

Opis
Upokorzona na oczach calej watahy, Mira zostaje odtracona przez swojego zwiazanego partnera, Alfe Ronana Vale'a, gdy ten oglasza nowe zaloty z Lady Seraphine: ,,Wierze w poligamie. Dlaczego jestes taka zaskoczona?" Mira odchodzi posiniaczona i zlamana... i w ciazy. Gdy upada na skraju ziem wyjetych spod prawa, znajduje ja okaleczony i wygnany Alfa Thorne Rhygar, ktory widzi w niej nikogo-dopoki nie odmawia sie zlamac. ,,Jesli oklamiesz mnie choc raz," mowi, trzymajac ostrze w dloni, ,,zabije cie. Nie obchodzi mnie, ze nosisz dziecko." Mroz i furia hartuja ja na nowo: Mira trenuje, przemienia sie i rodzi bliznieta-dokladnie wtedy, gdy ujawnia sie jej zapomniane krolewskie pochodzenie. Luna, ktora odrzucili, okazuje sie corka Krola Lykanow. I jeszcze nie skonczyla. ,,Odrzuciles mnie, kiedy bylam bezsilna. Teraz chcesz mnie z powrotem, bo stalam sie kims wiecej." Odrzucona partnerka. Ukryta ciaza. Brutalne odrodzenie z popiolow. Niech wilki szepcza. Mira Vale skonczyla z milczeniem.
Rozdział 1
Jun 24, 2025
Pełnia wisiała nad dziedzińcem Northcrest niczym blade oko, rzucając zimne srebrne światło na zgromadzenie. Wilki ze wszystkich zakątków terytorium poruszały się w ceremonialnych jedwabiach i skórze, stojąc w ciasnych grupach wokół ognisk.
Mira stała u boku Alfy Ronana Vale, z podniesioną brodą, dłonie ściśnięte. Ubierała się dziś starannie, sama zaplotła włosy, wygładziła dekolt sukni, której Ronan nigdy nie skomplementował. A mimo to trzymała się nadziei — słabej, głupiej, ale prawdziwej.
Usłyszała ich, zanim ich zobaczyła.
— Ona wciąż tu jest? — wyszeptał ktoś.
— Może wreszcie Alfa ją wymieni.
Mira nie drgnęła. Każdy cykl księżyca tłumiła własny ból w imię obowiązku.
Dziś wieczorem, powtarzała sobie, on mnie dostrzeże.
— Patrzcie, jak jej kości wystają spod tej sukni — mruknęła Amaris, moja szwagierka, mijając ją. — Może głodzenie się to jej pomysł na prezent. — Za nią popłynął śmiech, jak kroki.
Lady Virella, moja najdroższa teściowa, wcale nie szeptała.
— Szkoda mi krawców — powiedziała głośno, tak by wszyscy usłyszeli. — Tyle wysiłku, by przystroić pustą skorupę.
Mira milczała.
Ręka Ronana nie sięgnęła po jej dłoń. Jego wzrok pozostał utkwiony przed siebie, chłodny i nieprzenikniony. Zachowała sztywną postawę u jego boku, gdy wchodził na kamienny podest. Dziedziniec zamilkł, wyczekujący. Mira wzięła powolny oddech, serce biło jej w uszach. To było to.
— Moi ludzie — powiedział Ronan silnym głosem — dziś zbieramy się tutaj, by uhonorować księżyc i naszą przyszłość. Z tej okazji miło mi ogłosić początek moich zalotów do Lady Seraphine z Hollowpine.
Cisza pękła. Ktoś westchnął. Puchar upadł i roztrzaskał się. Mira stała bez ruchu, gdy dźwięk odpłynął z dziedzińca niczym podmuch wiatru. Seraphine stanęła obok niego, elegancka, nienaganna, przesuwając dłoń po ramieniu Ronana, jakby już do niej należało. Mira nie mogła się poruszyć.
