

Opis
Piec lat po ucieczce z Nowego Jorku, niosac sekret, ktory zniszczyl jej zycie, Elara Brooks wraca jako asystentka zarzadu chlodnego, magnetycznego prezesa-tylko po to, by odkryc, ze jest nim nieznajomy, z ktorym przypadkowo spedzila noc, kiedy zostala odurzona, ojciec trojaczkow, ktorych samotnie wychowywala. Jej byly chlopak, Michael, dzis inwestor zareczony z najlepsza przyjaciolka, ktora zdradzila ich oboje, pojawia sie w jej swiecie tego samego dnia. Spetana wina, klamstwami i noca, ktorej zadne z nich do konca nie pamieta, Elara jest zmuszona zmierzyc sie z przeszloscia, ktora pogrzebala. Gdy Aiden skupia na niej cala swoja uwage, a Michael odkrywa prawde, losy tej trojki splataja sie ze soba. Niektore sekrety tworza rodziny. Inne sekrety je niszcza.
Rozdział 1
Jan 4, 2026
Elara – z jej perspektywy
Hotelowy bar lśnił od światełek jak z bajki i zbyt dużej ilości szampana, a ja byłam dokładnie tam, gdzie chciałam być – wtulona w bok Michaela w zacisznym boksie, podczas gdy Columbus migotało za oknami.
Dwa lata. Dwa lata z tym mężczyzną, a moje serce wciąż robiło to głupie trzepotanie za każdym razem, gdy przyciągał mnie bliżej.
„Za przetrwanie z tym idiotą całe dwadzieścia cztery miesiące”, oznajmiła Sienna, wznosząc kieliszek na już chyba piąty toast tej nocy. Jej czerwone usta wygięły się w znajomy, zaczepny uśmiech. „Szczerze, Elara, nie wiem jak ty to robisz.”
Michael zaśmiał się, a dźwięk ten przeszedł przez jego klatkę piersiową i w moje ramię. „Mówi to kobieta, która przeszkadzała w każdej randce od drugiego roku studiów.”
„Ktoś musi dokumentować wasz romans dla potomności.” Sienna puściła mi oczko. „Poza tym, bez mnie byście się nudzili.”
Nie myliła się. Trzymaliśmy się razem od podstawówki – Sienna i ja, zaplatające sobie nawzajem warkocze na nocowankach, Michael, chłopak z sąsiedztwa, który nosił moje książki i przez sześć lat udawał, że nie jest we mnie zakochany.
Gdy w końcu mnie pocałował na trzecim roku studiów, to Sienna wszystko zaaranżowała. Oczywiście teraz była z nami, świętując naszą rocznicę w tym ekskluzywnym hotelu, na który zaszalałyśmy.
„Pijcie, gołąbki.” Przesunęła w moją stronę kolejny kieliszek. „Noc jest młoda, a my jeszcze bardziej.”
Upiłam długi łyk, bąbelki musowały na języku. Ciepło rozchodzące się po moich kończynach było przyjemne – luźne i złociste, idealnie pasujące do świateł wiszących nad nami.
Kciuk Michaela kreślił kółka na moim biodrze, a gdy spojrzałam w górę, w jego oczach zobaczyłam to spojrzenie. To, które sprawiało, że serce mi przyśpieszało.
„Gotowa, żeby wrócić do pokoju?” Jego głos był cichy, tylko dla mnie.
Poczułam rumieniec na policzkach. Dziś.
Rozmawialiśmy o tym, krążyliśmy wokół tego przez miesiące. Chciałam, żeby to on był moim pierwszym – zawsze tego chciałam. „Tak. Myślę, że jestem.”
Sienna zrobiła teatralny odgłos mdłości. „To mój znak, żeby zamówić kolejnego martini. Bawcie się dobrze, dzieciaki.”
Jazda windą była zamglona od śmiechu i błądzących rąk. Wtuliłam się w Michaela, korytarz lekko się przechylał, a on podtrzymał mnie delikatnie za talię. „Wszystko w porządku, El?”
„Idealnie.” Słowo wypłynęło ze mnie gęsto. „Tylko się denerwuję. Tak pozytywnie.”
Sam urządził pokój – świece migotały na każdej powierzchni, płatki róż rozrzucone na białych prześcieradłach. Serce ścisnęło mi się na myśl o tym, ile włożył w to starań, jak dobrze mnie znał, jak bezpiecznie się przy nim czułam.
To było właściwe. On był właściwy.
„Kocham cię”, wyszeptałam, gdy kładł mnie na łóżku.
„Ja ciebie też.” Jego pocałunek był delikatny, ostrożny, taki, jaki powinien być pierwszy raz. „Możemy przestać, kiedy tylko zechcesz.”
Zamiast tego przyciągnęłam go bliżej.
Jego palce odnalazły zamek na moich plecach, powoli go rozsuwał, a usta pieściły mój obojczyk. Wyginałam się do niego, niezdarnie rozpinając mu koszulę, pragnąc poczuć jego skórę przy mojej.
Gdy tkanina w końcu opadła, spojrzał na mnie z takim szacunkiem, że łzy zakręciły mi się w oczach. Jego dłonie drżały, gdy poznawały każdy mój kształt, każdy oddech, każdą cichą nutę, jaka wydobywała się z moich ust.
„Jesteś taka piękna”, wyszeptał przy mojej szyi. „Taka doskonała.”
Przyciągnęłam go do siebie, oplatając go ramionami, gotowa dać mu wszystko, co w sobie zachowywałam. Gdy po raz pierwszy dotknął mojego centrum, zaskoczony wydałam z siebie jęk, a on się zatrzymał, szukając potwierdzenia w mojej twarzy.
