
Opis
"Na lozko!" Rozkazal surowo, nie pozostawiajac miejsca na pytania. Wszystko cicho, slyszalem tylko bicie swojego serca. Nawet oddychanie bylo trudne. Nagle sie poruszyl, siegnal po mnie. Poczulem, jak jego palce przecieraja przez moje ramie, jedwabisty szlafrok powoli ze mnie zsuwajac sie. Moje serce wypelnilo sie lekiem, gdy pomyslalem, jak obecnie wygladam w jego oczach. Moje cialo drzalo, zamknalem oczy i czulem, jak moja twarz plonie. "Prosze..." blagalem lamanym i drzacym glosem. "Nie chce byc twoja rozmnozycielka." *** Talon Czarny jest tak jak wskazuje jego imie. Dominujacy. Bezlitosny. Okrutny. Krol Lykanow, Talon zakochal sie szalenczo w swojej partnerce, Willow, ale sprawy zaczynaja sie sypac, gdy ona nie jest w stanie mu urodzic dziecka. Popchniety przez desperacje, Willow blaga go, by rozmnozyl sie z brudnym czlowiekiem i mimo ze Talon jest niechetny, robi to, czego jego ukochana pragnie. Maltretowana i znecana przez swoich rodzicow, Avalyn zostala sprzedana przez swojego ojca Lykanom. Jej zycie staje sie jeszcze gorsze, gdy zdaje sobie sprawe, ze ma byc rozmnozycielka Lykanskiego Krola. Ma spac z nim i nosic jego dziecko, choc jest on juz zonaty. To zimowa wymiana biznesowa, jej kragle cialo w zamian za dziedzica, nic wiecej. Ale co sie dzieje, gdy ten bezlitosny Krol zaczyna sie w niej zakochiwac? Czy beda w stanie ukryc swoja zakazana milosc przed Willow, czy tez zaplaca za to pieklem, gdy sie dowie?
Rozdział 1
Jul 12, 2025
Rozdział 1: Perspektywa Talona
W lustrze odbijało się w moją stronę spojrzenie zatroskanej twarzy. Szczerze mówiąc nie pamiętałem, kiedy ostatni raz byłem tak zdenerwowany. Cholera, nawet nerwy, które czułem w dniu ślubu z Willow, nie były tak miażdżące jak teraz. Moje żołądki były splecione, gdy przemierzałem wyszczerbione podłogi mojej sypialni w agonii. Czy to już? Czy w końcu dostanę wiadomość, o której tak długo marzyłem? Czy Willow wychodzi tutaj z najlepszą wiadomością w moim życiu? W naszym życiu? Naprawdę modliłem się o to. Zasłużyliśmy tylko na dobrą nowinę w tym momencie naszego życia. Tak długo próbowaliśmy, by teraz nie otrzymać tego błogosławieństwa.
Chichotałem na wspomnienie naszego wspaniałego parzenia się. To był najszczęśliwszy dzień mojego życia, dzień, w którym oznaczyłem Willow jako swoją, dzień, w którym stałem się rządzącym watahą Lycanów; kompletnym i zdolnym do prowadzenia całego terytorium wilkołaków. Wciąż pamiętam gwizdanie i ucztowanie różnych członków watahy, gdy wykonaliśmy razem rytuał parowania. Była taka piękna, ubrana w tradycyjny strój, który podkreślił krągłości, które szaleństwo doprowadzało beta samców. Byłem jednym z tych szczęściarzy, którzy mieli zaszczyt być uważani za dojrzałych samców.
Produkcja szczeniąt tuż po parowaniu była tradycją naszego rodzaju. Jako wilkołaki, powinno to być łatwiejsze zadanie niż dla zwykłego człowieka. Nie w moim przypadku. Po dwóch pierwszych latach wymówek od Willow i mnie na to, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, aby mieć szczenię, moi ludzie zaczęli się martwić. I szczerze mówiąc, nie mogłem im tego zarzucić, mimo że zaczynałem się martwić, musiałem mieć dziedzica, aby zapewnić ciągłość mojego rodu. Potrzebowałem dziedzica, aby zapewnić pokój na moim terytorium.
