

Opis
Przez trzy miesiace Coralina byla dreczona erotycznymi snami o trzech bezimiennych Alfrach, ktorzy wielbili jej cialo w sposob, ktory pozostawial ja plonaca ze wstydu i poczucia winy-jak moze pozadac obcych, skoro do jej slubu z Elijaszem, ksieciem, ktorego kocha od pietnastego roku zycia, zostalo juz tylko kilka dni? Jednak gdy Elijasz w koncu przybywa do jej watahy na przygotowania do slubu, jest zdystansowany i rozkojarzony, ledwie spotykajac sie z nia wzrokiem, podczas gdy jej mlodsza siostra Gwendolyn nie odstepuje go na krok. Co gorsza, przybyl z dwoma niesamowicie przystojnymi blizniakami Alfami-Lordami Nathanem i Luca-a w chwili, gdy dlon Luci muska dlon Coraliny, przez cale jej cialo przebiega elektrycznosc dokladnie taka sama jak w jej snach. Gdy jej idealny bajkowy slub zaczyna sie walic, a przyciaganie do tajemniczych blizniakow narasta, Coralina uswiadamia sobie, ze jej sny moga wcale nie byc fantazjami-moga byc proroctwami losu znacznie bardziej skomplikowanego i niebezpiecznego niz posluszne malzenstwo, do ktorego zostala wychowana.
Rozdział 1
Nov 27, 2025
POV Coralina
Moje nadgarstki są unieruchomione nad głową, przytrzymując mnie w miejscu, gdy mężczyzna za mną ociera się o mnie, tarcie jest rozkosznie nieznośne. Uczucie jego twardego ciała naciskającego na mnie przeszywa mnie dreszczem pożądania, który uderza prosto w moje wnętrze.
Usta na moich piersiach przesuwają się, zęby muskają wrażliwą skórę, a ja krzyczę, moje biodra unoszą się mimowolnie. Trzeci mężczyzna między moimi nogami chichocze, jego oddech gorący przy moim wilgotnym centrum, a ja drżę z oczekiwania.
Jeden palec przesuwa się między moimi fałdami, zbierając wilgoć, zanim wsunie się we mnie, rozciągając mnie rozkosznie. Dołącza drugi palec, pompujący wewnątrz i na zewnątrz, zakrzywiając się dokładnie tak, by trafić w to miejsce, które sprawia, że widzę gwiazdy.
Mężczyzna za mną gryzie mnie w ramię, ostry ból wywołuje falę ciepła w całym ciele. Dyszę, moje ciało drży, gdy fala rozkoszy rozrywa mnie na strzępy, i jestem tak, tak blisko…
Szarpnięciem budzę się, łapczywie łapiąc powietrze, moja skóra śliska od potu, a ciało wibruje przyjemnością, która sprawia, że wstyd wpełza mi do gardła niczym żółć. Sen trzyma się mnie kurczowo—fantomowe dotyki są bardziej realne niż jedwabne prześcieradła zaplątane wokół moich nóg.
Trzy pary rąk. Trzy usta. Trzy ciała wielbiące moje w taki sposób, że gorąco zbiera się w dole brzucha nawet teraz.
Nawet kiedy poczucie winy skręca mi pierś jak ostrze.
Dociskam dłonie do oczu, próbując wygnać obrazy, ale one już się rozmywają. Zawsze znikają.
Nigdy nie pamiętam ich twarzy, tylko doznania. Sposób, w jaki poruszają się razem, jak dotykają mnie z czcią, która sprawia, że drżę, pragnę i czuję się tak głęboko zawstydzona, że ledwo mogę oddychać.
Jak mogę pragnąć trzech innych mężczyzn, skoro mam już Elijaha?
Mój Elijah. Mój ukochany książę Lykanów. Mężczyzna, którego kocham od piętnastego roku życia, odkąd odwiedził naszą watahę i uśmiechnął się do mnie przez plac treningowy. Ten uśmiech wtedy odebrał mi dech, i wciąż tak się dzieje.
