

Opis
Zoey Hale zostaje porzucona - publicznie i brutalnie - przez swojego chlopaka za to, ze jest ,,nudna dziewica". Upokorzona i wsciekla, zwraca sie do Chase'a Donovana, najbardziej znanego szkolnego buntownika, z jednym celem: udawac jego dziewczyne, by wszyscy zadlawili sie wlasnymi plotkami. Jednak ich udawany zwiazek bardzo szybko staje sie prawdziwy. ,,Zaloze sie, ze nie odwazysz sie mnie pocalowac" - mowi. Ona to robi - i to ja niszczy. On przejrzal jej strach, przebil sie przez jej mury i pomogl jej wykreslic kazdy zakazany punkt z jej tajnej listy - lacznie z tym, ktory przeraza ja najbardziej: ,,Przespac sie z kims, kto naprawde mnie widzi". ,,Kurwa, Zoey," warczy, ,,musze poczuc cie cala." Teraz musi zdecydowac: czy to byla tylko zemsta, czy on jest jedyna prawdziwa rzecza w jej zyciu?
Rozdział 1
Apr 8, 2026
W tej samej chwili, gdy plastikowa butelka po Coca-Coli wycelowała w Milesa jak przeklęty kompas, wiedziałam, że zaraz będziemy świadkami społecznej apokalipsy. I szczerze? Trochę na to czekałam—dopóki nie zdałam sobie sprawy, że jestem główną bohaterką tej katastrofalnej produkcji.
Mój chłopak Miles robił swoje: trzymał mnie za ramię, ale scrollował TikToka, traktując mnie w sumie jak żywy mebel. Całe to ustawienie wrzeszczało „za bardzo się staramy”—kradzione z chemii zlewki wypełnione wygazowaną Spritem, tanie ledy z Allegro, które wszyscy zamawiają online, i muzyka tak cicha, że ledwo ją było słychać przez udawane chichoty.
— Stary, to jest takie aesthetic — ktoś wyszeptał, pewnie nagrywając na prywatną relację.
Już wtedy czułam się dziwnie—ten ścisk w klatce, brak tchu, który dopada cię, gdy udajesz, że wszystko gra, a twoje ciało mówi: „proszę pani, wcale NIE jest okej”. Ale cokolwiek. Uśmiechaj się, śmiej w odpowiednich momentach, nie bądź tą, co psuje zabawę. Standardowa procedura.
Jaylen wyglądał na półżywego, ale wciąż był chodzącym chaosem. — Prawda czy wyzwanie, ziomek?
Wszyscy pochylili się, jakby to było odsłonięcie kreacji na Met Gali. Miles ledwo podniósł wzrok znad telefonu. — Prawda, chyba.
A Jaylen—kochany, głupi Jaylen—uśmiechnął się, jakby odkrył ogień. — To co, w końcu się dziś prześpicie czy jak?
Śmiech był inny. Nie ten dobry. Ten, który sprawia, że masz ciarki na skórze, a żołądek ląduje ci gdzieś przy stopach.
Otworzyłam usta, żeby odbić piłkę—klasyczna Zoey—ale Miles mnie ubiegł.
— Nie wiem, pytaj ją. Nadal oszczędza się na ślub czy coś.
Pokój eksplodował. Już nie było słodkich chichotów. To był pełnowymiarowy rechot. Miałam wrażenie, że moja dusza opuszcza ciało i unosi się gdzieś pod sufitem, oglądając ten wypadek w zwolnionym tempie.
— Przepraszam, ale co do cholery? — Mój głos był dziwnie świszczący.
Miles nawet nie mrugnął. — Daj spokój, Z. Nie udawaj zaskoczonej. Jesteśmy razem dwa lata. W końcu musisz przestać bać się własnego ciała.
Martwa cisza. Taka, po której dzwoni ci w uszach.
Amber Mays—bo OCZYWIŚCIE ta pick me girl musiała tam być—uśmiechała się z podłogi, jakby całe życie czekała na tę chwilę. Pewnie miała rozpisaną całą strategię. Wiem, że od dawna ostrzyła sobie pazurki na Milesa.
Wstałam tak szybko, że zakręciło mi się w głowie. Wszystko było nie tak—moje ręce, nogi, powietrze. Jakbym była pod wodą i jednocześnie płonęła. Wiedziałam tylko, że muszę stamtąd wyjść, zanim totalnie się rozpadnę na oczach wszystkich.
Miles poszedł za mną na korytarz, a jego kroki odbijały się echem od szafek jak soundtrack z horroru.
— Zoey, zaczekaj — zawołał, zupełnie na luzie. — Nie chciałem cię zawstydzić.
Odwróciłam się w sekundę. — To co to, do cholery, było?
Przejechał dłonią po włosach—tak robi zawsze, gdy zaraz powie coś, co zrujnuje mi tydzień. — Po prostu… nie mogę już dłużej tego ciągnąć.
— Tego, czyli czego?
— Czekania, aż dorośniesz.
Ta bezczelność. BEZCZELNOŚĆ.
— Wciąż zachowujesz się, jakbyśmy byli w gimnazjum — ciągnął, jakby tłumaczył podstawy matmy przedszkolakowi. — Wszystko to zasady, podania na studia i pięcioletnie plany. Potrzebuję kogoś, kto naprawdę umie się bawić.
Wpatrywałam się w niego. Naprawdę wpatrywałam. — Czyli rzucasz mnie, bo nie chcę z tobą spać?
— Nie — odpowiedział, a to było jeszcze gorsze. — Rzucam cię, bo jesteś nudna, Zoey. Jesteś bezpieczna. A mam dość bycia bezpiecznym.
