
Opis
Kiedy Alfa Silas Whitlock, najsilniejszy Alfa z watahy Thunder Stone, spodziewal sie ustatkowac ze swoja bratnia dusza w spokojnym zyciu, zostaje zdradzony przez swojego Bete i przyrodniego brata, Ezre, ktory wrobil go w morderstwo, ktorego nie popelnil. Teraz nie ma innego wyjscia, jak tylko uciekac przed ludzmi, ktorych kiedys uwazal za rodzine. Jednak tego, czego sie nie spodziewal, to spotkac swoja prawdziwa bratnia dusze. Problem w tym, ze ona jest slaba ludzka kobieta, nieswiadoma istnienia swiata nadprzyrodzonego, a Silas potrzebuje u swego boku silnego wojownika, jesli zamierza odzyskac swoja watahe i pokonac brata. Zoya kiedys miala idealne zycie i wymarzona prace w szpitalu w Nowym Jorku. Jednak jeden zly ruch w stosunku do swojego zboczonego szefa konczy sie jej przeniesieniem do kliniki na kompletnym odludziu. Jakby tego bylo malo, jej 'zaaranzowany' narzeczony postanawia ja zdradzic z jej wlasna kuzynka! Wlasnie kiedy ma zamiar powiedziec 'pierdol sie' swojej przeszlosci i zaczac nowe zycie w gorach, znajduje w swojej chacie posrodku lasu zupelnie nagiego mezczyzne. Co tu sie, do cholery, dzieje? Czy moze byc gorzej? Gdyby tylko miala chocby najmniejsze pojecie... Czy Silas bedzie w stanie spojrzec poza czlowieczenstwo Zoyi i zaakceptowac ja jako swoja partnerke? A moze Zoya bedzie musiala patrzec, jak mezczyzna, ktorego pokochala, zostaje odebrany przez inna, lamiac jej serce na zawsze? A moze los da jej druga szanse na milosc z mezczyzna tak samo zranionym jak ona?
Rozdział 1
Oct 29, 2025
Zoya – perspektywa własna
Nie byłam wzorem odwagi i pewności siebie. Przez wszystkie dwadzieścia cztery lata mojego życia nigdy nie potrafiłam stanąć w swojej obronie w sposób, który nie wpisywałby się w to, czego chcieli ode mnie inni.
Gdy musiałam wybierać między walką a ucieczką, zawsze wybierałam kompromis, coś pośrodku. Pozwalałam sobie na odrobinę komfortu, o ile w zamian wciąż zadowalałam innych.
Nawet kiedy moja duma leżała na ziemi, a ja klęczałam, drżałam, zakrwawiona i posiniaczona, nie krzyczałam z bólu, nie rzucałam się na wroga z pięściami wyciągniętymi do przodu, żądna walki. Nawet gdy mnie bili, wykorzystywali... wciąż nie chciałam skrzywdzić tych, którzy krzywdzili mnie.
Zawsze uważałam to za jakąś pokręconą, okaleczoną odwagę — jakkolwiek żałosną i autodestrukcyjną — ale teraz nie byłam już pewna, czy to kiedykolwiek była odwaga.
„Co do cholery?” – ledwo wykrztusiłam, mój język plątał się w ustach. Ostry ból rozkwitał w mojej piersi i musiałam się powstrzymać, by nie wbić paznokci w pierś i nie wyrwać sobie serca z klatki piersiowej.
To nie było nic nowego, że wracałam do domu wykończona i ledwo funkcjonująca po pracy. Właściwie, odkąd w szpitalu robiło się coraz bardziej tłoczno z każdą sekundą, mnie samej coraz trudniej było wracać do domu w jednym kawałku, bez tej wiecznej zmęczonej aury, którą mój narzeczony, Ravi Raichand, zawsze mi wypominał. A teraz, gdy wreszcie udało mi się wyślizgnąć spod żelaznego uścisku przełożonej i wyjść z pracy wcześniej niż zwykle, wróciłam do domu... na ten koszmar.
Pierwsza czerwona flaga – dodatkowa para butów przed drzwiami, których nie rozpoznałam jako swoich. Zobaczyłam te baleriny, gdy tylko podeszłam pod drzwi. Wiedziałam, że to buty mojej kuzynki, bo widziałam je na niej kilka razy i choć wydało mi się to dziwne, skoro miała być dziś zajęta, nie przywiązałam do tego wagi. Może przyszła tylko po coś, o czym zapomniała. I choć wydało mi się to jeszcze dziwniejsze, że mój narzeczony też tu był w tym samym czasie co ona, mimo że nigdy nie widziałam, żeby ze sobą za dużo rozmawiali, zignorowałam te dzwonki alarmowe w głowie i zaczęłam szukać w torebce kluczy.
Potem nadszedł kolejny zły znak: podejrzane dźwięki — mokre, śliskie jęki rozkoszy, klaśnięcia skóry o skórę. Nigdy nie byłam zaborczą i zazdrosną partnerką, więc założyłam, że ogląda porno i zaspokaja się sam. Gdyby tak było, nie miałabym z tym problemu — to normalne, zwłaszcza że oboje obiecaliśmy sobie nie kochać się przed ślubem.
