

Opis
Vera miala byc niczym wiecej niz ludzka narzeczona-pionkiem politycznym zwiazanym z Lordem Lucienem Shadowmere, aby umocnic jego pozycje w wampirzym spoleczenstwie. Przez trzy lata znosila ciche upokorzenia, bezowocne szepty i okrutna obserwacje dworu, ktory nigdy jej nie zaakceptowal. Jednak gdy Lucien publicznie bierze druga wybranke-Celene z rodu Blackthorne-i pije z niej na oczach wszystkich, swiat Very rozpada sie na kawalki. A jednak w zdradzie cos pradawnego sie budzi. Wypedzona, otruta i odcieta od swojego wiezi, Vera ucieka z Shadowmere, by zostac przechwycona przez krolewskich straznikow, ktorzy klekaja przed nia-nie po to, by skrzywdzic, lecz by sluzyc. Bo Vera wcale nie jest czlowiekiem. Jest ukryta corka krola Aldrica, ostatnia z czystej linii krwi wampirow i dziedziczka tronu, ktory przez pokolenia pozostawal tajemnica. Teraz, powracajac na Karmazynowy Dwor, Vera nie jest juz odrzucona konkubina. Jest ksiezniczka krwi Sanguinara-potezna, nietykalna i prawdziwie odrodzona.
Rozdział 1
Feb 13, 2026
PERSPEKTYWA VERY
"Wyprostuj ramiona, kochanie," szepnęła Lady Vela, sunąc obok mnie z idealnie ułożonymi srebrnymi włosami i uśmiechem ostrym jak brzytwa. "Twoja postawa świadczy o całym domu."
Uniosłam podbródek, czując ciężar medalionu Shadowmere na szyi. Misternie wykonany srebrny kruk powinien być symbolem przynależności, władzy. Zamiast tego czułam się, jakby był obrożą.
Szkarłatne światło kryształowych żyrandoli zalewało posiadłość Shadowmere, rzucając wszystko w odcienie krwi i cienia. Coroczny Szkarłatny Bal powinien być nocą świętowania, lecz stojąc w wielkiej sali balowej w szafirowej sukni – kolorze, który oznaczał mnie jako wybrankę lorda Luciena – czułam się bardziej jak ozdoba niż uczestniczka.
"Oczywiście, Lady Vela," wymamrotałam, ale już odeszła, zostawiając za sobą woń drogich perfum i ledwo skrywanej pogardy.
Po drugiej stronie sali balowej Lucien stał wśród wampirzych lordów, jego ciemne włosy lśniły w świetle, a on sam emanował autorytetem nawet wśród nieśmiertelnych. Wyglądał wspaniale w swoim czarnym stroju galowym, był ucieleśnieniem wampirzego lorda, który wybrał mnie trzy lata temu. A jednak ani razu nie spojrzał dziś na mnie.
"Wina, Lady Vero?"
Odwróciłam się i zobaczyłam Neresę, siostrę Luciena, która podawała mi kryształowy kielich wypełniony czymś, co wyglądało jak wino, ale pachniało miedzią i różami. Wino krwi – ulubiony napój naszego rodzaju, choć jako człowiek rzadko po nie sięgałam.
"Dziękuję," powiedziałam, przyjmując kielich pewnymi dłońmi.
Uśmiech Neresy odsłonił kły. "Dzisiaj zgromadzenie jest wyjątkowe. Delegacja Blackthorne czuje się tu szczególnie... swobodnie."
Podążyłam za jej spojrzeniem na wampiry w czerwono-czarnych barwach sąsiedniego domu, które mieszały się z naszymi. Wśród nich kobieta o ogniście rudych włosach i porcelanowej cerze przykuła moją uwagę. Była oszałamiająca, jej uroda sprawiała, że nawet wampiry przystawały na chwilę.
"To Lady Celene, prawda?" zapytałam, starając się zachować obojętny ton.
"Tak. Jest niezwykła, czyż nie?" W głosie Neresy pojawiła się nuta, której nie potrafiłam zidentyfikować. "Słyszałam, że prowadziła fascynujące rozmowy z radą na temat linii krwi i... zgodności."
