

Opis
Osiemnascie lat. Bez wilka. Przyrodni brat, ktory co noc probuje otworzyc jej drzwi, i matka, ktora udaje, ze nie slyszy. Aurora Marrock spedzila szesc lat, bedac mala, cicha i zdolna do przetrwania. Potem pierwszy raz przezywa ruje na balu Alfy, niewlasciwy mezczyzna osacza ja w korytarzu, a najpotezniejszy wilk na terytorium lamie go na pol. Jared Grimclaw ma trzysta lat i konczy mu sie czas. Srebrna kula zabija go powoli. Jego rece drza, nogi odmawiaja posluszenstwa publicznie, a kazdy wilk w stadzie odlicza dni, az ktos mlodszy zabierze to, co do niego nalezy. Potrzebuje kogos, kto sie zajmie jego synem. Ona potrzebuje miejsca, w ktorym nikt jej nie znajdzie. To powinno pozostac profesjonalne. Potem ona go dotyka i to, co od lat go niszczylo od srodka, nagle cichnie. Jego dlonie sa pewne. Bol znika. A to, co sie miedzy nimi dzieje, jest albo odpowiedzia na wszystko, albo ostatnim bledem, jaki moga popelnic. Bo ci, przed ktorymi uciekla, juz stoja u drzwi.
Rozdział 1
Jul 2, 2026
Perspektywa Isadory
„Nie wstyd ci pokazywać się w czymś takim?”
Palce Noaha sięgają do tyłu mojej sukienki i szarpią — popisowy numer mojego przyrodniego brata, gdzieś pomiędzy posiadaniem a upokorzeniem. Robi to za każdym razem — znajduje kawałek materiału, szarpie go i czeka, aż się wzdrygnę.
Jeśli to zrobię, uśmiecha się. Jeśli nie — szarpie mocniej, aż się poddam.
Moje ramiona się spinają i mam ochotę złapać go za nadgarstek i wykręcić mu go do tyłu. Ale on szybko się goi, a Edward, mój ojczym, uderza mocniej.
„Serio.” Noah wygładza materiał sukienki. „To bal Alfy, a nie zbiórka charytatywna dla tragicznie niemodnych dziwek.”
Jego wzrok przesuwa się na coś za moimi plecami, a jego uśmiech się wyostrza. Czuję Edwarda, zanim go zobaczę.
„Starała się,” wtrąca mój ojczym, poprawiając spinki do mankietów. „Niektóre suki po prostu nie mają kości policzkowych do wieczorowych kreacji.”
Kości policzkowe. Oczywiście, że tak.
Wybrałam tę sukienkę, bo ma fiszbiny w gorsecie, które nie pozwalają materiałowi dotykać siniaka, którego zostawił mi na żebrach dwa tygodnie temu. Wciąż ma fioletowy środek, zielone krawędzie, żółte tam, gdzie się goi. Trzy warstwy korektora na częściach, których nie zakrywa dekolt.
W tym roku opanowałam sztukę korygowania kolorów. Podkład na fiolet, brzoskwinia na zieleń, puder by utrwalić kłamstwo.
Przez ramię Noaha widzę, że moja matka przechodzi przez foyer w naszą stronę. Obcasy stukają, podniesiony podbródek, jedwabna sukienka płynie. Martha zatrzymuje się za Noah, jej wzrok obejmuje mnie od stóp do głów. „Korektor, który wybrałaś, nic nie daje na te ślady na szyi.”
Miło cię widzieć, mamo.
Pochyla się i wciska pasmo włosów za moje ucho, tak mocno, że drapie mi skórę głowy.
„Spróbuj nas nie zawstydzić jeszcze bardziej niż już to zrobiłaś samym swoim istnieniem.” Odsuwa się i lekko ściska mi ramię.
Dla każdego obserwatora mogłoby to wyglądać jak czułość.
„Uroczystość zaczyna się za dziesięć minut.” Nie patrzy na nikogo z nas, gdy to mówi. „Na miłość bogini, Isadora, trzymaj się za mną.”
Jej dłoń zaciska się na moim nadgarstku i prowadzi mnie przez hol wejściowy, mijając grupkę mężczyzn wyglądających na stary pieniądz, aż do sali balowej otwierającej się jak katedra z kartą do baru.
