
Rozdział 1
May 16, 2026
"Proszę..." moje wołanie o pomoc przeszyło noc. "Proszę, puść mnie..." Łzy spływały po mojej twarzy, gdy chłodne, ostre powietrze sprawiało ból przy oddychaniu. To, co miało być wyzwalającą nocą, zamieniło się w koszmar. To nie miało się tak skończyć.
Czułam krew spływającą po karku, gdzie wbił swoje zęby, rozmazaną na moich nagich piersiach. Ból jego zębów w moim ciele był niemal nie do zniesienia, ale jego delikatny uścisk i miękkie pocałunki na ranie sprawiały, że ból nieco ustępował.
Jego słowa odbijały się echem w moim uchu, słowa, które wciąż nie miały sensu. A jednak wciąż je powtarzał. "Moja para..." Co te słowa znaczyły? Z pewnością nie sugerował, że jestem jego parą? Nie mogłam nią być. Nie miałam wilka. Większość rozwijała swoje wilki w młodym wieku 14 lat, ale ja miałam 21 i nigdy nie rozwinęłam swojego wilka. Nie było możliwe, żebym miała parę.
Cień padł na twarz tego mężczyzny, więc nie mogłam rozpoznać, kim był mój napastnik. Ale jego głos był niski, uwodzicielski i znajomy. Moje nagie ciało drżało pod jego dotykiem; nie chciałam tego. Nie chciałam być dotykana przez tego mężczyznę. Chciałam być wolna. Wszystkim, czego kiedykolwiek pragnęłam, była wolność. Minęło 5 lat, odkąd zostałam niewolnicą Złotego Pałacu, pracując pod Domem Arnold.
Słyszałam muzykę i gwar ceremonii dobiegający zza murów pałacu. Świętowali połączenie Królewskiego Domu Arnold i Wojowniczej Sfory Reilly, gdy Martin Arnold i Lady Grace Reilly brali ślub. Każdy, kto był kimś, był w środku i cieszył się ceremonią, z wyjątkiem tego mężczyzny. Kimkolwiek był.
"Moja para..." powiedział znowu mężczyzna, znacząc pocałunkami moje plecy. Jego palce czule dotykały moich piersi i przyciągały mnie bliżej jego ciała. "Nie jestem..." wykrzyczałam do niego. "Nie jestem niczyją parą."
Jego ciepły oddech pozostawiał na mojej skórze gęsią skórkę, gdy jego usta przemieszczały się wzdłuż mojego karku w stronę policzka. Jego druga ręka delikatnie obróciła moją głowę w jego stronę. Wciąż nie mogłam go wyraźnie zobaczyć, bo cień padał na jego rysy. Jednak mogłam wyraźnie wyczuć alkohol w jego oddechu. Prawie się zakrztusiłam tym zapachem. Kimkolwiek był, był pijany.
"Nie jestem twoją parą..." wyszeptałam, próbując do niego dotrzeć. Jego usta zamknęły się na moich, mogłam poczuć gorzki smak wina na jego wargach. Nie odsunęłam się; moje ciało nie pozwalało mi się odsunąć. Nie chciałam tego, a jednak moje ciało nie słuchało mojego umysłu. Pozostałam nieruchoma; zamknęłam oczy i pozwoliłam mu pogłębić pocałunek.
Pomyślałam o chwili sprzed tego, zanim wyszłam na zewnątrz. Beth, inna niewolnica i moja najlepsza przyjaciółka, ostrzegała mnie, że wyjście jest niebezpieczne. "Doris..." powiedziała do mnie, zanim dotarłam do tylnych drzwi. "Nie powinnaś." Mówiła ostrym szeptem, żeby nie zaalarmować innych.
Wiedziałam, że ma rację. Nie wolno nam było wychodzić bez pozwolenia, a czułam, jakbym nie była na zewnątrz od tak dawna. Potrzebowałam tylko tej małej namiastki wolności; chciałam poczuć chłodne jesienne powietrze na skórze i nacieszyć się nocą swoją obecnością. Gdyby mnie odkryto, zostałabym ukarana.
Nie planowałam być długo na zewnątrz, a większość służby i wszyscy inni byli zajęci ceremonią. Nie sądziłam, że zostanę tak szybko odkryta. Jego niskie warknięcia wypełniały moje ucho; mogłam wyczuć piżmo jego wilka. Jego pazury się wydłużały, gdy jego wilcza forma przebijała się przez jego ludzką postać. Nie kontrolował tego ataku. To jego wilk to robił. Był mną głodny, mogłam to czuć.