Kiwnęłam głową, a on powoli wszedł we mnie, wypełniając mnie centymetr po centymetrze, aż nie wiedziałam, gdzie kończę się ja, a zaczyna on. Ale coś się zmieniło. Jego ruchy stały się gwałtowne, oddech nierówny.
Odsunął się, przyciskając dłoń do czoła, zmieszanie przesłaniało mu rysy.
„Nie…”, zamrugał mocno. „Coś jest nie tak. Nie mogę—”
„Michael?” Sięgnęłam do niego, lecz już chwiał się w stronę drzwi.
„Potrzebuję powietrza. Muszę zadzwonić… Przepraszam…” Szamotał się z klamką. „Zostań tu. Zaraz wrócę.”
Drzwi kliknęły i opadłam w poduszki, z głową wirującą. Świece rzucały cienie na sufit, próbowałam się na nich skupić, przywiązać się do czegoś stałego.
To tylko nerwy. Tylko szampan. Zaraz wróci.
Po kilku minutach drzwi znów się otworzyły.
W progu pojawiła się jego sylwetka – znajome szerokie ramiona i wzrost. Znajomy zapach jego perfum otulił mnie, gdy podszedł bliżej, a ulga zalała mi pierś.
„Michael, wszystko w porządku?”
Nie odpowiedział słowami. Gdy mnie objął, jego usta znalazły moje, bardziej łapczywe niż wcześniej, a pocałunek smakował inaczej – głębiej, bardziej natarczywie. Myśli mi się rozproszyły, gdy jego dłonie mocno chwyciły moje biodra, przyciągając mnie do siebie z taką gwałtownością, że odebrało mi dech.
„Smakujesz cudownie”, warknął przy moich ustach.
Coś w jego głosie zabrzmiało ostrzej, ale byłam już zbyt daleko, by to analizować.
Tym razem nie było wahania. Całował moje ciało z bezlitosnym skupieniem, jego język kreślił na mojej skórze ścieżki, które sprawiały, że wiłam się pod nim.
Kiedy w końcu zatrzymał się między moimi udami, krzyknęłam, palce wplatając w jego włosy, gdy jego usta dawały mi fale po fali rozkoszy. Nie przestał, dopóki nie rozpadłam się zupełnie, szepcząc jego imię w blasku świec.
Potem znów był nade mną, a kiedy we mnie wszedł, poczułam różnicę – był pełniejszy, grubszy, rozciągał mnie na granicy bólu i rozkoszy. Narzucił bezlitosne tempo, biodra uderzały o moje, wnikał głębiej z każdym ruchem.
Objęłam go nogami, przyciągając jeszcze bliżej, dorównując mu własnym, rozpaczliwym pragnieniem.
„Więcej”, błagałam, a on dawał mi dokładnie to.
Obrócił mnie na brzuch, unosząc moje biodra, by spotkały się z jego, a nowy kąt sprawił, że zobaczyłam gwiazdy. Przycisnął klatkę do moich pleców, jego zęby musnęły mój bark, palce znalazły ten wrażliwy punkt, gdy wchodził we mnie raz po raz.
Rozkosz narastała ponad miarę, aż rozpadłam się z krzykiem, a on podążył za mną chwilę później, pulsując głęboko we mnie.
W drżącym finale śmiech wypłynął ze mnie gdzieś z głębi – przytłoczony, oszołomiony, pijana od niemożliwej wręcz szczęśliwości.
Potem wtuliłam się w jego pierś, miękka i spełniona, słuchając, jak jego serce uspokaja się pod moim uchem. Bezpieczna. Chroniona. Dokładnie tam, gdzie powinnam. Sen porwał mnie, zanim zdążyłam wypowiedzieć słowa, które wisiały mi na ustach.
Poranny blask przeciął zasłony.
Obróciłam się powoli, mrucząc z zadowoleniem, sięgając przez pościel. Moje palce szukały znajomego kształtu ramienia Michaela, ciepła jego skóry. I… zamarły.
Ciało obok było inne. Mięśnie pod moją dłonią – zbyt twarde, zbyt obce. Otworzyłam szeroko oczy, wpatrując się w poduszkę obok, a moje serce przestało bić.
Ostry podbródek. Ciemne włosy. Twarz, której nigdy wcześniej nie widziałam.
Mężczyzna, który spał spokojnie obok mnie, był obcy.
Moje płuca zapomniały, jak się oddycha. Leżałam sparaliżowana, wpatrzona w profil kogoś, kogo nie znałam, w czyim łóżku byłam naga, kogoś, kto zdecydowanie, absolutnie, przerażająco nie był Michaelem.
Pokój zawirował. Żółć wezbrała mi w gardle.
Nie czekałam, aż się obudzi. Nie śmiałam oddychać. Trzęsącymi się rękami wysunęłam się spod pościeli, chwytając pierwsze lepsze ubrania, buty, które obcierały mi stopy.
Nieznajomy poruszył się, mamrocząc coś przez sen, a ja przygryzłam język tak mocno, że poczułam smak krwi.
Hotelowy korytarz był zbyt jasny, zbyt cichy. Szłam szybko, potem szybciej, aż biegłam – obok wind, po klatce ewakuacyjnej, przez lobby, gdzie konsjerż krzyknął za mną.
Obcasy stukały o marmur, o beton, o asfalt mokry po nocnym deszczu.
Nie zatrzymałam się, póki nie zabrakło mi tchu.
Gdzieś w szarej, porannej Ohio, przyciśnięta do ceglanej ściany za hotelem, w końcu pozwoliłam sobie zrozumieć, co się wydarzyło.
Oddałam się komuś. Komuś, kto nie był Michaelem.
I nie miałam pojęcia, kim był.

Wrong Room, Right Daddy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101