
Opis
,,Jestes moja, maly szczeniaku," warknal Kylan przy mojej szyi. ,,Niedlugo bedziesz blagala mnie o litosc. A kiedy to zrobisz-uzyje cie, jak uznam za stosowne, a potem cie odrzuce." - Kiedy Violet Hastings rozpoczyna swoj pierwszy rok w Starlight Shifters Academy, pragnie tylko dwoch rzeczy-uczczenia dziedzictwa swojej matki, stajac sie wykwalifikowana uzdrowicielka dla swojego stada, oraz przetrwania akademii bez bycia wysmiewana za swoje dziwne schorzenie oczu. Sytuacja dramatycznie sie zmienia, gdy odkrywa, ze Kylan, arogancki dziedzic tronu Lykanow, ktory od chwili ich spotkania zamienia jej zycie w koszmar, jest jej partnerem. Kylan, znany ze swojej zimnej osobowosci i okrutnych sposobow, nie jest zachwycony. Odmawia zaakceptowania Violet jako swojej partnerki, ale nie chce jej tez odrzucic. Zamiast tego uwaza ja za swojego szczeniaka i jest zdeterminowany, by uczynic jej zycie jeszcze wiekszym pieklem. Jakby znoszenie dreczenia przez Kylana to bylo malo, Violet zaczyna odkrywac sekrety swojej przeszlosci, ktore zmieniaja wszystko, co myslala, ze wie. Skad naprawde pochodzi? Jaka jest tajemnica jej oczu? I czy cale jej zycie bylo klamstwem?
Rozdział 1
May 20, 2026
Moje serce waliło z podekscytowania i nerwów, gdy szłam przez kampus Akademii Starlight z walizkami w dłoniach.
To było moje marzenie, odkąd tylko pamiętam - być wśród najlepszych zmiennokształtnych. Dostanie się do akademii było trudne, ale jakoś mi się udało.
Dziś miał rozpocząć się nowy rozdział w moim życiu i absolutnie nic nie mogło tego zepsuć.
"Z drogi, okularnico!"
Prawie nic.
Wydałam z siebie pisk, gdy ktoś popchnął mnie na ziemię i upadłam razem z walizkami.
Okulary zsunęły mi się z twarzy i wpadłam w panikę.
"Nie, nie!" szepnęłam, zamykając oczy i rozpaczliwie ich szukając.
Musiały pozostać na moich oczach przez cały czas. Nosiłam je od ósmego roku życia i wiedziałam tylko, że bez nich noc będzie zimna i samotna.
Koszmary, wizje...
"Tak!" odetchnęłam, gdy moje palce musnęły znajomą oprawkę. Z ulgą szybko założyłam je z powrotem.
Zdążyłam zauważyć plecy faceta, który mnie popchnął, gdy szedł ze swoją grupą przyjaciół. "Dupek!" moja wilczyca, Lumia, i ja mruknęłyśmy jednocześnie.
Jeden z chłopaków, ubrany w niebieską bluzę, obejrzał się ze współczuciem w oczach.
Nasze spojrzenia się spotkały, a potem skręcił, biegnąc w moim kierunku.
Zmieszana, patrzyłam jak podnosi moje walizki z ziemi, zanim wyciągnął rękę, by mi pomóc.
"Wszystko w porządku?"
"Tak, dzięki," przyjęłam pomoc i wstałam, stając z nim twarzą w twarz.
Moje usta mimowolnie się uśmiechnęły na widok przystojnego blondyna przede mną, jego oczy były miodowo brązowe, a włosy nieco jaśniejsze niż moje.
"Przepraszam za księcia," powiedział. "Nie chciał tego, jest dziś trochę marudny."
Zmarszczyłam brwi. "Księcia?"
Chłopak dziwnie na mnie spojrzał. "Li... nieważne. Pierwszy dzień?"
"Tak."
"Potrzebujesz pomocy z walizkami?"
"Tak, jasne."
Chwycił moje dwie walizki i ruszyliśmy, moje krótkie nogi z trudem nadążały, bo był prawie dwa razy wyższy ode mnie. "Szłaś odebrać klucze?"
"Tak."
"Potrafisz mówić tylko 'tak'?"
"Ta... znaczy - nie," potrząsnęłam głową, nieco zawstydzona.
Zaśmiał się. "Jestem Nate, członek samorządu studenckiego."
"Violet," odpowiedziałam.
