

Opis
Raegan jest zastepcza szefowa kuchni w Lumiere, jednej z najbardziej prestizowych restauracji na Manhattanie. Utrzymuje sie przy zyciu dzieki kofeinie, zlosci i desperackiej nadziei, ze jej nastepna wyplata przyblizy ja do sfinansowania operacji wszczepienia implantu slimakowego dla jej nieslyszacej siostry. Romans nigdy nie znalazl sie na liscie priorytetow. Byla zbyt zajeta wychowywaniem mlodszej siostry, podczas gdy ich matka alkoholiczka zatracila sie w zapomnieniu. Desperacja popycha Raegan do niewyobrazalnego rozwiazania: jedna noc w lozku mezczyzny, oddanie mu swojego dziewictwa, za pieniadze, ktorych tak bardzo potrzebuje. Ale trzech mezczyzn obserwowalo ja przez dwa lata. Pragneli jej. Czekali na dokladnie taki moment jak ten. Raegan stoi na rozdrozu. Jedna sciezka prowadzi do lozka potwora i transakcji, ktora bedzie ja przesladowac do konca zycia. Druga prowadzi do trzech mezczyzn, ktorzy obiecuja jej wszystko - pieniadze, ochrone, przyjemnosc, milosc - jesli tylko odwazy sie po to siegnac. Dla kobiety, ktora cale zycie stawiala wszystkich innych na pierwszym miejscu, wybor powinien byc oczywisty. Dlaczego wiec pragnienie czegos dla samej siebie wydaje sie najstraszniejszym ryzykiem ze wszystkich?
Rozdział 1
Dec 31, 2025
POV Raegan
"Nazywasz to redukcją, Delacroix? Moja babcia robiła lepsze sosy, a nie żyje od dwunastu lat!"
Głos Adriana przecina chaos szczytu kolacji jak wyjątkowo tępy nóż – irytujący, nieskuteczny, a mimo to jakoś wciąż potrafi zranić.
Duszność kuchni to nic w porównaniu z palącą chęcią, by przedstawić twarz Adriana mojej patelni do sauté. Wielokrotnie.
Każdy kucharz w zasięgu słuchu nagle zaczyna wykazywać intensywne zainteresowanie swoim mise en place. Tchórze. Chociaż szczerze mówiąc, nie winię ich. Polityka kuchni na tym poziomie sprawia, że "Gra o Tron" wygląda jak szkolenie z wrażliwości w miejscu pracy.
"Konsystencja jest dokładnie taka, jaką określił szef Maxwell." Mój głos pozostaje profesjonalny. Ledwo. "Chyba że jego notatki do przepisu były napisane jakimś tajnym szyfrem."
Dobra, więc ta cała profesjonalność wymaga jeszcze pracy.
"Szefa nie ma tu teraz, prawda?" Adrian podchodzi bliżej, jego ramię uderza w moje z zamierzonym impetem. "Jest tu twoja mierna próba kuchni wykwintnej i nie zamierzam za to odpowiadać."
Jest coś, o czym nikt nie mówi w szkole kulinarnej: talent nie znaczy nic, jeśli facet, który zaczął trzy miesiące przed tobą, postanowi ci uprzykrzyć życie.
Jeśli więc chcę tu zostać, jeśli chcę awansować, połykam dumę i wykorzystuję każdą okazję, by się wykazać – bez robienia sobie wrogów.
"Danie gotowe na stół VIP." Udało mi się nie dodać na końcu "ty dupku". Postęp osobisty. "Zaraz podam."
Adrian wciska mi w ręce nieskazitelnie biały talerz – nowe dzieło degustacyjne, które przez tygodnie dopracowywałam, ułożone na nim jak jadalne dzieło sztuki.
"To sam je dostarczysz. Jak będzie do niczego, możesz sam wytłumaczyć panu Spencerowi, czemu jego gość je gówno. Nie będę krył twojej niekompetentnej dupy."
Palce zaciskają mi się na krawędzi talerza. Chęć, by przearanżować jego głupią, ulizaną fryzurę warstwą owoców morza za sześćdziesiąt dolarów, jest przytłaczająca.
"Czy jest jakiś problem na moim stanowisku?"
Ten głos.
Ten. Głos.
Każda komórka mojego ciała jednocześnie staje w płomieniach i zamarza w miejscu. Maxwell Ravencroft pojawia się za Adrianem niczym jakieś kulinarne bóstwo, które się zgubiło i przypadkiem trafiło do nas, śmiertelników.
