
Opis
Evelyn to omega, najnizszy stopien wsrod wilkolakow. Dziewczyna musiala szukac schronienia w lesie w wieku dziesieciu lat, po tym jak grupa mysliwych zabila jej ojca. Ze swoja potezna przeszloscia, scigajacymi ja wrogami, Evelyn byla na skraju utraty nadziei. Wtedy go znalazl. Keiran Winter, Alfa jednej z najpotezniejszych Zgrupowan na swiecie, gardzil slaboscia z pasja. Wiec gdy dowiedzial sie, ze jego partnerka jest najbardziej bezbronny czlowiek, jakiego kiedykolwiek widzial, nie bylo to dla niego wszystko teczowe i motylki. Keiran nie chcial miec z nia nic wspolnego, ale dla omegi byl wszystkim.
Rozdział 1
Jan 17, 2026
"Uciekaj... Ukryj się! Trzymaj się z d-daleka... od l-ludzi," mężczyzna wykrztusił, krew tryskała mu z ust. Evelyn płakała, podnosząc głowę ojca na swoje kolana.
"Nie, nie chcę cię zostawić! Jesteś jedynym, którego mam!" Przytuliła mężczyznę mocno do siebie.
"Eve, n-nie możesz... Musisz iść... nie jesteś tu b-bezpieczna. I-idź... Nie p-przeżyję..." Zakrztusił się, starając się nie zadławić czerwonym płynem.
"Nie mów tak! Możesz dać radę!" Evelyn płakała.
"Wierzę, że możesz przeżyć. Musi być jakiś sposób! Proszę, zostań ze mną... Nie chcę być s-sama... Boję się, tato." Dziesięcioletnia dziewczynka zbladła na myśl o przyszłości bez ojca.
"Nie będziesz sama, Eve... Kiedy n-nadejdzie właściwy c-czas... p-poznasz swojego p-partnera. On będzie c-cię kochał i chronił p-przed wszelkim n-niebezpieczeństwem... do tego czasu m-musisz się ukrywać, dobrze?" Ścisnął jej małą dłoń. "Obiecaj mi."
"Ale-"
"N-Nie, o-obiecaj mi... ż-żebym mógł u-mrzeć w s-pokoju." Wysilał się z ostatkiem energii. Evelyn wydała z siebie bezradny jęk, głośne szlochy padały z jej ust.
"O-Obiecuję, Tato..." Wyjąkała, co sprawiło, że mężczyzna wydał słaby westchnienie ulgi.
"T-Teraz... m-musisz iść!" Ponaglił, słabo popychając ją, aby wstała. "Uciekaj... Uciekaj tak szybko, jak t-to możliwe... M-Mogą tu przyjść w każdej chwili..."
"A-ale co z tobą?"
"B-będę w-porządku... Będę w porządku, dopóki t-ty jesteś... b-bezpieczna." Próbował zdobyć się na mały uśmiech, ale nie udało mu się.
Evelyn nie wiedziała, dlaczego to się jej przydarza. Nie zrobiła nic złego, a jej ojciec też był niewinny. Dlaczego atakowali ludzi, którzy próbowali ją chronić? Czego chcieli? Tysiące pytań przelatywały jej przez głowę.
Ale nie miała czasu, aby martwić się nimi.
"E-Evelyn, idź! S-słyszę, że nadchodzą..." Panika zdominowała rysy twarzy jej ojca. Spojrzała na umierającego mężczyznę i więcej łez popłynęło z jej oczu, gdy pochyliła się, by pocałować go w czoło.
"K-kocham cię, tatusiu." Jej wargi drżały, gdy ocierała twarz dłońmi.
Mężczyzna próbował uśmiechnąć się mimo bólu. "Ja t-też cię kocham, Eve... Bądź b-bezpieczna i pamiętaj, co ci powiedziałem, dobrze?" Dziewczyna kiwnęła głową, próbując oczyścić wzrok, mrugając, by odpędzić łzy. Odwróciła się i ruszyła w stronę lasu, stawiając powolne, niechętne kroki.