Lady Virella uśmiechnęła się jak ostrze.
— Potrzebujemy prawdziwej Luny — powiedziała głośno i ostro. — Nie bezpłodnego, małego przybłędy.
Tłum rozszedł się w okrutnych szeptach. Pierś Miry uniosła się raz, gwałtownie i płytko. Wpatrywała się w Ronana, oczy szeroko otwarte. Nie odwzajemnił jej spojrzenia.
— Jestem twoją Luną — powiedziała Mira, głos jej drżał. — Oznaczyłeś mnie. Wybrałeś mnie.
Usta Ronana ledwie się poruszyły. — Mówiłem ci już, wierzę w poligamię. Czemu jesteś taka zaskoczona?
Potem odwrócił się od niej, jakby była nikim, odchodząc w blask księżyca z Seraphine u boku.
— Słyszałaś, co powiedział? — ktoś zachichotał za jej plecami.
— Biedaczka.
Mira wciągnęła powietrze — długo i ostro — a potem odwróciła się na pięcie. Jej kroki odbijały się echem głośniej niż ich śmiech.
— Czekaj, ona po prostu... odchodzi? — ktoś wyszeptał.
Nikt nie poszedł za nią.
Przeszła przez tłum, nie dotykając nikogo. Jakby nie wiedzieli, co zrobić z jej milczeniem.
Na skraju polany weszła na kamienną ścieżkę. Wiatr kąsał jej nagie ramiona. Obcasy stukały teraz wolniej, nieco szurając przy każdym kroku.
Gdy dotarła do dworu, jej dłonie drżały, chwytając za klamkę.
Klik.
W środku Mira zamknęła drzwi łagodnie. Rozpięła sukienkę wolnymi palcami. Jeden rękaw zsunął się. Potem drugi. Złożyła ją starannie, wygładzając zagniecenie, nim położyła ją na krześle.
Palce dotknęły boku szyi. Syknęła.
W łazience światło zabrzęczało, gdy się zapaliło. Wpatrywała się w lustro.
— Ogarnij się — szepnęła do swojego odbicia.
Jej stopa zadrżała, gdy cofnęła się o krok.
— Nie — sapnęła, zataczając się na bok.
Kolana uderzyły o podłogę głuchym łoskotem.
— Oddychaj — zacharczała, opierając jedną dłoń o ścianę. — Po prostu oddychaj.
Pokój nie odpowiedział niczym. Tylko ciszą. Przycisnęła dłoń do brzucha.
— No dalej — wyszeptała przez zaciśnięte zęby. — Nie rób mi tego. Nie teraz.
Głowa opadła jej do przodu. Przełknęła ślinę. Potem — kolejna fala. Rzuciła się w stronę toalety, ciągnąc się po zimnych płytkach.
— Już prawie — zachrypiała, ślizgając się dłonią, gdy chwytała brzeg muszli.
Szarpnięcie wyprzedziło jej próbę opanowania. Dźwięk odbił się echem. Jeszcze raz. I jeszcze.
Za każdym razem głośniej. Ostrzej.
— Nic mi nie jest — wymamrotała między spazmami, łzy paliły jej rzęsy.
To było kłamstwo.
Jej żołądek wywracał się nie od płaczu, lecz z czegoś głębiej, bardziej natarczywego. A jeśli jestem w ciąży? Myśl przemknęła w mroku jej umysłu, słaba, lecz uporczywa.
Nie. Pokręciła głową, próbując oddychać. To pewnie tylko stres.
Ale ta myśl powróciła, tym razem ostrzejsza, rozcinając zaprzeczenie. A jeśli naprawdę jestem w ciąży?
Szloch wyrwał się z jej gardła. Przycisnęła drżącą dłoń do brzucha, jakby mogła wyczuć prawdę ukrytą pod skórą.
Nie mogę być. Nie mogę—

The Pregnant Rejected Princess of Northcrest
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101