

Opis
Rowan od zawsze byla hanba swojego sabatu-zbyt slaba, by miec znaczenie, zbyt bezsilna, by budzic strach. Az pewnego dnia odkrywa, ze zostala wybrana na krwawa ofiare w rytuale, ktory pochlonie tysiace istnien. Wiec ucieka. Scigana przez wlasne siostry, trafia w ostatnie miejsce, w ktorym jakakolwiek czarownica powinna szukac schronienia: do katedry sw. Krzysztofa. Klamstwem zdobywa wejscie, podajac sie za kobiete uciekajaca przed przemoca z przeszlosci. Dobrotliwy ksiadz, ktory opatruje jej rany i oferuje schronienie, nie ma pojecia, kim naprawde jest. Ojciec Mikael nie wie, ze daje schronienie potworowi. Ale wkrotce Rowan odkrywa wlasny sekret-Mikael nie jest tylko ksiedzem. Przyciaganie miedzy nimi jest niezaprzeczalne-a calkowicie zakazane. Jednak wraz ze zblizajacym sie przesileniem, siostrami depczacymi jej po pietach i niebezpieczna moca budzaca sie w jej krwi, Rowan musi zdecydowac, jak daleko sie posunie, by przetrwac.
Rozdział 1
Mar 6, 2026
POV Rowan
Alarm zawył o 4:47 rano, trzy minuty przed tym, zanim naprawdę musiałam wstać. I tak byłam już od godzin przytomna, wpatrując się w plamę po wodzie na suficie, która w ciemności wyglądała inaczej—mniej jak motyl, bardziej jak plama krwi.
Palce automatycznie powędrowały do zmiętych banknotów, które trzymałam pod poduszką, licząc je po omacku. Wystarczy na kolejny tydzień czynszu za ten zasrany pokój nad pralnią, może na trochę ramenu, jeśli będę ostrożna.
Pięć tygodni. Przetrwałam pięć tygodni od ucieczki z posiadłości Briar, co wydawało się zarówno wiecznością, jak i chwilą. I jeszcze cztery miesiące do Przesilenia Zimowego, aż Matka odprawi swój rytuał ze mną lub beze mnie—choć obie wiedziałyśmy, że potrzebuje właśnie mnie.
Bo moja bezwartościowa, słaba, żałosna krew nagle stała się ważniejsza niż wszystko inne na świecie.
"Magia żąda krwi mojej krwi. Rowan została zachowana w tym celu."
Zachowana. Jakbym była jakimś okazem w słoiku, trzymanym przy życiu tylko na tyle długo, by się przydać. Co za pieprzone suki, wszystkie.
Zsunęłam nogi z wąskiego łóżka i podeszłam do okna, przyciskając twarz do zimnej szyby. Żadnych czarnych sedanów, żadnych postaci w drogich płaszczach czających się w drzwiach, żadnych sióstr z tańczącym wokół palców ogniem i morderstwem w oczach.
Kolejny dzień przetrwany. Dobra robota, Ro.
Prysznic na końcu korytarza był zepsuty od dwóch dni, więc zadowoliłam się ochlapaniem twarzy zimną wodą z małej umywalki. Moje odbicie patrzyło na mnie—zapadnięte policzki, ciemne kręgi pod szaro-zielonymi oczami, kasztanowe włosy wymagające podcięcia, oklapłe na ramionach.
Wyglądałam dokładnie tak, kim byłam: dziewczyną ledwo utrzymującą się przy życiu na pożyczonym czasie.
Dojście do knajpy zajmowało piętnaście minut przez przedświtowe ulice Portland. Mel's Place wtulony był między antykwariat a pralnię chemiczną, a jego neonowy szyld migotał słabo w listopadowej ciemności.
Dzwonek nad drzwiami zadźwięczał, gdy wślizgnęłam się do środka, wdychając znajomy zapach kawy i tłuszczu od bekonu.
"Dzień dobry, słoneczko," zawołał Jerry, kucharz, zza przelotu. "Wyglądasz, jakby cię przejechał walec."
"Czuję się podobnie," odparłam, wiążąc fartuch w pasie.
Jerry miał coś ponad sześćdziesiąt lat, na zawsze przesiąknięty tłuszczem i nigdy nie zapytał, dlaczego dziewczyna w moim wieku pracuje na podwójnych zmianach i podskakuje za każdym razem, gdy ktoś wchodzi. Kochałam go za to jeszcze bardziej.
Poranny szczyt to te same znajome twarze.
Robotnicy budowlani łapiący kawę i pączki przed robotą. Biuraliści zerkający w telefony nad latte. Starsze małżeństwo, które przychodziło zawsze we wtorki i czwartki, zawsze zamawiało to samo, zawsze zostawiało równo odliczoną resztę i dolara napiwku.
"Jeszcze kawy?" zapytałam kierowcę ciężarówki przy stoliku numer sześć, krępego mężczyznę imieniem Dave. Jego obrączka zalśniła w jarzeniówce, gdy sięgał po kubek.
"A wiesz, czego bym chciał więcej?" Dave'owy uśmiech miał być czarujący, ale sprawił, że aż mnie zemdliło. "Może dasz mi swój numer, śliczna, a pokażę ci, jak się zabawić, jak znów tu będę."
"Doceniam propozycję, ale w tej chwili z nikim się nie spotykam." Kłamstwo było uprzejme, opakowane w coś na kształt uśmiechu. "Coś jeszcze podać? Szarlotka? Jerry dzisiaj piekł jabłkową."
