

Opis
Celene Carrington byla idealna korporacyjna zona: cicha, pelna gracji i calkowicie niezauwazalna, dopoki jej maz nie porzucil jej publicznie dla bardziej ,,strategicznej" partnerki. Tej nocy Celene zniknela. Teraz wraca. Odradzajac sie jako Celene Monroe - zaginiona spadkobierczyni Monroe Industries i corka jej nieugietego prezesa - byla szkolona w tajemnicy, zahartowana przez zdrade i przygotowana do przejecia wladzy, ktora zawsze byla jej przeznaczona. Z hartem w sercu i wlasna strategia, Celene wkracza do sali zarzadu, zdeterminowana, by napisac nowe zasady. Ale nie wszyscy ciesza sie z jej powrotu. Damon Ashcroft, zloty dziedzic firmy, widzi w niej zagrozenie dla swojego dziedzictwa. A Rhys Carrington - byly maz, ktory niegdys ja odrzucil - teraz podlega kobiecie, ktora myslal, ze wymazal na zawsze. Gdy lojalnosci sie zmieniaja, namietnosci rozpalaja na nowo, a dawno pogrzebane sekrety wychodza na jaw, Celene musi zdecydowac: czy zniszczy mezczyzne, ktory ja zlamal, czy zaufa temu, ktory byc moze pomoze jej wszystko odbudowac?
Rozdział 1
Dec 20, 2025
Można by pomyśleć, że po tylu latach dyskomfort by zniknął. Że przestałabym czuć się obca w miejscu, do którego wchodziłam setki razy. Ale za każdym razem czuję się tak, jakby to był pierwszy raz. Wiedziałam, że nie należę tutaj od chwili, gdy wysiedliśmy z samochodu.
Gala Monroe powstała dla rodów, starych nazwisk, starego majątku, starych zasad.
Nawet szampan wyglądał na zadufanego. Żyrandole lśniły, jakby mnie oceniały. Wszyscy nosili pewność siebie jak szyty na miarę jedwab. A ja? Ja miałam na sobie najbezpieczniejszą sukienkę w mojej szafie.
Granatową. Skromną.
Weszłam obok Rhysa Carringtona, mojego męża — na papierze. Partnera z nazwiska. Mojej pomyłki w każdym innym języku. Nie spojrzał na mnie. Poprawił tylko spinki do mankietów i omiatał wzrokiem tłum jak drapieżnik szukający lepszej okazji.
Ludzie odwracali się, gdy wchodziliśmy. Ale nie dla mnie. Nigdy dla mnie. Byłam tą, o której obecności zapominano, dziewczyną, której nikt nie pamiętał, by ją zaprosić.
Arielle Carrington, siostra Rhysa, zauważyła mnie natychmiast.
— Boże, przyprowadził Celenę — mruknęła do swojego partnera, wystarczająco głośno — nie wiedziałam, że w tym roku robimy akcje charytatywne. Uśmiechnęłam się, jakby to mnie nie zraniło. Zawsze bolało. Ale nauczyłam się krwawić po cichu.
Vivian Carrington, matka mojego męża, nawet nie mrugnęła, gdy spotkały się nasze spojrzenia. Nie skinęła głową, nawet nie udawała.
Po prostu odwróciła się do kobiety obok i powiedziała: — Niektóre dziewczyny wychodzą dobrze za mąż. Inne po prostu wdrapują się bocznymi drzwiami, nieproszone.
Wyprostowałam się. Rhys nie sięgnął po moją dłoń. Nawet na mnie nie spojrzał.
Robiliśmy rundy jak co roku. On całował w policzek, rozmawiał o marżach zysku, rzucał nazwami funduszy hedgingowych jak imionami starych przyjaciół. Uśmiechałam się, kiedy było trzeba, śmiałam, gdy wypadało.
Idealna figurantka.
Dodatek, który nie mówi.
Czasem dotykał moich pleców, lekko naciskając między łopatkami. Sygnał. Przypomnienie. Graj rolę, Celene.
I grałam. Jak zawsze, bo byłam jego żoną. Nie tą, którą przedstawia z dumą. Nie tą, której dłoń trzyma z pewnością. Po prostu tą, która istnieje w tle — cichą, wygodną, wymienną.
Byliśmy przy trzecim kieliszku szampana, gdy w końcu się odezwałam.
— Czy mam tu dziś jakiś cel — spytałam, ledwo słyszalnie ponad muzyką — czy po prostu jestem ciałem, które trzyma twoją krawatkę, żeby nie powiewała na wietrze?
Rhys nawet nie drgnął. — Nie rób z tego czegoś trudniejszego, niż musi być.
— Trudniejszego dla kogo? — powiedziałam. — Dla ciebie? Czy dla twojej matki, która wciąż nie umie wypowiedzieć mojego imienia bez przełknięcia goryczy?
Westchnął, jakbym była problemem. — Chciałaś tu być.
Spojrzałam na niego wtedy. — Chciałam się liczyć. — Nie odpowiedział, tylko podszedł do mównicy i stuknął w kieliszek. Sala ucichła, jakby była nauczona mu się podporządkować.
— Panie i panowie — zaczął Rhys, ukazując ten wypolerowany uśmiech, który nosił lepiej niż jakikolwiek zegarek — dziękuję, że jesteście tu dziś wieczorem. Zawsze to zaszczyt stać wśród wizjonerów.
Czekałam na resztę. Standardową przemowę. Coś bezpiecznego. Coś wyćwiczonego.
Zamiast tego puścił moją dłoń.
— I choć dzisiejszy wieczór jest o postępie — powiedział — chcę podzielić się osobistą aktualizacją.
Sztywniałam. Już wiedziałam.
— Celene i ja zdecydowaliśmy się rozstać — ciągnął, czysto, spokojnie, profesjonalnie. — Jestem wdzięczny za wspólny czas. Ale pora na nowy rozdział. Zarówno moje życie prywatne, jak i przyszłość biznesową budować będę z Bianką Caldwell — jako partnerką we wszystkim.
I stało się — imię, które uderzyło jak policzek. Dwa stoliki dalej Bianka uśmiechnęła się, cała w zębach i wytrenowanym wdzięku. Była wnuczką inwestora, którego Rhys przekonał do zainwestowania w Monroe Industries. I dokładnie wiedziałam, jak dostał to "tak".
Twarz Vivian nie drgnęła. Arielle uśmiechnęła się szeroko, jakby miała urodziny. Sala zawrzała. Westchnienia. Szeptane reakcje. Błyski fleszy. A ja? Po prostu stałam. Nieruchoma. Zdrętwiała.
— Zaplanowałeś to — powiedziałam pod nosem, ledwo słyszalnie.
Głos Rhysa nie zadrżał. — Zrobiłem to, co trzeba było zrobić. Czyste cięcie. Jasność publiczna.
Patrzyłam na niego. — To nie była jasność. To była publiczna egzekucja.
Jego oczy przeskoczyły na kamery. — Nie róbmy dramatu.
— Ty już ją zrobiłeś — syknęłam. — Wrzuciłeś mnie do sali ludzi, którzy tylko czekali, żeby zobaczyć, jak krwawię.
— Tak będzie lepiej. Bianka jest... bardziej zgodna z moją przyszłością.
Zacisnęło mi się gardło. — A ja czym jestem? Bagażem?
Wzruszył lekko ramionami. — Nie mogę już dźwigać martwego ciężaru, Celene.

The Perfect Corporate Wife
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101