Mocniej zacisnęłam dłoń na kielichu. Plotki narastały – że jestem bezpłodna, że zawiodłam w najważniejszym obowiązku jako wybranka Luciena.
"Nie wiem," odparłam równym tonem. "Nie zaproszono mnie na te rozmowy."
"Naprawdę?" Oczy Neresy rozszerzyły się w udawanym zdziwieniu. "To dziwne. Byłam pewna, że Lucien wspomni o tym swojej wybrance."
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, podszedł młody wampir, wyraźnie spięty. "Lady Nereso, wasza matka prosi o waszą obecność."
Neresa westchnęła teatralnie. "Baw się dobrze, droga." Słowo 'droga' podkreśliła z subtelną drwiną, po czym odeszła.
Wzięłam głębszy oddech niż to konieczne i ponownie przyjrzałam się tłumowi. Przy wielkich schodach dostrzegłam Thorne'a, jednego z nielicznych wampirów, którzy mimo mojego ludzkiego statusu wciąż odnosili się do mnie z szacunkiem.
"Lady Vero," powiedział cicho, podchodząc. "Lord Lucien prosi o twoją obecność w prywatnej jadalni."
Moje serce zabiło mocniej. "Dziękuję, Thorne."
Prywatna jadalnia była mniejsza od sali balowej, ale nie mniej wystawna, z mahoniowym stołem i portretami przodków Shadowmere na ścianach. Lucien stał przy wysokich oknach, jego sylwetka ciemniała na tle księżycowego światła wpadającego przez szybę.
"Chciałeś mnie widzieć?" zapytałam, dumna z tego, że mój głos pozostał spokojny.
Odwrócił się i przez chwilę dostrzegłam coś, co zamigotało w jego ciemnych oczach. Ale zniknęło tak szybko, że mogłam to sobie tylko wyobrazić.
"Tak," powiedział krótko. "Musimy porozmawiać o przyszłości tego domu."
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, drzwi się otworzyły i weszła Lady Celene, jej rude włosy spływały po ramionach niczym płynny ogień. Miała na sobie suknię w kolorze głębokiego burgundu, która doskonale podkreślała jej wampirzą urodę.
"Lady Celene," powiedział Lucien, jego głos wyraźnie cieplejszy. "Dziękuję, że dołączyłaś do nas."
"Lordzie Lucienie," odparła, skłaniając głowę z gracją, po czym zwróciła się do mnie. "Lady Vero. Co za zaszczyt wreszcie poznać cię osobiście."
"Lady Celene," skinęłam głową, zauważając, jak postawa Luciena zmieniła się w jej obecności – był bardziej uważny, bardziej żywy.
Celene przysunęła się bliżej Luciena, jej ruchy były płynne i drapieżne. "Mam nadzieję, że rozważyłeś naszą wcześniejszą rozmowę?"
"Rozważyłem," odparł Lucien, wlepiając w nią spojrzenie o intensywności, która ścisnęła mi pierś.
"O jaką rozmowę chodzi?" zapytałam, choć bałam się odpowiedzi.
Uśmiech Celene był ostry jak ostrze. "O przyszłość wampirzych linii krwi, oczywiście. O znaczenie... zgodnych związków."
Jej słowa uderzyły mnie jak cios fizyczny. Spojrzałam na nich, widząc, jak wzrok Luciena zatrzymuje się na niej, jak ona zbliża się jeszcze bardziej.
"Być może," kontynuowała Celene, jej głos przybrał bardziej intymny ton, "powinniśmy omówić to dogłębniej. Uważam, że pewne rozmowy wymagają bardziej... osobistego podejścia."
Wyciągnęła nadgarstek w stronę Luciena, a ja patrzyłam z przerażeniem, jak odsuwa delikatną koronkę rękawa i odsłania skórę białą jak marmur. Gest był jednoznacznie intymny – ofiarowanie komuś swojej krwi to najosobistszy akt między wampirem a jego wybranym człowiekiem.
"Celene," powiedział Lucien, a w jego głosie pobrzmiewał głód.
"Proszę," wyszeptała. "Chcę, byś skosztował tego, co mogę zaoferować."
Mój świat zawirował, gdy Lucien zbliżył się do niej, a jego kły wydłużyły się. To było złe. Dzielenie się krwią było święte, intymne, przeznaczone tylko dla par.