Miękkość jego futra łaskotała moje plecy, a jego uścisk tylko się zacieśniał. Nie mogłam się mierzyć z pełnym wilkiem, skoro sama nie mogłam się przemienić. Byłam wobec niego bezsilna, ale nie czułam, żeby chciał mnie skrzywdzić; był w żądzy.
Ostrość jego pazurów wbiła się między moje piersi, rozrywając skórę i zostawiając zadrapanie wzdłuż torsu. Krzyknęłam z bólu, patrząc jak krew wsiąka w ziemię ogrodu. "Proszę... Przestań!!" krzyczałam.
Nie obchodziło mnie już, czy ktoś mnie usłyszy. Chciałam tylko, żeby ból minął; chciałam, żeby mnie puścił. Spojrzałam na mój służący uniform, który wciąż leżał przy moich stopach; rozdarł go z niewielkim wysiłkiem. Nie było to nawet pytanie w jego umyśle; wyszedł tu wiedząc dokładnie, czego chciał, a ja znalazłam się na jego drodze.
Nie powinnam była zbaczać ze ścieżki, by przyjść do ogrodów. Chciałam tylko poczuć zapach kwitnących róż i zanurzyć się w świetle księżyca na chwilę. Złożyłam cichą obietnicę bogom księżyca, że jeśli wyjdę z tego żywa, nigdy więcej nie będę nieposłuszna.
Jego pazury zmieniły się z powrotem w dłonie, i mogłam czuć jego erekcję napierającą na mnie, błagającą o wejście. Znowu krzyczałam, żeby przestał; moje usta mówiły mu, żeby przestał, ale moje ciało było mocno przyciśnięte do jego i nieruchome.
Moje ciało pozostawało mu posłuszne i gdy mnie dotykał, moje plecy wyginały się w łuk, a oddech stawał się ciężki. Gdy mnie całował, czułam, jak cichy jęk wydobywa się z głębi mojego gardła. Wyczuwał to palące pragnienie i podsycał je; mimo moich słów i próśb o pomoc, moje ciało tego chciało.
Ogrody zaczęły się rozjaśniać, gdy chmury burzowe odsunęły się od księżyca; przez zamglony wzrok moich załzawionych oczu, mogłam wreszcie spojrzeć na mojego napastnika. Patrzyłam na niego zdumiona tym, kogo widzę. Zbyt oszołomiona, by mówić.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam głos dobiegający z końca ogrodu. Usłyszałam kroki i wiedziałam, że to muszą być inni służący. Nikt inny nie opuściłby ceremonii; musieli go szukać.
"Książę William!" zawołał służący, gdy go dostrzegł. Zdał sobie sprawę, że zmierzają w naszą stronę i natychmiast mnie puścił. Upadłam na ziemię, gorączkowo próbując zebrać mój uniform. Zakryłam ciało, moje palce drżały, a łzy wciąż spływały z oczu.
Książę William zatoczył się do tyłu zdezorientowany, rozglądając się po bałaganie wokół nas. Jego wzrok w końcu padł na mnie, a jego twarz stała się bez wyrazu. Odwrócił się do służących, którzy biegli w jego stronę. Jeszcze mnie nie zauważyli; cienie powróciły i byłam w nich ukryta.
"Szukaliśmy pana wszędzie!" powiedziała jedna ze służących, bez tchu i z paniką w głosie. "Jest pan potrzebny na ceremonii. Pan Carson traci zmysły." Pan Carson był głównym służącym; jeśli Książę William spóźniłby się na ceremonię, to jego głowa byłaby na szali. Wszyscy o tym wiedzieli, szczególnie Książę William. Problem w tym, że go to nie obchodziło. Niewiele go obchodziło.
Czułam się obrzydliwie, gdy myślałam o księciu dotykającym mnie. Udało mi się zakryć na tyle, by móc wrócić do pałacu. Nie mogłam jednak pozwolić, by inni służący mnie zobaczyli, więc ukryłam się w krzakach róż. Kolce róż wbijały się w moje plecy, a ja syknęłam, gdy ból przeszył moje ciało; czułam krew spływającą po kręgosłupie i wsiąkającą w ziemię przy moich stopach.
Książę William wciąż wydawał się zdezorientowany, ale nie kłócił się z nimi. Pozwolił im poprowadzić się z powrotem do pałacu. Zostawiając mnie wreszcie samą. Gdy ich kroki ucichły, mogłam wydostać się z krzaków róż. Ruszyłam w kierunku, w którym poszli.
Nie mogłam w to uwierzyć. Książę William był moim napastnikiem.

The Secret Mate
254 Rozdziały
254
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101