Zaczęło się od poronienia za poronieniem. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, nawet watażka plemienia gotowała mikstury za miksturami, obiecując dziecko, ale nic nie pomagało. Wiedziałem, że Willow traci nadzieję, tak samo jak ja, ale musiałem być silny dla nas obojga. Wróciłem do rzeczywistości, gdy dźwięk kliknięcia otwieranych drzwi wytrącił mnie z zadumy. Spojrzałem w górę, a tam stała Willow z obojętnym wyrazem twarzy. Podchodziła do mnie powoli, jakby ostrożnie zbliżała się do dzikiego zwierzęcia, obawiając się go zaniepokoić. Powinienem był dostrzec oznaki przerażenia na jej idealnej twarzy. Nagła zmiana w jej tętnie powinna dać mi znak, że jestem przygotowany na złe wieści.
Wypuściłem cichy westchnienie, gdy znajome uczucie niepokoju rozszalało się w moim żołądku – Ale nie, musiałem być pełen nadziei. Jeśli nie dla siebie, to dla mojej mate.
„No?” Przemęczonym głosem wyszeptałem. Nie brzmiałem jak ja, ale w tej chwili było mi to obojętne.
Willow potrwało chwilę zanim jękiem w chwiejnym głosie szepnęła: „Przepraszam, Talon.” Potrząsnęła głową gwałtownie, jakby miało to nagle zmienić jej obecny stan. „Talon, tak mi przykro. Zrobiłam wszystko, ona mówiła, że to będzie to... Nie wiem, dlaczego nic nie działa... Nie mogę...”
„Cicho, kochanie,” szybko podeszłem do niej, przyciągając ją w ciepłe objęcia i powstrzymując jej bełkot. „Wszystko będzie dobrze, zawsze możemy spróbować innym razem.” Próbowałem ją uspokoić, tłumiąc własne rozczarowanie i desperację, aby pocieszyć moją zrozpaczoną żonę. „Wszystko będzie w porządku, moje słońce.”
„Ale nie jest w porządku, Talon!” Willow wyciągnęła płaczliwie, ukrywając twarz w mojej klatce piersiowej. „Ludzie gadają. Jestem pewna, że mówią o mnie... o nas. Twoi ludzie zaczynają się martwić i jeśli nie dam rady...”
„Przestań,” upomniałem, przyciągając jej twarz bliżej do mojej. Przecierałem jej łzami rozlanych policzki kciukiem i patrzyłem jej głęboko w oczy. „Odetnę głowę każdemu, kto odważy się obrazić moją mate i ich królową. Tego cię zapewniam!” warcząc groźnie. Willow musiała zrozumieć, że jesteśmy w tym razem, każda zniewaga wobec niej była zniewagą wobec mnie. Nikt z mojej krainy nie stawiałby pod znakiem zapytania mojej mate i nie ujdzie mu to na sucho. Nie zostałem nazwany Królem Lycanów bez powodu.
„Ale potrzebujesz dziedzica... a ja nie mogę go dla ciebie wydać,” płakała.
„Poradzimy sobie. Przepracujemy to razem,” zapewniłem, frustracja drapieżnie drapiąc moje serce od jej rozpaczy. Wiedziałem, że Willow to dostrzegła, patrząc na mnie z wątpliwościami malującymi się na jej twarzy.
„Ale jak, Talon? Jak mamy mieć szczenię, kiedy jestem wadliwa—?”
„Przeklęć żeś to wygadała!” Zagrzmiałem, zaskoczenie na twarzy mojej mate po moim nagłym wybuchu. Jak mogła to powiedzieć? Nazwać siebie wadą. Przecież tak naprawdę problem mógł pochodzić ode mnie. Ja mogłem być głównym powodem naszych trudności w poczęciu dziecka - nie ona!
„Talon, posłuchaj mnie... proszę, posłuchaj mnie,” Willow szepnęła delikatnie, trzymając mnie mocno za ręce. „Musimy to zrobić. Wiesz głęboko w środku ciebie, że musimy to zrobić... musimy.”