Setki wilków w strojach wieczorowych, krążących, nawiązujących kontakty, odgrywających role. Moja matka prowadzi nas przez tłum, gdy słyszę, jak mężczyzna przy lodowej rzeźbie nachyla się do swojej żony.
„Trzysta trzy lata i drań wciąż walczy na Underground Claw co miesiąc. Mój syn był w zeszłym tygodniu — mówił, że Grimclaw złamał szczękę przeciwnikowi w pierwszej rundzie i nawet się nie przemienił.”
Jego żona kręci głową. „Ktoś powinien powiedzieć tym chłopcom, żeby przestali próbować.”
Moja matka puszcza mój nadgarstek, w końcu znalazła kogoś wartego rozmowy, a ja przywieram do najbliższej ściany. Na szczęście Edward i Noah idą za nią. Ale gdy szmer przy wejściu zmienia ton, podnoszę wzrok.
Jared Grimclaw, Alfa naszej watahy, przechodzi przez salę balową.
Srebrne włosy, ramiona z bliznami, krok bez pośpiechu. Jego koszula rozpięta o jeden guzik za dużo i widzę krawędź czegoś — blizny, tatuażu, nie wiem — biegnącego wzdłuż obojczyka.
Żyje od wieków, żyje długo i starzeje się powoli jak wszyscy lykani, ale wygląda… na czterdziestkę. I — dobra, powiem to — jest absurdalnie atrakcyjny. Jego garnitur wygląda, jakby ledwo się na nim trzymał.
Znam go tylko jako dawnego przyjaciela mojego zmarłego ojca i kolegę z klubu bokserskiego, w którym kiedyś pracował. Tata mówił o nim z taką czcią, jakiej nie okazywał nikomu innemu.
Mocniej zaciskam dłoń na szklance, a moja twarz nagle płonie bez powodu. Odwracam wzrok, patrzę znowu, znów odwracam. Klasyka, bardzo subtelnie, Isadora. Nikt nigdy nie był mniej niezręczny przy gapieniu się.
Kiedy Alfa Jared odwraca głowę w stronę kogoś, kto do niego mówi, a światło pada na jego profil, coś w dole mojego brzucha napina się jak lina skręcana przez niewidzialną rękę. Moje ciało eksploduje od środka.
Skóra mnie swędzi. Nogi rozpuszczają się.
Co do… nigdy… To nigdy…
Moja wizja się zamazuje, a reszta pokoju rozmywa. Każda męska głowa w promieniu sześciu metrów obraca się w moją stronę, jakbym uruchomiła jakiś biologiczny dzwonek na obiad.
To spojrzenie w ich oczach... Znam je. Żyję z nim każdego dnia.
Do diabła, nie. Nie nie nie nie nie. To nie może być mój pierwszy ruj. Nie teraz!
Skurcz rozdziera mi brzuch, a uda zaczynają drżeć gwałtownie, kiedy po nich spływa kilka kropel czegoś śliskiego. Pot spływa mi po kręgosłupie, a sukienka przykleja się do skóry, która wydaje się rozpalona od środka.
Muszę wyjść. Teraz. Wczoraj. W zeszłym tygodniu.
Odpycham się od ściany, a tłum zamienia się w tor przeszkód. Obcas się przekręca. Biodrem zahaczam o krawędź stołu. Kobieta cofa swoją torebkę z mojej drogi, jakbym była zaraźliwa.
Zygzakuję w kierunku toalet, wzrok mi się zawęża, pot spływa po karku, a potem tłum rozstępuje się na pół sekundy i wtedy go widzę.
Alfa Jared stoi z dwoma mężczyznami przy dalekiej kolumnie i... patrzy na mnie.
Jego dłoń, oplatająca szklankę, zbielała na kostkach. Nasze spojrzenia się spotykają i przez moje wnętrze przetacza się fala, wilgotna i jeszcze gwałtowniejsza, całkowicie upokarzająca. Nogi niemal się pode mną uginają, kiedy robi krok w moją stronę, ale nie czekam, żeby dowiedzieć się dlaczego.
