

Opis
Ksiezniczka Serafina, ostatnia zyjaca dziedziczka Eryndale, zostaje zmuszona do malzenstwa ze zdobywca, ktory zniszczyl jej krolestwo: krolem Aldrikiem z Blackthorn. Mimo mlodego wieku, Aldrik buduje swoja reputacje na strachu: jest bezwzgledny, chlodny i pozbawiony litosci. Serafina staje sie jego milczaca, trofealna krolowa, uwieziona w zamku wzniesionym na popiolach jej przeszlosci. Wkrotce Serafina odkrywa, ze nosi w sobie dziecko Aldrika. Bliznieta. Przerazona tym, ze krol uczyni z nich narzedzia podboju, unicestwiajac ostatnie slady Erindeal, zwierza sie jedynie swojej zaufanej uzdrowicielce, Elowen. Razem opracowuja desperacki plan: gdy nadejdzie czas, Serafina potajemnie urodzi i zabierze dzieci, zanim Aldrik dowie sie o ich istnieniu.
Rozdział 1
Dec 23, 2025
[Perspektywa Seraphine]
Obudziłam się z krzykiem.
Ten dźwięk zdarł mi gardło do żywego, wyrywając się z głębi piersi. Zimny pot wystąpił na moją skórę.
Coś było nie tak. Strasznie nie tak.
Usiadłam, łapiąc oddech. Moje dłonie drżały. Głębokie, obce uczucie ciężkości w podbrzuszu zakręciło się teraz pod moimi żebrami. Wtedy uderzyły mdłości.
Nie, to nie była zwykła choroba. Bogowie! Czy Aldric znalazł kolejny sposób, by mnie złamać?
Potrzebowałam Elowen. Jedyna dusza, której mogłam zaufać w tym pałacu, który nie był mój. Dla reszty Zamku Blackthorn byłam Lady Seraphine z Upadłego Eryndale, podbitą księżniczką zmienioną w polityczną narzeczoną, niechcianym trofeum króla.
Owinęłam ramiona szalem i wyszłam na korytarz. Dwóch strażników wyprostowało się, gdy podeszłam. "Wasza Wysokość," powiedział jeden. "Czy pani—"
"Potrzebuję uzdrowicielki," przerwałam ostrzej, niż zamierzałam. "Natychmiast."
Wymienili spojrzenia, czujni, ale niechętni, by mi się sprzeciwić. Nie byłam ukochaną królową, ale byłam jedną z królewskich żon Aldrica—tą, którą wziął jako łup w noc, gdy Eryndale spłonęło. Każdy żołnierz wiedział, że nie warto ryzykować gniewu króla, utrudniając życie kobiecie, którą uznał za część swojego zwycięstwa.
Ruszyłam dalej, zanim zdążyli zaproponować eskortę. Nie chciałam ich oczu na sobie.
Drzwi komnaty Elowen pojawiły się przede mną, wyrzeźbiony symbol moździerza i tłuczka ledwie widoczny w słabym świetle. Zapukałam raz.
Otworzyła natychmiast, jakby na mnie czekała. Jej oczy się rozszerzyły.
"Sera? Co się stało? Wejdź."
"Coś jest nie tak," wyszeptałam. "Czuję się... dziwnie. Ciężko. Niedobrze."
Elowen poprowadziła mnie do pryczy, jej dłonie były łagodne i pewne. W jej komnacie pachniało lawendą, suszoną miętą i dzikimi ziołami z gór, które obie utraciłyśmy. Sam ten zapach niemal przywiódł mi łzy do oczu.
"Od kiedy?" zapytała, zapalając jaśniejszą lampę.
"Od przed świtem. Ledwie mogłam ustać na nogach."
Sprawdziła mi puls i zauważyła drżenie moich rąk. Jej brwi zmarszczyły się głębiej.
"Połóż się."
Moje serce waliło, gdy lekko przycisnęła dłoń do mojego brzucha. Coś w środku zadrżało pod jej dotykiem. Elowen zesztywniała.
"Elowen?" Zadrżał mi głos. "Powiedz coś, proszę."
Jej gardło poruszyło się, gdy przełknęła ślinę. "Twój cykl. Kiedy ostatnio?"
"Dwa miesiące temu," odpowiedziałam szybko. "Ale to nic dziwnego— stres, zimno—"
"Sera," powiedziała łagodnie, "to było dłużej."
Zamrugałam. Przeliczyłam wstecz. Trzy miesiące.
"Niemożliwe," wyszeptałam. "On nawet... Nie dotknął mnie od—"
Jej wyraz twarzy złagodniał w przepraszającym geście. "Wystarczy raz."