Nate spojrzał na mnie, a potem uważnie mi się przyjrzał. Jego spojrzenie było tak intensywne, że nie mogłam powstrzymać rumieńca. "To pozwól, że zgadnę," powiedział. "Siedemnaście lat, mała i skromna wataha, córka Alfy, pomocnica uzdrowiciela?"
Spojrzałam na niego zaskoczona i zaśmiałam się. "Prawie dobrze - osiemnaście."
I była jeszcze ta druga sprawa.
Alfa był moim wujkiem, który mnie wychował, ale nigdy nie czułam potrzeby, by o tym mówić.
Kiedy miałam osiem lat, moi rodzice zginęli w ataku, a mój wujek opiekuje się mną od tamtej pory. Był Alfą watahy Bloodrose, małej watahy ze wschodu.
"Uczysz się na pomocnicę uzdrowiciela? Twoi rodzice muszą być z ciebie dumni," powiedział Nate.
"Tak, oni..." odpowiedziałam, urywając.
Alfa Fergus próbował traktować mnie jak córkę, ale był zbyt niezręczny, by wychować dziecko. Rzadko bywał w domu, a nasza Luna, Sonya, starała się jak mogła, ale po prostu nie miałyśmy tej więzi matka-córka. Dodając soli do rany, był jeszcze Dylan, mój kuzyn, z którym dorastałam. Nazywałam go bratem, wszyscy tak robili. Nienawidził mnie całe życie, nigdy nie podając powodu, i nigdy się nie dogadywaliśmy.
Był na drugim roku w Akademii Starlight i bardzo jasno dał mi do zrozumienia, że w tych murach nie jesteśmy rodziną i mam trzymać się od niego z daleka.
Jego dokładne słowa brzmiały: 'Nie zawstydzaj mnie, dziwadło.'
"Są dumni," westchnęłam.
Idąc za Natem, zauważyłam wiele dziewczyn walczących o jego uwagę. Od czasu do czasu którejś odpowiadał, co wywoływało piski. Z taką twarzą nietrudno było zgadnąć, że jest popularny. Przede wszystkim wydawał się mieć też dobre serce.
Przyłapał mnie na gapieniu się i spuściłam wzrok na ziemię, chichocząc.
"Jesteśmy na miejscu," powiedział Nate.
Podniosłam wzrok i zdałam sobie sprawę, że dotarliśmy już do wielkiej sali. "Chodź," poprowadził mnie do środka, a miejsce było tak niesamowite, jak pamiętałam z orientacji - duża, otwarta przestrzeń z wysokimi sufitami i luksusowym wyglądem.
Było dość tłoczno, obszar wypełniony studentami i walizkami. "Wow," westchnęłam, rozglądając się z zachwytem.
Nate wskazał. "To jest recepcja. Możesz tam uzyskać informacje i odebrać klucze," potem wyciągnął rękę. "Miło było cię poznać. Witamy i mam nadzieję, że będziesz miała dobry rok - Violet."
Spojrzałam przez chwilę na jego dłoń, zanim ją przyjęłam. "Dziękuję."
Puścił do mnie oko, a ja poczułam trzepotanie w piersi. Trzymałam jego dłoń sekundę dłużej niż było trzeba, a gdy spojrzał na nasze splecione ręce z delikatnym uśmiechem, zakaszlałam i cofnęłam się.
"Dziękuję," powtórzyłam, nie wiedząc, co innego powiedzieć. "I dziękuję, że wróciłeś, żeby mi pomóc."
"Nie ma sprawy," powiedział Nate. "Po prostu wykonuję swoją pracę."
Racja, bo był członkiem samorządu studenckiego.
"Nate—chodźmy!" zawołał głośny głos.
Spojrzałam ponad ramieniem Nate'a, by zobaczyć, skąd dochodzi głos. Był to chłopak opierający się o jeden z filarów, otoczony przyjaciółmi, odwrócony do nas plecami. To był ten sam facet, który nazwał mnie okularnicą. Od razu rozpoznałam jego głos. Nate określił go mianem księcia i zastanawiałam się, czy to dlatego, że faktycznie był z rodziny królewskiej, czy z powodu jego roszczeniowego zachowania.
Jednak Nate bez wahania natychmiast ruszył do swojego przyjaciela.
"Następny!" krzyknęła kobieta za biurkiem informacyjnym, przywracając mnie do rzeczywistości. Na jej twarzy malował się znudzony wyraz.
"Och, tak—to ja!" powiedziałam, brzmiąc niezręcznie nawet dla samej siebie, gdy z trudem przesuwałam walizki do biurka.
"Nazwisko, rok i kierunek," zażądała płaskim tonem.
