

Opis
Uwieziona w brutalnym rytuale, gdzie wilczyce sa zmuszane do uleglosci, Lyssira, buntownicza dziewica, poprzysiega spalic system od srodka. Przesladowana przez tragiczna przeszlosc, odkrywa swoja ukryta moc i przeznaczonego jej partnera w osobie enigmatycznego nastepcy Alfy, Hectora, ktory zmaga sie z wlasnymi demonami. Gdy ich niepodwazalna wiez budzi starozytna magie, musza przejsc przez zdradliwe proby i zdrady, aby zniszczyc opresyjne "Dziewicze Igrzyska" i stworzyc nowy swiat wyboru i wolnosci dla swoich pobratymcow.
Rozdział 1
Jul 21, 2025
[POV Lyssira]
Wciąż ją słyszę.
"Nie, proszę, nie! Nie jego—"
Jej głos odbija się echem, jakby uwięziony w mojej czaszce. Cichy. Przerażony. Wyrwany prosto z tamtego dnia.
Zapach Aliry był wszędzie—gorączkowy i spanikowany. Jej palce wbijały się w kamienną podłogę, gdy błagała, by nie zamykali drzwi. Nie obchodziło ich to.
Samiec przydzielony do niej był dwa razy większy i już zatracony w szale—tym brutalnym, instynktownym stanie, gdzie myśli ustępują potrzebie. Jego umysł zamglony jednym plugawym celem, oczy już czarne jak smoła i wydrążone przez głód.
Nazywali to koniecznością. Mówili, że potrzebuje być "prowadzona" przez swoją pierwszą ruję.
Ale wszyscy wiedzieli, co to znaczy. Była już zdolna do rozrodu.
'Niech Gry się rozpoczną'.
A kiedy się skończyło, nie mówiła. Nie płakała. Nawet nie spojrzała mi w oczy. Dwa tygodnie później znalazłam jej szalik na krawędzi klifu.
Skoczyła.
Wciąż śpię z tym szalikiem pod poduszką. Węzeł zawiązany w środku, jak obietnica, którą złożyłam tego dnia. Że nigdy nie oddam się nikomu—chyba że będzie to mój wybór.
Chyba że zobaczą mnie całą i mimo to zostaną.
Moje palce zaciskają się teraz na kopercie w mojej dłoni. Gruby pergamin. Ciężka pieczęć. Moje imię błyszczące na przodzie, jakby coś znaczyło.
Nie muszę jej otwierać. Już wiem, co tam jest.
Lunarny Rytuał Zstąpienia.
Tak to teraz nazywają. Brzmi święcie. Uroczyście. Jakby to był zaszczyt. Ale to wciąż to samo.
Każdego roku, każda wilczyca w wieku osiemnastu lat i starsza jest wzywana. Każdy dziedzic Alfy konkuruje o szansę na związek z wybraną Lunarną Oblubienicą. Jej tożsamość pozostaje ukryta aż do ostatniej rundy—dopóki zwycięzca nie uzna, że na nią zasłużył. A potem ją zdobywają. Gry są brutalne. Uwodzicielskie. Polityczne. Nienawidzę każdej ich części.
W zeszłym roku zostałam zwolniona. Świeżo po osiągnięciu wieku, wciąż w żałobie. Miałam szczęście. Mówiłam sobie, że znajdę wyjście przed następnym rokiem. Ale następny rok nadszedł i nie zapomnieli o mnie.
Drzwi skrzypią za mną. Nie patrzę. Już wiem, kto to jest.
"Nie otworzyłaś jej," mówi cicho Sariah. Jej głos jest znajomy—niski, spokojny, przeplatany czymś ostrzejszym niż troska. Nie jest tylko przyjaciółką. Jest jedyną, która pamięta, kim byłam, zanim Gry zawisły jak proroctwo.
Dorastałyśmy zakradając się do sadów mrozu, kradnąc księżycowe owoce i wyzywając się nawzajem do wyścigów z granicznymi wilkami. Teraz nosi noże w butach i chodzi jak ktoś spodziewający się zdrady.
Wpatruję się przez okno, gdzie wiatr niesie dźwięk dzwonów świątynnych i wycie wilków w oddali. Gdzieś dziedzice już trenują do Próby.
"Nie muszę," mruczę. "Co roku ten sam list. Tylko nowe imię na górze."
Podchodzi bliżej. "W tym roku to twoje."
W końcu się odwracam. "Nie przypominaj mi."
Jej spojrzenie się wyostrza. "Nie jesteś już dzieckiem, Lyss. Wiesz, co się dzieje z dziewczynami, które próbują uciec."
Oczywiście, że wiem. Słyszałam historie.
Te, które odmówiły wezwaniu. Te, które zniknęły. Jedną znaleziono krwawiącą przy rzece z wypalonym zapachem. Inna została pozbawiona imienia i skazana na wygnanie. Mówią, że przypełzła z powrotem na wpół szalona.
Nie wiem, czy te historie są prawdziwe. Ale chyba w nie wierzę.
"Myślisz, że chcę być tego częścią?" pytam, mój głos się podnosi. "Stać na piedestale, podczas gdy banda samców węszy dookoła i decyduje, czy jestem warta pieprzenia?"
"Nie." Sariah nie drga. "Myślę, że jesteś stworzona, by zniszczyć ten piedestał."
Mrugam zaskoczona.
Krzyżuje ramiona. "Nie musisz zostać wybrana, Lyss. Musisz przetrwać. A jeśli będziesz sprytna, możesz zrobić więcej niż to."
"Sprytna?" Śmieję się gorzko. "Alira była sprytna."
"Była dobra," poprawia Sariah. "Zbyt dobra dla tego świata."
Patrzę na pieczęć. Moja ręka drży.
"Nie chcę być Lunarną Oblubienicą," szepczę.
"To nie bądź."
Patrzę na nią. Co to ma znaczyć?
"Bądź zagrożeniem." Podchodzi bliżej, jej głos niski i pewny. "Ukryj się za maską. Spraw, by uwierzyli, że jesteś tylko ładnym jedwabiem i posłuszeństwem. A kiedy nadejdzie czas—spal cały system od środka."
W jej oczach jest niebezpieczny błysk. Taki, który rozpoznaję. Jest też we mnie.
"Ale moja linia krwi," mówię cicho. "Jest uśpiona. Niepotwierdzona."
"To ją potwierdź. Jesteś Fowler. To imię wciąż coś znaczy."
Potrząsam głową. "Dla kogo?"
"Dla tych, którzy wciąż obserwują. Dla tych, którzy pamiętają Lunarną Linię. I dla tych, którzy obawiają się, że może nie jest martwa."
To mnie zamraża.
Bo czasami się zastanawiam... Dlaczego Wyrocznia patrzyła na mnie w ten sposób? Dlaczego ręka Matki drżała, gdy dotykała mojego czoła podczas ostatniego przesilenia?
Dlaczego moje sny czują się jak czyjeś wspomnienia?
Sariah kładzie dłoń na moim ramieniu. "Nie byłaś stworzona, by cię zdobyto, Lyssiro. Byłaś stworzona, by przewodzić."
Wpatruję się w kopertę. Powoli łamię pieczęć.
Wybrana Uczestniczka: Lyssira Fowler Status: Kwalifikująca się. Nietknięta. Niezdobyta. Udział w Rytuale: Obowiązkowy.
Oto jest. Początek końca. Albo może koniec wszystkiego, co myślą, że kontrolują.
Złożyłam list, wsunęłam go do buta, po czym spojrzałam z powrotem na Sariah.
"Kiedy zaczynają się gry?"

Virgin Luna Bride
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101