

Opis
Luna Slyra zawsze chodzila po linie - balansujac pomiedzy swoja gasnaca rola Luny w Stadzie Blackmaw a duszna obojetnoscia meza, Alfy Rovana. Jednak wszystko rozpada sie w jedna noc, gdy Rovan, podczas swietego Festiwalu Ksiezyca Blackmaw, oglasza, ze wezmie Lady Elene ze Stada Redfang jako swoja druga partnerke. Ale Slyra odmawia bycia odrzucona. W samym sercu ceremonii zaslubin Rovana, na oczach przodkow i samej Bogini Ksiezyca, Slyra przywoluje pradawny rytual, od dawna uznawany za utracony w czasie. Szeptem zapomnianej mocy zrywa wiez partnerska - upokarzajac Rovana przed calym stadem i budzac w sobie sile, o ktorej istnieniu nie miala pojecia. Wykluczona i pozbawiona tytulu, Slyra wyrusza samotnie do lasu, gotowa stawic czola kazdej ciemnosci, ktora ja tam czeka. Jednak to, co tam znajduje, jest o wiele bardziej szokujace niz jakikolwiek atak wygnancow. Otacza ja pieciu wojownikow. Nie po to, by zabic. Nie po to, by pojmac. Klekaja. I z szacunkiem wypowiadaja slowa, ktore burza wszystko, w co dotad wierzyla: ,,Ksiezniczko... krol czeka na twoj powrot." Jaka prawde skrywa jej krew? Kim jest Krol? I dlaczego prawowita dziedziczka tronu Likanow byla ukryta... na widoku?
Rozdział 1
May 16, 2026
PERSPEKTYWA SLYRY
Srebrne światło księżyca kąpało terytorium Blackmaw, zamieniając miejsce świętowania w coś niemal magicznego, gdyby magia w ogóle mogła istnieć w miejscu, które powoli stało się moim więzieniem.
"Wyprostuj się, Luno. Twoja postawa odbija się na nas wszystkich," syknęła Lady Vela, sunąc obok mnie, jej misternie zdobiona srebrna suknia łapała blask ognia. Jej głos był na tyle cichy, że tylko ja mogłam go usłyszeć, a jej uśmiech nigdy nie zgasł dla dobra obserwujących nas członków watahy.
Wyprostowałam plecy, czując ciężar ozdobnego medalionu Luny — symbolu, który powinien zapewnić mi szacunek — ciążył mi na piersi. Opuszki moich palców musnęły misterny wzór wilka, przypomnienie o obietnicach, które zostały złożone i powoli łamane.
"Tak, Lady Vela," wymamrotałam, choć już odeszła, zostawiając za sobą woń drogiego perfumu i cienko skrywanej pogardy.
Festiwal Księżyca Blackmaw powinien być nocą świętowania, jedności. Zamiast tego stałam samotnie na skraju zgromadzenia, obserwując jak mój partner, Rovan, rozmawia z radą starszych po drugiej stronie polany. Ani razu nie spojrzał w moją stronę od początku ceremonii.
"Wina, Luno Slyro?"
Odwróciłam się i zobaczyłam Neresę, siostrę Rovana, wyciągającą w moją stronę kielich; jej uśmiech był ostry jak ostrze. Za nią grupa kobiet z watahy przyglądała się nam z ledwo skrywaną ciekawością.
"Dziękuję," odpowiedziałam, przyjmując napój pewną ręką. Odmówiłam okazania słabości.
Neressa zatrzymała się na chwilę, poprawiając futro zarzucone na ramiona. "Sporo osób dziś przyszło," rzuciła rozmownym tonem. "Delegacja Redfang wydaje się wyjątkowo... swobodna."
Podążyłam za jej wzrokiem do miejsca, gdzie kilka wilków z charakterystycznymi czerwonymi oznaczeniami sąsiadującej watahy mieszało się z naszymi.
"To dobre dla stosunków między watahami," odpowiedziałam dyplomatycznie.
Neressa zaśmiała się, a jej śmiech przypominał pękający lód. "Oczywiście. Stosunki. To przecież najważniejsze, prawda?" Pochyliła się bliżej, ściszając głos. "A propos stosunków, wczorajsze spotkanie rady było fascynujące. Tyle rozmów o liniach krwi i... płodności."
Mocniej ścisnęłam kielich. Plotki narastały od miesięcy — szepty, że jestem bezpłodna, że zawiodłam w najważniejszym obowiązku Luny.
"Nie wiem," odpowiedziałam spokojnie. "Nie zostałam zaproszona."
"Naprawdę?" Oczy Neressy rozszerzyły się w udawanym zaskoczeniu. "Jakie to dziwne. Byłam pewna, że Rovan wspomniałby o tym swojej Lunie."
Młodsza członkini watahy podeszła do nas nieśmiało. "Lady Neresso, twoja matka cię woła."
Neressa westchnęła z przesadą. "Baw się dobrze na festiwalu, Luno." Podkreśliła mój tytuł z ledwie dostrzegalną kpiną, po czym odeszła.
Wzięłam głęboki oddech i ponownie zeskanowałam wzrokiem tłum. Rovan wciąż otoczony był radą, nadal nie patrzył w moją stronę. Trzy lata małżeństwa, a dystans między nami urósł z rysy do przepaści.
