

Opis
Samotna matka Rory Kane opanowala do perfekcji sztuke bycia niewidzialna. W biurze jest jak szum tla - zapomniana kobieta w swetrach po babci. Ale kiedy zostaje sama w swojej sypialni, staje sie kims zupelnie innym. Kims pewnym siebie. Kims pozadanym. Kims o imieniu Viola. Jej sekretne zycie w mediach spolecznosciowych nigdy nie mialo sie przeciac z rzeczywistoscia. Jednak gdy los daje jej szanse, Rory odkrywa, ze mezczyzni, ktorzy codziennie ja ignoruja, nagle sa zdesperowani, by zdobyc serce Violi. Chca fantazji. Po prostu nie wiedza, ze ona byla tu przez caly czas.
Rozdział 1
Feb 27, 2026
[Perspektywa Rory]
Zegar wybija 17:58, a ja już w myślach powtarzam trasę swojej ucieczki.
Dwie minuty. Jeszcze tylko dwie minuty, zanim będę mogła pobiec do domu, zanim niania, pani Patterson, doliczy kolejne pięć dolarów do opłaty za spóźnienie, którą z upodobaniem mi nalicza.
Mój palec zawisa nad przyciskiem zamknięcia, gdy gruby segregator ląduje na moim biurku z impetem martwej ryby.
Podnoszę wzrok i widzę Grega Mathewsa, menedżera średniego szczebla i certyfikowanego trolla biurowego, stojącego nade mną z już założoną marynarką i kluczami do samochodu pobrzękującymi w dłoni niczym groźba.
— Kane, te kwartalne poprawki mają być gotowe do rana. — To nie prośba. To rozkaz. — Mam rezerwację na kolację, więc musisz się tym zająć.
Spoglądam na segregator. Jest wielkości małej powieści. Nudnej, pełnej cyfr powieści, której nikt nie chciał czytać.
— Właściwie planowałam dzisiaj wyjść o czasie…
Śmiech Grega rozcina biurową ciszę jak piła łańcuchowa masło. Głośny, irytujący i całkowicie niepotrzebny.
— Plany? Ty? Daj spokój, Rory, cóż to za ekscytujące rzeczy możesz mieć zaplanowane? — Jego spojrzenie omiata mój za duży kardigan — po babci, niech spoczywa w pokoju — i okulary, które wyszły z mody jeszcze w 1997. — Randka? Jasne, akurat.
Chichoty rozchodzą się wokół mnie jak kręgi po stawie pełnym zawistnych współpracowników. Policzki płoną mi tak, że można by na nich usmażyć jajko. Oczywiście, że się śmieją.
Dlaczego mieliby nie? Jestem Rory Kane.
Niewidzialna. Zapomniana. Ludzki odpowiednik beżowej tapety.
Nie byłam na randce od lat. Ostatni raz jakiś mężczyzna spojrzał na mnie z czymkolwiek przypominającym pożądanie, miałam dwadzieścia siedem lat i głupio zakochałam się w kimś, kto potem okazał się mieć emocjonalną głębię parkometru.
Teraz mam trzydzieści dwa, noszę swetry po zmarłej babci jak zbroję i, najwyraźniej, emanuję tak silną energią starej panny, że nawet Greg Mathews czuje się swobodnie, by drwić ze mnie publicznie.
— Zrobię to — mamroczę, bo co mam powiedzieć? Riposta zamiera mi w gardle, jak zawsze, połknięta przez lata praktyki w byciu niewidzialną.
Greg nawet nie reaguje na moją kapitulację. Już idzie w stronę windy, pewnie myśląc o steku na kolację i o tym, jaki to jest ważny.
O 21:15 budynek jest grobowcem.
Świetlówki bzyczą nad głową jak rozeźlone pszczoły, a ja jestem jedyną żywą istotą na tym piętrze. Oczy bolą mnie od wpatrywania się w arkusze kalkulacyjne, a żołądek przypomina mi, że baton zbożowy, który nazwałam obiadem, był żałosnym substytutem posiłku.
— Nadal tu jesteś?
Omal nie wyskakuję ze skóry. Julian Hale stoi na skraju mojego boksu, jego granatowy, idealnie skrojony garnitur wciąż nieskazitelny mimo całego dnia egzekutywnych obowiązków — cokolwiek oni tam robią.
Jego piwne oczy omiatają moje biurko, potem moją twarz, z czymś, co prawie wygląda na autentyczną troskę.
— Kończę właśnie poprawki — udaje mi się powiedzieć, starając się nie zauważyć, jak jego ciemne włosy łapią światło znad głowy. Albo jak jego szczęka wygląda, jakby wyrzeźbił ją ktoś, kto naprawdę zna się na geometrii. — Greg potrzebuje ich na rano.
Wyraz twarzy Juliana drga. Irytacja? Na Grega? Na mnie?
— Greg wyszedł kilka godzin temu.
— Wiem. Miał rezerwację na kolację.
Słowa są gorzkie, ale mój głos pozostaje neutralny. Profesjonalny. Niewidzialny.
Coś przebiega przez twarz Juliana, czego nie potrafię odczytać. Zbliża się, a ja czuję delikatny zapach drogiej wody kolońskiej zmieszany z kawą.