Drzwi do łazienki pojawiają się po prawej i rzucam się przez nie, zatrzaskuję zamek i osuwam się na nie. Wciskam obcasy w kafelki i opieram kręgosłup o drzwi, podczas gdy świat nie przestaje się trząść.
Kiedy drzwi raz podskakują za moimi plecami, zaciskam zęby i napieram z powrotem. Ale kiedy podskakują znowu, mocniej i bardziej natarczywie, obcasy przesuwają mi się o centymetr po płytkach.
Nie mogę nikogo do siebie dopuścić, nie teraz.
"Czuję cię przez drzwi, siostrzyczko." Głos Noaha jest jak mruczenie. "Jesteś cała mokra, prawda? Nie martw się, pomogę ci to zatrzymać. Sprawię, że będzie ci tak dobrze, że zapomnisz, iż kiedykolwiek mówiłaś nie."
Nie... Proszę, Bogini. Nie on. Każdy, tylko nie on!
Oburącz chwytam klamkę i przez dwie sekundy udaje mi się ją utrzymać. Trzecie uderzenie rozpruwa zamek i zrzuca mnie na podłogę, gdy Noah wchodzi do środka.
Zamykając drzwi kopnięciem, nozdrza ma szeroko rozwarte, źrenice całkowicie czarne, a uśmiech rozciągający się na jego twarzy uruchamia we mnie wszystkie możliwe alarmy.
"A więc tu jesteś..." Wciąga głęboko powietrze i kuca na moim poziomie. "Jak to możliwe, że nie wiedziałem, że masz zapach?"
Bo zadbałam, żebyś nie wiedział, dupku!
Edward zaczął się do mnie przystawiać, kiedy miałam szesnaście lat, więc brałam tabletki z tojadem, żeby dewianci tacy jak on i Noah nigdy nie mogli mnie wyczuć ani sobie rościć.
"Wyjdź." Mój głos brzmi jak cienki papier.
"A co, jeśli nie?" Przechyla głowę. "Będziesz krzyczeć? Śmiało. Myślisz, że ktoś tam wyjdzie po rodzinną hańbę?"
Skóra na głowie piecze, gdy łapie mnie za garść włosów i podnosi. Zaplata ramię pod moje żebra i niesie mnie dalej. Krawędź umywalki wbija mi się w biodra, kiedy mnie nad nią pochyla, jedną dłonią przyciskając płasko między łopatkami.
Wyginam się, kopię wstecz, a kiedy obcas trafia w jego goleń, syczy. Przez chwilę jego uchwyt słabnie i rzucam się do krawędzi blatu, ale wbija mnie z powrotem tak mocno, że kran rozcina mi wargę.
Nie mogę walczyć. Nie mogę uciec. Ledwo łapię oddech.
Kiedy jego druga ręka sięga po dół mojej sukienki, drzwi przestają istnieć.
Przez jedno uderzenie serca Noah jest przy mnie. Przez następne leci w powietrze, uderzając w kafelkową ścianę z trzaskiem, który przesuwa porcelanę. Osuwa się, a gdy podnosi wzrok, każda kropla krwi odpływa mu z twarzy.
Alfa Jared stoi w tym, co kiedyś było framugą. Jego dłonie drżą, jakby powstrzymywał przemianę czystą, przerażającą siłą woli. Wściekłe oczy pulsują między brązem a złotem tak szybko, że nie nadążam za zmianą koloru.
Kiedy Noah ucieka bez słowa, Alfa Jared odwraca się do mnie, a ja mocniej wtulam się w umywalkę.
Jest przerażający i nie jestem gotowa, by ryzykować z nim.
Zostaje w progu i pyta: "Możesz chodzić?"
Próbuję, ale kolana odmawiają posłuszeństwa już przy pierwszym kroku, a jego ramię — jedno ramię, stabilne wokół mojej talii — podtrzymuje mnie. Podnosi mnie, jakbym nic nie ważyła.
"Nikt inny nie wytrzyma teraz twojego zapachu," mówi głosem rozszarpanym przez tłumioną przemianę. "Idziesz ze mną."

The Lycan's Hidden Mate
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101