"Lucien," powiedziałam głosem ledwie słyszalnym.
Zawahał się, kły już dotykały nadgarstka Celene, spojrzał na mnie ponad jej ramieniem. "To konieczne, Vero. Dla domu."
"Konieczne?" powtórzyłam, a mój głos się załamał.
„Wiesz, o co w tym chodzi”, powiedział, a jego oczy stały się lodowate. „Trzy lata, Vero. Trzy lata, a nie dałaś mi nic.”
Miękki jęk Celene, gdy jego kły przebiły jej skórę, sprawił, że mój żołądek się ścisnął. Patrzyłam, zahipnotyzowana i przerażona, jak Lucien pije z jej nadgarstka, zamykając oczy w czymś, co wyglądało na ekstazę. Dźwięk przepływającej do niego krwi wypełnił ciszę, intymny i obsceniczny.
„Smakuje jak władza”, wymruczał Lucien przy jej skórze, jego głos był przesycony satysfakcją. „Jak przyszłość naszego rodu.”
Oczy Celene spotkały się z moimi ponad pochyloną głową Luciena i zobaczyłam w nich triumf, ostry i zwycięski.
„Rada uważa”, wyszeptała z trudem, „że niektóre rody są po prostu... bardziej kompatybilne od innych.”
Czułam się, jakbym tonęła. „Co chcesz przez to powiedzieć?”
Lucien w końcu podniósł głowę, wargi nadal splamione krwią Celene. „Mówię, że Dom Shadowmere potrzebuje dziedzica. A jeśli nie możesz go zapewnić...”
„Zastąpisz mnie”, dokończyłam, a słowa smakowały jak popiół.
„Nie zastąpić”, wtrąciła gładko Celene. „Uzupełnić. W społeczeństwie wampirów wielożeństwo nie jest rzadkością, gdy los rodu jest zagrożony.”
Pokój wirował wokół mnie. „Weźmiesz ją jako drugą żonę.”
„Rada już udzieliła zgody”, powiedział Lucien rzeczowym tonem. „Ceremonia odbędzie się jutro w nocy.”
„Jutro?” Zachwiałam się. „Wszystko już postanowiliście beze mnie?”
„Co tu było do decydowania?” Głos Luciena stwardniał. „Miałaś trzy lata, by wypełnić swój obowiązek. Celene da mi to, czego ty nie możesz.”
Celene podeszła do mnie bliżej, jej nadgarstek już goił się po ugryzieniu Luciena. „Mam nadzieję, że zrozumiesz, Vero. To nie jest osobiste. Tu chodzi o przyszłość społeczeństwa wampirów.”
„Nie osobiste?” Zaśmiałam się, gorzko i złamanym głosem. „Odbierasz mi mojego wybranka.”
„Ratuję krew twojego wybranka”, poprawiła mnie. „Coś, czego nie byłaś w stanie zrobić.”
Lucien odwrócił się z powrotem do mnie, wycierając usta wierzchem dłoni. „Vero”, powiedział, a w jego tonie zabrzmiało coś niemal delikatnego. „Pozwól mi jeszcze raz cię posmakować. Jeszcze raz. Muszę mieć pewność.”
Podszedł do mnie powoli, jakby próbując zwabić przestraszone zwierzę. Jego spojrzenie utkwione w moim, głód wciąż płonął w jego oczach.
Podszedł powoli, ostrożnie, jakbym była czymś kruchym, co zaraz się rozpadnie. Jego oczy płonęły głodem – nie tylko krwi, lecz także pewności, dziedzictwa. Czegoś, czego już nie rozpoznawałam.
„Nie”, wyszeptałam, instynktownie cofając się. „Nie, Lucienie. Nie rób tego.”
Zmarszczył brwi, jakbym była nierozsądna. „Vero—”
„Nie nazywaj mnie tak,” warknęłam, a panika rosła we mnie jak żółć. „Przed chwilą piłeś z niej. Posmakowałeś jej. A teraz chcesz nas porównać jak dwa wina?”
Jego wyraz twarzy załamał się. „To nie tak.”
