

Opis
Grace wierzy, ze odnalazla szczescie u boku swojego narzeczonego, Adama - odnoszacego sukcesy prawnika, ktory zapewnia jej poczucie bezpieczenstwa i obiecuje idealna przyszlosc. Ich swiat rozpada sie w chwili, gdy u Grace zostaje zdiagnozowana agresywna, nieuleczalna choroba. Kiedy Adam kurczowo trzyma sie nierealnej nadziei, zglebiajac informacje o lekach i terapiach, Grace zaczyna akceptowac swoja smiertelnosc i podazac inna droga. W szpitalu nawiazuje niespodziewana wiez z Lionelem, innym pacjentem w terminalnym stanie. Laczy ich czarny humor, Lionel widzi ja taka, jaka jest naprawde, i ofiaruje jej inny rodzaj milosci-nieoparty na falszywej obietnicy wiecznosci, lecz na bezwarunkowym, obecnym wsparciu. Ich relacja podwaza wszystko, co Grace sadzila o milosci, rodzinie i o tym, co znaczy naprawde zyc, bedac u kresu zycia. Grace musi wybrac miedzy mezczyzna, ktory obiecuje ja ocalic, a tym, ktory obiecuje szanowac jej wybory, nawet jesli doprowadza one do pieknego, lecz bolesnego konca.
Rozdział 1
Aug 29, 2025
POV Grace
Stojąc na podwyższeniu w Bella's Bridal, niemal widziałam wszystkie wersje samej siebie.
Siedmioletnią dziewczynkę z rodziny zastępczej, która tę samą sukienkę miała na trzech różnych spotkaniach w sprawie nowego domu. Nastolatkę, która nauczyła się przestać mieć nadzieję na stałość.
A teraz tę kobietę w bieli, która jakoś przekonała Adama Webba, żeby ją pokochał.
"Stój spokojnie, kochanie, tylko poprawiam długość katedralną," powiedziała Patricia. "Chcemy, żeby wszystko było idealne na zdjęciach. Album ślubny rodziny Webbów sięga czterech pokoleń wstecz, a ty będziesz w nim najpiękniejszą panną młodą."
"Mamo, przestań się zamartwiać. Grace mogłaby założyć worek po ziemniakach i tak przyćmiłaby każdą pannę młodą w tym albumie."
Adam złapał mnie spojrzeniem w lustrze i uśmiechnął się tym chłopięcym uśmiechem, który odmienia jego zwykle poważną, prawniczą twarz.
"Poza tym to ja powinienem był negocjować z dostawcami. Wiesz, ile kwiaciarka chciała za piwonie? Rozbój w biały dzień. Mógłbym ich przesłuchać i obniżyć cenę o połowę."
"Przecież przesłuchałeś ich, pamiętasz? Szczęście, że nie wyrzuciła nas całkiem ze sklepu. Traktowałeś ją jak wrogiego świadka," zaśmiałam się, patrząc, jak udaje urażonego.
"Wolę określenie 'dogłębne pytania'. To czyni mnie dobrym w mojej pracy."
Adam zbliżył się, przesuwając palcami po wyszywanym gorsecie.
"A propos dogłębności, wciąż nie zdecydowaliśmy się na podróż poślubną. Sprawdzałem różne opcje—Tokio ma ten niesamowity targ rybny, który chciałaś zobaczyć, ale Islandia to zorza polarna."
"Po co wybierać? Zróbmy oba," powiedziałam, opierając się o Adama, mimo delikatnego protestu Patricii, że pognieciemy suknię. "Wymyślimy razem. Mamy całe życie na odkrywanie świata, prawda?"
Dłoń Patricii spoczęła na moim ramieniu, ciepła i macierzyńska w sposób, który wciąż mnie zaskakiwał. "Za sześć tygodni będziesz oficjalnie naszą córką."
Słowo 'córka' utkwiło mi w gardle jak perła, cenne i przytłaczające. Oczy zapiekły od łez, które zwaliłam na jasne światła butiku.
"Zaraz zrujnujesz mi makijaż," wydusiłam, ostrożnie wycierając oczy, podczas gdy Patricia ścisnęła moje ramię.
"Wszystko wodoodporne na ten wielki dzień," powiedziała stanowczo. "Szczęśliwe łzy to wciąż łzy."