Evelyn spojrzała jeszcze raz na ojca, gdy dotarła do linii drzew. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, zanim pobiegła głęboko w las. Mimo że bała się ciemności, las dawał jej poczucie bezpieczeństwa.
Głośny krzyk z tyłu sprawił, że Evelyn zatrzymała się w miejscu. Dobrze wiedziała, co to oznacza, i zakręciło jej się w głowie. Jej ciało spazmatycznie drżało, a ona upadła na kolana, pochylając głowę ku ziemi.
Jej ojciec... Jej ojciec już nie żył…
*** Evelyn gwałtownie wciągnęła powietrze, zrywając się z łóżka, z szeroko otwartymi oczami. Mimo że noc była zimna, obficie się pociła. Koszmar nie był dla Evelyn niczym nowym. Ale mimo że prześladował ją przez prawie połowę jej życia, ten straszny sen nigdy nie przestawał jej tak głęboko niepokoić. Spoglądając z domku na drzewie, mogła stwierdzić, że słońce już wstało. Był wczesny ranek, a promienie słońca przebijające się przez drzewa sprawiały, że cały las był urzekający. Widok uspokoił jej zaniepokojony umysł. Evelyn lubiła to miejsce. Domek na drzewie, mimo że pusty, nie był zły. Kiedy po raz pierwszy natrafiła na ten mały domek, był zaniedbany, ale nic, czego nie mogłoby naprawić trochę sprzątania. Teraz to miejsce było jej schronieniem. Mały wodospad w pobliżu domku na drzewie przyciągał wiele zwierząt. Evelyn kochała te zwierzęta, a one kochały ją. Mieszkała w lesie od dziesięciu lat, ale nigdy nie została przez nie zaatakowana. Wiewiórki i małpy najbardziej bawiły Evelyn. Zawsze przynosiły jej owoce i kwiaty. Dlaczego to robiły, nie miała pojęcia. Na początku była zaskoczona, ale stało się to normalne. Gdziekolwiek się nie udała, zawsze otrzymywała od nich małe prezenty. Żaden z niebezpiecznych drapieżników, z którymi się spotkała, nigdy nie próbował jej niepokoić. Raz wielki kot przeszedł obok niej, jakby była niewidzialna. Nie wiedziała, dlaczego zachowywały się w ten sposób. Zawsze zakładała, że to dlatego, że była wilkołakiem, choć nie miała wewnętrznego wilka. Zwierzęta sprawiały, że czuła się bezpieczna, dlatego je lubiła. Chroniły ją przed ludźmi, którzy ją ścigali. Chroniły przed jej własnym gatunkiem.
Evelyn zeszła z domku na drzewie, idąc w stronę wodospadu. Usiadła na jednym z dużych kamieni, ciesząc się dźwiękiem wody i lasu. Powinna stąd wkrótce odejść. Była tu zbyt długo. Choć czuła się tu wygodnie, nie będzie to bezpieczne na zawsze. Szkoda, bo bardzo lubiła to miejsce. Nadchodziła zima. W tym momencie nie byłaby w stanie tu przetrwać. Musiała przenieść się w bezpieczniejsze miejsce i kupić odpowiednie zapasy. W tym celu zazwyczaj jeździła do małych wiosek po zaopatrzenie. Te wyjazdy zawsze były dla Evelyn ekscytującym przedsięwzięciem, ponieważ mogła zobaczyć i doświadczyć, co robią inni ludzie. Ale jednocześnie robiło jej się trochę smutno, ponieważ nie mogła mieć normalnego życia jak oni. Chciała być jak oni, żyć jak oni. Śmiać się i cieszyć życiem z bliskimi. Bliscy… Evelyn nie miała nikogo do kochania. Zapomniała, jak to jest czuć miłość. Jej jedyną nadzieją było znalezienie swojego partnera, ale teraz zaczynała tracić wiarę…

The Unwanted Mate
97 Rozdziały
97
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101