

Opis
Ona planowala go zniszczyc. Los sprawil, ze zaczela go pragnac. Przez piec lat Kaia Grimm zyla zadza zemsty-plonela pragnieniem, by zniszczyc bezwzgledna watahe Duskmore za zabojstwo swojej siostry. Jej plan? Uwodzic dziedzica Alfy, Ronana, i rozbic jego swiat od srodka. Ale los gra nieczysto. Ronan oznacza ja jako swoja partnerke-wiazac Kaie z nim nierozerwalna wiezia i namietnoscia, ktorej nie moze sie oprzec. Nawet przed znakiem jej cialo reagowalo na jego obecnosc. Teraz jego glos jest pomrukiem przy jej ustach: ,,Tak bardzo chce cie pocalowac, ze doprowadza mnie to do szalenstwa." Kaia probuje sie opierac. ,,Nie powinnismy," szepcze. Ale ich pocalunek jest nieunikniony-desperacki, glodny i pelen obietnic. ,,Pragne cie," szepcze on, ,,chce cie tak bardzo." Rozdarta miedzy zemsta a miloscia, o ktora nigdy nie prosila, Kaia musi zdecydowac: poswiecic wszystko, o co walczyla, czy poddac sie wiezi, ktora moze zniszczyc jej plany-i jej serce. Od wrogow do kochankow. Przeznaczeni partnerzy. Jeden smiertelny sekret.
Rozdział 1
Feb 22, 2026
PERSPEKTYWA KAI
Moje palce wsunęły się pod cienki materiał koszuli nocnej, gdy leżałam w ciemności mojej małej sypialni. Ściany były puste, zupełnie niepodobne do bogatych gobelinów, które kiedyś wisiały w moim rodzinnym domu.
Zamknęłam oczy i próbowałam przypomnieć sobie, jak to było przedtem. Przed krzykami. Przed krwią. Zanim cały mój świat spalił się na popiół w jedną noc.
Moja dłoń poruszała się wyćwiczonym ruchem między udami, szukając uwolnienia, które mogłoby sprawić, że znów poczuję się człowiekiem.
Ciepło narasta powoli, ostrożnie. Nauczyłam się kontrolować każde doznanie, upewniać się, że nic mnie nie zaskoczy. Kontrola była teraz wszystkim. To jedyne, co mi zostało.
"Mam samokontrolę", wydycham w ciszę. "Jestem silna."
Moje ciało reagowało tak, jak powinno. Tak jak było to zamierzone.
Ciepło gromadziło się nisko w moim brzuchu i przez chwilę pozwoliłam sobie wierzyć, że się leczę. Że mogę odzyskać tę część siebie, której nigdy nie dotknęła ich przemoc.
Doznanie narastało. Mój oddech przyspieszył. Byłam już prawie tam, gdy jego twarz błysnęła pod moimi powiekami.
Ciemne oczy. Silna szczęka. Drapieżny uśmiech, który nawiedzał moje koszmary.
Ronan Duskmore.
"Nie!" Słowo wyrwało się z mojego gardła, gdy moje ciało zesztywniało, nie z przyjemności, lecz z przerażenia.
Moja ręka odskoczyła, jakbym się oparzyła. Zbliżające się uwolnienie natychmiast zgasło, pozostawiając mnie zimną i drżącą. Usiadłam tak szybko, że zakręciło mi się w głowie, przyciskając plecy do wezgłowia łóżka.
"Nie on", wyszeptałam, obejmując ramionami kolana. "Tylko nie on."
Ale obraz nie chciał odejść. Te ciemne oczy, tak podobne do oczu jego ojca. Ta sama krew, która zniszczyła wszystko, co kochałam.
"Nienawidzę cię", powiedziałam do pustego pokoju, ale mój głos drżał. "Nienawidzę cię, nienawidzę cię, nienawidzę cię."
Słowa brzmiały pusto i fałszywie, bo moje ciało wciąż pulsowało potrzebą, wciąż pragnęło przerwanego dotyku. Wciąż reagowało na wspomnienie twarzy, którą powinnam nienawidzić.
Zrzuciłam kołdrę i wstałam na niepewnych nogach. Koszula nocna przylegała do wilgotnej skóry, a ja czułam zapach własnego podniecenia.
Robiło mi się niedobrze.
"To nic nie znaczy", powiedziałam sobie stanowczo. Ale nawet gdy to mówiłam, wiedziałam, że kłamię.
Potrzebowałam powietrza. Musiałam wydostać się z tego pokoju, który nagle wydawał się zbyt mały i duszący. Moje stopy odnalazły zimną podłogę i przemknęłam przez zaciemnioną chatę jak duch. Drzwi wejściowe skrzypnęły, gdy je otworzyłam.