„To dokładnie tak.” Mój głos się załamał, wstyd i furia zaciskały mi gardło. „Myślisz, że mogłabym jeszcze podać ci nadgarstek po tym, co zobaczyłam? Po tym, jak jęczałeś z jej krwi?”
Przez ułamek sekundy wyglądał na poruszonego – ale nie przestał.
„Muszę wiedzieć”, powiedział. „Jeszcze raz. Proszę.”
„Nie”, wyszeptałam, serce waliło mi w piersi. „Nie masz prawa mnie o to prosić. Nie po tym. Nie kiedy już ją wybrałeś.”
Czułam, jak mój oddech staje się coraz szybszy, zbyt płytki. Plecami natrafiłam na zimną kamienną ścianę. Już nie miałam gdzie się cofnąć.
Lucien był zaledwie o krok.
I wtedy—
Drzwi komnaty rozwarły się z uroczystą siłą, ich dźwięk zabrzmiał jak grom rozrywający mi żebra.
Lady Vela wkroczyła, otoczona przez czterech członków rady w szatach z aksamitu w kolorze północy.
„Lordzie Lucienie”, powiedziała, jej głos był chłodny i oficjalny. „Wszystko gotowe. Druga ceremonia zaślubin odbędzie się zgodnie z planem.”
Rozejrzałam się po pokoju, po ich twarzach: zimna determinacja Luciena, zadowolony uśmiech Celene, ledwie skrywana satysfakcja Lady Veli, aprobata rady. Wszyscy wiedzieli. Wszyscy planowali to za moimi plecami.
„Rozumiem”, powiedziałam cicho, zaskoczona, jak spokojnie to brzmi. „A gdzie to właściwie mnie zostawia?”
Uśmiech Lady Veli był jadowity. „Oczywiście pozostaniesz pierwszą wybranką Lorda Luciena. Choć oczywiście Lady Celene będzie miała pierwszeństwo w sprawach... dziedziczenia.”
„Oczywiście”, powtórzyłam otępiałym tonem.
Lucien wystąpił naprzód, a przez chwilę myślałam, że widzę w jego oczach coś na kształt żalu. „Vero, musisz zrozumieć—”
„Rozumiem doskonale”, przerwałam mu. „Dokonałeś wyboru.”
Odwróciłam się, by odejść, lecz głos Celene mnie zatrzymał.
„Vero?” Gdy obejrzałam się, jej uśmiech był drapieżny. „Powinnaś wiedzieć, że Lord Lucien i ja... poznawaliśmy się od miesięcy. Dzisiejsza noc była jedynie ostatecznym testem.”
To uderzyło mnie jak cios fizyczny. „Miesiące?”
„Krew nie kłamie”, wyszeptała. „A jego reakcja na moją była entuzjastyczna.”
Coś we mnie pękło, ostatnia nić nadziei zerwała się bezpowrotnie. „Rozumiem.”
„Ceremonia rozpocznie się jutro o północy”, ogłosiła Lady Vela. „Mam nadzieję, że zaprezentujesz się godnie, Lady Vero. W końcu byłoby niefortunnie, gdybyś wywołała scenę.”
Spojrzałam na nich wszystkich po raz ostatni: na wampiry, które trzymały mój los w rękach i uznały mnie za niegodną; na kobietę, która odebrała mi wybranka; na mężczyznę, który obiecał mi wieczność, a miał na myśli tylko: dopóki nie pojawi się ktoś lepszy.
„Będę”, powiedziałam cicho.
Odwracając się do wyjścia, uchwyciłam w szybie odbicie Luciena. Patrzył na mnie z wyrazem, którego nie umiałam odczytać, a jego dłoń wciąż była splamiona krwią Celene.
Ale to delikatny śmiech Celene podążał za mną, gdy opuszczałam komnatę, razem z jej wyszeptanymi słowami:
„Słodkich snów, kochana. Jutro wszystko się zmieni.”
Szłam korytarzami Shadowmere, mijając portrety przodków Luciena, czując się jak duch nawiedzający własny dom. Jutro miałam patrzeć, jak mężczyzna, którego kochałam, bierze sobie kolejną wybrankę, i nie mogłam nic zrobić, by to powstrzymać.
A przynajmniej tak mi się wydawało.

Two Vampire Brides
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101