Raz. Tamtej nocy, z dłońmi Aldrica miażdżącymi mi biodra. Ciepło jego oddechu na mojej szyi. Wyraz w jego oczach—nie pożądanie, nie, nigdy to—ale posiadanie. Zawłaszczył mnie tak, jak zawłaszczył tron Eryndale.
"Oddychaj," szepnęła Elowen, ściskając moje dłonie. "Sera, oddychaj."
Dziecko. Dziecko Aldrica. W moim ciele.
Przez moment ciepło rozbłysło w mojej piersi, coś małego, miękkiego i należącego do mnie. Ale strach natychmiast to przydusił.
"Królewski dziedzic," wychrypiałam. "On to wykorzysta. Wiesz, że tak."
Wiedziała. Elowen widziała to samo, co ja. Aldric zdobywał królestwa ogniem i stalą, ale utrzymywał je symbolami—małżeństwami, dziećmi-zakładnikami, bękartami wychowywanymi na żołnierzy wiernych tylko jemu.
"Moje dziecko nie będzie jego trofeum," wyszeptałam, z głosem łamiącym się. "Elowen, on nie może się dowiedzieć."
"Sera—"
"Mówię poważnie." Pochyliłam się do przodu, chwytając ją za nadgarstki. "Jeśli się dowie, odbierze mi dziecko i wychowa je, by go czciło. By zapomniało o Eryndale. By pomogło mu dobić to, co jeszcze zostało z mojego ludu."
Gardło mi się ścisnęło. "Nie pozwolę na to."
Coś przemknęło przez oczy Elowen—litość, tak, ale przetykana czymś ostrzejszym. Wahaniem, którego nie powinno być. Zamrugała za szybko.
"Niebezpiecznie jest ukrywać to przed królem," powiedziała.
"Jeszcze bardziej niebezpiecznie powiedzieć mu." Mój głos drżał, ale prawda w nim nie. "To dziecko," wyszeptałam, dotykając dłonią brzucha, "jest pierwszą rzeczą, która należy do mnie odkąd Eryndale upadło."
Odkąd jego armie roztrzaskały moją ojczyznę w jedną noc i zostawiły jej koronę skąpaną we krwi moich rodziców. Odkąd dym mojego płonącego miasta stał się welonem, który nosiłam idąc na to przymusowe małżeństwo.
Oczy Elowen opadły, rzęsy zadrżały. Myślała. Wahała się. Gdy znów na mnie spojrzała, jej twarz była spokojna—zbyt spokojna:
"Dobrze więc. Zachowam twój sekret."
Ulga uderzyła tak mocno, że aż piekły mnie oczy.
"Ale musisz być ostrożna," dodała, a jej wzrok uciekł gdzieś w bok. "Jedz lekko. Ruszaj się powoli. Przyjdź do mnie z każdym bólem, każdą chorobą, każdą zmianą. Żadnych pałacowych medyków. Żadnych położnych. Nigdy."
Jej ton sprawił, że po plecach przebiegł mi dreszcz. To nie był strach przed wykryciem—coś innego. A może oczekiwanie. Nie potrafiłam powiedzieć.
Kiwnęłam głową. "Tak. Cokolwiek powiesz."
Po raz pierwszy zauważyłam, jak jej dłonie drżały z dziwną, skupioną intensywnością. Zaparzyła gorzką herbatę na moje mdłości. Wypiłam ją, połykając na przekór narastającej żółci.
"Idź," szepnęła. "Zanim służba się obudzi. I Sera… bądź silna."
Wślizgnęłam się z powrotem na korytarz, serce tłukło mi się na każdym oświetlonym pochodnią zakręcie, w każdym przesuwającym się cieniu. Gdy dotarłam do swojej komnaty, nogi miałam jak z waty.
Zaryglowałam drzwi za sobą i osunęłam się na podłogę, obie ręce przyciśnięte do brzucha. Życie we mnie—szept—wydawało się tak kruche.
To dziecko narodzi się w królestwie zbudowanym z popiołów mojej ojczyzny. W pałacu, gdzie miłość jest słabością. W ręce króla, który mnie podbił.
Szloch wyrwał się ze mnie. Nie mogłam go powstrzymać—żałoba, strach, furia przelewały się przeze mnie jak woda przez pękniętą tamę. "Nie ma tu dla ciebie bezpieczeństwa," wyszeptałam do życia w moim wnętrzu. "Ale ochronię cię." Mój głos się wzmocnił. "Cokolwiek to będzie kosztować i cokolwiek będę musiała zrobić."
Muszę znaleźć Rowana. On będzie wiedział, co robić.

Twins of the Broken Crown
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101