

Opis
Aby pomscic zamordowanie rodzicow, dwudziestoletnia Sophie infiltruje dom Alessandro De Luki - spadkobiercy bezwzglednej nowojorskiej rodziny mafijnej, ktora obwinia o zniszczenie swojej rodziny - podszywajac sie pod jego osobista pokojowke. Mieszkajac pod jego dachem i uczeszczajac do tego samego uniwersytetu, musi odegrac role idealnie uleglej sluzacej, przestrzegajac jego trzech niepodwazalnych zasad i znoszac narastajace miedzy nimi napiecie seksualne, jednoczesnie szukajac dowodow na zbrodnie jego rodziny. Ale Alessandro patrzy na nia oczami, ktore niczego nie przegapiaja, a im bardziej zbliza sie do prawdy, ktora go zniszczy, tym trudniej jest jej pamietac, po ktorej stronie nienawisci i pozadania naprawde powinna sie znalezc.
Rozdział 1
Dec 23, 2025
[Perspektywa Sofii]
Stoję na chodniku, ściskając w dłoniach sfałszowane referencje, a moje ręce pocą się tak bardzo, że boję się, iż tusz zacznie się rozmazywać. Czyż to nie byłoby idealne?
Dzień dobry, przyszłam w sprawie pracy jako osobista pokojówka, proszę zignorować fakt, że moje doświadczenie zawodowe dosłownie się rozpływa.
Kamienica De Luców wygląda dokładnie tak, jak każda inna na tej zadrzewionej ulicy w pobliżu Uniwersytetu Columbia — czyli tak, jakby ktoś upłynnił PKB małego państwa i wlał go w cegły oraz zaprawę.
Drzwi otwierają się, zanim zdążę zapukać. Kobieta po sześćdziesiątce ze stalowoszarymi włosami i postawą kogoś, kto widział już wszystko, ale nie zamierza być pod wrażeniem czegokolwiek, mierzy mnie ostrymi, czarnymi oczami.
— Sofia Russo?
— Tak, proszę pani. — Skłaniam głowę, pozwalam ramionom opaść do środka.
Mniejsza. Nieszkodliwa. Po prostu biedna dziewczyna na stypendium, która rozpaczliwie potrzebuje tej pracy.
— Pani Bianchi. Chodź. — Odwraca się, nie czekając nawet, czy za nią pójdę — niegrzeczne, ale też uczciwe.
Gdzie niby miałabym pójść?
Podążam za nią do przedsionka pachnącego drogimi perfumami i tym rodzajem starego pieniądza, który nie musi ogłaszać swojego istnienia. On po prostu jest . Przesiąknięty w perskich dywanach i dziełach sztuki, które pewnie są warte więcej niż cała moja tożsamość w tej chwili.
Trzymam wzrok spuszczony, jak należy, jednocześnie wszystko katalogując.
Wyjście w lewo — może kuchnia? Schody prosto przed siebie. Kamera w rogu, druga przy drzwiach.
Mój wzrok zatrzymuje się na zamkniętych drzwiach na końcu korytarza — ciężkie drewno, takie, które mówi: tutaj dzieją się ważne rzeczy — i zawieszam na nich spojrzenie o ułamek sekundy za długo, zanim zmuszam się, by odwrócić wzrok.
— Rodzina ceni dyskrecję — mówi pani Bianchi, prowadząc mnie przez salon, który mógłby pomieścić moje mieszkanie trzy razy. — Nic nie widzisz. Nic nie słyszysz. Mówisz tylko, gdy zostaniesz zapytana. Jasne?
— Tak, proszę pani.
— Nasza młodsza panna Chiara jest w pokoju dziennym. Najpierw poznasz ją.
No świetnie. Siostra.
Widziałam dokładnie jedno zdjęcie z monitoringu Chiary De Luca i wyglądała na kogoś, kto porysowałby ci samochód za to, że zaparkowałaś za blisko jej. Na żywo jest jeszcze gorzej.
Jest rozłożona na aksamitnej sofie jak obraz z epoki renesansu ożywiony na nowo. Cała na dziewiętnaście lat, tonąca w Chanel, ciemne włosy układają się w idealne fale, cera nieskazitelna.
A gdy podnosi na mnie wzrok, jej wyraz twarzy od razu daje do zrozumienia, że plasuję się gdzieś między gumą na jej bucie a szczególnie obraźliwym meblem.
— To jest ta nowa dziewczyna? — Jej głos mógłby ciąć szkło. — Wygląda... dostatecznie, chyba.
Moja twarz pozostaje kamienna, postawa uległa. Dostateczna . Jasne.
Zawsze wolę „dostateczną” od „cel zneutralizowany”.
— Sofia będzie służyć jako osobista pokojówka pana Alessandro, panno — mówi pani Bianchi.
Perfekcyjnie wykrojone brwi Chiary unoszą się.
— Alessandro? Jakże smakowicie. — Ocenia mnie wzrokiem, od którego cierpnie mi skóra. — Staraj się nas nie zawstydzić, dziewczyno na stypendium. Służące, które sprawiają kłopoty, nie zostają tu długo.
— Rozumiem, panno De Luca.
— Rozumiesz? — Uśmiecha się, ale nie sięga to do jej oczu. — I zrób coś z tymi włosami, wyglądają tragicznie — czesałaś je mopem?
Och, oczywiście . Czy naprawdę sądziłam, że wyjdę stąd bez jakiejś zniewagi?