"Mówią, że wkrótce zastąpią tę cherlawą," mruknął ktoś niedaleko, nie trudząc się, by ściszyć głos. "Luna bez potomstwa była błędem od samego początku."
"Cicho, usłyszy cię," odpowiedział drugi, choć nie wyczułam w jego tonie prawdziwego zaniepokojenia.
Udawałam, że nie słyszę, popijając wino i patrząc, jak tancerze okrążają centralne ognisko. Płomienie strzelały wysoko, wysyłając iskry ku pełni księżyca wiszącego ciężko nad nami.
"Luno Slyro."
Odwróciłam się i zobaczyłam Thorne'a, jednego z nielicznych członków watahy, którzy jeszcze okazywali mi szczery szacunek. Jego poorana zmarszczkami twarz była poważna.
"Alfa prosi cię do kamieni ceremonialnych," powiedział cicho.
Serce mi zadrżało. "Dziękuję, Thorne."
Przechodząc przez tłum, rozmowy na moment przycichły, po czym znów rozbrzmiały pośpiesznie. Trzymałam głowę wysoko, choć każda cząstka mnie krzyczała, że coś jest nie tak.
Rovan stał dumnie przy starożytnych kamieniach wyznaczających serce terytorium Blackmaw. Światło ognia rzucało cienie na jego przystojną twarz, podkreślając ostre rysy, które niegdyś odbierały mi oddech. Teraz szukałam w tych rysach choć odrobiny ciepła skierowanego do mnie — na próżno.
Wybuch śmiechu przyciągnął moją uwagę i zobaczyłam, gdzie naprawdę skierowane są jego myśli. Lady Vela zbliżała się, w towarzystwie kobiety, którą rozpoznałam jako Lady Elene z watahy Redfang. Elene była olśniewająca, z ognistoczerwonymi włosami spływającymi po plecach i pewnym siebie krokiem, który przyciągał spojrzenia.
"Alfo Rovanie," zamruczała Lady Elene, kłaniając się z szacunkiem, po czym odwróciła się do mnie. "Luno Slyro. To zaszczyt w końcu poznać cię osobiście."
"Lady Elene," odparłam, zauważając, jak postawa Rovana subtelnie się zmieniła — wyprostował się, spiął ramiona — przy niej. Coś zimnego i ciężkiego osiadło mi w żołądku.
Lady Elene uśmiechnęła się i przez chwilę wydawało mi się, że dostrzegłam coś w jej spojrzeniu, może cień triumfu? Ale zniknęło to tak szybko, że przekonałam się, iż to tylko wyobraźnia.
"Delegacja Redfang przynosi dary," ogłosiła Lady Vela, wskazując wejście, gdzie służący wnosili bogato zapakowane paczki.
"Bardzo hojnie," odparł Rovan, jego głos był cieplejszy niż chwilę wcześniej, gdy mówił do mnie.
Dłoń Elene musnęła ramię Rovana. "Cenimy sobie silne sojusze, Alfo."
Ten dotyk trwał ułamek sekundy za długo. Gardło mi się zacisnęło i po cichu się oddaliłam, nie zauważona przez Rovana.
Gdy zbliżała się północ, Rovan przywołał wszystkich do uwagi. Bębny umilkły, a wataha zebrała się wokół centralnego ognia. Ruszyłam, by stanąć obok niego, jak nakazywała tradycja, lecz Lady Vela w subtelny sposób zagrodziła mi drogę.
"Może lepiej będzie, jeśli ustawisz się tuż za," szepnęła, jej uśmiech nie sięgał oczu.
Nim zdążyłam odpowiedzieć, głos Rovana rozbrzmiał nad polaną.
"Wataho Blackmaw," zaczął, jego głęboki głos niósł się bez trudu przez nocne powietrze. "Dziś świętujemy pod błogosławieństwem księżyca. Czcimy naszych przodków i spoglądamy w przyszłość."
Wataha zawyła z aprobatą, a dźwięk odbił się echem od drzew.
Gdy znów zapadła cisza, Rovan mówił dalej. "Przez pokolenia siłą naszej watahy była jedność. Dziś ogłaszam decyzję podjętą, by tę siłę wzmocnić."
Zabrakło mi tchu, gdy Rovan wyciągnął rękę. Nie do mnie, lecz do Lady Elene, która z wdziękiem wysunęła się naprzód.
"Wezmę Lady Elene z Redfang za drugą partnerkę," ogłosił Rovan, jego głos był stanowczy i nieznoszący sprzeciwu. "To połączenie wzmocni więzy między naszymi watahami i zapewni pomyślną przyszłość Blackmaw."
Tłum wybuchł okrzykami i skowytami zadowolenia. Pośród hałasu i zamieszania stałam nieruchomo, a świat zwęził się do punktu niewiary i zdrady.
W tej chwili, gdy mój partner trzymał za rękę inną kobietę na oczach całej watahy, uświadomiłam sobie prawdę, którą szeptano wokół mnie od miesięcy: nie byłam już Luną Blackmaw, poza samym tytułem.

The Lycan King's Secret Daughter
300 Rozdziały
300
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101