Sześć stóp chudego mięśniaka, którego fartuch kucharski próbuje udawać, że coś zakrywa. Kruczoczarne włosy, które prawdopodobnie mają własne konto na Instagramie. Szare oczy, które mogłyby ciąć szkło – albo mnie, szczerze mówiąc. Nie wybrzydzam.
Dwa lata. Dwa cholerne lata pracuję pod tym człowiekiem – kiepskie sformułowanie, mózgu – obserwując, jak jego dłonie działają z chirurgiczną precyzją, słuchając, jak wydaje polecenia głosem, który sprawia, że "pokrój te marchewki w julienne" brzmi jak coś dwuznacznie pornograficznego.
Trudno ukryć skryte zauroczenie i desperacką chęć, która zbiera się gdzieś nisko za każdym razem, gdy się zbliża.
Boże, jestem tak bardzo profesjonalnie zgubiona.
"Szefie!” Adrian odwraca się tak szybko, że dziwię się, że nie wkręca się w podłogę. “Chciałem tylko dopilnować, żeby prezentacja dla VIP-ów spełniała pańskie standardy—"
"Słyszałem dokładnie, co robiłeś, Cross." Szczęka Maxwella napina się i pulsuje, i nagle rozumiem, czemu wiktoriańskie damy potrzebowały szezlongów do omdlewiania. "Wróć na swoje stanowisko. Natychmiast."
Adrian czmycha jak kuchenny szczur, którym jest.
A potem te dewastujące szare oczy zwracają się na mnie, a oddychanie staje się odległym wspomnieniem, jak Blockbuster czy dostępne cenowo mieszkania.
"Prezentujesz to ze mną." To nie pytanie. Nigdy nie jest pytaniem, gdy chodzi o niego. "Nie zawiedź mnie, Delacroix. I nie upokórz mnie przed gośćmi."
Tak, Szefie. Oczywiście, Szefie. Proszę, pogroź mi jeszcze raz, Szefie.
Wyobrażałam sobie, jak mówisz dużo gorsze rzeczy, w dużo bardziej prywatnych okolicznościach.
Jezus Maria, potrzebuję terapii. Albo zimnego prysznica. Albo obu.
Zdecydowanie obu.
Kiwnęłam głową, bo słowa są dla ludzi, którym mózg jeszcze nie zwarł.
Droga do sekcji VIP rozciąga się jak kiepska pierwsza randka – niekończąca się, niezręczna i wypełniona próbami, by nie gapić się w nieodpowiednie miejsca, jak jego idealny tyłek.
Jestem profesjonalistką. Jestem profesjonalistką. Jestem—
O.
O nie.
Stół VIP-ów to w zasadzie zlot ludzi wywołujących pragnienie, a ja jestem tragicznie odwodniona.
Jared Spencer siedzi na czele stołu jakby był właścicielem tego miejsca—co, okej, dosłownie jest prawdą. Miodowo-blond włosy godne reklamy szamponu, burzowoniebieskie oczy, które zauważają absolutnie wszystko i metr dziewięćdziesiąt wzrostu z pewnością siebie, która sprawia, że moje problemy z ojcem wstają i robią notatki.
Przyłapałam go na tym, jak obserwuje mnie podczas nabożeństw, te oczy śledzące każdy mój ruch z intensywnością, którą zdecydowanie, absolutnie, na sto procent sobie wyobrażam.
Obok niego wyleguje się Kobe Spencer. I używam słowa „wyleguje”, bo ten człowiek nie tyle siedzi, co rozkłada się na meblach jak zaproszenie do złych decyzji. Kuzyn Jareda, aktor nominowany do Oscara, właściciel bursztynowych oczu, które prześwietlają wszystkie mury, jakie kiedykolwiek zbudowałam, i z rozbawieniem wyszukują pęknięcia.
Gdybym kiedykolwiek fantazjowała o tym, komu oddałabym dziewictwo, byłby to ktoś taki jak jeden z nich.
Albo wszyscy trzej. Naraz…
Nie. Spokój, wagino. Nie teraz. Jesteśmy w pracy, dziewczyno.
Ta sylwetka pływaka nawiedza moje sny z niepokojącą regularnością, zwykle w scenariuszach, które sprawiłyby, że moja regularnie korzystająca z konfesjonału babcia by zapłakała.