Kiedy ojciec doprowadził do naszego zaręczyn dwa lata później, byłam przeszczęśliwa. Wreszcie obowiązek i pragnienie się zjednoczyły. Wreszcie mogłam spełnić swą rolę starszej córki Alfy Wysokiej Watahy i poślubić mężczyznę, który nawiedzał moje myśli na jawie.
Ale od miesięcy moje sny należą do trzech bezimiennych nieznajomych, a poczucie winy pożera mnie żywcem.
Pukanie rozbija moje spiralne myśli, zaraz potem drzwi gwałtownie się otwierają. Moja siostra Gwendolyn niemal wbiega do pokoju, jej blond loki podskakują, błękitne oczy błyszczą ekscytacją.
"Jest tutaj! Coralina, książę Elijah przyjechał wcześniej! Widziałam, jak jego powóz właśnie przejechał przez bramę."
Rzuca się na moje łóżko zupełnie nie zwracając uwagi na to, że wciąż jestem w nocnej koszuli, wciąż zarumieniona od snów, których nie potrafię zapomnieć.
"Powinnaś go zobaczyć. Wygląda absolutnie bosko. Przysięgam, z każdym razem jest coraz przystojniejszy."
Coś w jej tonie sprawia, że mój wilk niespokojnie się wierci, ale ignoruję to uczucie. Gwendolyn zawsze taka była.
"Pomóż mi się ubrać," mówię, wstając z łóżka na drżących nogach. "Muszę wyglądać przyzwoicie."
"Och, będziesz potrzebowała czegoś więcej niż przyzwoitość." Ocenia mnie krytycznie. "Wyglądasz na wykończoną. Źle sypiasz? Nie możesz mieć worków pod oczami, kiedy zobaczysz swojego przyszłego męża."
Jej troska ogrzewa moje serce. Uśmiecham się i siadam przy toaletce, pozwalając jej krzątać się wokół mnie, podczas gdy moje serce wali z napięcia.
Elijah jest tutaj. Wreszcie.
Po sześciu miesiącach rozłąki przez sprawy królewskie, znów go zobaczę. Może te sny wreszcie się skończą, kiedy będziemy razem.
Gwendolyn i ja schodzimy na śniadanie, gdy już się ogarnę. Śniadanie okazuje się być wyjątkową torturą. Jak zawsze, zresztą.
"Coralina, usiądź prosto," mówi moja matka, jej ton ostry jak nóż. "Garbisz się jak zwykła omega."
Prostuję plecy, wpatrując się w talerz, podczas gdy ojciec rozmawia o przygotowaniach do ślubu, jakby mnie tam nie było. Gwendolyn, oczywiście, dostaje jedynie pochwały—za suknię, za fryzurę, za pomoc w dekoracjach.
"Przynajmniej Gwendolyn wie, jak się odpowiednio prezentować," matka ciągnie dalej, a ja czuję znajomy ból nie dość dobrej córki osiadający mi w kościach. "Można by pomyśleć, że narzeczona księcia bardziej zadbałaby o wygląd."
"Przepraszam, mamo."
Słowa padają automatycznie, wygładzone latami używania.
Ojciec w końcu na mnie patrzy, jego twarz jest nieczytelna. "Świta księcia przybędzie dziś wieczorem na oficjalne powitanie. Postaraj się wyglądać na kogoś, kto zasługuje na ten związek, Coralina. To małżeństwo podnosi rangę całej naszej watahy."
Posłusznie kiwam głową, bo tak właśnie robię. Taka jestem—odpowiedzialna, starsza córka, ta, która rozumie obowiązek, nigdy nie sprawia kłopotów.
Gwendolyn chwyta mnie za rękę i, gdy na nią spoglądam, jej uśmiech wydaje się niemal pełen współczucia.
"Nie martw się, siostro. Jestem pewna, że Elijah będzie zachwycony, że cię zobaczy."
* * *
Kiedy siedzimy w wielkiej sali z kielichami pełnymi wina i ustami pełnymi uprzejmości, nie spuszczam wzroku z Elijaha. Tylko z Elijaha.