Uparcie odwróciłem wzrok, wyciągając ręce z pewnością swojej mate. Jak mogła oczekiwać, że będę w porządku z tym? Zaczęło się, gdy zaczęliśmy starania o szczenię i nie powiodło się. Moja mate zaproponowała, abyśmy spróbowali z hodowcą, aby począć dziecko. Odrzuciłem ten pomysł tak szybko, jak go zaproponowała, miejmy nadzieję, że nie będzie do tego musiało dojść. Modliłem się do bogini, że Willow dotknie ją płodność jakimś cudem. Jak okrutne może być życie. Ludzi, którzy zasługują na dziecko, pozbawia się tego przywileju, podczas gdy tym, którzy nie zasługują, daje się je bez wahania.
„Talon, porozmawiaj ze mną,” mruknęła Willow, przechodząc do przodu, aby delikatnie dotknąć mojej twarzy. „Proszę, moja miłości, powiedz coś.”
„Co chcesz, żebym powiedział?” Westchnąłem, nagle zmęczony wszystkim. Byłem zmęczony frustracją. Byłem zmęczony próbowaniem czegoś, co powinno do nas naturalnie przyjść. Byłem zmęczony stawianiem czoła ludziom z uśmiechem, kiedy powoli tracę panowanie nad sobą. Byłem zmęczony możliwością zmuszenia się do naruszenia więzi parowania przez związanie z inną kobietą, która nie jest mą. To wszystko było zbyt wyczerpujące.
„Wiem, że to będzie trudne, ale musimy to zrobić,” powiedziała pocieszająco.
„Musi istnieć inne rozwiązanie,” słabym szeptem powiedziałem. „Musi istnieć coś innego, o czym możemy nie myśleć. Możemy wezwać watażkę i poprosić ją o przyrządzenie dla nas jakichś mikstur.”
„Talon, już to zrobiliśmy. Wiesz o tym.”
„Musiała zapomnieć o czymś. Zapomniała o jakimś kroku do wykonania. To nie może zależeć tylko na tym!” Starłem się jeszcze raz przekonać, ale Willow nie ustępowała.
„Talon—”
„To nie może zależeć od tego, Willow!” Wykrzyknąłem z frustracją, wbijając pięść w ścianę i kalecząc sobie knykcie w procesie.
Musiałem w jakiś sposób uwolnić tę wściekłość wrzącą we mnie, choćby jakkolwiek. Byłem sfrustrowany. Nie powinienem musieć podejmować tej decyzji i nie powinienem być w tej sytuacji.
„Nie można niczego innego zrobić,” spokojnie odpowiedziała Willow, całkowicie obojętna na moje nagłe wybuchy tym razem. Wydaje się, że ma już dosyć.
„Jak możesz być z tym w porządku? Jak możesz być z tym w porządku, że jeszcze kocham inną dziewczynę, która tobą nie jest?” powiedziałem, wydając z siebie bolesne jęki, gdy osunąłem się na dobrze wykonane, olbrzymie łóżko leżące w rogu.
„To nie fair dla ciebie.” Westchnąłem, szorstko przeciągając rękoma przez moje niesforne kosmyki włosów.
„To nie fair ani dla jednego, ani dla drugiego z nas,” odpowiedziała Willow, podchodząc do mnie. Uklękła na przestrzeni między moimi nogami i przysunęła moją twarz do przodu, by zadziałać mi mocny pocałunek na usta.
„Jesteś spięty... pomagam ci, mój skarb,” jej gładki, zmysłowy głos brzmiał uwodzicielsko. „Pozwól mi sprawić, że będziesz się lepiej czuł, mój Królu. Pozwól mi pokazać ci, jak bardzo się o ciebie troszczę, Talon.”
„Musimy... hmm... jeszcze porozmawiać... o tym, Willow,” jękłem, przesuwając swoje już w pełni uleczone knykieće, delikatnie przesuwając się po jej wargach.
„To prawda,” odpowiedziała z uwodzicielskim uśmiechem, powoli podgryzając mnie. „Ale to może poczekać.”
I w ten sposób byłem skończony.

The Lycan King's Breeder
72 Rozdziały
72
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101