Trzeci mężczyzna jest starszy, nieznajomy. Około czterdziestki, srebro przeplatające się z ciemnymi włosami, obserwuje salę wyrachowanym spojrzeniem, które sprawia, że moja skóra cierpnie od niepokoju.
Fantastycznie. Wibracje seryjnego mordercy przy stole dwunastym.
— Panowie. — Głos Maxwella nabiera gładszego, bardziej wyrafinowanego tonu. — Nasze najnowsze menu degustacyjne, przygotowane przez naszą najbardziej obiecującą sous chef, Raegan Delacroix.
Najbardziej obiecującą.
Wychodzę do przodu na nogach, które najwyraźniej uznały, że drżenie to ich nowy stan domyślny, boleśnie świadoma trzech par oczu śledzących każdy mój ruch.
— To dekonstrukcja bouillabaisse z pianką szafranową… — Zanurzam się w wyjaśnienia, utrzymując ręce nieruchomo czystą siłą woli.
Spojrzenie Kobe sunie po moim ciele z subtelnością neonu głoszącego „nieczyste myśli w toku”. Jared nieruchomieje całkowicie, jak drapieżnik, który wypatrzył coś interesującego.
Nawet przerażające kalkulujące oczy ożywają.
Potem usta Kobe wyginają się w uśmiechu, pojawia się ta niszczycielska dziurka w policzku. — Jesteś zarumieniona, Rae.
Rae. Jakbyśmy byli przyjaciółmi. Jakby nie mówił mi tak od miesięcy, mimo moich powtarzających się próśb o „Raegan” albo „Delacroix”.
— W kuchni jest gorąco, panie Spencer.
— Najwyraźniej inne rzeczy też. — Jego uśmiech staje się szelmowski. — I mów mi Kobe. Przecież już o tym rozmawialiśmy.
Moja twarz płonie jeszcze mocniej. — Ja nie—
— Innowacja jest tu wyjątkowa. — Przerwanie Jareda ratuje mnie przed jakąkolwiek miażdżącą ripostą, jaką przygotowywał Kobe, jego głos ciepły, pełen szczerego uznania. — Tego właśnie Lumière potrzebuje na branżowej gali w ten weekend.
Jego burzowoniebieskie spojrzenie zatrzymuje się na moim. — Pójdziesz z Maxwellem jako nasza przedstawicielka zespołu kulinarnego.
Duma rozlewa się w mojej piersi, dzika i jasna. — Dziękuję, panie Spencer. Nie zawiodę Lumière.
— Wiem, że nie. — W tych oczach mignęło coś, co sprawia, że łapię oddech, nim zdążę się powstrzymać.
— Delacroix. — Głos Maxwella sprowadza mnie na ziemię. — Na stanowisko. Już.
Kiwnęłam głową, cofając się od stołu na nogach, które wydają się chwiejne.
Telefon wibruje w kieszeni, gdy tylko docieram do korytarza prowadzącego do kuchni. Na ekranie miga imię Elsie.
Wślizguję się do schowka i odbieram, ustawiając ekran tak, by moja młodsza siostra dobrze widziała moją twarz. Obraz Elsie pojawia się, jej czternastoletnia twarz napięta od zmartwienia, ciemne włosy opadające na oczy, które odbijają moje własne.
Moje palce poruszają się automatycznie, formując znajome znaki. „Hej, ptaszyno, jestem w trakcie serwisu, mogę—”
„Mama tu była.” Jej palce migają szybko, pełne paniki.
„Jak to mama była? Przecież nie ma już klucza. Zmieniłam zamki.” Odpowiadam, starając się zachować kontrolę nad ruchami mimo narastającego w gardle strachu.
„Znalazła twoje pieniądze. Pudełko w twojej szafie. Powiedziała, że wiedziałaś, że pozwoliłaś jej pożyczyć trochę.”
Nie. Nie, nie, nie…
„Ale Rae…” Palce Elsie drżą, gdy pokazuje kolejne słowa. „Już ich nie ma. Wszystkich.”
Czterdzieści trzy tysiące dolarów.
Lata podwójnych zmian, opuszczonych posiłków, rezygnowania z każdej drobnej przyjemności.
Każdy dolar, jaki odłożyłam od szesnastego roku życia. Każda schowana napiwka, każda nadgodzina, by uzbierać na operację wszczepienia implantu ślimakowego, która mogłaby dać mojej małej siostrze możliwość usłyszenia świata po raz pierwszy, by kiedyś otworzyć własną wymarzoną restaurację…
Moja matka zabrała wszystko.

The Taste of You
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101