Zajrzałam do salonu i tam byli — na kanapie, mój narzeczony i moja kuzynka, jego usta na jej piersiach, a on poruszał się w niej, jak w tańcu, jak podczas treningu. Zdrada, w samym sercu mojego własnego domu.
„Co do cholery?” powtórzyłam, bo nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć. Jakie słowa mogłyby oddać ten rozgardiasz buzujący mi w sercu, ten huragan szalejący w głowie? Chciało mi się wymiotować. Chciałam krzyczeć... Jak mogli? Jak śmieli? Ale słowa nie przychodziły, a ogień gasł mi w gardle, popiół osiadał na końcu języka.
Ravi rzucił tylko jedno spojrzenie na moją twarz wykrzywioną zdradą i przewrócił oczami, wysunął się szybko z mojej kuzynki, usiadł leniwie na łóżku, jakby właśnie nie popełnił grzechu, jakby nie wbił mi noża w serce i nie przebił go tysiąc razy.
Był teraz zupełnie innym człowiekiem — daleko mu było do tego miłego, beztroskiego chłopaka, którego znałam — znałam kiedyś — od liceum. Teraz był okrutny, niemal zimny, poza lekkim cieniem litości na subtelnym łuku ust. „Powinnaś była zapukać przed wejściem”, powiedział mi, tonem kpiącym i pozbawionym współczucia. „Na wypadek gdybyś zapomniała, dzielisz to mieszkanie ze swoją kuzynką.” Przycisnął na chwilę usta, zanim dodał: „I powinnaś była dać nam znać, że wrócisz wcześniej. Dałoby nam to czas, żeby się przygotować.”
Mrugałam, żeby powstrzymać łzy, które zaczęły napływać mi do oczu, pozwalając fali gniewu przepłynąć przez ciało. Zacisnęłam pięści, paznokcie wbijały mi się w dłonie. „Ty—” zaczęłam mówić, ale znów obelga, przekleństwo nie chciało przejść mi przez gardło. Nawet teraz, z dumą za drzwiami, nawet gdy byłam rozbita na niezliczone kawałki szkła, nie umiałam go skrzywdzić.
Oni oboje niespiesznie się ubierali. „Zoya”, powiedziała moja kuzynka tonem, którego nie umiałam rozszyfrować, „to jest rzeczywistość. To się dzieje. Zaakceptuj to spokojnie i proszę, nie rób z tego dramatu... to męczące.”
Wciąż miałam zaciśnięte pięści; musiały już bieleć. Gdy w końcu poczułam się na tyle opanowana, by mówić, „Dlaczego?” – to było wszystko, co byłam w stanie zapytać.
Ravi udawał, że się zastanawia, wydając rozważne odgłosy. „Krótko mówiąc, mam dość czekania...” wskazał na siebie i moją kuzynkę, „żeby to zrobić z tobą aż do ślubu. Czuję się, jakbym czekał na zakonnicę.”
„Ale—” zaczęłam mówić, ale już nikt nie chciał tego słuchać. W tym momencie już skończyli się ubierać i stali gotowi do wyjścia.
„A skoro mowa o tym przeklętym ślubie”, ciągnął Ravi chłodnym głosem, jakby to, co mówi, nie miało właśnie wywrócić mojego świata do góry nogami, „zróbmy sobie oboje przysługę i po prostu go odwołajmy, dobrze?” Wyprowadził swoją damę za drzwi i poszedł za nią. W pewnym momencie odwrócił lekko głowę, zanim zamknął drzwi. „A tak przy okazji, musisz zabrać wszystkie swoje rzeczy, bo od jutra rano to ja zajmuję twoje miejsce w tym mieszkaniu.”
Jakby zdrada z moją kuzynką nie była wystarczająca. Po prostu musiał się z nią wprowadzić w tej samej chwili, gdy się o nich dowiedziałam. Ziarno gniewu zagnieździło się w mojej piersi, a ja nie wiedziałam, co z nim zrobić. W głębi mnie bulgotała wściekłość, a jako że zawsze byłam uległą, grzeczną dziewczyną, nigdy nie próbowałam wyładować złości na tych, którzy mnie krzywdzili. Nie wiedziałam, co zrobić z gniewem, bo prawie nigdy nie pozwalałam sobie go poczuć.
W moim gniewie i rozpaczy zacisnęłam dłonie w pięści i krzyknęłam. Nie obchodziło mnie, czy mnie taką zobaczą, bo wyglądało na to, że ich także nie obchodziłam. Może najlepszą zemstą byłoby udawać obojętność i zachować dumę, ale po tym, co spotkało mnie w pracy i co spotkało mnie teraz, nie obchodziło mnie już, co o mnie pomyślą, byle tylko mieć ujście dla bólu.
Krzyczałam, aż zabrakło mi głosu, aż gardło miałam starte do żywego.
A gdy już nie miałam siły krzyczeć, upadłam na kolana, szlochając i opłakując miłość, której nigdy nie myślałam, że stracę... jakby to, co mieliśmy i czym byliśmy dla siebie przez ostatnie osiem lat, nie znaczyło dla niego nic.

Torn Between my Alpha Mates
177 Rozdziały
177
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101