

Opis
Gdy gorska wioska Zahry wskrzesza pradawna ofiare z dziewicy i koronuje niezlomnego Rafiego na nastepce, swietowanie zamienia sie w groze: to trzynastoletnia siostra Zahry zostaje wybrana. Zmuszeni do publicznego sojuszu, by uspokoic plemie, Zahra i Rafi odkrywaja prywatna czulosc, ktora przeczy rytualowi wiazacemu ich oboje. W skradzionych rozmowach i ryzykownych planach ich wiez sie poglebia - slodka, tajemna i znacznie bardziej niebezpieczna, niz ktorekolwiek z nich przyzna. Jednak zima tezeje, a wiara wioski zada krwi. By ocalic Leile, musza zaryzykowac nie tylko wlasna przyszlosc, lecz takze kruche uczucia - milosc, ktora moze obalic tradycje starsza niz sama gora... lub stac sie wlasnie ta cena, ktorej ona zada.
Rozdział 1
Oct 30, 2025
POV Zahra
Bębny dudnią mi w piersi, wtórując dzikiemu rytmowi mojego serca, gdy wiruję między tancerzami.
Śnieg przywiera do krawędzi naszego kręgu świętowania, ale ognisko w centrum płonie tak gorąco, że zapominam o goryczy górskiego chłodu.
Para unosi się znad grzanego wina w moich dłoniach, mieszając się z obłokami naszego oddechu w lodowatym powietrzu.
„Zahra, nie tańczysz!” Moja przyjaciółka Yasmin chwyta mnie za ramię, ciągnąc w stronę kręgu ciał poruszających się w rytmie muzyki. „To największe święto, jakie mieliśmy od lat. Nawet większe niż ubiegłoroczna uczta przesilenia zimowego.”
„Wiem, ale dziś wieczorem coś jest inaczej”, odpowiadam, opierając się jej pociągnięciu. „Spójrz na starszyznę. Patrzą na nas, młodych, jak jastrzębie krążące nad ofiarą.”
„Za dużo się martwisz. Pewnie tylko pilnują, żebyśmy nie wypili całego wina.” Yasmin się śmieje, ale wyczuwam w jej głosie nerwowość. Ona też to czuje—tę elektryzującą niepewność przeskakującą przez tłum niczym błyskawica przed burzą.
Wtedy właśnie Rafi muska mnie ramieniem, przemykając między tancerzami.
Kontakt przeszywa mnie dreszczem—jednocześnie śnieg i płomień. Jego skóra promieniuje ciepłem mimo zimowego chłodu, a przez chwilę brak mi tchu.
„Uważaj”, mówi, podtrzymując mnie dłonią pod łokciem. Jego ciemnobrązowe włosy opadają na szerokie ramiona i muszę podnieść wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Kiedy on tak urósł? „Ziemia jest śliska od lodu. Nie chciałbym, żeby córka tkaczki się przewróciła.”
„Daję sobie świetnie radę bez twojej pomocy, dziękuję bardzo”, syczę, wyrywając się z jego uścisku. Ale policzki mi płoną, i to nie z zimna.
„Zawsze taka waleczna, Zahra.” Jego śmiech dudni głęboko w piersi. „Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.”
„A niektóre zmieniają się aż za bardzo”, kontruję, wskazując na blizny przecinające jego muskularną sylwetkę, widoczne tam, gdzie tunika rozchyla się mimo chłodu. „Nie jesteś już chłopcem, który płakał, gdy zdarł sobie kolano.”
„Nie”, przyznaje, jego wyraz twarzy poważnieje. „Nie jestem. I po dzisiejszej nocy—”
Bęben uderza, głośno i stanowczo, przerywając naszą rozmowę. Ojciec Rafiego, Ammar, stoi na podwyższeniu przy ogniu, a świętowanie zamiera natychmiast. Muzyka cichnie, pozostaje tylko trzask płomieni i szept wiatru wśród gałęzi sosen.
„Dziś jest wyjątkowa okazja—bardziej niż jakakolwiek inna”, głos Ammara rozbrzmiewa nad zgromadzeniem. Jego poorana czasem twarz płonie pomarańczem w blasku ognia, sprawiając, że wygląda niczym starożytny bóg wyrzeźbiony w kamieniach góry. „Jak wiecie, mój syn osiągnął wiek męskości.”
Pomruk przechodzi przez tłum. Obok mnie Rafi prostuje się, zaciskając szczękę. Chcę zapytać, co się dzieje, ale Ammar mówi dalej, zanim zdążę otworzyć usta.
„Dziś, w tym świętym zimowym czasie, mianuję go moim następcą: przywódcą, obrońcą plemienia.”