"Podróż była długa, ale satysfakcjonująca," mówi, gestykulując żywo. Nie do mnie. Do Gwendolyn, która pochyla się, jakby chłonęła każde jego słowo. "Terytorium Shadowmoon jest niepodobne do niczego, co widziałem."
"Jakie to fascynujące," wzdycha Gwendolyn. "Opowiedz mi więcej."
Czekam, aż się do mnie zwróci. Że włączy mnie do rozmowy. Ale jego spojrzenie ślizga się po mnie, jakby mnie tu nie było.
"Książę Elijah," próbuję, zmuszając się do pogodnego tonu. "Chętnie bym usłyszała o—"
"Północne góry są spektakularne o tej porze roku," ciągnie, wciąż patrząc tylko na moją siostrę.
Ojciec chrząka. "Wasza wysokość, może zechciałbyś opowiedzieć nam o swoich towarzyszach?"
Dwaj mężczyźni, o których mówi ojciec, siedzą naprzeciw mnie—lordowie Nathan i Luca, bliźniacy, Alfy Watahy Shadowmoon.
Zaledwie ich mignęłam, gdy Elijah przedstawił ich wcześniej. Wysocy, szczupli, ciemne kasztanowe włosy. Tylko tyle pozwoliłam sobie zauważyć, zanim znów skupiłam się na swoim narzeczonym. Ale nawet patrząc na Elijaha, czuję ich.
Ich obecność ciągnie mnie za coś głęboko w klatce piersiowej, jakby hak pod żebrami.
"Byli nieocenionymi sojusznikami," mówi Elijah niedbale. "Przyjaciele mojego starszego brata."
"Lady Coralina," odzywa się jeden z nich, głosem niskim i szorstkim. "To zaszczyt."
Nie podnoszę wzroku. "Wzajemnie, panie."
Coś zmienia się w powietrzu. Mój wilk niespokojnie się kręci, co nie ma sensu. Zmuszam się do uśmiechu do Elijaha, który już wrócił do rozmowy z Gwendolyn.
"Więcej wina, moja pani?"
Zanim zdążę odpowiedzieć, ktoś podchodzi do stołu. Jeden z bliźniaków—chyba Luca—podnosi karafkę.
Jego dłoń muska moją, gdy podaje mi kielich i świat na chwilę się zatrzymuje.
Błyskawica przeszywa mnie—elektryczność wystrzeliwuje z tego jednego punktu kontaktu prosto do wnętrza, rozpalając każdy nerw. Zatrzymuje mi się oddech. Kielich się przechyla, wino rozlewa się na biały obrus.
"Przepraszam, moja pani," szepcze.
W końcu podnoszę wzrok. Zielone oczy. Ostro zarysowane rysy. Intensywność, która ściska mi klatkę piersiową czymś pomiędzy strachem a rozpoznaniem.
Dokładnie jak… w moich snach.
Nie. Nie, to niemożliwe. "Ja…" Mój głos brzmi zdławiony. "Przepraszam."
"Coralina?" Ton matki brzmi ostrzegawczo.
"Źle się czuję." Wstaję tak gwałtownie, że krzesło zgrzyta o kamień. "Proszę o wybaczenie."
"Kochanie, usiądź," mówi ojciec, ale ja już wychodzę.
Elijah w końcu na mnie spojrzał. "Gwendolyn właśnie opowiadała mi o wiosennym festiwalu..."
Uciekam z sali, matka woła za mną ostrym głosem, ale nie mogę zostać. Nie mogę siedzieć tam, gdy Elijah mnie ignoruje. Nie mogę być w jednym pomieszczeniu z tymi dwoma mężczyznami, którzy sprawiają, że moja skóra płonie od dotyku, który nie powinien nic znaczyć.
Docieram do swoich komnat i zamykam drzwi na klucz, opierając się o nie plecami. Moja dłoń wciąż mrowi. Mój wilk krąży nerwowo, bardziej roztrzęsiona niż kiedykolwiek wcześniej.
Co to, u diabła, było?

Three Alpha Mates
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101