Nocne powietrze uderzyło w moją rozgrzaną skórę jak błogosławieństwo. Oddychałam głęboko, próbując oczyścić umysł. Próbując zmyć utrzymujący się posmak wstydu.
Moje stopy niosły mnie znaną ścieżką bez świadomej myśli. Chodziłam tą drogą tak wiele razy, że mogłabym to robić z zamkniętymi oczami.
Obok starożytnego dębu, który wyznaczał połowę drogi. Obok kępy dzikich róż, które kwitną nawet w najgłębszej części zimy. W kierunku jedynego miejsca, które kiedykolwiek dało mi spokój.
Z moich ust wyrwał się dźwięk. Niski i żałosny. Zajęło mi chwilę, zanim zdałam sobie sprawę, że nucę.
Melodia była czymś, co zwykła śpiewać moja matka. Kołysanka o wilkach, księżycowym świetle i miłości, która pokonuje wszystko.
Ale dziś wieczorem piosenka brzmiała inaczej. Dziś wieczorem brzmiała jak modlitwa.
"Księżycu w górze i gwiazdy tak jasne", zaśpiewałam cicho, mój głos stawał się silniejszy z każdym słowem. "Prowadźcie mnie przez tę nieskończoną noc."
Słowa zdawały się dawać mi siłę i sprawiały, że czułam się mniej samotna. Gdy dotarłam do brzegu rzeki, śpiewałam pełnym głosem, pozwalając melodii nieść się nad wodą.
To było moje miejsce. Moje sanktuarium. Miałam się tu spotkać z Kelly tamtego dnia. Moją najlepszą przyjaciółką, moją małą siostrą. Zamiast tego znalazłam jej złamane ciało wśród trzcin.
Wtedy złożyłam obietnicę. Stojąc nad grobem Kelly, przysięgłam, że nigdy nie pozwolę nikomu zabrać mi tego, co zabrali jej. Zachowam się dla mojego prawdziwego partnera. Będę chronić swoją czystość, dopóki bogini księżyca nie pobłogosławi mnie mężczyzną godnym mojego zaufania.
Nie mogłam jej ochronić. Żadne z nas nie mogło. I ta prawda wsiąkła w moje kości jak mróz. Ale mogłam coś chronić. Mogłam narysować linię w popiele i przysiąc, że nikt - żaden mężczyzna, żaden alfa, żaden gładko mówiący nieznajomy - nigdy nie zdobędzie mnie bez honoru.
Zachowam się dla mojego prawdziwego partnera. Nie dlatego, że wierzyłam w bajki, ale dlatego, że musiałam w coś wierzyć. Ponieważ w świecie, gdzie można odebrać siłę, gdzie dziewicze wilczyce są traktowane jak nagrody, potrzebowałam czegoś, co będzie tylko moje do oddania. Będę chronić swoją czystość, dopóki bogini księżyca nie pobłogosławi mnie jedynym mężczyzną godnym mojego zaufania. Kimś, kto widział mnie, nie tylko dziewczynę z tragicznymi oczami i nawiedzającą przeszłością.
Nawet teraz, gdy pożądanie zwija się w moim brzuchu, a jego oczy płoną gorętszym niż ogień, trzymam się tej przysięgi. Bo złamanie jej oznaczałoby poddanie czegoś więcej niż mojego ciała. Oznaczałoby poddanie ostatniej części siebie, której przysięgłam nigdy nie stracić.
Pozwoliłam mojemu głosowi wznieść się ponownie, niosąc starożytną melodię nad wodą. "Miłość znajdzie mnie w końcu, złamane serca zawsze się zgoją."
Słowa smakowały nadzieją i głupotą w równych proporcjach.
Byłam tak zagubiona w pieśni, że prawie przeoczyłam zmianę w powietrzu. Subtelną zmianę, która oznaczała, że nie jestem już sama.
Ktoś tu był.
Mój głos zamarł w gardle, gdy zobaczyłam postać stojącą plecami do mnie, dwadzieścia stóp w dół rzeki. Szerokie ramiona. Ciemne włosy. Ten rodzaj obecności, który sprawia, że samo powietrze wokół niego pulsuje mocą.
Stał idealnie nieruchomo, jakby słuchał mojej pieśni.
Mężczyzna odwrócił się powoli i znajome ciemne oczy spotkały się z moimi nad księżycową wodą.
Ronan Duskmore.
Ta sama twarz, która błysnęła w moim umyśle zaledwie pół godziny temu.

Virgin's Vengeance: Marked by My Enemy
29 Rozdziały
29
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101