Odwrócił się i odszedł, jakby nie właśnie zniszczył mi cały świat. A kiedy spojrzałam przez te szklane drzwi? Już był przy Amber, szeptał jej coś na ucho, jakby mnie nigdy nie było.
Dwa lata. DWA LATA. Pomagałam mu pisać eseje na studia. Chodziłam na każdy mecz lacrosse, nawet te wyjazdowe, trzy godziny w minivanie jego matki. Dałam mu wszystko oprócz tej jednej rzeczy, którą uznał za najważniejszą.
Nie pamiętam, jak doszłam na dziedziniec. W jednej chwili gapiłam się przez drzwi, w następnej siedziałam na lodowatej ławce, a do buta przykleiła mi się zgnieciona ulotka o zdjęciach na maturę. „Uchwyć chwilę!” — głosiła. Jasne, chętnie bym ją uchwyciła i wymazała z istnienia, dziękuję bardzo.
Telefon martwy—oczywiście—a ręce trzęsły mi się jak po dwunastu Red Bullach. Skuliłam się w kulkę i próbowałam nie myśleć, jak jutro spojrzę wszystkim w oczy. Jak przeżyję, gdy czat grupowy wybuchnie. Jak wytłumaczę mamie, że Miles już nie przyjdzie na rodzinną kolację.
— Masz ten nawiedzony wzrok. Ciężka noc?
Podniosłam głowę tak gwałtownie, że zobaczyłam gwiazdy. Jakiś chłopak tam był—oparty o ławkę naprzeciwko mnie, jakby był właścicielem cieni, bluza z kapturem opadała tak, że podkreślała ostre obojczyki, jedna ręka głęboko w kieszeni, druga trzymała paczkę precli jak papierosa w starym filmie noir. Latarnia wycinała złoto z jego kości policzkowych. Jego oczy podniosły się powoli, z namysłem, i zatrzymały na moich.
To było jak zderzenie z piosenką, której jeszcze nie znałam, a już ją kochałam.
— Co?
Przechylił głowę, uśmiechając się—nie słodko, nie bezpiecznie.
— Wiesz... — powiedział, zupełnie niewzruszony. — Dziewczyna sama w ciemności, maksimum szkód emocjonalnych. Totalnie klimat teledysku indie. Brakuje ci tylko papierosa i pretensjonalnego podpisu, że miłość umarła.
— Znamy się? — zmrużyłam oczy w ciemności.
Zrobił krok bliżej—na tyle, że poczułam na jego bluzie coś drogiego, nieokiełznanego, męskiego i magnetycznego. Jego usta uniosły się w krzywym uśmiechu.
— Jeszcze nie. Chase Donovan.
O. OHO. Ten Chase Donovan. Ten, o którym nauczyciele wzdychali, a dziewczyny wariowały. Ten, który w zeszłym semestrze był na większej liczbie bójek niż lekcji, który nosił siniaki jak biżuterię. Ten z rodzinnym skandalem, mitologią rozbitego domu, z braterską ciszą, której nikt nigdy nie tłumaczył.
Ten, którym Amber była obsesyjnie zafascynowana, zanim w końcu przerzuciła się na Milesa.
On nie był tylko przystojny. Był niebezpieczny jak sekret, który CHCESZ trzymać nawet ryzykując, że cię przyłapią.
Rzucił precla na ławkę obok mnie. — Chcesz?
— Wyglądam, jakbym chciała precla?
— Wyglądasz, jakbyś czegoś potrzebowała.
— Potrzebuję, żeby wszyscy dali mi spokój.
— Już wystarczająco długo jesteś sama.
Te słowa po prostu zawisły w powietrzu, ciężkie i nieproszone. Mogłam mu kazać spierdalać. Pewnie powinnam. Ale było w sposobie, w jaki to powiedział—bez litości, bez zbawicielskiego tonu. Po prostu… stwierdzenie faktu.
— Zawsze zaczepiasz dziewczyny, gdy ich życie się wali? — zapytałam.
— Tylko te interesujące.
Wydobył się ze mnie gorzki śmiech. — Nawet nie wiesz, co się stało.
— Nie muszę — wzruszył ramionami. — Cokolwiek to było, musiało być do dupy. Jesteś chodzącą raną.
— Aż tak widać?
— Dla mnie.
Odwróciłam wzrok, bo jego szczerość sprawiała, że ściskało mnie w piersi. Wszystko było na opak. Jakby nagle przestała działać grawitacja. Ale on nie wydawał się niebezpieczny. Nie próbował mnie naprawiać, pocieszać, ani wmawiać, że wszystko dzieje się po coś.
— Myślałaś kiedyś, że „bezpieczny” to tylko kod na „nie chce mi się naprawdę cię zobaczyć”? — zapytał, ciszej.
Gardło paliło mnie od środka. Nie odpowiedziałam, ale też nie kazałam mu odejść.
Nie naciskał. Po prostu stał, cierpliwy i nieruchomy, jakby nie miał dokąd iść. Jakby patrzenie, jak się rozpadam, było ciekawe, nie żałosne.
— Chyba pozwolę ci wrócić do swojego melancholijnego świata — powiedział cicho, leniwie, ale nie nieuprzejmie. — Do zobaczenia, złamane serce.
I odszedł—bez fanfar, bez spojrzenia przez ramię—jakby właśnie nie rozbił we mnie czegoś, co od tygodni sklejałam taśmą.
Nienawidziłam tego, jak bardzo chciałam, żeby został.

Your Rival Saw Me Naked
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101