— Idź do domu, Rory. Zajmę się resztą. Nie powinnaś tu być tak późno.
Serce robi mi zawstydzony fikołek.
Pamięta moje imię. Mówi do mnie jak do człowieka, a nie do mebla. Oferuje pomoc.
— Nie mogłabym cię prosić—
— Nie prosisz. Mówię ci. — Jego głos jest stanowczy, ale nie nieprzyjemny, a coś ciepłego rozkwita w mojej piersi. — Idź do domu. To, czym Greg cię obarczył, może poczekać albo sam się tym zajmę. To rozkaz.
Zbieram rzeczy jak we śnie, świadoma obecności Juliana, gdy siada naprzeciwko mojego biurka i przyciąga do siebie segregator.
Jest dobrym szefem. Dba o pracowników. Naprawdę nas dostrzega.
Dostrzega mnie.
Jazda windą na dół jest inna. Lżejsza. Nawet zmęczona, nawet upokorzona przez okrucieństwo Grega, unoszę się na maleńkim haju bycia zauważoną przez Juliana Hale’a.
Może zostanie na nadgodzinach nie było jednak całkowitą katastrofą.
Milo wciąż nie śpi, kiedy przekręcam klucz w drzwiach naszego mieszkania, a jego małe ciało rzuca się na moje nogi niczym naprowadzany na ciepło pocisk. — Mamusiu! Jesteś w domu!
Wina uderza natychmiast.
Pani Patterson siedzi na naszej kanapie, jej wyraz twarzy to idealna mieszanka cierpliwości i oceny. Znów płacę jej więcej — przepraszając wylewnie, podczas gdy ona zbiera swoje rzeczy z wprawą kogoś, kto przechodził to już zbyt wiele razy.
— Przepraszam, skarbie — szepczę w włosy Mila po jej wyjściu, mocno go przytulając. — Mama musiała zostać w pracy.
— Nic się nie stało. — Odsuwa się, jego wielkie brązowe oczy — niestety po ojcu — już mi wybaczają. — W ogóle nie byłem zmęczony.
Jest wykończony. Ale kocham go za to kłamstewko.
Robię tosty z serem, bo to szybko i to jego ulubione, wycinam kanapki w kształcie dinozaurów foremką, którą sam wybrał. Później tulimy się na jego łóżku, jego małe, ciepłe ciało przytulone do mojego, a ja czytam mu bajkę za bajką, aż jego oddech się wyrównuje, a uścisk na moim ramieniu słabnie.
Gdy za mną cicho zatrzaskują się drzwi jego pokoju, zamykam się w swojej sypialni i zaczynam rytuał.
Okulary na bok. Soczewki — zielone, które sprawiają, że moje zwykłe piwne oczy wyglądają egzotycznie i tajemniczo. Podkład, korektor, cały zestaw.
Maluję się jak płótno, modelując kości policzkowe, o których już zapomniałam, przyciemniam oczy, aż wyglądam jak ktoś, kto bardziej pasuje do magazynu niż do boksu biurowego.
Na koniec zakładam platynową perukę, gładką i idealną, zamieniając mój mysio-brązowy nieład w coś przyciągającego spojrzenia. Wciskam się w czerwoną sukienkę, która opina krągłości, które na co dzień chowam pod bezkształtnymi kardiganami, choć istnieją naprawdę, wbrew temu, co sugerują biurowe chichoty.
Staję przed lustrem i Rory Kane znika.
Viola patrzy na mnie z odbicia.
Jest pewna siebie. Seksowna. Typ kobiety, z której nie śmieją się menedżerowie średniego szczebla ani której nie ignorują przystojni szefowie. Typ kobiety, której mężczyźni naprawdę pragną.
Ustawiam aparat, poprawiam światło i pozuję.
Klik. Klik. Klik.
Każde zdjęcie ukazuje kogoś, kto nie jest niewidzialny. Kogoś, kto przyciąga uwagę. Kogoś, kto się liczy.
Zdjęcia trafiają na moje tajne konto w kilka minut. @ViolaAfterDark. Życie równoległe do tego prawdziwego. Tam, gdzie nikt nie wie, że jestem samotną matką, która nie może sobie pozwolić na opłaty za spóźnienia. Tam, gdzie nie jestem brzydka, nudna ani zapomniana.
Powiadomienia zaczynają napływać natychmiast.
Serduszka. Komentarze. Wiadomości od nieznajomych piszących, że jestem piękna, pytających, czy jestem wolna, zastanawiających się, gdzie byłam przez całe ich życie. Mężczyźni, którzy pragną jej. Pragną mnie. No, tej mnie, która nie jest naprawdę mną.
Pożądana. Zauważona. Żywa.
Przewijam wiadomości drżącymi palcami, każdy dźwięk powiadomienia wypełnia dziurę, której istnienie próbuję sobie wmówić, że nie boli. Ci mężczyźni nie wiedzą nic o moich poplamionych kardiganach, o moim niedbałym koczku ani o tym, jak znikam w sobie w pracy.
Widzą tylko Violę — pewną siebie, olśniewającą Violę — i chcą jej.
Po raz pierwszy dzisiaj czuję coś innego niż zmęczenie i upokorzenie.
Po raz pierwszy dzisiaj czuję się żywa.

Two Sides of My Love Life
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101