Pochyliłam się, by dalej wyszywać datę naszego ślubu na brzegu sukni—15 czerwca srebrzystą, delikatną nicią, sekretną wiadomość między tkaniną a moją skórą.
Igła wymagała skupienia, każdy ścieg był małą medytacją nad trwałością.
Ta suknia, ta data, ta rodzina—wszystko to prawdziwe, moje i trwałe.
"Wiesz, Adam kiedyś mówił, że nigdy się nie ożeni," kontynuowała Patricia, poprawiając tren za mną. "Przez całe studia prawnicze twierdził, że jest żonaty z karierą. Potem poznał ciebie, a nagle planuje podróże poślubne i pyta mnie o wzory porcelany ślubnej."
Igła lekko się omsknęła, kłując mnie w palec. Pojawiła się maleńka kropla krwi, szybko odsunęłam dłoń od białego jedwabiu.
Pokój lekko się przechylił, jakby łagodnie kołysał mnie statek na wodzie.
Mocno mrugnęłam, skupiając się na hafcie.
"Grace? Wszystko w porządku?" Odbicie Adama w lustrze przesunęło się, troska zastąpiła humor.
"Po prostu zakręciło mi się w głowie na chwilę. Powinnam była zjeść coś więcej niż kawę i pół rogalika."
Słowa wydawały się ciężkie w ustach, jakby mówiła przez watę.
"Za dużo się wszystkim zajmujesz," powiedział Adam. "Powinniśmy zatrudnić pełną konsultantkę ślubną, nie tylko koordynatorkę na sam dzień. Nie musisz robić wszystkiego sama, Grace. Od tego jest rodzina, żeby pomóc nieść ciężar."
Rodzina.
To słowo dziwnie odbiło się w mojej głowie, gdy wstałam znad haftu i nagle moje kolana przestały być kolanami, a stały się zawiasami z wody, uginając się i zawodząc.
Ból nadszedł jak wyrok—miażdżący, ostateczny, niepodważalny. Zaczął się w kręgosłupie i rozchodził jak elektryczne przewody bólu, które sprawiły, że moje dłonie szukały powietrza.
Próbowałam powiedzieć imię Adama, ale mój język stał się obcym przedmiotem, ciężkim, nieposłusznym.
Starannie uporządkowany świat butiku ślubnego rozpadł się w chaos.
"Grace! Boże, Grace!" Ramiona Adama złapały mnie, gdy upadałam, suknia wokół nas zbierała się w fałdy. Jego twarz unosiła się nade mną, rysy rozmywały się i wyostrzały falami. "Dzwońcie po pogotowie! Niech ktoś zadzwoni po pogotowie, już!"
Głos Patricii przeszył mgłę: "Ona ma atak! Połóżcie ją na bok!"
Krawcowa pojawiła się z nożyczkami do materiału, jej dłonie były pewne, gdy zaczęła rozcinać drogi jedwab.
"Musimy to z niej zdjąć, nie może oddychać w tym gorsecie."
Dźwięk rozdzieranego materiału mieszał się z rozpaczliwym głosem Adama, który powtarzał moje imię raz za razem—modlitwa, błaganie i obietnica w jednym.
Czas stał się elastyczny. Sufit butiku był biały.
Potem były czerwone światła. Ruch. Sufit karetki też był biały, ale inaczej—klinicznie, zimno.
Dłoń Adama ściskała moją, jego kłykcie były białe od nacisku.
"Zostań ze mną, Grace. Jestem tu. Już prawie jesteśmy w szpitalu," powtarzał, drugą ręką gładząc moje włosy z czoła. "Musisz ze mną zostać."
Głos Patricii dobiegał z przedniego siedzenia, mieszając się z komunikatami ratowników: "Boże, proszę, czuwaj nad naszą Grace. Chroń ją. Ona ma być naszą córką, częścią naszej rodziny. Proszę."
Syrena wyła nad nami, a ja chciałam im powiedzieć, że się staram.
Że ich słyszę, że sześć tygodni to za mało, by nauczyć się być córką, żoną, osobą, która przynależy.
Ale moje ciało stało się obcym terytorium i mogłam tylko trzymać się głosu Adama jak liny ratunkowej.

Till Death Do Us Part: Three of Us
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101