Mina Dave'a nieco się popsuła, ale kiwnął w stronę witryny z ciastami. Tacy jak on byli łatwi do okiełznania—sama powierzchowna pewność siebie i urażona duma. Zupełnie inni od drapieżników, pośród których dorastałam.
Moja przerwa wypadała o drugiej trzydzieści i wymknęłam się tylnym wyjściem do zaułka, wyciągając papierosa z zgniecionej paczki kupionej trzy dni temu. Nikotyna była ostra w płucach, ale dawała zajęcie rękom, by nie drżały.
Z tylnej kieszeni wyciągnęłam fotografię, którą trzymałam jak talizman—jedyny dowód na inne życie.
Mój ojciec, Daniel, trzymał moją dziecięcą wersję przed domkiem nad jeziorem.
Jego uśmiech był prawdziwy, docierał do oczu tak, że do dziś ściskało mnie w piersi. Moje pulchne dłonie wyciągały się w stronę obiektywu, pewnie do osoby, która robiła zdjęcie.
Lubię myśleć, że pamiętam dźwięk jego głosu, jak uczył mnie nazw kwiatów w ogrodzie, śmiech, w którym nie było ani odrobiny okrucieństwa. Ciepłe dłonie, zapach naleśników w niedzielne poranki… Matka mówiła, że porzucił nas, gdy miałam cztery lata.
Ludziom nie można ufać, powtarzała.
Miłość to słabość. Mężczyźni odchodzą, gdy robi się ciężko.
Ale patrząc na to zdjęcie, na to, jak trzymał mnie jak coś cennego, a nie zniszczonego, nigdy do końca nie wierzyłam jej słowom.
Gasiłam papierosa, gdy usłyszałam dzwonek w środku. Czas wracać do pracy. Wieczorna zmiana zawsze była zajęta—kolacyjny tłum, potem ci, którzy po pracy chcieli się wytrzeźwić kawą, zanim wrócą do rodzin, które zasługiwały na więcej.
Ale gdy przeszłam przez wachlarzowe drzwi z kuchni, wszystko się zmieniło.
Jest piękna w sposób, który sprawia, że mądrzy głupieją, a silni słabną. Ciemne włosy spływały w idealnych falach na ramiona, a ona poruszała się z płynną gracją drapieżnika, który nigdy nie zaznał strachu.
Miała na sobie drogie ubrania, które wyglądały na niej swobodnie, designerskie jeansy i sweter z kaszmiru. Gdy uśmiechnęła się do Jerry'ego, prosząc o miejsce przy barze, jej głos był mieszanką miodu, jedwabiu i trucizny.
Morgana—moja najstarsza siostra.
Ta, która zostawiła mi bliznę na kości policzkowej, gdy próbowałam uciec w wieku szesnastu lat. Ta, która przytrzymała mi twarz przy lustrze i wyszeptała, "Żebyś nigdy nie zapomniała, do kogo należysz."
Moja krew zamieniła się w lodowatą wodę.
Nie podeszła od razu—Morgana nigdy tak nie robiła. Siostra zamówiła kawę i usiadła przy barze, mieszając śmietankę z delikatną precyzją, śledząc każdy mój ruch oczami.
Chciała, żebym się pociła, żebym zrozumiała, że naprawdę nie ma ucieczki, bez względu na to, jak daleko pobiegnę czy jak dobrze się ukryję, podczas gdy ja obsługiwałam klientów na autopilocie. Ale moje ręce były dziwnie pewne, mimo że strach ściskał mi gardło.
Może odejdzie. Może to tylko psychologiczna tortura, przypomnienie, że mogą mnie znaleźć wszędzie. Ale gdy dwadzieścia minut później wycofałam się do tylnego korytarza, licząc, że wymknę się wyjściem dostawczym, Morgana już tam czekała.
"Schudłaś, siostrzyczko," powiedziała, oglądając swoje wypielęgnowane paznokcie z obojętnym zainteresowaniem, ogień magii tańczył leniwie w spiralach wokół jej palców. "Matka się o ciebie martwi. Wiesz, jaka jest, gdy jej dzieci o siebie nie dbają."
"Matka chce mnie wykrwawić na ołtarzu," odpowiedziałam, cofając się w stronę wyjścia.
Moja dłoń znalazła klamkę, ale uśmiech Morgany zastygł mi krew w żyłach. "To prawie to samo."
Jej śmiech był jak srebrne dzwonki i tłuczone szkło.
"Nie powinnaś była uciekać tak daleko, Rowan. To tylko bardziej rozwścieczyło Matkę, a wiesz, co się dzieje, gdy Matka się złości."
Serce waliło mi o żebra, gdy przyciskałam plecy do drzwi. "Nie wrócę."
"Och, kochanie." Morgana rusza powoli, jej ruchy są płynne i nieuniknione. "Przeżyłaś swoją małą przygodę, pobawiłaś się w człowieka, ale zabawa się skończyła. Matka potrzebuje cię w domu na święta. Rodzina jest taka ważna, nie uważasz?"
Jej dłoń uniosła się, a płomienie naprawdę zaczęły tańczyć wokół palców—tak gorące, że czułam żar z trzech metrów. Ale już wpadałam przez tylne drzwi do zaułka.

The Witch and The Priest
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101