— Doceniam troskę panny De Luca o mój wygląd. — Spuszczam wzrok, choć najwyraźniej powinnam była raczej spuścić głowę, niż powstrzymywać temperament. — Dopilnuję, by spełnić standardy rodziny.
Słowa są idealnie grzeczne. Ton perfekcyjnie uprzejmy.
Ale to jak je wypowiadam — ta mikroskopijna krawędź, którą można odczytać zarówno jako szczere podziękowanie, jak i najbardziej subtelne „pierdol się” w historii.
Oczy Chiary mrużą się. — Co właśnie…
Jej dłoń podnosi się błyskawicznie, a ja odruchowo się wzdrygam.
— Chiara.
Policzek nie pada. Głos dochodzi zza moich pleców, niski i spokojny, a każdy mięsień mojego ciała zamiera. Odwracam się powoli, ostrożnie, utrzymując tę uległą krzywiznę sylwetki.
I oto on.
Alessandro De Luca nie przypomina siebie ze zdjęć. Na fotkach z monitoringu wyglądał niebezpiecznie, ale odlegle — kolejny przystojny mafijny książę w drogich garniturach. Na żywo jest obecny w sposób, który sprawia, że pokój wydaje się mniejszy.
Jest wysoki, zbudowany jak ktoś, kto zna siłownię i walkę. Czarne włosy wiecznie dwa tygodnie za długie, oczy w jakimś niemożliwym odcieniu między szarością a zielenią.
Te oczy wbijają się we mnie i mój puls przyspiesza.
Strategiczna czujność. Tylko tyle.
Już rejestruję szczegóły: sposób, w jaki się porusza, szerokość ramion, tatuaże ledwie widoczne spod podwiniętych rękawów koszuli. To, jak patrzy na mnie, jakby zastanawiał się, czy mnie kupić.
— Możesz się cieszyć, przybłędo — syczy Chiara za mną.
Nie odwracam się do niej.
— Panie Alessandro, to Sofia Russo. — Pani Bianchi wskazuje na mnie jak na mebel dostarczony do domu. — Pańska nowa osobista pokojówka.
— Rozumiem. — Okrąża mnie powoli, a ja zmuszam się, by stać nieruchomo, by nie śledzić jego ruchu jak zagrożenia, którym jest. — Widziałem cię na kampusie. Podwójny kierunek: biznes i literatura, zgadza się? Imponujące oceny jak na kogoś pracującego na pełen etat.
Zasysa mnie w żołądku. Obserwował mnie. Oczywiście, że tak.
De Lucowie nie zatrudniają nikogo bez wcześniejszego sprawdzenia.
— Tak, proszę pana — mówię cicho. — Staram się jak mogę.
— Mhm. — Zatrzymuje się naprzeciwko mnie, tak blisko, że czuję jego perfumy — ciemne, drzewne nuty. — Powiedz mi, Sofia. Czemu dziewczyna z twoimi ocenami musi szorować toalety na życie?
To jest to. Moment, od którego wszystko zależy.
Pozwalam, by mój głos lekko się zatrząsł, oczy robią się wilgotne od groźby łez.
— Moja rodzina jest winna De Lucom pieniądze, proszę pana. Dług, którego ojciec nie zdążył spłacić przed śmiercią. — Przełykam głośno, nie muszę nawet udawać, jak ściska mi gardło. — Pracuję, żeby go spłacić. By zapewnić bezpieczeństwo młodszemu rodzeństwu.
Trzymam wzrok spuszczony, mój głos brzmi idealnie rozpaczliwie i wdzięcznie. Ale palce zwijają się lekko przy bokach — przez sekundę, coś, co wymknęło się mojej kontroli — zanim zmuszam je do rozluźnienia.
Alessandro długo bada moją twarz. Potem wyciąga rękę i dwoma palcami unosi mój podbródek, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy.
Jego dotyk jest ciepły. Pewny. I sposób, w jaki na mnie patrzy, sprawia, że aż urywa mi oddech, czego nienawidzę. Moje ciało reaguje — puls przyspiesza, skóra robi się gorąca — nawet jeśli umysł gorączkowo zapisuje każdy szczegół na później.
Małą bliznę przy brwi. Dokładny odcień oczu. Sposób, w jaki szczęka lekko się napina, gdy odwzajemniam spojrzenie.
— Zaczynasz jutro — mówi w końcu. — Zamieszkasz w kwaterach służby. Pani Bianchi cię zaprowadzi.
— Dziękuję, proszę pana.
Nie puszcza mojego podbródka. — Jeszcze jedno.
Czekałam, co wydawało się wiecznością, zanim znów się odezwał.
— Mój dom. Moje zasady. — Jego głos obniża się, a jest w nim coś, co sprawia, że prostuję się bezwiednie. — Zasada numer jeden: nie idziesz nigdzie, o czym nie wiem. Zrozumiano?
— Doskonale, proszę pana.
W końcu puszcza mnie krótkim skinieniem i cofa się. Idę za panią Bianchi korytarzem, w stronę, jak sądzę, kwater służby, i czuję na sobie jego wzrok przez całą drogę.
— Sofia. — Jego głos zatrzymuje mnie na końcu korytarza.
Odwracam się, odwzajemniam spojrzenie z doskonałą, pustą uległością. Moja twarz powinna być arcydziełem podporządkowania — ćwiczyłam to przed lustrem sto razy.
Jestem tylko zdesperowaną dziewczyną, która potrzebuje tej pracy, by przeżyć. Widzisz?
Alessandro się uśmiecha, ale jego oczy pozostają zimne. — Witaj w rodzinie.

The Mafia's Prince Maid
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101