Tłum wybucha. Ludzie krzyczą gratulacje, wznosząc wysoko kubki. Kobiety zawodzą, a ich okrzyki odbijają się echem od zboczy gór. Ale ja patrzę na twarz Rafiego i widzę na niej nie radość, lecz rezygnację.
Ammar unosi rękę, a cisza opada jak śnieg. „I dlatego odprawimy ceremonię, by przywołać szczęście i odwrócić nieszczęście, by pod jego rządami plemię znało tylko pokój podczas nadchodzących srogich zim.”
W mojej piersi pojawia się iskra podniecenia. Ceremonia? Jaki rytuał może znaczyć tak ważne przejście? Rozglądam się i z przerażeniem, które nie ma nic wspólnego z zimą, zauważam, że na twarzach dorosłych nie ma zdziwienia, tylko ponure zrozumienie. Tylko my—młodzi—wyglądamy na zdezorientowanych.
„Ofiara dla zaspokojenia bogów”, ogłasza Ammar. „Coś czystego, by potwierdzić nasze czyste intencje. Coś nieskalane, by nasze plemię nie znało skazy.” Zawiesza głos, jego oczy przeczesują tłum. „Dziewica.”
Słowo zawisa w mroźnym powietrzu niczym topór kata. W moich żyłach płynie lodowata woda. Ofiara z dziewicy?
Wracają stare opowieści—szepty babć o dawnych zwyczajach, ciemnych cenach za pomyślność.
„Chyba nie chodzi mu o—” zaczyna szeptać Yasmin, ale jej słowa milkną, gdy ruch przyciąga naszą uwagę.
Moi rodzice przeciskają się przez tłum, ich zimowe płaszcze powiewają za nimi. Twarz ojca wyraża determinację, matki coś, co może być dumą. Żołądek mi się zaciska.
„Niech nasza córka zostanie wybrana do tego zaszczytu”, ogłasza ojciec, jego głos niesie się nad milczącym zgromadzeniem.
Przez krótką, niemądrą chwilę myślę, że chodzi o mnie. Moje nogi napinają się, gotowe do ucieczki, lecz wtedy widzę, gdzie padają ich dłonie—na ramionach mojej młodszej siostry.
„Leila”, szepczę, ledwo słyszalnie.
Popychają ją naprzód, a ona potyka się lekko na śliskiej ziemi.
Trzynastoletnia, owinięta w najpiękniejszy haftowany szal, Leila wygląda jak jagnię prowadzone na rzeź. Jej oczy są szeroko otwarte zdezorientowaniem i czymś jeszcze—czy to duma? Czy ona w ogóle rozumie, czego od niej oczekują?
„Nie”, mówię, ale mój głos ginie w pomrukach aprobaty tłumu.
Ammar przygląda się mojej siostrze kalkulującym wzrokiem, oceniając jej wartość jak kupiec towar na targu. Ogień tańczy na jego twarzy i przez krótką chwilę wygląda nieludzko—starożytnie i przerażająco.
„Jest czysta?” pyta rodziców.
„Jak świeży śnieg na szczycie góry”, matka potwierdza spokojnym głosem. „Nie znała mężczyzny, oddana była pracom domowym i modlitwie.”
„Jej krew zapewni dobrobyt plemieniu,” dodaje ojciec. „Ofiarujemy ją z radością dla tego zaszczytu.”
Zaszczyt. Wciąż powtarzają to słowo, ale ja widzę tylko drżące dłonie mojej siostry, jak kurczowo ściska szal niczym zbroję przed zimnem i głodnym wzrokiem tłumu.
Ammar kiwa głową powoli, zdecydowanie. „Bogowie będą zadowoleni. Dziewczyna jest przyjęta.”
Nie ruszam się. Ciała kołyszą się i tłoczą wokół, ale ja stoję jak wrośnięta w ziemię, patrząc, jak fala tłumu niesie Leilę ku podwyższeniu, gdzie już czeka Ammar z Rafim. Dym z pochodni drapie mnie w gardło; ryk świętowania rozszczepia się na cięte szepty.
„Dobrze, że nie nasza”, syczy kobieta obok mnie.
„Chwała bogom,” odpowiada mężczyzna. „Hakam i Samira są tak oddani, by ofiarować własne dziecko. Prawdziwy przykład.”
Leila odwraca się raz jeszcze. Jej oczy odnajdują moje—tak ufne, że aż boli—a we mnie coś pęka, czysto i ostro.
Otwieram usta. Słowa nie przychodzą. Powietrze wisi ciężko jak mokra szmata. Chcę powiedzieć nie. Chcę krzyknąć „stop”. Chcę zawołać imię Leili tak głośno, by góry odpowiedziały. Ale nie potrafię.

Virgin Sacrifice Breaks Free
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101