"Violet Hastings, pierwszy rok, wydział uzdrowicieli?"
Kobieta mruknęła i przejrzała stos papierów czy dokumentów. W międzyczasie moje myśli powędrowały do trzech nowych współlokatorek, mając nadzieję, że będą przynajmniej bardziej znośne niż ten koleś, który nazwał mnie okularnicą.
"M-muszę przyznać, że jestem bardzo zaszczycona, że jestem jedną z wybranych 200 osób, które będą się uczyć od najlepszych uzdrowicieli, a moja mama była absolwentką, więc jestem naprawdę podekscytowana—"
Kobieta przerwała mi, rzucając mi zestaw kluczy, które złapałam w ostatniej chwili. "Akademik Lunar, drugi budynek po lewej, drugie piętro, pokój 102—Następny!"
"Okej?" mrugnęłam, zszokowana jej nieuprzejmością. Zanim zdążyłam zareagować, ktoś popchnął mnie na bok i prawie się przewróciłam, ale na szczęście w porę odzyskałam równowagę.
Podążanie za wskazówkami nieuprzejmej kobiety do akademika na szczęście nie było zbyt trudne. Udało mi się dotrzeć na drugie piętro z wielkim trudem, kompletnie bez tchu i prawdopodobnie spocona—ale byłam tam i to było najważniejsze.
Korytarz był pełen studentów, rozmawiających, wnoszących swoje rzeczy i tak dalej. Przytłoczona hałasem i ludźmi, rozglądałam się, nie wiedząc, od czego zacząć.
"W którym pokoju jesteś?" zapytał głos za mną.
Gdy odwróciłam głowę, kobieta głośno westchnęła mi prosto w twarz. "Adelaide?" rozszerzyła swoje uderzające zielone oczy.
Spojrzałam na kobietę, próbując ustalić, czy ją znam, ale nie mogłam jej rozpoznać. "K-kto?" wyjąkałam.
Kobieta miała jasnoszare włosy związane w kok, okulary na nosie i uderzające zielone oczy. Patrzyła na mnie z intensywnym, niemal pełnym nadziei wyrazem twarzy, podczas gdy ja dziwnie się jej przyglądałam, myśląc, że musiała pomylić mnie z kimś innym.
"Przepraszam bardzo," przeprosiła, "po prostu wyglądasz jak ktoś, kogo kiedyś znałam."
Uśmiechnęłam się ciepło. "Nic nie szkodzi."
"Nazywam się Esther i jestem kierowniczką tego wydziału. A ty jesteś..." zaczęła, jej oczy przesunęły się na nazwisko na mojej zawieszce do kluczy. "Violet Hastings z pokoju 102—pokój jest tuż na końcu korytarza," powiedziała.
"Dziękuję," westchnęłam, wdzięczna za pomoc.
Posyłając jej ostatni uśmiech, ruszyłam dalej z moimi walizkami do mojego pokoju. Z każdym krokiem coraz bardziej denerwowałam się na myśl o spotkaniu współlokatorek.
Jakie będą?
Czy je polubię?
Czy one polubią mnie?
Nawet w stadzie Bloodrose zdałam sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie miałam przyjaciół. Owszem, byli ludzie, z którymi byłam bliżej niż z innymi, ale przyjaciele?
Dotarłam do drzwi pokoju 102, a moje serce waliło w piersi. Biorąc głęboki oddech, przekręciłam klucz w zamku i pchnęłam drzwi.
Na środku pokoju stały dwie dziewczyny, które natychmiast przestały rozmawiać i spojrzały na mnie.
Jedna z dziewczyn miała farbowane jasnoróżowe włosy, druga ciemne loki. Ich ubrania były stylowe i wyglądały na drogie, sprawiając, że poczułam się niepewnie i nie na miejscu. Prawdopodobnie pochodziły z rodzin o wysokim statusie, większych stad, w przeciwieństwie do mnie.
"Przeszkadzam?" zapytałam wahającym się głosem.
Dziewczyna z różowymi włosami ruszyła w moją stronę. "Nie," powiedziała pospiesznie. "Jestem Amy, to Trinity—a ty jesteś? Była Kylana?"
Zmarszczyłam brwi w zmieszaniu. "Kto?"
I kim był Kylan?
"Nasza współlokatorka, Chrystal? Była księcia Lycanów?" wyjaśniła Amy. "Słyszałam, że musi powtarzać pierwszy rok i jest naszą współlokatorką—to ty jesteś nią?"

The Lycan Prince's Puppy
456 Rozdziały
456
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101