mięśnie się paliły, ale nie zatrzymałam się. Kiedy dotarłyśmy na obrzeża, byłam niemal bez tchu.
Wioska żyła zwykłym wieczornym życiem, ale gdy tylko ludzie nas zobaczyli, zaczęli szeptać.
"Kto to jest?"
"Czy znalazła go na patrolu?"
Klinika była blisko domu Alfy, zaledwie krótki bieg stąd.
Odwróciłam się do Cassandry. "Zostań z nim. Ja sprowadzę lekarza Stada."
Zanim mogła odpowiedzieć, obróciłam się na pięcie i pobiegłam do chaty uzdrowiciela.
Lekarz stada, starsza kobieta o imieniu Miren, była w trakcie przygotowywania ziół, gdy wpadłam do środka.
"Katrina?" zmarszczyła brwi. "Co—"
"Na zewnątrz jest ciężko ranny mężczyzna. Głębokie rany, gorączka. Cassandra jest z nim koło domu Alfy. Potrzebuje pomocy, natychmiast!"
Miren nie traciła czasu. Sięgnęła po torbę, pakując ją zaopatrzeniem. "Zaprowadź mnie do niego."
Poprowadziłam ją z powrotem najszybciej, jak mogły mnie ponieść nogi. Kiedy dotarłyśmy, zebrał się mały tłum.
Cassandra klęczała obok mężczyzny, jej twarz była nieodczytywalna. Szepty wokół nas stały się głośniejsze, niektórzy ludzie wskazywali, inni szeptali.
"Z drogi!" warknęła Miren, przepychając się. "Wszyscy, dajcie mi przestrzeń!"
Wieśniacy usłuchali, cofając się, gdy Miren klęknęła obok nieprzytomnego mężczyzny. Natychmiast przycisnęła palce do jego pulsu, jej bystre oczy skanując jego rany. Obserwowałam ją uważnie, moje serce wciąż biło szybko.
Jej brwi zmarszczyły się, gdy badała jego klatkę piersiową, gdzie głęboka, poszarpana rana ciągnęła się od ramienia do żeber. Mruknęła coś pod nosem, zanim zwróciła się do nas.
"Zrobiłyście dobrze, przyprowadzając go tutaj," powiedziała.
"Czy wyjdzie z tego?" zapytała Cassandra, spoglądając na bladą twarz mężczyzny.
Miren zawahała się, a potem pokiwała głową. "Mogę go utrzymać przy życiu. Ale to nie jest byle jaki człowiek."
Napięłam się. "Co masz na myśli?"
Miren westchnęła, przyciskając rękę do czoła mężczyzny.
"Tyle mocy..." mruknęła. "To nie jest po prostu jakiś rabuś czy ranny podróżnik. To ktoś ważny. Ktoś niebezpieczny."
Cassandra zesztywniała obok mnie.
Przełknęłam ślinę, puls mi przyspieszył. "Kim on jest?"
Miren spojrzała w górę, jej wyraz twarzy był ponury.
"Jeszcze nie wiem," przyznała. "Ale jedno jest pewne... ktokolwiek zostawił go w tym lesie, chciał go martwego."

The Lost Alpha Queen: Heaven and Hell Bound
100 Rozdziały
100
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101